Rossmann. Zło wcielone. Jedna z lepiej dostępnych w całym kraju drogerii gdzie można bez większego problemu zostawić część wypłaty bo zawsze znajdzie się coś do kupienia. Rossmann po raz kolejny zaproponował nam swoją promocję -49%. Ba, dodatkowe 6% rabatu dla uczestników swojego klubu. Mowa oczywiście o kosmetykach kolorowych chociaż wielkimi krokami nadchodzi również 2+2 na pielęgnację twarzy (pod koniec maja). Aczkolwiek skupię się dziś na tej pierwszej bo snucie domysłów nie należy do moich ulubionych czynności.
Przyznam szczerze, że jak rzuciłam się jak głupia na pierwsze edycje tak teraz wykonując rachunek zysków i strat stwierdziłam, że kolorówki kupować w Rossmannie się po prostu... nie opłaca. Bo mimo, że milion procent taniej brzmi dumnie tak typowe marki drogeryjne (Maybelline, Rimmel, Bourjois, L'Oreal) mają na chwilę obecną tak wywindowane ceny regularne (pomijam podwyżki przedpromocyjne milczeniem), że bez większego problemu kupię wszystko w cenach zbliżonych lub wręcz tańszych online (z kosztem dostawy łącznie).
Wiem, że zakupy przez sieć mają swoje minusy - czas oczekiwania, pan kurier pukający do drzwi gdy Was nie ma, koszty przesyłki. Tylko, że te zakupy możemy robić na spokojnie leżąc w łóżku nie zastanawiając się dostając oczopląsu przed sklepową półką. Tak, wiem, Rossmann posiada sklep internetowy co jest opcją ciekawą (praktykuję na co dzień) jednak w czasie promocji niestety stan magazynowy nie do końca zgadza się z faktycznym i często pojawiają się braki. Plusem jednak dla drogerii jest fakt, że przedpłacone środki zwracają na konto błyskawicznie (u mnie na następny dzień).
Z kosmetyków kolorowych teoretycznie tego typu rabaty są doskonałą okazją na zakup marek własnych (Wibo, Lovely). Teoretycznie. Bo często ceny niepostrzeżenie idą w górę na parę dni 'przed'. Do tego obie te marki w pewnym momencie zaczęły czerpać mocne inspiracje topowymi kosmetykami na rynku i poniosły ceny do takich trochę... absurdalnych. Paleta cieni Wibo za 42 zł, serio?
Z 'kolorowej' oferty promocji Rossmanna mnie osobiście interesują głównie kategorie typowo pielęgnacyjne. Rabat na produkty ochronne do ust, odżywki do paznokci czy... zmywacze - tutaj połowa ceny zazwyczaj okazuje się być na tyle kusząca i okazyjna, że mam skrupułów przed karmieniem mojego wewnętrznego kosmetycznego chomika....
Moje łupy z -55%. Trzy butle zmywacza Isany. Najlepszy z najlepszych. Blistex - taniej kupić go się nie da. Podobnie mój ulubiony Insta Dri - w cenie niższej niż gdzie indziej. I zachciewajka w postaci masełka do usta Isana.
I jeszcze jedna kwestia, która śmieszy mnie niesamowicie. Poszłam rano do drogerii a tam tłum bab! Czyli stawianie się ponad ludźmi czekającymi na możliwość zakupów gdy stoi się w środku tego całego zamieszania na równi z tymi babami które 'rzuciły' się na promocję. Czytając w sieci takie opowieści tylko się uśmiecham i dziwię. Ale to ja ;)
Kwestię macania, otwierania pełnowymiarowych kosmetyków, testowania ich na skórze pominę. Wierzcie lub nie - jest to nagminne a ilość ludzi przed półką na raz tylko wydaje się potęgować to wrażenie.
Tak ze swojej strony nie pozostanie mi nic innego jak tylko współczuć pracownikom sieciówki intensywnego tygodnia i życzyć im zasłużonego odpoczynku po :) A kupującym zdrowego rozsądku. Mówię to ja - kosmetykoholiczka.
