Pora na kolejną, włosową aktualizację :)
Jęcząc i marudząc Wam często jak to zniszczonych włosów nie posiadam wspominałam, że utrzymuje ich nędzny stan tylko po to by je obciąć. Ponad dwa lata temu (jak ten czas leci!) zdecydowałam się porzucić wieloletnie farbowanie na rzecz natury. Po pierwsze dlatego, że moja skóra głowy buntowała się coraz częściej (po zaprzestaniu farbowania mam z nią o wiele mniej problemów), po drugie bo trudno było mi utrzymać moje włosy w dobrej formie. I najważniejsze, po trzecie, bo miałam już dość odrostów i samego procesu nakładania farby. Leniwa się zrobiłam na stare lata.
Podjęłam ostatnio męską decyzję - pora ciąć. Po raz drugi bo w międzyczasie zafundowałam już sobie ich lekkie podcięcie. Włosy odrosły na tyle, że pozbywając się całych suchych końcówek (ponad 10 cm, włosy mam ścieniowane) odkryłam moje naturalne włosy na nowo. I na nowo uczę się ich pielęgnacji bo znacząco zmieniły swoje wymagania. Na plus rzecz jasna ;)
Moje włosy są niemal idealnie proste. Czego nie lubię (mam wrażenie że to jeszcze zwiększa wrażenie że na głowie nie mam prawie nic) a z czym walczę spaniem w koczku budząc się rano z włosami które widzicie na załączonym obrazku. Mam jednak nieodparte wrażenie, że mają one jakiś delikatny potencjał jeśli mowa o wydobyciu z nich (bardzo delikatnego) skrętu i będę musiała ten temat obadać.
Nie będę otwierać pięciu szamponów na raz mówiłam. I jak zawsze nic z tego nie wyszło. Aczkolwiek mimo, że widzicie tu cztery butle na co dzień używam dwie na przedzie a dwie kolejne (przetestowane raz, muuusiałam!) czekają na swoją kolej.
Szampon Johnsons's Bedtime jest moim tegorocznym włosowym odkryciem. Lubi go moja skóra głowy, lubią go moje włosy a na dodatek pachnie tak, że sięgam po niego z ogromną przyjemnością. To moja kolejna butelka, następna (no dobra, następne) już czeka w pudle z zapasami. Kosztuje to to piątkę na promocji w Rossmannie i nie podejrzewam, że szybko go porzucę.
O szamponie Yves Rocher pisałam już na blogu w odrębnej recenzji (starej jak świat) i wspominałam przy okazji denek w których pojawiał się parę razy bo i wracać do niego wracam. To mój ulubiony szampon tego producenta i jeden z ulubionych w ogóle - pięknie myje jednocześnie jest niesamowicie łagodny, dobrze się pieni i ma przyjemny zapach. Na promocjach kupuję go za mniej niż dychę więc... nic tylko kupować. I polecać! A więc polecam ;)
Szampony z Dove i Organic Shop pozostawiły po sobie dobre pierwsze wrażenie jednak na chwilę obecną nie jestem w stanie powiedzieć Wam na ich temat nic ponad to że myją ;) Podejrzewam jednak, że prędzej czy później gdzieś o nich wspomnę.
Niestety, wraz z nadejściem jesieni włosy zaczęły mi znów wypadać garściami. Przypadek sprawił (promocja znaczy), że w tym roku do walki stanęłam wraz ze wcierką Jantar. Po pierwszym, używanym dzielnie, codziennie opakowaniu wrażenia mam... średnie. O ile wypadanie zdecydowanie zahamowało tak moja skóra głowy po tygodniach spokoju znów zaczęła kaprysić...
Z tego też względu znowu posiłkuję się peelingiem. Tym razem wybór padł na ten z marki Biotaniqe (do twarzy) bo leżał w zapasach więc stwierdziłam, że nie ma sensu kupować czegoś innego. Sprawdza mi się w tej roli świetnie!
Nie często zdarza mi się stosować kosmetyki seriami jednak tym razem skusiłam się na (niemal) całą linię odbudowującą Yves Rocher. W głównej mierze ze względu na odżywkę bo wiele dobrego o niej czytałam. Wrażenia? Sama nie wiem. Niby używam je już dłuższą chwilę i powinnam mieć wyrobione zdanie na ich temat tak nadal nie wiem co o nich myśleć. Niby są fajne jednak chyba jednak wolę kosmetyki z silikonami...
