Znalezienie dobrego kremu to nie lada wyzwanie. Znalezienie dobrego kremu gdy ma się skórę mieszaną ale odwadniającą na potęgę jest zadaniem trudnym do realizacji. Gdy dołożymy do tego sezon grzewczy i mróz na dworze... porażka. Dziś o kremie, który początkowo sprawdzał się u mnie całkiem przyzwoicie jednak koniec końców okazał się być najsłabszym ogniwem mojej obecnej pielęgnacji.


Krem zapakowany jest jest w wygodną plastikową tubę. Ma standardowe 50 mililitrów pojemności, cena waha się w granicach 20-25 zł. Mój egzemplarz pochodzi z Joyboxa :)

Konsystencja tego produktu jest specyficzna. Wydaje się być dosyć lekki jednak po nałożeniu na skórę czuć, że mamy do czynienia z kosmetykiem na bazie olejowej. Pozostawia na skórze wyczuwalny film, niezbyt przyjemny, oblepiający i dający uczucie ciężkości na skórze (jakkolwiek głupio to może nie zabrzmieć). 

Zapach jak na markę Biolaven przystało to mieszanka lawendy i winogron. Z naciskiem na lawendę. Świdrującą w nosie. W mój gust trafia ale przy codziennym użytkowaniu zaczyna być męczący i irytować. Głównie ze względu na swoją intensywność.

Krem ma nawilżać i chronić. Jeśli mowa o właściwościach ochronnych nie mogę się do niego przyczepić. W mroźne dni sprawdzał się dobrze jednak dość szybko porzuciłam plany stosowania go rano na co dzień - ze względu na niezbyt dobrą współpracę z moimi podkładami. Dodatkowo stosunkowo szybko zaczynałam się po nim świecić z czym w przypadku innych kremów, ostatnimi czasy, nie mam większych problemów.

Jako krem na noc dawał radę. Odżywiał, nawilżał, regenerował. Jednak w okresie stosowania go (i równolegle dwóch innych produktów) zauważyłam powstawanie na skórze zaskórników. Nie typowałam go jako winowajcy - nie dość, że używałam kremu z parafiną to jeszcze olejowe serum codziennie co zazwyczaj się u mnie nie sprawdza. Ale metodą eliminacji i stosowania wyłączenie tego produktu stwierdzam, że to ewidentnie jego wina bo z dnia na dzień było coraz gorzej. O ile 'coś się dzieje w strefie T' jestem w stanie przeżyć i zrzucić winę na moją skórę tak twory na policzkach to przegięcie.

Jak na produkt do skóry wrażliwej nie należał do najłagodniejszych. Gdy skórę miałam w fajnej formie to krzywdy mi nie robił jednak gdy pojawiała się u mnie nadwrażliwość ten krem tylko potęgował uczucie dyskomfortu. Krem ten dedykowany jest skórze suchej. Nie mam skóry suchej ale istnieje prawdopodobieństwo, że w przypadku posiadaczek takowej sprawdzi się on lepiej niż u mnie. Ja niestety spisałam go na straty (praktycznie dobijając dna - człowiek jestem uparty) i resztkę zużyłam do włosów i skóry głowy. Słabo.






19 komentarzy:

  1. OJ chyba bym się z nim nie polubiła...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie to ciekawi jak pachnie lawenda połączona z winogronami ! Lawendy bardzo nie lubię w kosmetykach. Raczej nie polubiłąbym się z tym kremikiem ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie pachnie, lawenda podkręca winogrono :D Ale fakt faktem, ja zapach lawendy lubię ;)

      Usuń
  3. Miałam jedynie próbki i wersji na noc też. Nie spodobały mi się niestety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wersję nocną też znam z próbki - to już było całkiem lepkie i klejące :D

      Usuń
  4. Nie stosowałam kosmetyków tej marki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Coś mi się zdaje ze już czytałam raz o nim mniej pochlebną opinię, tak wiec ja już na sobie sprawdzać go nie będę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też go zbytnio nie polubiłam. Spróbuj kiedyś Lynia Plum, ale tylko na noc, bo jest dość treściwy. Udało Ci się odzyskać wszystko na blogu? Widziałam fragment wpisu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Jak już mi ręce opadły i stwierdziłam, że się nie da tego żadnym sposobem ruszyć i pora się pożegnać to jakimś cudem zalogowałam się na konto sprzed ośmiu lat :O Ale ile nerwów zjadłam to moje, pół nocy nad tym siedziałam :D

      Usuń
    2. O jeżu :( Całe szczęście, że się udało!!!

      Usuń
    3. Też byłam ciekawa, co się stało i super, że udało się ze wszystkim uporać :)

      Usuń
  7. Moja cera też się odwadnia i przesusza tak więc myślę, że ten krem nie dla mnie. Miałam zresztą próbki i słabo wypada.

    OdpowiedzUsuń
  8. Haha :) Pamiętam był taki program, szkoda ze krem się nie spisał jak należy !

    OdpowiedzUsuń
  9. Używałam płynu micelarnego z tej serii i faktycznie był słaby. Słabszy w porównaniu z lipowym micelem z Sylveco, który uwielbiam.
    Nie odpowiada mi też zapach tych produktów z Biolaven - chemiczne winogrono a lawendy brak.
    pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Sam zapach już nie dla mnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dla sucharków niestety jest za słaby :( Zapach drażni mnie niemiłosiernie, ale ja właśnie lawendy nie lubię :P

    OdpowiedzUsuń