Dziś recenzja na opak. Bo jak inaczej na nazwać recenzję produktu przygotowującego do opalania gdy ja się praktycznie wcale nie opalam? Gdybym nie znalazła tego produktu w zeszłorocznej paczce od Lirene z pewnością bym po niego nie sięgnęła (powtarzam to w wielu recenzjach ale to sama prawda ;)). Jednak z braku laku stwierdziłam, że zużyję ten produkt jako balsam do ciała. I okazało się, że trafiłam na idealny... codzienny balsam brązujący ;)))
Z recenzją tego cuda zwlekałam... okrągły rok :D Post wisiał sobie w roboczych i czekał na sezon. Bo mówimy tu o produkcie ewidentnie sezonowym, który w okolicach jesieni zniknął z półek.
Opakowanie jak opakowanie - zwykła klasyczna tubka. Ze średnio pachnącą zawartością. Zapach nie jest nieprzyjemny jak w większości produktów samoopalających. W porównaniu do nich pachnie jak kwiatki. Ale ma w sobie lekko kwaśną (?) nutę, która co wrażliwsze nosy może irytować.
Produkt ma średnio-gęstą konsystencję. Typową dla balsamów, taką w sam raz. Ma delikatnie karmelowy kolor dzięki czemu efekt 'opalenia' widoczny jest od ręki. Jednocześnie systematycznie używany (butla wystarczyła mi na około 3 tygodnie) delikatnie barwi skórę na najładniejszy i najbardziej naturalny odcień jaki można sobie wymarzyć. Brak tu pomarańczowych tonów, które często nas atakują w przypadku produktów samoopalających.
Nie wystawiałam się po jego użyciu na słońce - nie jestem więc w stanie stwierdzić jak zadziała w swojej podstawowej funkcji. Jednak jeśli szukacie dobrego, delikatnego i znośnie pachnącego produktu o lekkich właściwościach brązujących warto go kupić. Na dodatek jak typowe smarowidło - całkiem przyzwoicie nawilża i wygładza skórę. Dostępny m.in. w Rossmanie za ok. 15 zł :)
Do zobaczenia za parę dni, gdy powrócę z moich 'wakacji' ;)))
fajny podkład pod późniejszą opaleniznę :)
OdpowiedzUsuńTak mi się zdaje :D
Usuńdzięki za tę recenzję - myslałam o tym kosmetyku;)
OdpowiedzUsuń:)
UsuńCiekawy jest :) Nie miałam z nim doczynienia jeszcze :)
OdpowiedzUsuńMoże się skuszę, bo jestem strasznym bladzioszkiem i opalam się raczej na raczka, więc unikam słoneczka:)
OdpowiedzUsuńJa opalam się łatwo ale nie przepadam za słońcem :)
Usuńuwielbiam przyspieszacze opalania! Obecnie mam z Kolastyny.
OdpowiedzUsuńFajny, ciekawy produkt. Ja teraz testuje balsam brązujący z Sorayi. Ile wytrzymuje "opalenizna"? Brudzi ubrania?
OdpowiedzUsuńTrwałość standardowa, jak w innych produktach brązujących :) Nie brudzi :)
UsuńBaw się dobrze na wakacjach! :D
OdpowiedzUsuńSwoją drogą, pozwoliłam sobie nominować Cię do zabawy w "Liebster Blog Award" :) Będzie mi bardzo miło, jeśli weźmiesz udział w zabawie i odpowiesz na zadane przeze mnie pytania ;) Pozdrawiam!
UsuńJak będę miała chwile chętnie odpowiem :)
UsuńU mnie fajnie się sprawdza przyspieszacz opalania z Marizy :)
OdpowiedzUsuńNie znam niestety :)
Usuńnigdy nie miałam przyspieszacza w kremie :) jakoś zawsze stawiam na spray ;)
OdpowiedzUsuńLata temu używałam sprayu z Ziaji - miał piękny zapach :D
UsuńWiesz, że stoi u mnie na półce, a nigdy się nim nie smarowałam? Nadrobię; )
OdpowiedzUsuńKoniecznie! :)
UsuńNie przepadam za tego typu produktami ;)
OdpowiedzUsuńMoże się skuszę jak zużyję balsam brązujący Dove, który strasznie cuchnie ;/
OdpowiedzUsuńmam tego Dova... :D
UsuńKiedyś stosowałam i byłam zadowolona ; ) . Udanego pobytu!
OdpowiedzUsuńBył! :)))
Usuńja uwielbiam takie w sprayu!
OdpowiedzUsuń:)
UsuńMiłego wypoczynku :)
OdpowiedzUsuńlubię takie wynalazki :) udanych wakacji :)
OdpowiedzUsuń:-)
UsuńDobrze, że się przydał ;))
OdpowiedzUsuńfajny produkt ';)
OdpowiedzUsuńZgadzam sie :D
UsuńChętnie bym nim troszkę wspomogła ciałko ! :D
OdpowiedzUsuńNa co więc czekać? :D
UsuńMyślałam już nad tym by się wymazać balsamem brązującym ale nie mam odwagi...
OdpowiedzUsuńNie lubię takich balsamów :)
OdpowiedzUsuń