Sylveco i ich dzieci goszczą w mojej pielęgnacji (i na blogu również) od dawna. Lubimy się. Mimo wtop wszelkich (bo jak zachwyty to tak i porażki się zdarzały) doceniam ich przyjemne składy i niewygórowane ceny. Z przyjemnością do niektórych produktów wracam i... sięgam po kolejne. Na hasło 'nowości' zaświeciły mi się oczy i czym prędzej weszłam w posiadanie kosmetyków marki Aloesove. Przypadkowo wybór padł na produkty do oczyszczania i... raczej na tym moja przygoda z marką się zakończy. Ale o tym za chwilę.
Z kwestii czysto teoretycznych. Kosmetyki te kupić można za około 20 zł. Pojemność to 150 ml w przypadku żelu i 200 ml płynu. Szata graficzna to rzecz indywidualna - mi się nie podoba, dużo bardziej cenię sobie estetykę opakowań Vianka. Coś co ciut mnie mierzi to jednak jakość opakowań. Są... mocno badziewne chociaż bezpieczne (znaczenia kolejno 2 i 4).
| ALOESOVE Żel myjący do twarzy |
Konsystencja tego żelu jest bardzo lekka, płynna, a sam kosmetyk odrobinę przelewa się przez palce. Niemal się nie pieni, po skórze sunie gładko. Oczyszcza bardzo przyzwoicie, nie pozostawiając uczucia przesuszenia czy ściągnięcia. Chociaż tonik po jego użyciu jest wskazany. Czy zauważyłam jakieś spektakularne efekty? Nie. I o ile nie oczekuję od środków myjących efektu wow tak ten oto... jest tak nijaki, że nie podejrzewam by zagościł u mnie ponownie.
| ALOESOVE Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu |
Po pierwsze pozbycie się makijażu z twarzy przy jego 'pomocy' to katorga. Tusz rozmaże, cienie zejdą, kreska zostanie przy linii rzęs a podkład zostanie roztarty na krawędzie mego lica. Przy piątym podejściu dochodzę do wniosku, że w sumie to chyba już się wszystkiego pozbyłam ale... dla pewności sięgam po inny demakijażowy kosmetyk bo niedomycie twarzy to u mnie gwarancja wysypu. I tak moje oczyszczanie doszło do zacnego, trzy etapowego mycia (między micelem a żelem używam jeszcze balsamu do demakijażu - tego oto). Głupiego robota.
Nie wiem też po co producent pakował do kosmetyku, który dedykuje okolicy oczu, olejki eteryczne. Bo i ile moja skóra twarzy reaguje na ten micel pięknie (jest przyjemnie odświeżona) tak skóra powiek potrafi mi się buntować i reagować dyskomfortem. Raczej nie za pierwszym podejściem jednak gdy uprę się by tymże micelem makijażu się pozbyć i sięgam po kolejny wacik czuję, że skóra zaczyna mnie delikatnie piec.
Przyznaję: spodziewałam się po tych produktach więcej.

Oj, mam oba te kosmetyki. jestem ciekawa jak się u mnie spiszą.
OdpowiedzUsuńU mnie też się sprawdziły, bardzo polubiłam te kosmetyki :D warto zamówić je przez internet, np. w aptece Melissa- tam są w dobrej cenie :)
OdpowiedzUsuńFaktycznie tego micela nie można zbyt na oczy dawać. Ja go stosuje jak tonik.
OdpowiedzUsuńA kupiłam wczoraj ten micel. Jestem ciekawa jak się spisze. Ten lipowy jest moim must have!
OdpowiedzUsuńMusiałabym uważać, bo często reaguję uczuleniem na aloes.
OdpowiedzUsuńKurcze.. mam żel myjący w zapasie, który wybrałam po wielu dobrych opiniach.. i teraz się nad nim zastanawiam :D heheh
OdpowiedzUsuńMam żel z tej serii... ciekawie będzie. Mam nadzieję, że będzie lepiej niż u Ciebie z tym micelem
OdpowiedzUsuńTeż mnie zastanowiły te opakowania, że takie jakieś... no nie wiem może się czepiam, ale tak jak "tanioszka" trochę. Ja mam żel, jeszcze nie używałam ale kupiłam go z gazetą, więc cenę miał niższą. Zobaczymy jak u mnie się sprawdzi ;-)
OdpowiedzUsuńTestuję właśnie od kilka dni ten duet i mam mieszane uczucia. Denerwuje mnie fakt, że ten micel zaczyna się pienić podczas przecierania twarzy.
OdpowiedzUsuń