Zapraszam na pierwsze denko w nowym roku. Styczeń obfitował w zużycia i to chyba najowocniejszy tego typu post jaki pojawi się na moim blogu. Zapraszam Was serdecznie na krótkie podsumowanie produktów, które wykończyłam w mijających tygodniach.
Chusteczki do demakijażu Cleanic - lubię tego typu formę demakijażu jednak te, które wpadły w moje łapy w pudełku Joybox nie sprawdziły się u mnie zupełnie. Nasączone były podejrzanie konkretnym płynem, który raczej ślizgał się po skórze niż rozpuszczał makijaż. Na dodatek struktura chuteczek nie była porowata przez co nie zbierały produktu za skóry. Są dosyć drogie jak na 10 sztuk w opakowaniu przez co tym bardziej jestem nimi rozczarowana. Nie wrócimy do siebie.
Żel micelarny Lirene - po zachwycie podobnym produktem marki AA spodziewałam się po nim trochę więcej niż mi zaoferował. Jednak rozpiszę się na jego temat w odrębnej, zbiorczej recenzji produktów do demakijażu tej firmy.
Mleczko do demakijażu oczu Corine de Farme - kolejny demakijażowy bubel z Joyboxa. Zużyłam je również do zmywaniu makijażu ze skóry twarzy by jak najszybciej pozbyć się tego bubelka. Tworzył na skórze tłustą powłokę, ślizgał się po makijażu zamiast go rozpuszczać. Totalnie nieporozumienie.
Żel złuszczający do mycia twarzy Lirene Derma Matt - zachwyt! Niezwykle przyjemne myjadło o którym rozpiszę się wkrótce.
Żel do mycia twarzy i oczu Tołpa - bardzo przyjemny produkt oczyszczający. Niepieniąca formuła gęstego żelu uprzyjemniała użytkowanie. Jestem na tak.
Płatki kolagenowe Skin Lite - przyjemne, idealne do codziennego użytku. Pojawiła się ich recenzja do której zapraszam.
Oto i oni:
A w szczegółach:
Chusteczki do demakijażu Cleanic - lubię tego typu formę demakijażu jednak te, które wpadły w moje łapy w pudełku Joybox nie sprawdziły się u mnie zupełnie. Nasączone były podejrzanie konkretnym płynem, który raczej ślizgał się po skórze niż rozpuszczał makijaż. Na dodatek struktura chuteczek nie była porowata przez co nie zbierały produktu za skóry. Są dosyć drogie jak na 10 sztuk w opakowaniu przez co tym bardziej jestem nimi rozczarowana. Nie wrócimy do siebie.
Żel micelarny Lirene - po zachwycie podobnym produktem marki AA spodziewałam się po nim trochę więcej niż mi zaoferował. Jednak rozpiszę się na jego temat w odrębnej, zbiorczej recenzji produktów do demakijażu tej firmy.
Mleczko do demakijażu oczu Corine de Farme - kolejny demakijażowy bubel z Joyboxa. Zużyłam je również do zmywaniu makijażu ze skóry twarzy by jak najszybciej pozbyć się tego bubelka. Tworzył na skórze tłustą powłokę, ślizgał się po makijażu zamiast go rozpuszczać. Totalnie nieporozumienie.
Żel złuszczający do mycia twarzy Lirene Derma Matt - zachwyt! Niezwykle przyjemne myjadło o którym rozpiszę się wkrótce.
Żel do mycia twarzy i oczu Tołpa - bardzo przyjemny produkt oczyszczający. Niepieniąca formuła gęstego żelu uprzyjemniała użytkowanie. Jestem na tak.
Płatki kolagenowe Skin Lite - przyjemne, idealne do codziennego użytku. Pojawiła się ich recenzja do której zapraszam.
Szampon na kwiatowym propolisie Bania Agafii - po przygodzie z inną wersją tego produktu, która spowodowała spore spustoszenie na mojej skórze głowy podchodziłam do niego z ogromnym dystansem. Ba, bałam się go otwierać i przeleżał w pudle z zapasami blisko rok. Na szczęście sprawdził się co najmniej dobrze. Był łagodny, jednocześnie świetnie oczyszczał nie plącząc nadmiernie włosów. Skóra głowy zareagowała na niego dobrze, uf.
