NIEDZIELA (głównie) kosmetycznie #5 | kosmetyczny post, retinol i Sylveco

października 01, 2017

Kolejny tydzień za nami :)

DOBRA POMADKA, SŁABY PEELING


Pomadki do ust Sylveco kilka razy przewinęły się już moim blogu. W telegraficznym skrócie - bardzo lubię wariant brzozowy i rokitnikowy za to fenomenu wariantu peelingującego zrozumieć nie potrafię. Nie omieszkałam dać jednak szansy kolejnej nowości tego producenta a konkretnie miętowej pomadce ochronnej z peelingiem. I nie pieję z zachwytu ;)

Nie zarzucę jej braku właściwości pielęgnujących - moje usta bardzo ją polubiły. Pomadka nie pozostawia drażniącego filmu, delikatnie acz skutecznie natłuszcza i nawilża usta. Rozczarują się jednak fani mięty bo ani to wybitnie miętą nie 'smakuje' ani nie pachnie. Dla mnie to jednak plus.

Produkt ten zawiera w sobie cukier, który ma odpowiadać za złuszczanie. No nie. Drobinki są, i owszem. Jednak jest ich po prostu bardzo mało. Raczej od czasu do czasu przy aplikacji delikatnie pomiziacie sobie usta (jak już na nie traficie) niż będzie to pomocnik do pozbycia się suchych skórek.

Oceniam ją dość dobrze. I myślę, że kiedyś do niej wrócę. Sztyft jest odpowiednio twardy (klasyczna wersja peelingująca była dla mnie za miękka), gładko sunie po ustach i dba o ich kondycję. Jednak nie spełnia swojego podstawowego zadania. Niestety.


GDY TWOJA SKÓRA CIĘ LUBI


Dobra passa trwa. Moja skóra należy do tych kapryśnych - nie jest problematyczna pod względem niedoskonałości (chociaż muszę dbać o jej gruntowane oczyszczanie bo lubi się zapychać) jednak ostatnio moją bolączką było silne odwadnianie, skłonność do podrażnień i silna nadwrażliwość. Odpukać (!) ostatnie tygodnie, jak nie miesiące były dla niej bardzo łaskawe. Odkryłam to w sumie przypadkiem. Gdy dołączyłam do mojej pielęgnacji preparat 'do zadań specjalnych' Mediq Skin + z retinolem, kwasem glikolowym i klindamycyną.

Poprzedniej jesieni zmuszona byłam odpuścić kwasy i inne drażniące czynniki na które to bez większego problemu mogę sobie pozwolić na chwilę obecną. I wyczekiwać z utęsknieniem na efekty. Bo pierwsze wrażenie mam niesamowicie pozytywne! Już po kilku aplikacjach skóra jest zdecydowanie gładsza, jej faktura i koloryt wydają się być wyrównane a to dopiero początek...

Szykuję Wam obszerną recenzję tego kosmetyku z wrażeniami aktualizowanymi w miarę na bieżąco więc jeśli jesteście ciekawi za jakiś czas pojawi się na blogu. Wspomnę tylko, że ze względu na swój bardzo 'konkertny' skład jest to preparat mocno inwazyjny - przeżyłam wylinkę, przeżyłam wysyp, a także okresową silną nadwrażliwość. Cierp ciało, kiedyś chciało.

POSZCZĘ:


Tak. Jak nigdy nie porywałam się na takie inicjatywy tak tym razem powalczę sama ze sobą. Już zakładam, że wraz z postanowieniem moim nadejdzie ogrom promocji i ofert kuszących mnie zewsząd ale... od razu uprzedzam, że odwyk obowiązuje tylko na kategorie ujęte w moim zbiorze kosmetycznym a na Rossmannowskiej promocji planuję zaopatrzyć się z odżywkę do paznokci (bo mi się kończy!), zapasowy puder i jakiś ładny lakier (nadal nie wiem czy chcę hybrydy czy nie, ja tak mam). Aczkolwiek od pielęgnacji wszelakiej stronić będę w ramach sił swoich. Obiecuję.