Przyznam szczerze, że jak rzuciłam się jak głupia na pierwsze edycje tak teraz wykonując rachunek zysków i strat stwierdziłam, że kolorówki kupować w Rossmannie się po prostu... nie opłaca. Bo mimo, że milion procent taniej brzmi dumnie tak typowe marki drogeryjne (Maybelline, Rimmel, Bourjois, L'Oreal) mają na chwilę obecną tak wywindowane ceny regularne (pomijam podwyżki przedpromocyjne milczeniem), że bez większego problemu kupię wszystko w cenach zbliżonych lub wręcz tańszych online (z kosztem dostawy łącznie).
Wiem, że zakupy przez sieć mają swoje minusy - czas oczekiwania, pan kurier pukający do drzwi gdy Was nie ma, koszty przesyłki. Tylko, że te zakupy możemy robić na spokojnie leżąc w łóżku nie zastanawiając się dostając oczopląsu przed sklepową półką. Tak, wiem, Rossmann posiada sklep internetowy co jest opcją ciekawą (praktykuję na co dzień) jednak w czasie promocji niestety stan magazynowy nie do końca zgadza się z faktycznym i często pojawiają się braki. Plusem jednak dla drogerii jest fakt, że przedpłacone środki zwracają na konto błyskawicznie (u mnie na następny dzień).
Z kosmetyków kolorowych teoretycznie tego typu rabaty są doskonałą okazją na zakup marek własnych (Wibo, Lovely). Teoretycznie. Bo często ceny niepostrzeżenie idą w górę na parę dni 'przed'. Do tego obie te marki w pewnym momencie zaczęły czerpać mocne inspiracje topowymi kosmetykami na rynku i poniosły ceny do takich trochę... absurdalnych. Paleta cieni Wibo za 42 zł, serio?
Z 'kolorowej' oferty promocji Rossmanna mnie osobiście interesują głównie kategorie typowo pielęgnacyjne. Rabat na produkty ochronne do ust, odżywki do paznokci czy... zmywacze - tutaj połowa ceny zazwyczaj okazuje się być na tyle kusząca i okazyjna, że mam skrupułów przed karmieniem mojego wewnętrznego kosmetycznego chomika....
Moje łupy z -55%. Trzy butle zmywacza Isany. Najlepszy z najlepszych. Blistex - taniej kupić go się nie da. Podobnie mój ulubiony Insta Dri - w cenie niższej niż gdzie indziej. I zachciewajka w postaci masełka do usta Isana.
I jeszcze jedna kwestia, która śmieszy mnie niesamowicie. Poszłam rano do drogerii a tam tłum bab! Czyli stawianie się ponad ludźmi czekającymi na możliwość zakupów gdy stoi się w środku tego całego zamieszania na równi z tymi babami które 'rzuciły' się na promocję. Czytając w sieci takie opowieści tylko się uśmiecham i dziwię. Ale to ja ;)
Kwestię macania, otwierania pełnowymiarowych kosmetyków, testowania ich na skórze pominę. Wierzcie lub nie - jest to nagminne a ilość ludzi przed półką na raz tylko wydaje się potęgować to wrażenie.
Tak ze swojej strony nie pozostanie mi nic innego jak tylko współczuć pracownikom sieciówki intensywnego tygodnia i życzyć im zasłużonego odpoczynku po :) A kupującym zdrowego rozsądku. Mówię to ja - kosmetykoholiczka.
