KOBO MAGIC CORRECTOR MIX

by - maja 15, 2012

Jednym z najbardziej cieszących się Waszym zainteresowaniem postem był ten na temat KOBO, MAGIC CORRECTOR MIX czyli poczwórnej palety kolorowych korektorów. Ja swoją sztukę kupiłam pod koniec 2010 roku (tak, nadal jej używam - termin ważności mają do października roku bieżącego). Stwierdziłam, że po tak długim okresie użytkowania ich przeze mnie warto zrobić odświeżenie tejże recenzji co też właśnie czynię.

Jak i wcześniej zacznę od opakowania. O ile opakowania innych kosmetyków tej firmy są całkiem w porządku to tutaj się zupełnie nie popisali. Farba schodziła pod wpływem ciepła palców, przy odrobinie nieuwagi, a raczej przy braku nadmiernej uwagi banalnie prosto było zrobić sobie czarne plamy na twarzy. Śmiem twierdzić, że dla firmy która chce pozować na profesjonalną (haha) to totalny samobój. Aczkolwiek plastikowe wieczko mimo użytkowania i przewalania się po wszelkiej maści kosmetyczkach jest nadal w całości - czego się nie spodziewałam bo wygląda mizernie.




Producent oferuje nam cztery kolory w opakowaniu, jest to: biel, zieleń, fiolet i róż. Niby fajna sprawa, ale koniec końców życie zweryfikowało co jest dla mnie przydatne i praktycznie używam jednego koloru.
1. Zielony: jak wiadomo, zieleń kryje wszelkiej maści zaczerwienienia. Ten kolor po starannym wklepaniu pozostawia lekką warstewkę którą jest w stanie przykryć każdy podkład o średnim kryciu. Nada się on dla osób ze skórą naczynkową bądź rumieniem. Ja sama używałam tego koloru po zakupie, ale na chwile obecną stwierdzam, że jest mi on zbędny.
2. Fioletowy zamaskuje ciemne plamy i przebarwienia. Nie posiadam. Testowałam go jako korektor pod oczy, jednak nie dawał efektu świeżego spojrzenia, na czym jedynie mi zależało. Poużywałam go trochę i leży.
3. Biały: konturowanie twarzy, ekstremalne rozjaśnienie okolicy pod oczami. Przyznaję, dzięki jego pomocy możemy świetnie wykonturować naszą twarz. Nakładam go na kości policzkowe dzięki czemu można optycznie 'ulepszyć' kształt naszej twarzy. Ale nie jest no na pewno opcja codzienna - do tego wystarczy mi zwykły rozświetlacz. Nie używam go pod oczy bo daje zbyt teatralny efekt, zwany potocznie pandą.
4. Róż: mój ulubieniec. Świetnie nadaje się pod oczy. Posiada największe zużycie co świadczy o tym, że używam go najczęściej. Różowy kolor świetnie rozpromienia okolicę pod oczami. Optycznie leczy zmęczenie, niewyspanie a także kaca ;) Cienka warstwa na powiece przywraca okolicy oczu blask. Mój ideał, ale na pewno nie na co dzień, o czym za chwilę.



Korektory mają BARDZO gęstą konsystencję. O ile fajnie się to sprawdza na skórze twarzy to pod oczami jednak staram się uważać i ich nie nadużywać. Na co dzień wybieram dużo lżejsze produkty. Mimo specyficznej konsystencji łatwo wklepać je w skórę. Zapewniają dobre krycie. Są diabelsko wydajne.
Do minusów można zaliczyć fakt, że bardzo łatwo do produktu przylepiają się wszelkiej maści kłaczki, czego nie cierpię. No i fakt, że najlepiej nakładać je palcem, co może być uniedogodnieniem dla fanek pędzli.

Szczerze mówiąc wiem, że na pewno nie kupię kolejnej sztuki. Chyba, że Kobo wypuści róż w wersji solo, wtedy mogłabym się zastanowić. Ale cieszę się, że miałam okazję je przetestować, mogłam zobaczyć jaki kolor mojej skórze służy. Produkt nie jest drogi - kosztuje 20zł.

You May Also Like

3 komentarze

  1. Jak patrzyłam na niego w Naturze to przeraziłam się tą gęstą konsystencją :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Za każdym razem jak go widzę to zastanawiam się, jak wygląda używanie tego kołka w praktyce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mam 'zły dzień' używam różu pod oczy. I na tym się kończy użytkowanie :)

      Usuń