października 24, 2015
GARNIER FRUCTIS | odżywki wzmacniające | GOODBYE DAMAGE, GESTE I ZACHWYCAJĄCE, OIL REPAIR 3
Jakiś czas temu doszłam do względnego porządku z moimi włosami. Pozbyłam się styranych życiem końcówek, porzuciłam farbowanie i niby wszystko powinno być w jak najlepszym porządku ale... no nie do końca. Moje włosy plączą się z natury. Z natury też brakuje im nawilżenia i wygładzenia. Tak więc odżywka po myciu to nadal mus.
Dziś o trzech cudakach z Fructisa. Aż dziw mnie bierze, że skusiłam się na wszystkie trzy. Bo moja skóra (i włosy) generalnie nie lubią produktów tej marki. Szampony od zawsze nie były w stanie domyć mi skóry głowy powodując totalny przyklap a po dłuższym stosowaniu łupież. Odżywki albo były zbyt lekkie i nie robiły nic albo w drugą stronę - zbyt obciążały mi włosy i powodowały ich błyskawiczne przetłuszczanie. Po dłuuugiej przerwie dałam im szansę. Tyle pozytywnych opinii na ich temat przewinęło się w sieci w ostatnich miesiącach, że zaryzykowanie 8 zł wydało mi się nie być wcale złym pomysłem. I nie było...
Kolorowe opakowania odżywek bardzo cieszą moje oczy. Jednak nie są one zbyt funkcjonalne. Twardy plastik sprawia, że im bliżej do końca produktu tym trudniej wycisnąć go na dłoń. Plus za komfortowe otwieranie nawet mokrymi dłońmi.
Wszystkie te odżywki mają praktycznie identyczne konsystencje. Są gęste i bogate. Nie spływają z włosów a jednocześnie łatwo je spłukać. Na plus zasługują też zapachy. Owocowe, chociaż niejednoznaczne. Jeden przyjemniejszy od drugiego, chociaż przy dłuższym użytkowaniu mogą być męczące.
Jeśli mowa o działaniu zacznę od mojego ulubieńca czyli wersji GOODBYE DAMAGE. Odżywka ta dedykowana jest włosom zniszczonym, z rozdwojonymi końcówkami. O ile trudno mi nazwać moje włosy zniszczonymi a końcówek rozdwojonych nie miałam nigdy (nie wiem jakim cudem) tak właśnie na moich niedopieszczonych włosach to cudo daje najlepsze rezultaty. Mam włosy cienkie i bardzo podatne na obciążenie jednocześnie na tyle delikatne i żyjące własnym życiem, że potrzebują optymalnego obciążenia by wyglądać znośnie. Ta odżywka daje właśnie taki efekt. Na dodatek bajecznie ułatwia ich rozczesywanie, przepięknie je wygładza i nabłyszcza oraz pozostawia na nich swój przyjemny zapach. Ten konkretny egzemplarz polecam śmiało każdemu.
Praktycznie tak samo dobrze oceniam wersję GESTE I ZACHWYCAJĄCE, która ma sprawić, że nasza czupryna stanie się gęsta i bujna. Bujda to to, oczywiście. Moje włosy staną się gęste i zachwycające gdy zainwestuję w doczepy ale generalnie rzecz biorąc to odżywka daje radę. W porównaniu do poprzednika odrobinę mniej dociąża moje kłaki więc muszę się jeszcze posiłkować odżywką bez spłukiwania lub olejkiem żeby osiągnąć satysfakcjonujący mnie efekt jednak na prawdę nie jest to zły kosmetyk.
Na koniec zostawiam sobie wariant OIL REPAIR 3. Bo sprawdził się u mnie najsłabiej. Mimo to nadal nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, że to bubel. Potrafiłam nakładać to to cudo po użyciu tego samego szamponu jednego dnia miałam włosy niczym po wyjściu od fryzjera gdzie drugiego włosy były nieprzyjemnie suche i sianowate. To samo było z obciążaniem - mimo dokładnego spłukiwania czasem wszystko było ok by przy kolejnej aplikacji czuć dyskomfort niedokładnie spłukanej odżywki. Dziwadło takie. Zupełnie mnie do siebie nie przekonało i powrotu nie planuję.