Szampon Aktywator wzrostu Bania Agafii - placebo ale skuteczne. Mam wrażenie, że faktycznie szybciej rosły mi po nim włosy. Nie podrażniał skóry jednak mocno plątał włosy więc bez odżywki ani rusz.
Spray do włosów Seboradin Niger - mój numer jeden. Gości u mnie od lat.
Olejek odbudowujący Yves Rocher - moje włosy się z nim nie polubiły jednak dobrze sprawdzał się na skórze głowy.
Płyny do kąpieli Keipp - jest o nich tak głośno, że musiałam się w końcu na nie skusić. Są świetne. Dają obfitą, gęstą pianę, barwią wodę i mają niesamowite zapachy. Szkoda, że są dosyć drogie jak na swoją niewielką pojemność.
Peelingi Lirene - doczekają się odrębnej recenzji.
Żel pod prysznic Aromatyczna wanilia Yves Rocher - piękny, pół słodki pół wytrawny zapach wanilii i konkretna piana sprawiły, że bardzo się polubiliśmy. Jak wszystkie żele tej firmy był średnio wydajny.
Żel pod prysznic Kamill - zapach mleczka rabarbarowego zdobył moje serce na tyle, że to kolejne opakowanie, które zużyłam. Mimo dosyć rzadkiej konsystencji był dosyć wydajny bo nieźle się pienił. Nie przesuszał nadmiernie skóry.
Krem do biustu Soraya - mam wobec niego mocno mieszane uczucia. Niby fajnie nawilżał, niby fajnie wygładzał skórę ale zasadniczo nie potrzebuję odrębnego produktu do tej partii ciała bo każdy jeden balsam dał by mi podobne efekty.
Nawilżający eliksir Alverne - pojawił się w ostatniej edycji Joyboxa i szybko zdobył moją sympatię. Nawilżał, wygładzał, miał przyjemny zapach który nie męczył. Minus za opakowanie - bliżej końca opakowanie pompka odmówiła współpracy i miałam problem z jego wydobyciem.
Masło do ciała Bania Agafii - pod względem pielęgnacyjnym to cudowny produkt. Mocno nawilżał i regenerował skórę. Miał świetną gęstą i zbitą konsystencję, która w żaden sposób nie sprawiała problemów przy aplikacji. Jednak nie opowiadał mi jego zapach. Zdecydowanie bardziej do gustu przypadł mi wariant muszkatołowy.
Krem do rąk Intensywna Regeneracja Lirene - krem bez wad.
Krem do rąk Dermedic - kolejne cudo z Joyboxa. Był mocno specyficzny. W momencie aplikacji dawał dziwaczne odczucie smarowania dłoni wysmarowanych wazeliną wodą. Jednak szybko się wchłaniał pozostawiając delikatną, matową powłoczkę. Działanie pielęgnacyjne na plus. Mimo słabej wydajności chętnie do niego wrócę.
Krem do stóp rozgrzewający SheFoot - kolejny krem do stóp tej marki jaki znalazł się z boxie. Ten mnie nie zachwycił - właściwości pielęgnacyjne miał mocno przeciętne. Jednak uczucie rozgrzania jakie towarzyszyło mi przez kilkadziesiąt minut po aplikacji sprawiło, że chętnie sięgnę po kolejne opakowanie przyszłej zimy.
To by było na tyle. Znacie któryś z pokazanych kosmetyków?
Bardzo pokaźne denko :-)
OdpowiedzUsuńZgadzam się ;))
Usuńmam ten krem do biustu i też mam mieszane uczucia do niego
OdpowiedzUsuńGratuluję zużyć:)
Dzięki :)
UsuńUwielbiam płyny Kneipp, Na dobranoc jest moim ulubieńcem, ten zapach niesamowicie mnie rozpieszcza. Żel do mycia twarzy Tołpa również bardzo lubię.
OdpowiedzUsuńMoje denko już jutro.