PRZYSZŁO:


Przy okazji postu na temat moich sierpniowych ulubieńców wspominałam Wam, że moje uznanie zyskał tusz Miss Manga Mega Volume L'Oreal. Gdy trafiła się więc promocja i mogłam nabyć oba za 32.80 zł nawet się nie zastanawiałam. Dzień później za taki duet zapłaciłabym 25 zł co mnie trochę podłamało. A dwa dni później równe 40 zł... W tym roku wyprzedaże w e-glamour są dziwne :D Nie ma co płakać - cena jaką za nie zapłaciłam i tak była dobra. Bo same tusze są świetne. Pięknie rozdzielają, widocznie podkreślają oko przy czym wytrzymują 12h co jest dla mnie niezmiernie ważne.

Gdy świat Cię nienawidzi i potrzebujesz pocieszenia (a martwisz się o kilogramy własne) kup dwudziesty trzeci żel pod prysznic. Tym oto sposobem w moje ręce wpadła ogórkowo-aloesowa Isana o przyjemnym zapachu. Za 4 polskie złote. Poszła już w ruch i jaki inne Isany skórę (i tak suchą) mi przesusza. I chyba jest winowajcą dziwnej pokrzywki, która pojawiła się na ciele :/ Nie był to zakup dobry ale... mogłam kupić dwie a wariantowi z wodą kokosową się oparłam. Małe sukcesy cieszą najbardziej.


WYSZŁO:


Systematyczne pisanie recenzji idzie mi ostatnio jak po grudzie. Folder ze zdjęciami kosmetyków o których wspomnieć pęka w szwach a ja... cóż. Tym razem jednak zdążyłam temat ogarnąć zanim butla dobiła dna i recenzja matująco-wygładzającego serum VitaCeric Dr Irena Eris już na Was czeka, Brawa dla mnie :D


Mineralny peeling gommage Biotaniqe dokonał swojego żywota jako peeling skóry głowy.  I byłam z niego niesamowicie zadowolona. Nakładałam go między pierwszym a drugim myciem na 10 minut (bez masowania) a to to pięknie zadbało o skórę działając jak typowy peeling enzymatyczny. Zmywał się łatwo, nie podrażniał, jest tani. Nic tylko kupować.

Nadal jaram się zapachem serii Bedtime Johnson's. Wypróbowałam wszystko co w swojej ofercie ma producent jednak oprócz żelu myjącego na uwagę zasługuje wyłącznie szampon - jest łagodny, pięknie oczyszcza, nie obciąża przez co idealnie wpisuje się w grupę kosmetyków do codziennego mycia. Wrócę, mam dwie butle w zapasie.


Produkt z gatunku 'najbardziej niewydajny z możliwych' - pianka pod prysznic Dove. Była niesamowicie przyjemna, nie wysuszała skóry, a raczej pozostawiała na niej uczucie komfortu jak ich standardowe żele. Umilała czas niesamowicie przyjemnym zapachem. Ale skończyła się błyskawicznie a kosztuje to to w cenie regularnie 20 zł.

Kolejny peeling cukrowy Organic Shop. Zdania co do nich nie zmieniałam (zapraszam na recenzję) ale ten egzemplarz pachniał chociaż lepiej niż pozostałe. Nie pachniał za to kawą.

Miłego tygodnia!





You Might Also Like

8 komentarze

  1. lubie pomadki sylvevo tej nie miałam szkoda ze sie u ciebie nie sprawdza

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam okazję używać obecnie pomadkę Sylveco z rokitnikiem, taką dostałam w pudełku beGlossy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Te peelingi z Organic Shop ostatnio strasznie dostają baty, a ja mam jeden i całkiem go lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubie z Johnsona szampon "z olejkiem arganowym" polecam. Trzymam kciuki za postanowienie;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie do peelingowania ust wersja żółta z sylveco jest najlepsza!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pomadki Sylveco mam w zapasach, jeszcze nie wiem jak działają. ;) Tuszu Loreal Manga nigdzie nie widziałam, ale z chęcią przetestowałabym.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam ochotę na ten żel Isany ;) I lubię hydrolipidowy Pharmaceris

    OdpowiedzUsuń
  8. Niedawno zakupiłam pomadkę Sylveco, gdyż czytałam o niej bardzo dobre opinie, a teraz boję się otworzyć żeby się nie rozczarować :/

    OdpowiedzUsuń

Popular Posts