O tym, że ostatnio namiętnie obkupuję się w produkty Yves Rocher wie każdy, kto chociaż pobieżnie zerka na posty nowościowe.
Dziś o produkcie, który używałam parę ładnych lat temu i do którego wróciłam. Z dużą dozą niepewności, bo dobrze pamiętam, że owe myjadło nie przypadło mi do gustu (ale miałam też zupełnie inne wymagania wobec tego typu kosmetyków). Czy powrót był udany? Zapraszam na recenzję.
Produkt ma bardzo ładne opakowanie. Przyjemna przeźroczysta pociągła butelka, lekko zwężana po środku. Zamknięcie bezawaryjne, łatwo się otwiera (co w przypadku tej firmy wcale nie jest oczywiste) jednak wiecznie jest ubabrane - śmiem twierdzić, że wina leży po stronie odrobinę zbyt dużego otworu względem jego konsystencji. Ale nic, przeżyję.
Dodam tylko, że dobijają mnie papierowe naklejki z opisem produktu w rodzimym języku - pod wpływem wody papier rozmięka i wygląda to jak psu z gardła.
Żel posiada przyjemny, zielony kolor. Bardzo lekką, płynną konsystencję przypominającą rozrzedzony kisiel. I przyjemny zapach czegoś nieokreślonego, niekoniecznie rumiankowego. Nie zachwyca ale też nie zniechęca do używania.
Jeśli mowa o działaniu - jest dobrze. A w przypadku myjadeł do twarzy jestem diabelnie wybredna. Jak już wspominałam używałam go już kilka lat (7?) temu i nie wspominałam go dobrze - był dla mnie stanowczo zbyt delikatny. Lubiłam się wtedy z mocnym oczyszczaniem, trzeszczącą skórą i morzem piany. Później mi przeszło ;) Na chwilę obecną omijam SLS w żelach jednak dla tego produktu zrobiłam wyjątek i nie zawiodłam się. Żel oczyszcza. Bardzo łagodnie choć skutecznie. Nie powoduje przesuszenia, nie ściąga skóry. Jest zupełnie neutralny. Daje lekką pianę, nie mam problemu ze zmyciem go ze skóry. Jest wydajny. Nie podrażnił, nie uczulił.
Lubimy się. Lubimy się na tyle, że właśnie leci do mnie kolejne opakowanie tego myjadła. A jak wiecie lub nie - nieczęsto wracam do kosmetyków. Cena regularna to 21 zł za 200 ml jednak bez problemu można kupić go za ułamek tej kwoty. Czy warto? Warto :)
Dziś o produkcie, który używałam parę ładnych lat temu i do którego wróciłam. Z dużą dozą niepewności, bo dobrze pamiętam, że owe myjadło nie przypadło mi do gustu (ale miałam też zupełnie inne wymagania wobec tego typu kosmetyków). Czy powrót był udany? Zapraszam na recenzję.
Produkt ma bardzo ładne opakowanie. Przyjemna przeźroczysta pociągła butelka, lekko zwężana po środku. Zamknięcie bezawaryjne, łatwo się otwiera (co w przypadku tej firmy wcale nie jest oczywiste) jednak wiecznie jest ubabrane - śmiem twierdzić, że wina leży po stronie odrobinę zbyt dużego otworu względem jego konsystencji. Ale nic, przeżyję.
Dodam tylko, że dobijają mnie papierowe naklejki z opisem produktu w rodzimym języku - pod wpływem wody papier rozmięka i wygląda to jak psu z gardła.
Żel posiada przyjemny, zielony kolor. Bardzo lekką, płynną konsystencję przypominającą rozrzedzony kisiel. I przyjemny zapach czegoś nieokreślonego, niekoniecznie rumiankowego. Nie zachwyca ale też nie zniechęca do używania.