Byłaś przyczyną mojej inwestycji w Kneippa ;)) Mi chyba jednak serce najmocniej bije do żółtego wariantu :)
UsuńMnie bardzo zaciekawiły te peelingi z Lirene i chętnie przetestuję jak tylko będę w PL:D
OdpowiedzUsuńKoniecznie żurawinę! :)
UsuńSpore denko wiele kosmetyków także używam.
OdpowiedzUsuńCiekawi mnie Kamill rabarbarowy - uwielbiam rabarbar, więc tylko czekać, aż się u mnie pojawi ;)
OdpowiedzUsuńRabarbar z mleczną nutą, mniam :D
UsuńPorządne denko.
OdpowiedzUsuńDosyć spore denko :)
OdpowiedzUsuńSpore denko. :-)
OdpowiedzUsuńteż lubię esencje Kneipp
OdpowiedzUsuńNoo :))
UsuńZaszalałaś z zużyciami :D
OdpowiedzUsuńOj tak, co lepsze luty zapowiada się równie owocnie :)
Usuńa ja akurat kupiłam balsam na kwiatowym propolisie, jestem ciekawa jak się będzie sprawdzał. szamponu jakoś nie chciałam:)
OdpowiedzUsuńOoo balsam mnie kusi :D
UsuńTo nie może być przypadek, że tak chwalą te płyny, chyba jakiś wypróbuję :-)
OdpowiedzUsuńTo nie jest przypadek... Polecam polować na promocje w Naturze :D
UsuńOstatnio zastanawiam się nad tym olejkiem odbudowującym YR :)
OdpowiedzUsuńJak dla mnie nie warto :)
UsuńByłam ciekawa Twojej opinii o szamponie na kwiatowym propolisie :) Ja nie stosuję ich, bo mają w składzie MLS a z nim moja skóra głowy się nie lubi. Natomiast balsamy do włosów z tej samej serii są bardzo dobre ale nie w formie odżywki ale jako szamponu właśnie :D
OdpowiedzUsuńNie przypadło mi do gustu mycie głowy odżywką, zdecydowanie wolę szampony :)
UsuńBardzo dużo tego uzbierałaś. Niestety nie znam tu nic ;-)
OdpowiedzUsuńBardzo fajne denko, gratulacje! Zapamiętam sobie ten żel do mycia z Tołpy! :)
OdpowiedzUsuńPamiętaj, pamiętaj :) Jest bardzo przyjemny :)
UsuńTe chusteczki do demakijażu Cleanic myślałam że są lepsze.
OdpowiedzUsuńPłyny Kneipp też mi marzą.
Marzenia trzeba spełniać ;))
UsuńMiałam kilka kosmetyków z Twojego denka :) Najlepiej wspominam żel Kamill :))
OdpowiedzUsuń:)
UsuńSpore denko i dużo ciekawych produktów, których jeszcze nie używałam.
OdpowiedzUsuńMatko a Ty znowu zaszalałaś :D no szok... pare rzeczy znam :)
OdpowiedzUsuńSzaleństwa mi się zdarzają, to fakt ;)
Usuńte płyny do wody są rzeczywiście super :)
OdpowiedzUsuńOj tak :D
UsuńAleż tego dużo. Moje denko wstawię jutro na bloga, ale nie prezentuje się tak imponująco.
OdpowiedzUsuńMniejsze, większe, grunt że jest :)
UsuńFajne zużycia, ja mam z body diet właśnie balsam do ciała;)
OdpowiedzUsuńSprawdza się? :)
UsuńJestem pod wrażeniem ogromnego denka, chyba nic z niego jeszcze nie miałam :)
OdpowiedzUsuń:-)
UsuńPokaźna gromadka :)
OdpowiedzUsuńOwszem :D
UsuńZawsze z wielkim podziwem patrzę na zdenkowane ilości kosmetyków
OdpowiedzUsuńDużo tego :)
OdpowiedzUsuńZnam żel YR, polubiłam się z zapachem tej serii ;)
Czekam na recenzję peelingów Lirene i tego ich żelu do mycia :)
OdpowiedzUsuń