Pielęgnacja stóp | Perfecta 'Złuszczające skarpetki' Krem-kompres o stóp i pękających pięt | Kolastyna Peeling do stóp

by - września 18, 2016

 



   Mam ochotę napisać, że nie wiem co mnie pokusiło, żeby kupić kolejny krem do stóp. Znalazłam już swojego ulubieńca i mimo, że minęło już sporo czasu od mojej recenzji kremu Lirene 30 % Urea nadal uważam go za niekwestionowanego lidera w tej kategorii. Na dodatek mam dwie tuby tego oto cudu w kremie w zapasach ale... jestem kosmetykoholiczką. Nowości mnie kuszą. Kuszą mnie też promocje. A Rossmann zafundował nam kolejne smarowidło rodzimej produkcji za oszałamiające 2,60 zł. Sami rozumiecie, nie mogłam go nie kupić. Nie planowałam pisać mu odrębnej recenzji ale jako, że sama przed wrzuceniem go do koszyka nie znalazłam na jego temat zbyt wielu informacji postanowiłam się podzielić z Wami moimi spostrzeżeniami.

    Krem zapakowany jest w średnio urodziwą, klasyczną plastikową tubę. Ma dziwną, gęstą ale nie kremową a kremowo-żelową konsystencję. I mocny, nijaki zapach. Producent zaleca używać go dwa razy dziennie w tym na noc grubą warstwą. Ze względów wiadomych (nie lubię używać tego typu produktów przed wyjściem z domu) zostawała mi tylko ta druga opcja. Średnio przyjemne to było doświadczenie. Krem się klei. Krem nałożony w większej ilości (pod skarpetki) zaczyna się rolować. Komfort użytkowania określam jako równy zeru. A efekty?

    Przywykłam do tego, że kremy do stóp to mocno specyficzne produkty i naprawdę trudno znaleźć coś, co działa. Ten nie działa. A raczej nie spełnia moich podstawowych wymagań wobec tego typu kosmetyku. Przeciętnie nawilża (mogłabym go zastąpić pierwszym lepszym balsamem do ciała), nie zmiękcza zgrubiałych obszarów, nie wygładza.

   Ale producent określa ten krem mianem 'złuszczających skarpetek'. I o dziwo, coś w tym jest. Wysoka (chociaż nie spektakularnie) zawartość mocznika sprawiła, że moja skóra zaczęła delikatnie łuszczyć się na podeszwie. Nie było to łuszczenie tak ordynarne jak w przypadku typowych skarpetek jednak było widoczne. Tylko, że co mi po łuszczeniu skoro składniki tego kremu nie zapewniły odpowiedniego nawilżenia? No nic. Drobne płaty skóry były suche, stopy szorstkie a ja mam wrażenie że zamiast efektu pielęgnacyjnego osiągnęłam stopy wyglądające gorzej niż przed.




   Z peelingami do stóp jest problem. Nie zastąpią nam pumeksu czy tarki a na dodatek teoretycznie można je zastąpić peelingiem dedukowanym skórze ciała. Tylko, że ja gustuję w ostrych (bardzo bardzo ostrych zdzierakach) bo te gwarantują mi widoczny efekt pielęgnacyjny i zdecydowanie wzmacniają działanie stosowanych kremów. Lata świetlne temu Biedronka miała w swojej ofercie ideał w tej kategorii - peeling Be Beauty w pomarańczowym opakowaniu. Drobiny były twarde, grube i ostre a baza w jakiej były zatopione sprawiała, że nie robił skórze krzywdy. Odkąd został wycofany szukam mu godnego zastępcy i mimo, że prawie się to udało (peeling lawendowy Yves Rocher) to jednak stosunek wydajności do ceny odrobinę mi zgrzyta.

  Peeling Kolastyny mogliśmy kupić parę tygodni temu w Lidlu  w cenie niespełna 5 złotych za standardowe 75 mililitrów pojemności. Pojawia się też w mniejszych drogeriach czy jako dodatek do zapachów C-True w Rossmanie. Gdzie nie jest notabene dostępny w regularnej sprzedaży.

   Bardzo podoba mi się jego półprzeźroczyste opakowanie, dzięki czemu mam naoczną kontrolę na ilością pozostającego nam produktu. Sam kosmetyk to drobiny różne zatopione w kremowej bazie. Warto zwrócić uwagę, że zawiera nieszczęsne mikrogranulki. Ja nie jestem osobą poprawną politycznie kosmetycznie. Kupiłam go z pełną premedytacją po spojrzeniu na skład. I mimo, że nie jestem eko-ludkiem to ten poliuretan jednak trochę mnie drażni a świadome przykładanie ręki do degradacji środowiska nie sprawia mi radości żadnej.

   Działanie? Ten peeling jest świetny. Jest wystarczająco ostry by po użyciu pozostawić przyjemne uczucie wygładzenia. Jednocześnie jego baza zapewnia nam delikatne nawilżenie i odświeżenie skóry. Ma wyraźnie kremowo-miętowy zapach (olej miętowy w składzie). Świetnie przygotowuje stopy na przyjęcie wieczornej porcji kremu a używany systematycznie (zgodnie z zaleceniami producenta 2-3 razy w tygodniu) sprawia, że stopy może i nie wyglądają lepiej ale są o niebo przyjemniejsze w dotyku.

 Czy do niego wrócę? Nie wiem. Mam mocno mieszane uczucia i pewnie po zużyciu zapasowej tuby poszukam czegoś innego. I mam szczerą nadzieję, że trafię na produkt o tak samo świetnych właściwościach.


You May Also Like

9 komentarze

  1. Peeling brzmi super :) też lubię meeega mocne zdzieraki, no szczególnie do stóp :) tego akurat nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  2. szczerze mówiąc, nie kupiłam jeszcze specjalnego peelingu do stóp. Zawsze używałam tego samego co do ciała lub zbyt mocnego, który był dla twarzy i nadal nie jestem przekonana do tego typu kosmetyków. Wolę pumeks lub tarkę :P A co do kremów, rzadko kupuję takie specjalnie przeznaczone do stóp. Zwykle używam tego samego smarowidła co do ciała :D lub kremu do rąk!
    Początkowo byłam zachwycona, skoro krem widocznie złuszcza, ale skoro zostają suche skórki i brak nawilżenia, to ja podziękuję za takie cuda :P

    OdpowiedzUsuń
  3. muszę zadbać o moje stopy teraz szczególnie po okresie letnim

    Pozdrawiam
    Zapraszam do mnie : http://snowarskakarolina.blogspot.com/
    PS: Obserwuję i liczę na rewanż

    OdpowiedzUsuń
  4. najbardziej ciekawiły mnie skarpetki, szkoda, ze z nimi tak kiepsko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Peeling brzmi super, bo ja lubię mocne zdzieraki do stóp :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaciekawił mnie peeling. Fajnie, że daje tak dobre efekty :)

    OdpowiedzUsuń
  7. peeling mnie zainteresował, przydałby mi się jakiś, bo na razie używam tego samego co do ciała. Na ciało lubię średnie zdzieranie, ale do stóp wolałabym coś porządnego :)

    OdpowiedzUsuń