Czasem mam ochotę do Was popisać ale nie mam gdzie. Tym oto wstępem pora na ziścić mój niecny plan uderzenia w nutę (nadal mocno kosmetycznego) lajfstajlu. Chociaż szczerze nienawidzę tego określenia. Jako, że moje luźne przemyślenia nie wpisują się w posty z recenzjami by tchnąć ducha nowości na blogu co jakiś czas pojawi się tu moja pisanina. Absolutnie nie ręczę za systematyczność jednak jak najdzie mnie ochota kolejna część tego wpisu pojawi się raz jeszcze. I jeszcze. I miejmy nadzieję, że tak szybko moich planów nie porzucę. Docelowo ma być to też miejsce na typowy kosmetyczny 'bilans' bo coraz mniej serca mam do składowania odpadów ale co z tego wyniknie... Zapraszam!


DWUFAZA, OLEOŻEL i małe dramaty


Przy okazji sierpniowego denka wspominałam Wam, że wzięłam się za używanie (i zużywanie) kosmetyków, których mam najmniej by w końcu odciążyć trochę moje łazienkowe półki.  Denko tak swoją drogą było dość mocno oszukane bo do końca miesiąca udało mi się zużyć jeszcze kilka rzeczy (bijąc tym sposobem rekord ilości zużytych kosmetyków ;)) o czym kiedy indziej. Na celowniku mam świetny kosmetyk z aptecznej linii Dr Ireny Eris ClinicWay który jest ze mną już tyyyyle czasu że należy mu się już zakończenie żywota w denkowym pudle. A jako, że producent twierdzi, żeby stosując go omijać okolice oczu wyjęłam z zapasów zapomniany już niemal płyn dwufazowy do demakijażu oczu i ust AA. I jakie było moje zaskoczenie gdy okazało się, że mocny to zawodnik. Przepięknie zmywa makijaż przy czym jest bardzo delikatny. I ma lekką formułę. Taką bardziej przypominającą emulsję niż dwufazę przez co używa mi się go niesamowicie komfortowo. Jeśli lubicie tego typu kosmetyki do zmywania makijażu oka i traficie na niego w drogerii to zdecydowanie warto.


I mała porażka. Pozostając przy linii ClinicWay. Tym razem jednak przy drugim (z dwóch) kosmetyków które miałam okazję stosować mianowicie o masce. Wzięła i wyszła. Nie wiem gdzie i kiedy. To znaczy śmiem się domyślać, że przy okazji obfotografowywania jednocześnie lipcowego denka i ulubieńców zakończyłam z nią swoją przygodę wrzucając ją do kosza (z frakcją suchą, nieświadomie!). I powiem Wam, że szkoda mi jej strasznie.

ulubieńcy (lipiec)
oleożel i maska przeciwzmarszczkowa ClinicWay Dr Irena Eris (pierwsze wrażenie)
nawilżający żel do mycia twarzy AA (recenzja)


LUBIĘ ROBIĆ ZAKUPY

Dacie wiarę? ;) Szczególnie w sklepach, w których te zakupy aż chce się robić. Moja przygoda z Sylveco i innymi tworami tego producenta trwa na dobre. Zdarzały się wtopy (nie raz), zdarzały się też małe zachwyty i cały czas mam ochotę na próbowanie ich nowości. Nie trzeba mnie więc było zbyt długo namawiać gdy przeczytałam o darmowej dostawie ich sklepie internetowych i skusiłam się na zamówienie. Po raz pierwszy bezpośrednio ze strony. Nie dość, że zamówienie zostało świetnie zabezpieczone, wysłane błyskawicznie to jeszcze na dodatek w paczce znajdowało się od groma próbek wszelakich. I dwie krówki, które już pożarłam.


Niewiele kupiłam. Po niezbyt satysfakcjonujących początkach z szamponem nawilżającym Vianka zaczęłam się z nim dogadywać więc sięgnęłam po ich szampon z linii normalizującej. Bo kocham ich wcierkę do włosów z tejże. Skusiła mnie też najnowsza peelingująca pomadka (miętowa!) bo poprzednia nic mi nie urwała więc na upartego postanowiłam dać jej szansę. I... chyba miłości z tego nie będzie.


