Gdy tylko dostałam propozycję przetestowania kolejnego kosmetyku firmy Evree nie wahałam się. Moja pierwsza przygoda z produktami tej marki okazała się być niezwykle udana. Olejek Magic Rose [recenzja] oczarował mnie na amen i mimo, że używam go już od dłuższego czasu nie zmieniłam zdania na jego temat.
Tym razem w moje ręce wpadł olejek o jakże wymownej nazwie Super Slim. Nie jestem slim a od paru lat nie używam tego typu produktów bo nie dawały efektów większych niż nawilżenie i lekkie napięcie skóry mimo czczych obietnic producentów. Wyszłam z założenia, że jednak wolę klasyczne balsamy uprzyjemniające mi życie swoimi zapachami. Jednak ciekawość zwyciężyła i ten maluszek znalazł się z moich zbiorach niespełna dwa miesiące temu (o ile pamięć mnie nie myli). Butelka ma się ku końcowi więc czas najwyższy napisać o nim słów kilka.
Kosmetyk zapakowany jest w niewielką plastikową butelkę z zamknięciem 'na klik'. Lubię. Do tego zafoliowany kartonik, który uchroni go przed macantami. Kolorystyka w odcieniu soczystej zieleni na pewno może pokusić do zakupu. Pojemność to zaledwie 100 ml w regularnej cenie kosztuje 30 zł.
Olejek jak to olejek - jest ciężki i tłusty, barwy wręcz pomarańczowej i właśnie taki zapach posiada. Spotkałam się z opiniami, że pachnie ładnie, mi niestety ładnie nie pachnie. Wyczuwam w nim jakąś chemiczną nutę, która mocno świdruje w nosie sprawiając, że jego aplikacja nie jest przyjemnością. Ale chyba taka domena kosmetyków ujędrniającopodobnych...
Producent daje nam wolną rękę jeśli mowa o sposobie aplikacji - czy to na sucho, na mokro czy wręcz jako tuning standardowego balsamu. Próbowałam opcji numer jeden jednak jest ona zupełnie nie dla mnie. Każdy olej nałożony na suchą skórę pozostawia odczuwalną śliską i tłustą powłokę czego (chociaż fanką wszelakich warstewek na skórze jestem) nie lubię. Dodatkowo nakładany w taki sposób robi się drastycznie niewydajny bo potrzeba nałożyć go sporo jeśli ktoś tak jak ja nakłada tego typu smarowidła na całe ciało. Nakładam go więc na wilgotną skórę bezpośrednio po kąpieli a następnie osuszam ją ręcznikiem. Tutaj wystarczy ilość o wiele mniejsza a i warstewka jaka pozostaje jest delikatna i przyjemna jednocześnie zapewniająca odpowiednią pielęgnację skóry. Olej jak to olej zatrzymuje wodę w skórze, zapobiegając wysuszeniu i pomaga utrzymać ją w dobrej kondycji.
Ale...piękny skład bogaty w oleje (serio? :D) i ekstrakty jednak zawiera również pieprz cayenne, który może podrażnić. U mnie powodował nieznośne pieczenie i uczucie rozgrzania w delikatniejszych okolicach, o użyciu po depilacji już w ogóle mogłam o nim zapomnieć (raz spróbowałam, raz). Nie mam skóry nadwrażliwej. Stosowałam go średnio co drugi dzień zamiennie z balsamami.
Jeśli mowa o obietnicach producentach czyli wygładzeniu, ujędrnieniu, wysmukleniu i nawilżeniu to jest... słabo. Spotkałam się z opiniami (powtarzam się ale przeczytałam kilka jego recenzji ;)), że ten kosmetyk naprawdę działa i bardzo się cieszę, jeśli ktoś zauważył po nim widoczne efekty ja jednak nie jestem z niego zadowolona. O ile takie podstawowe właściwości każdego lepszego oleju/olejku jak najbardziej są czyli gładka i nawilżona skóra. Nic ponad to. Nic nic nic. Zabrakło mi nawet odczuwalnego napięcia jakie zazwyczaj oferują tego typu produkty.
