ULUBIONE #8 2017

września 02, 2017


Po raz kolejny zapraszam Was na podsumowanie moich comiesięcznych faworytów.


Tusz Miss Manga Mega Volume to... mój pierwszy tusz tej marki. Nie pytajcie jak mi się to udało. Aczkolwiek już wiem, że z pewnością nie ostatni. Dobra trwałość, pięknie wyczesywanie rzęs, nadawanie im objętości i widoczne ale nie przerysowane podkreślenie oka kupiło mnie na dobre.

Do drugiego kosmetyku kolorowego czyli rozświetlacza w gąbeczce Cashmire podeszłam za to niechętnie. Po pierwsze ze względu na jego ciemny, perłowy brązowy odcień a po drugie bo... ja nie lubię płynnych rozświetlaczy. Na początek minus - opakowanie. Dziwna 'innowacja' producenta w postaci niehigienicznej gąbki którą to za chorobę nie da się zaaplikować tego kosmetyk na twarz bez efektu 'stempelków' i ordynarnych plam. Jednak dobry pędzel (u mnie duofibre) sprawił, że mimo trudnych początków jestem nim niemal zachwycona. Efekt jaki pozostawia na skórze to lekka mgiełka drobinek o mokrym wykończeniu a kolor z paskudnej brązowo-złotej mazi zmienia się w coś co lekko zabarwia skórę jednak jest nienachalne i bardzo wdzięczne. Nie warto się zniechęcać. Po raz kolejny wychodzę z tego oto założenia.


Odkąd swojego żywota dokonała relaksująca woda toaletowa Yves Rocher o zapachu lawendy, kwiatu pomarańczy i petit grain szukałam w moich przepastnych zapachowych zbiorach jakiegoś równie niezobowiązującego, lekkiego zamiennika. Przypomniałam więc sobie o wodzie toaletowej Rose Fraiche Yves Rocher. Patrząc na żenującą trwałość to raczej mgiełka (w ładnym opakowaniu) niż woda jednak jej nieprzytłaczający, szalenie dziewczęcy różany aromat zdecydowanie umilał mi poranki w ostatnich tygodniach. 


W temacie marki Yves Rocher nie mogę nie wspomnieć o ich żelu pod prysznic o zapachu moreli i rozmarynu. Nie jestem wielką fanką brzoskwiniowych nut bo często są dość mdłe i bezpłciowe zamiast soczyście owocowe jednak nie zawiodłam się. Jest owocowo. Z wyraźną ziołową nutą co sprawia, że cała kompozycja jest przyjemnie odświeżająca, słodka ale i z charakterem. Zapach utrzymuje się na ciele a sam żel jest gęsty, dobrze się pieni i przesusza mojej i tak suchej skóry. Mam trzy kolejne butle w zapasie więc... wiedzcie, że coś się dzieje ;) Promocja znaczy była.

Odżywka Marokańska księżniczka (:D) Organic Shop początkowo mnie nie zachwyciła. Ba, byłam niemal pewna, że zużyję ją jako produkt do golenia bo nie robiła z moimi włosami absolutnie nic. I tak przez kilka pierwszych użyć zastanawiałam się czy to nie ona wręcz przesusza mi włosy. Jednak z każdym użyciem widziałam progres a gdy obcięłam suche i zniszczone rozjaśnianiem końce... jestem zachwycona. Odżywka jest przyjemnie treściwa, ma niesamowicie przyjemny orientalny zapach i pięknie nawilża i wygładza moje (zdrowe już) włosy nie obciążając ich. Przyczepię się do opakowania - mimo sporego otworu ze względu na jej zwartą konsystencję trudno było ją 'wytrząsnąć' z opakowania. I z jednej strony za tę cenę (niespełna 7 zł za 280 ml) trudno wymagać cudów tak z drugiej... ich żele po prysznic kosztują też tyle co nic a mają pompkę.


Nigdy nie byłam szczególną fanką stosowania spikadeł do stóp bo nie mam problemów z ich potliwością. Jednak wzięłam i kupiłam antyperspirant Bielendy przy okazji którejś z Rossmannowskich promocji i... chętnie do niego wrócę. Nie wiem czy chronił przed poceniem jednak fantastycznie odświeżał stopy na cały dzień nawet w najgorsze upały gdzie uparcie nosiłam na nogach zakryte buty przez plus minus dwanaście godzin. 

A jako, że nadeszły upały (już odeszły, na szczęście) wróciłam do mojego faworyta w kategorii ochronny czyli antyperspirantu Old Spice. Niby męski jednak cała seria ze 'zwierzakami' na opakowaniach to zapachy mocno owocowe, jak dla mnie typowo unisex. To najlepszy drogeryjny antyperspirant pod względem skuteczności i dzięki niemu przestałam używać w sezonie letnim blokerów. Bo nie mam takiej potrzeby. Ma jednak wadę - nie jest najdelikatniejszy dla skóry i potrafi mnie konkretnie piec po nałożeniu jednak jestem mu to w stanie wybaczyć. Bo pieczenia mija a komfort suchej skóry pozostaje na dzień cały. Ma formułę żelowego sztyftu i nie brudzi ubrań.

I na koniec ulubiony deo na co dzień czyli antyperspirant w sztyfcie Dove. To chyba jedyny produkt który zapewnia dobrą ochronę (pomijam temperatury 30+) i niesamowity komfort dla skóry. Wierzcie lub nie - odkąd zaczęłam stosować je codziennie nie mam problemu z przesuszoną skórą pach co zdarzało mi się wcześniej notorycznie. Mimo 'kremowej' formuły nie brudzą ubrań na dodatek mają bardzo przyjemne zapachy. Chwilowo nie planuję zmian w tym zakresie i pewnie zostaną ze mną na dłuuugo.

You Might Also Like

22 komentarze

  1. Niestety żadnego z tych produktów nie miałam u siebie, ale może po nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę zainwestować w ols spice ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. rozświetlacza w gąbeczce Cashmire jest u mnie jeszcze w pudełku, ale muszę się za niego wziąć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo chętnie przetestowałabym tą odżywkę z Organic Shop. Ich asortyment bardzo mnie ciekawi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuj, za te pieniądze nie będzie żal jak się nie sprawdzi ;)

      Usuń
  5. Nie miałam tych produktów :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miałam ani jednego kosmetyku, ale warto je mieć na uwadze na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tyle ciekawych produktów, a ja żadnego nie znam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zainteresowała mnie ta odżywka ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Antyperspirant Dove pojawił się w moich ulubieńcach ;) uwielbiam go, chyba najlepszy jaki miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To juz drugi post z ulubieńcami, w którym widzę tą odżywkę do włosów z organic shop, to dowód na to że muszę ją kupić :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Morela i rozmaryn <3 cudny zapach, mam balsam, a właściwie żelem bym to nazwała.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. uwielbiam ten rozświetlacz Cashmere, daje ładny, delikatny efekt :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Żadnego nie miałam :) Marokańska księżniczka.............. :D

    OdpowiedzUsuń

Popular Posts