DENKO i następcy #2 2018 | + farbowanie włosów #strawberryblonde L'Oreal Colorista Paint !

kwietnia 22, 2018

Idę jak burza. I zużywam kosmetyki jak wściekła :D Z tego też względu pora na kolejny post z cyklu projekt denko. Jeśli jesteście ciekawi co mi się skończyło, jakie mam wrażenia na temat poszczególnych kosmetyków i czym je zastąpiłam - zapraszam.

było: Polny Warkocz rumiankowa esencja micelarna
Jak się baba na coś uprze... :D Nic jednak nie poradzę na to, że ten produkt spełnia moje wymagania w stu procentach i sięgam po niego z przyjemnością. Jest skuteczny, delikatny a dodatkowo świetnie koi skórę. Używam, wracam i wracać będę chociaż lada moment czeka nas przerwa i podmienię go na bardzo przyjemny produkt z Vianka.
jest: Polny Warkocz rumiankowa esencja micelarna
jest: Vianek łagodzący olejek do demakijażu

było: Sylveco miętowa peelingująca pomadka ochronna 
Nie jestem fanką klasycznej pomadki peelingującej tej marki. Nowa jej wersja przypadła mi za to do gustu bardzo. Ma przyjemny smak i zapach, dobre właściwości pielęgnujące i ochronne. Producentowi jednak zdecydowanie coś nie 'pykło' jeśli mowa o funkcji peelingującej. W moim pierwszym egzemplarzu drobinek złuszczających było tyle co i nic, w drugim cukru było sporo na początku i pod koniec sztyftu, po środku znowu ich zabrakło. Niby wada, drugiej strony zdzieranie to dla mnie dodatek a sama pomadka ma o usta po prostu dbać - a ta to robiła. Chętnie wrócę do niej po raz kolejny.
jest: EOS waniliowa pomadka ochronna
jest: Sylveco rokitnikowa pomadka ochronna
jest: (tylko gdzie?) Vianek łagodząca pomadka ochronna 

było: Missha Herb in nude sheet mask
Nie wiem co mnie pokusiło by kupić stertę masek w płachcie. Znaczy wiem - cena zdecydowanie niższa niż ta, jaka życzy sobie za nią producent. Nie jest to moja ulubiona forma pielęgnacji skóry ani ze względu na formę, ani w przypadku tych oto właśnie - ze względu na dość przeciętne działanie. Nie są złe ale nie podejrzewam, że do nich wrócę.
było: Lirene Witaminowa maska ultra nawilżająca
Gęsta, treściwa, przyzwoita maska. Krzywdy nie robiła jednak zdecydowanie zabrakło mi jakiegoś efektu wow bym chciała nabyć kolejny egzemplarz.
jest: Tja... poszalałam

było: Noble Health Misie na zdrowe włosy
Potraktujmy to jako ciekawostkę. Suplementacja biotyną w formie żelek okazała się być całkiem skuteczna. Stosowałam je profilaktycznie więc niestety trudno oceniać mi ich działanie :( Smak tych żelek jest charakterystyczny i nie każdemu przypadnie do gustu - ja jednak po kilku pierwszych dniach stwierdziłam, że w sumie to mimo goryczki są całkiem smaczne :D Chwilowo jeszcze nie zdecydowałam czy ponawiam wspieranie włosów 'od środka' i przerzuciłam się na czekającą w zapasach wcierkę ;)
jest: Vianek normalizujacy tonik-wcierka do skóry głowy

było: Intimelle odświeżający płyn do higieny intymnej
Jeśli nie kojarzycie opakowania podpowiem - to marka własna drogerii Natura. Płyn był niesamowicie wydany, miał przyjemny skład, robił swoją robotę i na dodatek jest śmiesznie tani. Z pewnością zagości u mnie jeszcze nie raz.
jest: Ziaja Intima nawilżająca pianka do higieny intymnej

było: Organic Shop żel pod prysznic passion fruit & cocoa
Żele tej marki są całkiem, całkiem. Niezbyt wydajne ale niedrogie jak na swoje sympatyczne składy przekładające się na brak nadmiernego przesuszania mojej i tak suchej skóry. Ten pachniał jak któraś z limitowanek gumy Mamba, słodko ale nie mdło. Zużyłam z przyjemnością.
jest: Yope żel pod prysznic dziurawiec
jest: Tahiti żel pod prysznic tiare
jest: Yves Rocher żel pod prysznic oliwka & petit grain

