ULUBIONE #7 | letni ulubieńcy :)


Dziś zapraszam Was na kolejną, siódmą już w tym roku odsłonę moich comiesięcznych faworytów. Mam Wam do pokazania garść nowości ale i kosmetyki po które sięgam od dłuższego czasu a które to za każdym razem utwierdzają mnie w przekonaniu, że 'to jest to' :)


❤ W porównaniu do sporej części osób, które zachwycają się popularnymi maskami w płacie nie należę do szczególnych ich fanek. Zdarza mi się takową na skórę nałożyć (w wersji samorobionej) ale wydawanie po kilkanaście złotych 'na raz'... musiało by to to sprzątać, prać i gotować ;) Z tego też względu nadal pozostaję wierna maskom kremowym, szczególnie gdy występują w opakowaniach pełnowymiarowych (saszetki to zło!). Maska przeciwzmarszczkowa Dr Irena Eris Clinic Way jest ze mną ponad pół roku (ważna 12 ms od otwarcia) i od ponad połowy roku ratuje mi tyłek, gdy moja twarz krzyczy 'pić!'. Nadal nie wiem czy ma ona jakikolwiek potencjał na zmarszczki, wiem jednak, że nie dość, że pięknie wygładza skórę to funduje jej potężną dawkę nawilżenia. Ma przyjemną, kremową, lekką puszystą formułę i równie dobrze sprawdza mi się nałożona obficie na kilkanaście minut jak i traktowana od czasu do czasu jako krem na noc. Świetny, niesamowicie wydajny kosmetyk wart wypróbowania.

Vianek i ich łagodzący tonik-mgiełka do twarzy. Mały zachwyt. Chociaż pierwsze aplikacje wcale mnie do niej nie zachęciły. Na hasło 'mgiełka' spodziewałabym się przyjemnej, lekkiej... mgiełki a nie morza ciężkich kropel, które wydobywają się z atomizera z różną częstotliwością. Co jest upierdliwe aczkolwiek istnieje prawdopodobieństwo, że mam felerne opakowanie. Tonik jest płynny jednak to typowy treściwszy niż woda kosmetyk. Który całkiem przyzwoicie nawilża, przywraca skórze komfort i umila życie swoim lekko konfiturowym zapachem. U mnie jednak pomijając kwestie pielęgnacyjne gości na skórze codziennie jako produkt 'po makijażu'. Świetnie znosi wrażenie nadmiernej pudrowości i matu, delikatnie ale naturalnie 'rozświetla' skórę i nie ma negatywnego wpływu na trwałość kosmetyków.



Żel do mycia twarzy i ciała Atopis NovaClear+ zdobył moją sympatię od pierwszego użycia. Jest niesamowicie łagodny (również dla okolic oczu) jednocześnie do dobrze oczyszcza skórę. Używam go do mycia twarzy i jestem z niego szalenie zadowolona. Ma śmieszną, glutkowatą konsystencję, pieni się delikatnie i łatwo zmywa ze skóry.

❤ Mój wielki powrót czyli delikatny szampon do włosów z wyciągiem z hamamelisu Yves Rocher. To mój ulubiony szampon tej firmy i jeden z lepszych w ogóle. Moja skóra głowy bardzo lubi - dobrze myje przy czym dogaduje się z moją skórą i nadaje do codziennego mycia co normą wśród szamponów niestety nie jest. Lubią go również moje włosy bo delikatnie zmiękcza wyhodowane przeze mnie suche siano ;) Ma przyjemną, gęstą, dobrze pieniącą się formułę i niemęczący ziołowy zapach. Minus? Trudno go dostać. W sklepie online jest wiecznie niedostępny :/

❤ Miłość od pierwszego użycia. O olejkowej mgiełce Lirene lada dzień pojawi się odrębny post jednak nie mogę o niej nie wspomnieć. Ma lekką, nawilżającą formułę, szalenie przyjemny zapach i wygodną metodę aplikacji. Używam jej głownie rano i jak widać - jest niemal w ciągłym użyciu (zamiennie z filtrem w słoneczne dni).


❤  Relaksująca woda toaletowa Yves Rocher nie grzeszy ani trwałością ani intensywnością zapachu - to raczej mgiełka (w świetnym flakonie) niż coś czym spsikacie się raz i będziecie tym pachnieć do wieczora ale... pachnie bosko! To subtelne połączenie nuty gorzkiego kwiatu pomarańczy i subtelnej lawendy. Całość jest nieoczywista, nienachalna ale z charakterem. Ostatnio gości na mojej skórze dzień w dzień niezależnie od pogody czy pory dnia. Zużywa się szybko jednak jak na YR przystało - jest tak tania że wcale mi nie żal :)

Perełkowa baza pod podkład Bielenda to moja nowość i mimo, że nie jest ze mną zbyt długo nie mogę o niej nie wspomnieć. Jest bardzo lekka, w swojej konsystencji przypomina raczej serum niż typową bazę pod makijaż jednak ułatwia aplikację podkładów i wzmacnia ich trwałość. No i to opakowanie *-*

❤ No i kolejny powrót tym razem puder a konkretnie Bananas Dream puder bananowy W7. Ze względu na dość ciemny kolor przeleżał u mnie całą zimą i poszedł w ruch dopiero teraz, gdy moja skóra nabrała 'koloru'. Jest świetny. Pięknie wyrównuje koloryt, nie wysusza skóry i całkiem nieźle radzi sobie z utrwaleniem makijażu (a ten noszę około 12 h). Jest tani i ogromny (był ze mną dwa sezony) i podejrzewam, że w przyszłym roku kupię kolejne opakowanie.

Znacie któryś z tych kosmetyków? :)

16 komentarzy:

  1. Znam żel ATOPIS i mam podobne odczucie, testuję go też na skórze głowy, która mam ostatnio częściej podrażnioną. Zainteresowała mnie mgiełka z Lirene oraz maska dr Ireny Eris. Też mnie irytują saszetki ;-))

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawi ulubieńcy ;) Ja też lubię sama robić sobie maseczki w płachcie, bo ich ceny są za wysokie, chociaż raz na jakiś czas sobie pozwalam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta woda z YR towarzyszyła mi cale poprzednie lato:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ten puder bananowy i tez bardzo lubie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Żel z Atopis też przypadł mi do gustu :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo zaciekawiłaś mnie tą mgiełką z Yves Rocher ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmmm, kosmetykoholiczko, ta reklama na pasku powinna tam być? Bo jest taka spora trochę i BARDZO rozprasza podczas czytania :((( Oczywiście jeżeli tak ma być, to Twój wybór i nie planuję w żaden sposób w to ingerować :) Ale serio, nie mogę się skupić na wpisach jak ona jeździ razem ze mną w dół :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Tą morską mgiełkę i masję dr irena eris muszę poznać! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety z żadnym z tych produktów nie miałam styczności. O niektórych czytałam jednak wiele pozytywnych recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  10. Prawda, flakon "mgiełki" YR jest śliczny :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam tonik Vianka i bazę Bielendy. Lubię, szczególnie bazę. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mgiełka Vianka wygląda fajnie :)

    OdpowiedzUsuń

Instagram