Moje doświadczenia z marką Schauma są złe. Ich szampony i odżywki powodowały u mnie odwieczny bunt skóry głowy i obciążanie włosów co sprawiało, że od lat trzymałam się od nich z daleka. Dopóki na sklepowej półce nie wypatrzyłam ich nowości. Szamponów 'inspirowanych' naturą, z piękną szatą graficzną, o kuszących zapachach. Stwierdziłam - zaryzykuję. I nabyłam wielką butlę za oszałamiających osiem złotych za 400 ml. Co z tego wynikło? Zapraszam na recenzję.
Nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że bardzo podoba mi się szata graficzna tego szamponu. Bo właśnie dlatego znalazł się w moim posiadaniu. Butla jest estetyczna jednak mam do niej niewielkie ale - otwór dozujący jest zbyt duży przez co trudno zapanować nad wylewaną zeń ilością kosmetyku co trochę zmniejsza jego wydajność.
Do samej formuły przyczepić się nie mogę. Szampon jest przejrzysty, gęsty i pieni się jak wściekły. Przyczepię się jednak do zapachu. Spotkałam się z opiniami, że pachnie to to intensywnie malinami i trochę się zawiodłam. Intensywna malina to to niestety nie jest. Szampon ma wyraźną, nijaką 'szamponową' nutę z maliną w tle. Daje to całkiem przyjemny efekt końcowy i koniec końców pod względem zapachowym zużyłam go z przyjemnością jednak spodziewałam się po prostu czegoś więcej.
Właściwości myjące. Moje dotychczasowej doświadczenia z szamponami tej marki sprawiły, że podchodziłam do niego z dużą dozą niepewności. O dziwo, wcale nie był to produkt z gatunku trzy dni mycia i przyklap nie do pokonania ;) Myć mył. I jak na moje preferencje codziennego czyszczenia głowy był dla mnie nawet zbyt intensywny. Używałam go zamiennie z czymś delikatniejszym i w takiej konfiguracji zużyłam go do końca bez bólu. Bo stosowanie go przez kilka dni z rzędu kończyło się jednak delikatnym bo delikatnym ale jednak wyczuwalnym przesuszeniem i podrażnieniem skóry.
Niby nie jest to kosmetyk do którego chciałabym wracać. Niby. Bo nadal mam ochotę na wariant lawendowy :D I śmiem twierdzić, że prędzej czy później wpadnie w moje ręce. Ten może i mnie nie zachwycił ale z drugiej strony kosztuje tak mało i użyciu 'rotacyjnym' wypadł naprawdę przezwoicie. Szczególnie, że polubiły go moje włosy - mimo dużej skłonności do ich plątania mogłam używać go z lekką odżywką (lub nawet bez niej) a nie zdarza mi się to szczególnie często.
Ja miałam kiedyś 7 ziół i bardzo dobrze działał na moja skórę głowy, tylko pod koniec się przyzwyczaiła. Tej serii też się zawsze przyglądam. ;d
OdpowiedzUsuńSzampony schaumy przepięknie pachną!
OdpowiedzUsuńlubię te szampony, choć tej wersji nie znam
OdpowiedzUsuńNo właśnie nigdy nie zrozumiem, dlaczego wszystkie te szampony mają takie wielkie ostatnio butle i nie można przetestować mniejszego opakowania czy to w ogóle będzie produkt dla mnie?...
OdpowiedzUsuńWizualnie jest troszkę kuszący przez barwę opakowania ;)
OdpowiedzUsuńKiedyś namiętnie stosowałam szampony z Schaumy. Dawno nic nie miałam z tej firmy. mój mąż za to ma kolekcje tych szamponów :)
OdpowiedzUsuńNie pamiętam już kiedy ostatni raz miałam szampon tej firmy.
OdpowiedzUsuńCzyli w sumie trochę na tak, trochę na nie :P
OdpowiedzUsuńNie lubię Schaumy i nie mogę się przekonać do tych kosmetyków :(
OdpowiedzUsuńDawno nie używałam nic z tej firmy.
OdpowiedzUsuńDawno nie miałam kosmetyków tej firmy...
OdpowiedzUsuńJa... chyba nigdy nie miałam szamponu Schaumy. ;)
OdpowiedzUsuńBardzo lubię wersję 7 ziół tej marki :)
OdpowiedzUsuń