Tym sposobem otrzymałam produkt, który działa tak jak oliwka Babydream ale...
- zamiast 7 zł za 250 ml płacimy 30 zł za 100 ml (drooogo),
- zamiast przyjemnego zapachu (myślę o wersji dziecięcej, fur mama fuj :D) otrzymujemy chemiczną pomarańczkę,
- zamiast komfortu i łagodzenia mamy produkt z papryczką chili, który może podrażnić co wrażliwszą skórę
- w porównaniu do (mojego) klasyka obiecuje gruszki na wierzbie (czy śliwki na sośnie).
Nie jestem zadowolona z tego produktu, niestety. Na pewno nie skuszę się na kolejne opakowanie.
Tym razem w moje ręce wpadł olejek o jakże wymownej nazwie Super Slim. Nie jestem slim a od paru lat nie używam tego typu produktów bo nie dawały efektów większych niż nawilżenie i lekkie napięcie skóry mimo czczych obietnic producentów. Wyszłam z założenia, że jednak wolę klasyczne balsamy uprzyjemniające mi życie swoimi zapachami. Jednak ciekawość zwyciężyła i ten maluszek znalazł się z moich zbiorach niespełna dwa miesiące temu (o ile pamięć mnie nie myli). Butelka ma się ku końcowi więc czas najwyższy napisać o nim słów kilka.
Kosmetyk zapakowany jest w niewielką plastikową butelkę z zamknięciem 'na klik'. Lubię. Do tego zafoliowany kartonik, który uchroni go przed macantami. Kolorystyka w odcieniu soczystej zieleni na pewno może pokusić do zakupu. Pojemność to zaledwie 100 ml w regularnej cenie kosztuje 30 zł.
Olejek jak to olejek - jest ciężki i tłusty, barwy wręcz pomarańczowej i właśnie taki zapach posiada. Spotkałam się z opiniami, że pachnie ładnie, mi niestety ładnie nie pachnie. Wyczuwam w nim jakąś chemiczną nutę, która mocno świdruje w nosie sprawiając, że jego aplikacja nie jest przyjemnością. Ale chyba taka domena kosmetyków ujędrniającopodobnych...
Producent daje nam wolną rękę jeśli mowa o sposobie aplikacji - czy to na sucho, na mokro czy wręcz jako tuning standardowego balsamu. Próbowałam opcji numer jeden jednak jest ona zupełnie nie dla mnie. Każdy olej nałożony na suchą skórę pozostawia odczuwalną śliską i tłustą powłokę czego (chociaż fanką wszelakich warstewek na skórze jestem) nie lubię. Dodatkowo nakładany w taki sposób robi się drastycznie niewydajny bo potrzeba nałożyć go sporo jeśli ktoś tak jak ja nakłada tego typu smarowidła na całe ciało. Nakładam go więc na wilgotną skórę bezpośrednio po kąpieli a następnie osuszam ją ręcznikiem. Tutaj wystarczy ilość o wiele mniejsza a i warstewka jaka pozostaje jest delikatna i przyjemna jednocześnie zapewniająca odpowiednią pielęgnację skóry. Olej jak to olej zatrzymuje wodę w skórze, zapobiegając wysuszeniu i pomaga utrzymać ją w dobrej kondycji.
Ale...piękny skład bogaty w oleje (serio? :D) i ekstrakty jednak zawiera również pieprz cayenne, który może podrażnić. U mnie powodował nieznośne pieczenie i uczucie rozgrzania w delikatniejszych okolicach, o użyciu po depilacji już w ogóle mogłam o nim zapomnieć (raz spróbowałam, raz). Nie mam skóry nadwrażliwej. Stosowałam go średnio co drugi dzień zamiennie z balsamami.