Przy próbkach jednak pozostając... Wszystko co pod oczy wydałam w lepsze ręce (bo formuły tych kremów są dla mojej wymagającej skóry po prostu zbyt lekkie), kremy do twarzy zostawiłam jednak sobie bo po mojej pełnowymiarowej przygodzie z ich kremem brzozowym mam je na względzie. Dorwałam się jednak na już, na teraz do ich kremu BB, którym zaciekawiła mnie już dawno temu autorka bloga kosmetologia naturalnie. I zapałałam do niego sympatią od pierwszego użycia (bo niewiele ich póki co będzie ;)). Niestety kolorystyka leży więc poczekam z zakupem aż w sieci pojawią się zdjęcia nowego, jaśniejszego odcienia, jednak działanie odpowiada mi po pierwszych testach bardzo. Krem jest lekki, przy czym lekko tępy (jak inne lekkie kremy tego producenta) jednocześnie subtelnie tonuje odcień skóry i przyzwoicie nawilża. Pozostawia po sobie uczucie komfortu i po długich godzinach na skórze wygląda... znośnie. A jako, że mój makijaż przeżywa ze mną średnio 12 godzin dziennie i gdy na koniec dnia stwierdzam, ze 'nie jest źle' to... jest dobrze. Będzie mój, z pewnością.



zakupy Sylveco.pl (instagram)
pomadka peelingująca Sylveco (recenzja)
krem brzozowy Sylveco (recenzja)
www.kosmetologia-naturalnie.pl


NIE LUBIĘ INPOSTu i nowości w pielęgnacji mojej i nie mojej

Gdy wiem, że cokolwiek będzie dostarczał mi InPost czuję lekkie kłucie w żołądku ;) Moje doświadczenia z tą firmą mam mocno mieszane - jak kocham inicjatywę paczkomatów tak nie mogę zapomnieć im zagubionej paczki oraz przestać wypominać faktu, że średnio co druga paczka zamiast 'pod drzwi twoje' ląduje w punkcie odbioru do którego mam 20 minut spaceru a do którego to jednocześnie jest mi totalnie nie po drodze. No i ten nieszczęsny InPost (a raczej przesympatyczny kurier) przytargał mi nowości Nivea.


Mianowicie dwa kremy z linii Essentials Urban Skin Detox, która to dedykowana jest skórze zmęczonej i pozbawionej blasku. Na upartego niby do mojej jednak mój jesienny plan pielęgnacji mam już rozplanowany więc owe kremy lecą w ręce mojej mamy, która ze swoją suchą, zmęczoną, dojrzałą i pozbawioną blasku skórą będzie najlepszą osobą do ich wypróbowania. Podejrzewam, że z napisaniem recenzji odrobinę się pomęczę (człowiek orzekający w kategoriach 'fajne' lub 'niefajne') aczkolwiek efekty zobaczę okiem własnym.


Moja pielęgnacja za to po (chyba?) ponad rocznej przerwie od kwasów właśnie na nich będzie oparta w kolejnych miesiącach. Wszelkie drażniące czynniki dawno, dawno temu odpuściłam sobie gdy moja skóra zaczęła kaprysić jak sto nieszczęść jednak gdy ze spokojnym sumieniem (i słabnącą nadwrażliwością) mogę w końcu trochę na niej podziałać biorę się za używanie Mediq skin PLUS z tretynoiną, klindamycyną i kwasem glikolowym w jednym. A jako, że filtry przy takich produktach to rzecz święta w ruch idzie krem z SPF50 Pharmaceris. Jestem ciekawa efektów szczególnie, że nie mam problemów z trądzikiem a raczej zależy mi na działaniu odmładzającym ;)


SPÓŹNIONE DENKO

Pospieszyłam się z sierpniowym denkiem. Z powodu niezwykle prozaicznego - zaczęłam tonąć w śmieciach. Mam nieznośną tendencję do otwierania wszystkiego na raz, zużywania do połowy i... odkładania bo mi szkoda. Wierzcie lub nie ale jest to u mnie nagminne i dnia pewnego półki w mojej łazience zaczęły się od ciężaru wszechobecnego mojego 'hobby' uginać. Koniec. Pora na harmonię (i spokój) więc kolejna porcja zużyć przed nami.

projekt denko (sierpień)


Kremowy żel do mycia twarzy Cleanology Dr Irena Eris nie doczekał się jeszcze recenzji i niebawem to nadrobię. Był świetny. Gęsty, kremowy, jednocześnie dobrze oczyszczał i nie przesuszał skóry. Rzecz warta uwagi.