Jeśli mowa o działaniu - jest dobrze. A w przypadku myjadeł do twarzy jestem diabelnie wybredna. Jak już wspominałam używałam go już kilka lat (7?) temu i nie wspominałam go dobrze - był dla mnie stanowczo zbyt delikatny. Lubiłam się wtedy z mocnym oczyszczaniem, trzeszczącą skórą i morzem piany. Później mi przeszło ;) Na chwilę obecną omijam SLS w żelach jednak dla tego produktu zrobiłam wyjątek i nie zawiodłam się. Żel oczyszcza. Bardzo łagodnie choć skutecznie. Nie powoduje przesuszenia, nie ściąga skóry. Jest zupełnie neutralny. Daje lekką pianę, nie mam problemu ze zmyciem go ze skóry. Jest wydajny. Nie podrażnił, nie uczulił.
Lubimy się. Lubimy się na tyle, że właśnie leci do mnie kolejne opakowanie tego myjadła. A jak wiecie lub nie - nieczęsto wracam do kosmetyków. Cena regularna to 21 zł za 200 ml jednak bez problemu można kupić go za ułamek tej kwoty. Czy warto? Warto :)

Będę miała na uwadze ten żel :)
OdpowiedzUsuńEch kusisz i to bardzo a ja mam tak dużo rzeczy do wykorzystania....
OdpowiedzUsuńMi to mówisz? :D
UsuńMiałam go kiedyś i był fajny, niestety strasznie szybko się skończył:(
OdpowiedzUsuńNie zauważyłam jakiegoś szybkiego zużycia :)
UsuńChyba jeszcze nie miałam nic z YR :) a w sobotę kupiłam ten miętowy kabuki z Essence - jest boski!
OdpowiedzUsuńHa! Super że Tobie też przypasował :)
UsuńPodoba mi się konsystencja
OdpowiedzUsuń:)
UsuńNie używałam :)
OdpowiedzUsuńJa ostatnio zniechęciłam się do YR, po tym jak trafiłam na kilka bubelków :/
OdpowiedzUsuńU mnie to tak pół na pół z ich produktami, większość nie zachwyca ale niewiele kosztują więc spoko :D
UsuńZ YR kupuję czasami tylko żele pod prysznic, bo na prawdę ładnie pachną i cena jest przystępna.
OdpowiedzUsuńMam spory zapas :D Dziś wykończyłam lawendowy :D
UsuńNie znam tego żelu, kosmetyki JR sa dla mnie nowościom i znakiem zapytania!
OdpowiedzUsuńPoluj na promocje i do dzieła :D
Usuńciekawy, nie miałam go!
OdpowiedzUsuńNie używałam go jeszcze.
OdpowiedzUsuńnie miałam go jeszcze.
OdpowiedzUsuńnie miałam tego żelu, ale zaciekawiłaś mnie :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam kosmetyki Yves Rocher. Tego jeszcze nie miałam ale na pewno zakupie :)
OdpowiedzUsuń:)
Usuńzapamiętam go i przy okazji zakupów wrzucę do koszyka :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że będziesz zadowolona :)
Usuńmialam i bardzo podobal mi sie zapach
OdpowiedzUsuńPrzyjemny i nie męczy co najważniejsze :)
UsuńAktualnie gości u mnie Tołpa. Widzę jednak że warto mu się bliżej przyjrzeć. Pozdrawiam;)
OdpowiedzUsuńTołpa u mnie dzielnie czeka w kolejce ;))
Usuńswojego czasu zużyłam niezliczoną ilość opakowań tego żelu :) pewnie za jakiś czas znowu do niego wrócę ;)
OdpowiedzUsuńnic nie miałam z YR..
OdpowiedzUsuńja jeszcze nie miałam nic z YR
OdpowiedzUsuńSuper, że się u ciebie sprawdza :)
OdpowiedzUsuńJa na razie myję twarz mydłem i całkiem dobrze się spisuje ta metoda ;)
Lubię go bardzo, ale znudził mi się :)
OdpowiedzUsuńMimo wszystko do niego wrócę :)