Jeśli mowa o obietnicach producentach czyli wygładzeniu, ujędrnieniu, wysmukleniu i nawilżeniu to jest... słabo. Spotkałam się z opiniami (powtarzam się ale przeczytałam kilka jego recenzji ;)), że ten kosmetyk naprawdę działa i bardzo się cieszę, jeśli ktoś zauważył po nim widoczne efekty ja jednak nie jestem z niego zadowolona. O ile takie podstawowe właściwości każdego lepszego oleju/olejku jak najbardziej są czyli gładka i nawilżona skóra. Nic ponad to. Nic nic nic. Zabrakło mi nawet odczuwalnego napięcia jakie zazwyczaj oferują tego typu produkty.
Tym sposobem otrzymałam produkt, który działa tak jak oliwka Babydream ale...
- zamiast 7 zł za 250 ml płacimy 30 zł za 100 ml (drooogo),
- zamiast przyjemnego zapachu (myślę o wersji dziecięcej, fur mama fuj :D) otrzymujemy chemiczną pomarańczkę,
- zamiast komfortu i łagodzenia mamy produkt z papryczką chili, który może podrażnić co wrażliwszą skórę
- w porównaniu do (mojego) klasyka obiecuje gruszki na wierzbie (czy śliwki na sośnie).
Nie jestem zadowolona z tego produktu, niestety. Na pewno nie skuszę się na kolejne opakowanie.


Mam go i bardzo lubię :)
OdpowiedzUsuńSuper, że u Ciebie się sprawdził :)
UsuńSzkoda że się nie sprawdził. Ja bym chyba nie mogła stosować oleju na ciało, nawet po balsamie czuję się jak trędowata i od razu po nałożeniu biegnę myć ręce, bo nie lubię tych filmów no :p
OdpowiedzUsuńJa bardzo lubię balsamy i nie mam problemu z ich używaniem :)
UsuńWiele osób go sobie chwali, jednak można zauważyć że nie u każdego się sprawdzi ;)
OdpowiedzUsuńLoteria ;))
UsuńPierwszy raz czytam recenzję na nie :)
OdpowiedzUsuńNie oszukujmy się - nie ma produktów idealnych, które pasowały by każdemu ;)
UsuńSzkoda, że się u Ciebie nie sprawdził. Nie skuszę się, chociażby przez uczucie pieczenia i rozgrzania, którego nie znoszę :/
OdpowiedzUsuńJa lubię rozgrzewające maseczki/peelingi do twarzy ale produkty termalne do ciała zazwyczaj wręcz palą skórę...
UsuńA miałam na niego ochotę.
OdpowiedzUsuńA nuż u Ciebie dałby jakieś lepsze efekty? Sporo osób go chwali :)
UsuńJa jestem bardzo zadowolona. Mnie nic a nic nie piekło, dla mnie pachniał przyjemnie i był wydajny z tym, że ja stosowałam jedynie na brzuch i uda.
OdpowiedzUsuńBardzo się polubiłam z tym olejkiem :).
OdpowiedzUsuńŚwietnie :)
UsuńSzkoda, że nie jest wydajny
OdpowiedzUsuńNakładany na sucho, na mokro daje radę ;)
UsuńCzytałam masę dobrych opinii na jego tema , ale ja uważam że takie produkty po prostu nie działają :) nie skuszę się :)
OdpowiedzUsuńCudów nie zdziałają ale spodziewałam się chociaż napięcia skóry... :(
UsuńA ja myślałam, że napiszesz wow:)
OdpowiedzUsuńMiałam taką nadzieję....
Usuńszkoda, że się u Ciebie nie sprawdził :/
OdpowiedzUsuńJak pech to pech ;))
UsuńLubię tego typu produkty, wiele dobrego o tym olejku czytałam.
OdpowiedzUsuńJa też i co z tego ;))
Usuńa go stosuję na uda i czasami na łydki i sprawdza się bardzo dobrze, świetnie nawilża i napina skórę:)
OdpowiedzUsuńAktualnie używam innego produktu tego typu z Sorayi i faktycznie napięcie skóry (biustu) czuję a tu nic :<
UsuńWiele osób go chwali, ale po Twojej recenzji pozostanę przy oliwce z Babydream :)
OdpowiedzUsuńJeśli nie zależy Ci na poszukiwaniach produktu o właściwościach ujędrniających a takim podstawowym nawilżaczu to to bardzo dobry pomysł ;)
UsuńZ Evree nie miałam jeszcze żadnego olejku :) Ale do twarzy planuję coś wypróbować.