:D Ja tylko żałuję, że za późno się dowiedziałam jak była promocja ta na dzień kobiet... A tak to Rossmana odwiedzam sporadycznie, wolę właśnie zakupy przez internet :D
OdpowiedzUsuńZaopatrzyłam się właśnie głównie w kosmetyki WIBO i Lovely, bo raczej niemożliwym jest dostać je gdzieś indziej 50% taniej ;)
OdpowiedzUsuńWiesz, że Wibo pojawiło się też w ezebra? :D Matowe pomadki, kamuflaże, kredki do brwi na przykład mają blisko połowę taniej niż R.w regularnej więc pojawiła się jakaś alternatywa :D
UsuńPromocja na pielęgnację twarzy pod koniec maja mówisz? Dobrze wiedzieć-muszę zanotować:)
OdpowiedzUsuńJest info w nowym Skarbie :)
UsuńZainteresowałaś mnie bardzo tą promocją na pielęgnację. Jako że przestawiłam się jakiś czas temu na naturalne, mineralne kosmetyki, a na paznokciach noszę teraz już tylko hybrydy, nawet nie wybierałam się do Rossmanna, bo zwyczajnie nie miałam co tam kupować, a nie było sensu przepychać się między ludźmi bez powodu. Masz jednak całkowitą rację z tym podnoszeniem cen - z ciekawości sprawdziłam ceny za te same kosmetyki w drogeriach internetowych i różnicy albo nie było, albo była tak niewielka (rzędu 1-2zł), że nie chciałoby mi się iść do Rossmanna po to :p
OdpowiedzUsuńPielęgnacja też mnie kusi, przy droższych kosmetykach będzie raczej opłacalna tylko że chyba nic mi nie trzeba :D
UsuńJa zrobiłam małe zakupy online. Wolałam nie wpaść w ten tłum :/
OdpowiedzUsuńJa też klikam online, nie po drodze do nich ;)
UsuńBardzo przemyślane zakupy ;)). Zmywacz z Isany uwielbiam - idealny do zmywania hybryd. Blistex również kocham <3
OdpowiedzUsuńWidzę, że podobnie jak ja zauważyłaś, że kolorówka w Rossmann jest bardzo droga i ceny są z kosmosu! Ostatnio kupiłam tusz z Bourjois, Volume Reveal Online za 35zł z wysyłką. Jak zobaczyłam jego cenę w Rossmannie to się przeraziłam, skąd ta cena ? Teraz około 60zł, gdy była to gorąca nowość czasem więcej. Wszystko można kupić online taniej bez tej promocji, nowe, niemacane, świeże ;)
Ja nie ogarniam. Wiem, że wszystko drożeje ale litości, tusze z Rimmela za blisko 40 zł gdzie w sieci kosztują do 25 (a i za 15 da się trafić)? Ja zdaje sobie sprawę, że utrzymanie sklepów stacjo. jest droższe niż internetowych ale Rossmann to masówka, zamawiają kosmetyki hurtowo i mają też hurtowe ceny. Przecież nawet na tym -55% nie są stratni :P
UsuńJa trochę kupiłam ale to kosmetyki które akurat mi się kończyły :)
OdpowiedzUsuńJa kupiłam wszystko co chciałam, a na blogu sama napisałam posta o szaleństwie promocji Rossmanna. Zapraszam w wolnej chwili.
OdpowiedzUsuńLecę :)
Usuńja tym razem trafiłam na mega tłumy i kolejki:D
OdpowiedzUsuńJa nie zaszalałam na tej promocji, kupiłam korektor pod oczy (bo mi się skończył), zmywacz Isany (bo zawsze się przyda i serum do rzęs Long4Lashes (bo w takiej cenie nie kupię go nigdzie indziej, a lubię bardzo i używam).
OdpowiedzUsuńPromocja na pielęgnację brzmi ciekawie, ale... 2+2? Nie wiem czy potrzebuję tyle rzeczy :P
Noo akurat L4L to dobry wybór - cenowo naprawdę wychodzi okazyjnie i warto brać jak ktoś używa :)
UsuńNiedługo będą robić 5+5 byle by nakupić :P
Jestem w szoku! Ty tylko tyle?
OdpowiedzUsuńStarzeję się ;)
UsuńJestem w szoku! Ty tylko tyle?