Bardzo do gustu przypadła mi za to odżywka Elseve Magiczna moc glinki. Pięknie wygładza i nawilża jednocześnie włosy po jej użyciu nie są obciążone. Ma niesamowicie przyjemną konsystencję a moje zachwyty możecie przeczytać przy okazji niedzielnego postu.
To by było na tyle. Jestem ciekawa czy znacie pokazane powyżej produkty i jaka jest Wasza opinia na ich temat :)
MYCIE
Nie będę otwierać pięciu szamponów na raz mówiłam. I jak zawsze nic z tego nie wyszło. Aczkolwiek mimo, że widzicie tu cztery butle na co dzień używam dwie na przedzie a dwie kolejne (przetestowane raz, muuusiałam!) czekają na swoją kolej.
Szampon Johnsons's Bedtime jest moim tegorocznym włosowym odkryciem. Lubi go moja skóra głowy, lubią go moje włosy a na dodatek pachnie tak, że sięgam po niego z ogromną przyjemnością. To moja kolejna butelka, następna (no dobra, następne) już czeka w pudle z zapasami. Kosztuje to to piątkę na promocji w Rossmannie i nie podejrzewam, że szybko go porzucę.
O szamponie Yves Rocher pisałam już na blogu w odrębnej recenzji (starej jak świat) i wspominałam przy okazji denek w których pojawiał się parę razy bo i wracać do niego wracam. To mój ulubiony szampon tego producenta i jeden z ulubionych w ogóle - pięknie myje jednocześnie jest niesamowicie łagodny, dobrze się pieni i ma przyjemny zapach. Na promocjach kupuję go za mniej niż dychę więc... nic tylko kupować. I polecać! A więc polecam ;)
Szampony z Dove i Organic Shop pozostawiły po sobie dobre pierwsze wrażenie jednak na chwilę obecną nie jestem w stanie powiedzieć Wam na ich temat nic ponad to że myją ;) Podejrzewam jednak, że prędzej czy później gdzieś o nich wspomnę.
SKÓRA GŁOWY
Niestety, wraz z nadejściem jesieni włosy zaczęły mi znów wypadać garściami. Przypadek sprawił (promocja znaczy), że w tym roku do walki stanęłam wraz ze wcierką Jantar. Po pierwszym, używanym dzielnie, codziennie opakowaniu wrażenia mam... średnie. O ile wypadanie zdecydowanie zahamowało tak moja skóra głowy po tygodniach spokoju znów zaczęła kaprysić...
Z tego też względu znowu posiłkuję się peelingiem. Tym razem wybór padł na ten z marki Biotaniqe (do twarzy) bo leżał w zapasach więc stwierdziłam, że nie ma sensu kupować czegoś innego. Sprawdza mi się w tej roli świetnie!
PIELĘGNACJA
Nie często zdarza mi się stosować kosmetyki seriami jednak tym razem skusiłam się na (niemal) całą linię odbudowującą Yves Rocher. W głównej mierze ze względu na odżywkę bo wiele dobrego o niej czytałam. Wrażenia? Sama nie wiem. Niby używam je już dłuższą chwilę i powinnam mieć wyrobione zdanie na ich temat tak nadal nie wiem co o nich myśleć. Niby są fajne jednak chyba jednak wolę kosmetyki z silikonami...
Bardzo do gustu przypadła mi za to odżywka Elseve Magiczna moc glinki. Pięknie wygładza i nawilża jednocześnie włosy po jej użyciu nie są obciążone. Ma niesamowicie przyjemną konsystencję a moje zachwyty możecie przeczytać przy okazji niedzielnego postu.
To by było na tyle. Jestem ciekawa czy znacie pokazane powyżej produkty i jaka jest Wasza opinia na ich temat :)
To się zgrałyśmy z wpisami :P
OdpowiedzUsuńWidziałam :)
UsuńTeż mam ten szampon Dove i póki co pozytywnie go oceniam, ale sama najczęściej sięgam po kosmetyki Biovax z serii mlecznej i czarnej z kawiorem.
OdpowiedzUsuńBiovaxa zbyt dobrze nie znam. Ale nadrobię - mam dwie maski w zapasach :D
UsuńMusiałabym się wreszcie zdecydować na ścięcie włosów, ale wiem, że dużo by mi tego poszło :(
OdpowiedzUsuńZnam ten ból :<
UsuńSzamponu Johnson's chyba wypróbuję :)
OdpowiedzUsuńFajny jest, warto dać mu szansę :)
UsuńCzyli najgorsze już za tobą :D
OdpowiedzUsuńOoo tego jeszcze nie miałam :D
OdpowiedzUsuńNie znam nic z tej gromadki do włosów! :)
OdpowiedzUsuń