⇒TOP COAT ESSIE GOOD TO GO⇐
W swoim życiu przeszłam już przez Poshe, Seche Vite i Insta Dri, przy którym to zostałam. Bo malowania paznokci bez porządnego top coatu sobie nie wyobrażam. Po pierwsze dlatego, że znacząco zmniejszają one czas wysychania lakieru. Po drugie, bo zwiększają trwałość nawet najtańszego lakieru na moich paznokciach. Bo nawet najlepszy (niekoniecznie najdroższy) lakier solo na mojej płytce utrzymuje się maksymalnie dwie doby. Insa Dri wydłuża żywotność nawet do tygodnia.
Jak wypada Essie przy przy wymienionych wcześniej produktach? Słabo. I przyczepię się tu głównie żywotności lakieru na płytce a raczej... jego braku. Używałam go z różnymi markami (L'Oreal, Cuccio, Wet n Wild, Bell czy Essie właśnie) i nie widzę większej różnicy w trwałości lakierów nałożonych solo i z tym topem. Dwa-trzy dni i paznokcie do zmycia.
Na szczęście sam 'komfort' jego używania jest nie najgorszy (dlatego nie wylądował jeszcze w koszu). Ma dobrze przycięty pędzelek, nie zgęstniał (ale dopiero dobijam połowy opakowania), nie ściąga lakieru. I znacząco przyspiesza czas jego wysychania. Co jest mi niezmiernie na rękę skoro maluję paznokcie co dni dwa ;)
Zawód. Duży zawód. Pomijając powyższe kwestie jest też jeszcze jeden drobny szczegół, który dość mocno mnie irytuje. Pędzelek delikatnie zbiera kolorowy lakier przez co przeźroczysty u mnie top na dzień dzisiejszy ma już lekko różowe zabawienie.
⇒LAKIER ESSIE BORDEAUX⇐
Pisząc wyżej o mojej problematycznej płytce paznokcia wcale nie żartowałam. Lakier Essie solo wytrzymuje u mnie dobę ale nie jest to nic szczególnego i wcale nie traktuję tego jako jakąś jego ogromną wadę. Ja tak po prostu mam. A raczej moje paznokcie tak mają.
Kolor na jaki się zdecydowałam to ultra ciemny odcień bordo (serio?) wpadający niemal w czerń. Lakier jest kremowy, nie posiada drobinek. Jeśli mowa o jego pigmentacji jest... średnio. O ile w przypadku 'pewnej ręki' i krótkich paznokci dwie warstwy okazują się być satysfakcjonujące tak gdy paznokcie miewam długie muszę domalowywać trzecią by wyeliminować lekkie smugi.
Przeżyłabym. Ale (a jakże!) źle przyciętego pędzelka w lakierze przeciętnej jakości za jaki producent w regularnej cenie życzy sobie trzy dychy przeżyć nie potrafię. W teorii pędzelek jest taki jak lubię. Płaski, dość szeroki (ale nie zbyt), z zaokrąglonymi bokami. Tylko że te zaokrąglone boki (szczególnie z jednej strony) mają pojedyncze dłuższe włoski przez co manewrowanie nim przy skórkach jest upierdliwe bo łatwo o ich uciapanie. Radzę sobie z tym obracając co chwilę pędzel na tę bardziej zgrabną stronę jednak głupiego to robota.
Nie pozostaje mi chyba dodać, że raczej do tej marki już nie wrócę.Ani lakier a już tym bardziej top nie wydają mi się być kosmetykami wartymi powrotu czy kolejnych szans. Jeśli mowa o lakierach planuję z podkulonym ogonem wrócić do tych z Yves Rocher. Lub zostać przy tych żelowych z Wet n Wild. Bo te zdobyły moje serce szybko i skutecznie.