OdpowiedzUsuńJa kupiłam tylko kilka rzeczy,które miałam w planach:)
OdpowiedzUsuńO zapomniałam o zmywaczach, że są na promocji :D
OdpowiedzUsuńDla mnie to jeden z ważniejszych zakupów, nie ma opcji żebym zapomniała :D
UsuńWydaje mi się że ceny kosmetyków w UK są jednak bardziej przystępne dla przeciętnego obywatela ;) Nawet przy zarobkach na poziomie minimalnej zakup marek drogeryjnych nie rujnuje portfela i nikt na tusz L'Oreala nie pracuje pół dnia :P Po za tym z tego co się orientuję Boots czy Superdrug nadal oferuje promocje typu 3 za 2 :)
OdpowiedzUsuńTeż kupiłam zmywacz, ale tylko 1 szt.
OdpowiedzUsuńMnie zniechęcają takie tlumy... Do Rossmana pewnie pójdę, ale nie planuję kupić więcej niż dwie rzeczy: zmywacz i pomadkę ochronną :)
OdpowiedzUsuńCzyli podobnie jak u mnie :D
UsuńU mnie tym razem będzie bez zakupów ;)
OdpowiedzUsuńjuz dawno odryłam ze promocje w rosmannie to pic na wode i wole kolorowke kupowac przez neta jest łatwiej milej i taniej :)
OdpowiedzUsuńJa poszłam i na szczęście dziki tłum mnie nie zabił, bo był naprawdę mały, więc mnie to ucieszyło. A kupiłam tak naprawdę wszystko,co chciałam :) A promocja 2+2 na pielęgnację to raczej nie na moje zapasy w tym zakresie :)
OdpowiedzUsuńHa, u mnie podobnie ;) Chociaż może i na coś się skuszę... ;)))
UsuńO wysuszaczu pisałam dzisiaj na blogu :) Zmywacz Isany uwielbiam. Mam jakiś w zapasie :)
OdpowiedzUsuńMam wrażenie, że pracownicy mają z nas ubaw ;P
OdpowiedzUsuńO ile znaleźli się tam przypadkiem i ich kosmetyki nie jarają :D
UsuńJa kupiłam tylko kilka rzeczy.
OdpowiedzUsuńNie lubię tłumów i popychania się by zdobyć dany kosmetyk.
Wolę zapłacić parę złotych więcej niż chodzić poobijana i ze złym humorem.
To co się dzieje na tych promocjach w Rossmannie to parodia.
Zasadniczo to w większości przypadków wcale nie trzeba nawet tych paru groszy więcej płacić nawet :D
UsuńJa zamawiałam online i odbierałam w sklepie - to dobry sposób ale trzeba wszystko sprawdzać na miejscu bo ja dostałam hmm rozpaćkany tusz :( Wymienili go od ręki ale dyskomfort lekki był :(
OdpowiedzUsuńJa nie skorzystałam, nie miałam ochoty, zamówiłam online :) Jak przechodziłam obok Rossmanna, weszłam po farbę do włosów. Stanęłam przy szafach, pomyślałam sobie "kurczę, miałam chęć na puder Infallible, może go wezmę?", ale zerknęłam na ceny w sieci i tam nawet bez promocji wychodzi taniej ;))))
OdpowiedzUsuńNo właśnie o to chodzi, że mało co się opłacało kupować :<
UsuńO tak! Zdrowego rozsądku wypada im życzyć. Ja skorzystałam z promocji, ale kupiłam bardzo niewiele. ;)
OdpowiedzUsuńja robiłam podejścia do tych zakupów. Najpierw weszłam i od razu wyszłam :D Później stwierdziłam, że tylko 3 produkty i się zmywam, miałam też 1,5h wolnego czasu, także kolejki były mi nie straszne. Ostatecznie przeszłam 3 Rossmanny i dopiero w 3 było to co chciałam, i trochę więcej też. Jestem zadowolona z zakupów i chyba mało która powie to co ja. Mogłam kupić sobie więcej :D
OdpowiedzUsuń