OdpowiedzUsuńDo twarzy z czystym sumieniem polecam Magic Rose. Rewelacja :)
UsuńStosowałam go jak wiele blogerek, u mnie nie spowodował pieczenia skóry, lekko ją rozgrzewał. Ponadto odpowiednio nawilżył skórę, oraz ujędrnił wybrane części ciała. Nie spodziewałam się po nim, że wyrzeźbi ciało!
OdpowiedzUsuńJa też nie ale u mnie nawet tego ujędrnienia czy napięcia zabrakło więc no...
UsuńNie używałam ;]
OdpowiedzUsuńszkoda, że sie zawiodłaś. Rzeczywiście nieadekwatna cena co do działania... Też lubię oliwkę babydream :)
OdpowiedzUsuń:)
UsuńJa jestem z niego bardzo zadowolona, mnie nie piekl : p ładnie ujedrnil skórę, szybko sie wchlanial No i jak dla mnie cudownie pachniał : p
OdpowiedzUsuńAaale jak to ładnie pachnie jak nie pachnie :(
UsuńPachnie :D ja też się zgadzam, że bardzo ładnie pachnie :)
UsuńAle to są kwestie indywidualne, ja na przykład choć jestem BARDZO zadowolona z działania tego szamponu Eva Potrójna siła ziół (brzoza dziegieć wierzba), to dla mnie jego zapach jest nie do przeskoczenia i mocno się zmuszam do używania go :D
Nie powiem, ostatnio mocno na niego zerkam będąc w Rossmannie.. ;)
OdpowiedzUsuńWygląda ciekawie :D
UsuńOlejek na skórę jeszcze by przeszedł, tyle że nie lubię tego całego działania wyszczuplającego pieczenia i innych atrakcji.
OdpowiedzUsuńPieczenie było najmniej przyjemnym elementem całości...
UsuńPo pierwsze - bardzo ładne zmiany - łagodnie i delikatnie i minimalistycznie
OdpowiedzUsuńPo drugie - dobra recenzja - miło się czytało, zainteresowałaś mnie... (sorka wyszło trochę cukierkowo ale cóż..)
Po trzecie - ja jakoś nie wierzę w tego rodzaju produkty, a szkoda bo gdyby działały to bym się w nich kąpała codziennie:-)
Zbrzydła mi już ta mięta, ileż można ;))
Usuń:-) - bardzo lubię ten kolor, teraz masz w avatarze - koho.
UsuńUuuuu, ale szkoda że się u Ciebie nie sprawdził :( U mnie faktycznie lekko skórę ujędrnił, a do tego genialnie nawilża! A zapach bardzo mi się podoba, to raczej kwestia indywidualna :) W promocji można go dostać za niecałe 20 zł, a rozgrzewanie było u mnie bardzo bardzo subtelne i przyjemne. Gdzie np. Eveline tak mnie pali jakby mnie ktoś żelazem rozgrzanym przypalał :)
OdpowiedzUsuńKiedyś używałam tego Eveline, faktycznie paaaalił.
UsuńOkropieństwo :) Chyba oddałam go siostrze bo ona lubi takie sensacje :)
UsuńWszyscy o nim piszą a ja jeszcze go nie miałam :) muszę kiedyś kupić
OdpowiedzUsuńu mnie sprawdza się rewelacyjnie razem z ćwiczeniami ujędrnia i zmniejsza cellulit ;)
OdpowiedzUsuńpolubiłam ten olejek :)
OdpowiedzUsuńNie znam,ale bardzo kusi.
OdpowiedzUsuńuwielbiam
OdpowiedzUsuńBardziej mnie ciekawią ich olejki do twarzy jednak :)
OdpowiedzUsuńza dużo go już na blogach.. ;)
OdpowiedzUsuń