Nowości NIVEA | suchy olejek, olejek w kremie do rąk i balsam do ust inspirowany EOSem
Marka Nivea zdecydowanie rozpieszcza swoje przyjaciółki. Co chwila w moje ręce wpadają ich nowości. Dziś o trzech kosmetykach tej marki, które sprawdzają się u mnie w stopniu różnym. Jeśli jesteście ciekawi moich wrażeń zapraszam do czytania.
NIVEA POP-BALL PIELĘGNUJĄCY BALSAM DO UST MALINA I CZERWONE JABŁKO
Balsam ten mocno nawiązuje swoją formą podania do jakże popularnego balsamu marki EOS. Nie miałam z nim do czynienia więc na porównanie z mojej strony liczyć nie możecie niemniej... nie znam się to się wypowiem :D
Opakowanie robi swoje. Pastelowy róż połączony z bielą wygląda świetnie a lekko kanciasty kształt jaja zdecydowanie skusiły by mnie do samodzielnego zakupu. Sztyft ma lekko różową barwę i na moich ustach, które wybijają kolor wszystkiego co na nie nałożę (rokitnikowa pomadka Sylveco to dla mnie tylko opcja do używania po domu bo wyglądam jak idź i nie wracaj) pozostawia mgiełkę koloru. Usta wizualnie prezentują się po prostu lepiej a pastelowy odcień różu nie wygląda tandetnie. Zapach to niestety nie moja bajka i bardziej ucieszyłabym się z wariantu miętowego. Połączenie jabłka i maliny ma potencjał jednak w wydaniu Nivea jest dla mnie zbyt mdły. Podobnie jest ze smakiem - noszenie go na ustach to, szczerze mówiąc, średnia przyjemność.
Nie jest to kosmetyk, który zachwycił by mnie właściwościami pielęgnacyjnymi. Ot, krzywdy nie robi jednak trudno tu liczyć na jakieś spektakularne nawilżenie czy odżywienie ust. To raczej przyjemna codzienna opcja do utrzymania skóry ust w dobrej formie niż ich ratowania w chwili większego kryzysu.
Nie jest to kosmetyk idealny. I znam sporo lepszych balsamów. Nie zmienia to jednak faktu, że mimo wad całkiem miło mi się go używa, szczególnie ze względu na jego lekko koloryzujące właściwości. Chociaż z oferty tej marki polecać Wam raczej będę ich klasyczny sztyft o zapachu waniliowego kremu bo nie dość, że pachnie przepięknie to również delikatnie rozbiela odcień ust i jest dla mnie świetną alternatywą kolorowych pomadek, których używać nie lubię.
NIVEA OLEJEK W KREMIE DO RĄK KWIAT WIŚNI I OLEJ(ek) JOJOBA
To drugi produkt z tej linii jaki miałam okazję używać. Ich olejek w balsamie do ciała wspominam miło i tak samo do gustu przypadł mi ich krem do rąk. Podoba mi się jego opakowanie - opływowe, z niezawodnym zamknięciem, które dozuje odpowiednią ilość kosmetyku.
Krem na lekką, nietłustą formułę i szybko się wchłania pozostawiają na skórze lewie wyczuwalną warstewkę. Idealnie sprawdza się do pracy przy komputerze bo macie pewność, że myszka czy klawiatura nie będą się lepić ;) Działanie pielęgnacyjne określiłabym jako przyzwoite. Nie zdziała cudów w przypadku mocno przesuszonych czy spękanych dłoni jednak jako produkt używany od mycia do mycia w ciągu dnia dał radę. Skóra była wygładzona, lekko nawilżona, nie pojawiało się u mnie uczucie dyskomfortu czy ściągnięcia.
Zapach zachwyca. Jest niesamowicie intensywny, kwiatowy ale niedrażniący. Żałuję jednak, że w ofercie nie pojawiły się inne warianty zapachowe (albo ja o czymś nie wiem?) bo chętnie przygarnęłam takie kremidło o zapachu wanilii czy kakao, które to są dostępne w przypadku ich balsamów do ciała.
NIVEA RICH NOURISHING 24+ SUCHY OLEJEK DO CIAŁA
Może i suchy olejek to innowacja żadna ale tego kosmetyków na rynku jest tyle co kot napłakał więc fajnie, że kolejna marka poszła w tę stronę. Bo osobiście suche olejki lubię i chętnie widziałabym je w swojej pielęgnacji częściej. Głównie jednak w sezonie letnim, o czym za chwilę.
Opakowanie to zwykła, plastikowa butelka i charakterystycznym dla marki granatowym kolorze. I tutaj niewielki zawód - spodziewałam się zapach ich flagowego kosmetyku czyli kremu Nivea a dostałam kosmetyk o ledwie wyczuwalnym zapachu. Ma to swoje plusy bo nie każdy lubi silnie perfumowane produkty dodatkowo mamy gwarancję, że nic nie pogryzie się z zapachem perfum ale no...
Formuła tego produktu jest typowa dla suchych olejeków. Jest lekki, silikonowo-olejkowy, nałożony na skórze pozostawia przyjemnie śliską i gładką otoczkę bez charakterystycznego olejowego filmu. To świetna opcja na dzień dla osób, które nie lubią się niczym smarować a potrzebują dodatkowego zabezpieczenia skóry przed utratą wody.
Działanie pielęgnacyjne jest średnie. I w przypadku mojej bardzo suchej skóry, szczególnie w obecny zimowo-grzewczym sezonie, jest zdecydowanie niewystarczające. Weźmy jednak pod uwagę fakt, że na dzień dzisiejszy w mojej pielęgnacji goszczą przede wszystkim tłuste masła na bazie shea więc to nie miało prawa się udać. Niemniej olejek zostanie ze mną czekając do wiosny :)


8 komentarze
Olejków mam dość, ale krem bym wypróbowała.
OdpowiedzUsuńwww.natalia-i-jej-świat.pl
Moją uwagę zwrócił ten balsam do ust :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam zapach tego kremu do rąk :)
OdpowiedzUsuńbardzo podoba mi się opakowanie kremu do rąk, ma w sobie coś uroczego:D
OdpowiedzUsuńNie znam tylko balsamu do ust. Pozostałe dwa produkty mam i lubię :)
OdpowiedzUsuńKrem polubiłam, z początku się spisywał pozytywnie, teraz zauważyłam, że nie daje rady:/
OdpowiedzUsuńNivea zawładnęła blogami :)
OdpowiedzUsuńBalsam do rąk wygląda bardzo zachęcająco. Uwielbiam wszystko, co ma ładne opakowanie.
OdpowiedzUsuńObserwuję i zapraszam do siebie:
mój blog