Ha, moje pierwsze (i póki co ostatnie) zużycie września mianowicie tonik matujący Natura Estonica Bio. Kupiony po mojej dość miłej przygodzie z wariantem odmładzającym i totalnie miłej z wersją nawilżającą tegoż producenta. Wrażenia? Mocno nijakie. Stosowany jako tonik nie robił nic (mimo pięknego składu) jednak jako kosmetyk do obfitego spsikania skóry po wykonaniu makijażu by go utrwalić i zdjąć nadmierną pudrowość spisał się wybitnie dobrze. Wrócić nie wrócę, pozostanę przy jego różowym i fioletowym braciach.

tonik odmładzający Natura Estonica Bio (recenzja)


O algowej masce peel-off z aktywnym węglem Bandi wspomniałam Wam na Instagramie. Rzecz świetna! Nie dość, że gotowa do użytku po (bezproblemowym) wymieszaniu dwóch części saszetki to jeszcze tak samo łatwa w aplikacji. Efekt? Pięknie wygładzona, oczyszczona i rozjaśniona skóra. Mam jeszcze jedną sztukę i nie zawaham się jej użyć.

Totalnym nieporozumieniem było dla mnie za to serum do twarzy z Perfecty. Nie robiło to to absolutnie nic. No, nieźle pachniało. I odrobinę podrażniało mi skórę.


Natura nie zawsze jest spoko. Szczególnie gdy pachnie chemicznym miodem i zasadniczo to nawet nie spełnia swojej pierwotnej myjącej funkcji. Proszę Państwa oto żel pod prysznic Biolove milk&honey. Napiszę o nim więcej przy okazji postu z serii kąpielowej jednak już mogę zaznaczyć że mojej aprobaty nie zdobył.

Podobnie jak odżywczy krem do rąk Vianek. Który to odżywczy był tylko z nazwy. Pachniał bosko jak każdy inny kosmetyk z tej serii jednak ani formuła ani działanie nie przypadł mi do gustu. I chyba się trochę nad nim jeszcze poużalam bo mam cztery kosmetyki Vianka w 'obiegu' i może spłodzę im odrębną recenzję.


Odżywczy nektar-balsam Dr Irena Eris Resort Spa Fiji był równie fantastyczny jak lotion do ciała Dove Baby. Pierwszy zachwycał lekką formułą, boskim zapachem i dobrymi właściwościami nawilżającymi drugi za to odżywiał skórę jak marzenie mimo podejrzanie lekkiej formuły. Mam butlę w zapasie, kiedyś napiszę Wam o nim więcej.

Odżywczy nektar-balsam Dr Irena Eris Resort Spa Fiji (recenzja)


Spray do stóp Bielenda nie bez przyczyny znalazł się w ulubionych sierpnia więc bez przedłużania do tego postu Was zaproszę jednak wspomnę o mydle do rąk z Lidla. Za złotówkę. Które to kupiłam w biegu z braku laku i które to oprócz funkcji podstawowej robiło też za łazienkowy odświeżacz powietrza bo pachniało wręcz nieprzyzwoicie intensywnie. Działanie? Średnio. Skład? Sodium tallowate na przedzie. Nie, dzięki.

Miłego tygodnia! :)

23 komentarze:

  1. Ja jestem w trakcie używania żelu Mediqskin. Super produkt :) Świetnie radzi sobie z pryszczami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo fajnych kosmetyków, a do jakiegoś toniku z Natura Estonica, chyba się muszę wreszcie przytulić w najbliższym czasie, jak zużyję to, co obecnie posiadam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie budzi emocje skrajne ale... i tak kupuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że nie tylko ja mam przeboje z InPostem. Składałam reklamacje, ale ich nie uwzględniają, bo kurier nie przychodzi, ale zaznacza że był, ale nikogo nie zastał. A oni wierzą jemu a nie mi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecnie dla urozmaicenia toczę boje z DPD bo mi policzyli pieniądze za 'pusty podjazd' mimo, że kurier nawet nie wiedział o zleceniu :D Odpukać, jeśli mowa o dostarczaniu paczek problemów nie mam ;)

      Usuń
    2. DPD na szczęście nigdy nie zrobiło mi psikusa. Ale InPost za każdym razem, gdy są to przesyłki od Nivea.

      Usuń
  5. Ja też nie lubię inpostu bo potrafią zostawić paczki gdzieś na zadupiu nawet jak ktoś był w domu:/ ale tym razem grzecznie doręczył mi Niveę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szampon vianek nawilżajacy nieźle się u mnie spisuje, więc też muszę wypróbować inne warianty ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam zel do mycia Cleanlogy

    OdpowiedzUsuń
  8. Lotion Dove Baby? A to Ci dopiero! Muszę obadać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nad kremem do rąk Vianka się zastanawiałam, ale teraz sama nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dłonie nie lubią kremów bez parafiny, może u Ciebie spisał by się lepiej?

      Usuń
  10. Ja zamówiłam właśnie tę pomadkę miętową i jestem bardzo ciekawa jak u mnie się sprawdzi:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też nie lubię określenia lifestyle :D Akurat mam same dobre doświadczenia z InPostem :)

    OdpowiedzUsuń