było: Biolove peeling do ciała pomarańcza
Producenci kosmetyków naturalnych uparli się na aromaty typu guma Mamba. Tutaj pomarańczowa, jak w mordę strzelił :D Peelingi tej marki to drobinki cukru zatopione w mieszance masła shea i olejów więc fundują silne natłuszczenie skóry. Zdzierają przyzwoicie ale... są niesamowicie niewydajne! Zapasy zużyję ale więcej ich nie kupię.
jest: Biolove peeling do ciała kokos

było: Avon Foot Works krem do stóp
Totalna porażka. Miałam wrażenie, że pogarszał stan skóry stóp ;) Zużyłam po tym jak wymieszałam go z lanoliną bo jakoś cały czas szkoda mi go było wywalić niemniej od kosmetyków tej firmy przezornie będę trzymać się z daleka.
jest: Lirene Stop rogowaceniu krem-maska do stóp

było: Korund szlachetny mikrodermabrazja
Ten konkretny egzemplarz kupiłam z myślą o peelingu skóry głowy jednak jak już stał w łazience używałam go również do twarzy. Czy jest na sali ktoś, kto nie zna mocy zdzierającej korundu? Jeśli tak to serdecznie polecam.
było: Ziaja lano maść
Klasyk gatunku. Czysta lanolina w praktycznej tubce. Początkowo planowałam używać ją w pielęgnacji ust jednak u mnie nie zdała egzaminu - moje usta tak samo jak wazeliny, czystej lanoliny nie lubią. Sama 'maść' świetnie sprawdziła mi się w pielęgnacji skóry twarzy w czasie kuracji kwasowej (i nie tylko), wykończyłam ją tuningując nieszczęsny, wcześniej wymieniony krem do stóp. 
było: Stellar Rose woda różana
Pół litrowa flacha tego cuda to koszt zaledwie dziesięciu złotych. Używałam ją jako tonik, mgiełkę po wykonaniu makijażu by pozbyć się typowej, matowej warstewki jakie fundują pudry. No i do mieszania samorobionych masek na bazie glinek. Chwilowo zapas wszelkich toników mam taki, że z zakupem kolejnej butli się wstrzymuję ale... cała trójka kosmetyków ze zdjęcia to te produkty, które kupię po raz kolejny gdy tylko będą mi potrzebne ;)

było: L'Oreal Colorista Paint #strawberryblonde
Stało się.  Postanowiłam porzucić mój naturalny blond i zafarbować włosy. Decyzja należała do dość spontanicznych i o ile chciałam mieć włosy ciemne tak w 'między czasie' postanowiłam sięgnąć po coś zbliżonego do natury. Wybór padł na truskawkowy blond L'Oreala. Farba ma lekko żelową formułę, aplikowała się świetnie i pokryła włosy w całości. Zafundowała im niestety niezły przesusz. Nie jest to dla mnie jakąś ogromną wadą bo wyjściowo moje włosy były w naprawdę świetnej formie niemniej podejrzewam, że w przypadku używania tej farby na stałe mogło by być słabo... Kolor. Wyjściowo mój kolor był dość jasny i (niestety) farba złapała zdecydowanie delikatniej niż na zdjęciu poglądowym (czary!). Odcień okazał się być mało truskawkowy a raczej lekko karmelowy z nutką rudości.  I o ile sam kolor był całkiem ładny tak czułam się z nim tragicznie więc szybko zrealizowałam mój pierwszy plan i włosy przyciemniłam Castingiem ;) Ale o nim przy kolejnym denku bo planuję go trochę na głowie ponosić i zdać relację z jego trwałości.
jest (na głowie): L'Oreal Casting Creme Gloss Mroźne Mochaccino 

kolor wyjściowy (zdjęcie stare jak świat ale najlepiej oddaje ocień ;))

L'Oreal Colorista Paint #strawberryblonde

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Olejek do demakijażu Vianka bardzo lubię, gorzej jest u mnie z dostępnością, bo w Naturze nigdy go ni e widziałam. Przeważnie kupuję go w sklepie zielarskim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja większość zakupów robię online :)

      Usuń
    2. W mojej Naturze też go nie ma :P

      Usuń
  2. fajny ten truskawkowy blond ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajny, szkoda tylko, że totalnie 'nie mój' :(

      Usuń
  3. Mam balsam do cery tłustej z Polnego Warkocza i uwielbiam:) chętnie wypróbuję esencje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie kusi właśnie ten balsam :) Ale z zakupem raczej jeszcze poczekam ;)

      Usuń
  4. Bardzo lubię ten żel z Yves Rocher :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Musze się wziąć za maseczki i różne produkty w saszetkach :)

    OdpowiedzUsuń

Popular Posts