Lubię róże do policzków. Moja kolekcja powoli ale systematycznie się rozrasta. Dziś o kolejnej brzoskwini w mojej zbiorze czyli różu mineralnym od Lily Lolo jaki otrzymałam dzięki uprzejmości costasy.pl [KLIK]
Zdaniem producenta:
Tickled Pink to lekko połyskujący, jasny, różowo-brzoskwiniowy róż. Niezwykle dziewczęcy odcień.
Aksamitnie miękkie i łagodne dla cery, prasowane róże do policzków Lily Lolo za sprawą swojej świetnej pigmentacji doskonale sprawdzą się w lekkim, naturalnym makijażu, oraz gdy będziesz chciała mocniej podkreślić rumieńce. Co istotne, w ich skład wchodzą wyciąg z mikołajka nadmorskiego i olejek arganowy mające właściwości przeciwstarzeniowe oraz nawilżający olejek jojoba. Niezastąpione w podróży i w podręcznej kosmetyczce, prasowe róże Lily Lolo mają przepiękne opakowanie z lusterkiem i są również niezwykle łatwe w aplikacji.
- jedwabiście kremowa formuła zapewniająca łatwą aplikację
- intensywność koloru zależy od ilości nałożonych warstw
- przeciwstarzeniowe ekstrakt z mikołajka nadmorskiego oraz olejek arganowy
nawilżający olejek jojoba
- naturalne antyoksydanty oraz ochrona przeciwbakteryjna
- nie zawieraja substancji zapachowych ani talku
- idealny do podręcznej kosmetyczki
- 4 g
- odpowiedni dla wegan
Moim zdaniem:
Zaczynam jak zawsze od opakowania i jak w przypadku wszystkich produktów Lily Lolo - będę je chwalić. Czaro-biały plastik dobrej jakości z tłoczeniem a do tego niewielkie ale czasem przydatne lusterko. Niczego więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Róż dodatkowo zapakowany jest w kartonik.
Skład - bajka. I już chociażby za sam skład warty jest swojej ceny. Jeśli mowa o trwałości określiłabym ją jako dobrą. Co najmniej dobrą. Trwa na skórze od rana do wieczora (podobnie jak jego sypki brat ;)). Bardzo dobrze też się nim pracuje, świetnie rozciera się na skórze ze względu na swoją kremową wręcz konsystencję. Do jego aplikacji używam niewielkiego, zbitego pędzla - aby wydobyć jego subtelny odcień. Jednak pigmentację ma jak najbardziej w porządku.
A sam kolor jest dziwny. Ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Producent określa go jako jasno różowo-brzoskwiniowy. W opakowaniu wygląda dosyć ciemno, brzoskwiniowo-brązowo. Niezbyt zachęcająco ;) Na skórze pokazuje swoje oblicze. Jest to bardzo subtelny odcień brzoskwiniowego beżu złamanego delikatnym, ciepłym różem, szczególnie gdy odbija światło. A odbija je pięknie. Jest to róż satynowy, który jak podejrzewam na ciemnych karnacjach mógłby zastąpić rozświetlacz.
Musicie mi wybaczyć brak zdjęć na skórze - znów muszę ponarzekać na mój sprzęt :(
Róż kupicie na stronie costasy.pl w [TYM] miejscu w cenie 54.90 zł.