Znacie te odżywki? Jak sprawdziły się u Was?

Miałam wersję pierwszą i ostatnią i obie miło wspominam :)
OdpowiedzUsuńCzyli mamy podobne odczucia :)
UsuńMiałam pierwszą i byłam zadowlona :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie, mój blog/KLIK :))
Nie musisz się reklamować,,,
UsuńŻadnej z tych odżywek nie miałam. W ogóle nie spoglądam w stronę produktów Garniera. Ich szampon kiedyś na głowie zrobił mi niezły sajgon...
OdpowiedzUsuńIch szampony to nieporozumienie ;)
UsuńNie miałam żadnej odżywki z Garniera chyba, ale na pewno w końcu się na jakąś skuszę :)
OdpowiedzUsuńKoniecznie! :)
Usuńodżywki nie miałam żadnej, za to szampon każdy :D i różowy wypadał najsłabiej
OdpowiedzUsuńJa nadal się ich szamponów boję ;))
UsuńNie miałam już od dawna produktów do włosów tej firmy.
OdpowiedzUsuńPlanujesz powrót? :)
UsuńMam pomarańczową i jak na razie dobrze się sprawuje :)
OdpowiedzUsuń:)
UsuńZnam tylko pierwszą i była nawet nawet ;)
OdpowiedzUsuńU mnie nawet więcej niż nawet nawet :D
UsuńMiałam próbkę Goodbye Damage i byłam oczarowana zapachem. Działanie szału nie zrobiło.
OdpowiedzUsuńWszystkie świetnie pachną :)
UsuńGęste i zachwycające - marzę o takich włosach, więc chyba skuszę się na tą wersję :)
OdpowiedzUsuńNa cuda raczej nie licz :D
UsuńJuż dawno nie miałam odżywek z tych serii, ale kiedyś często używałam jak miałam długie włosy.
OdpowiedzUsuńMam podobny problem - cienkie, delikatne włosy, które potrzebują nawilżenia i lekkiego "oblepienia" (od spodu plączą się jak szalone). Dostałam próbkę goodbye damage w ramach wizażowego testu i byłam na tyle zadowolona, że kupiłam kolejne opakowanie. Ma idealne dla mnie proporcje protein i humektantów (niby podobna Nivea Long Repair zafundowała mi totalne przeproteinowanie) i odpowiednią ilość lekkich silikonów (wygładza, ale nie obciąża). Jedna z moich ulubionych odżywek na sezon dredów odszalikowych ;)
OdpowiedzUsuńU mnie LL Nivea sprawdza się dobrze :)
UsuńRozbraja mnie nazwa: "Gęste i zachwycające" :D
OdpowiedzUsuńMiałam kiedyś "Goodbye Damage" oraz "Oleo Repair" jednak żadna z nich nie spełniła moich oczekiwan :(
Z nazwą pojechali mocno, to fakt :D
UsuńNie używałam jedynie wersji różowej ;]
OdpowiedzUsuńNie znam ich ale zachęciłaś mnie to przetestowania :).
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa czy sprawdzą się tak samo jak u mnie :D
UsuńNie przepadam za produktami Fructis ;) obciążają mi włosy strasznie :(
OdpowiedzUsuńTe konkretne też?
UsuńNie miałam okazji używać, ale z chęcią skuszę się na Goodbye Damage.
OdpowiedzUsuń:-)
UsuńMiałam tylko Good Bye Damage i była jak dla mnie świetna :)
OdpowiedzUsuńZamierzam spróbować wersję GOODBYE DAMAGE :) Od dawna nie miałam żadnej odżywki Fructis a kiedyś je lubiłam :)
OdpowiedzUsuń:D
Usuń:D
OdpowiedzUsuńEwidentnie nasze włosy mają różne preferencje :D
OdpowiedzUsuńGoodbye Damage to moja najukochańśza odżywka wszech czasów :)
OdpowiedzUsuńWiem, dlatego ją kupiłam :D
Usuń