kosmetykoholiczka

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Kosmetyki LAB THERAPY to bardziej 'luksusowa', chociaż nadal drogeryjna linia marki LIRENE. Produkty z tej serii inspirowane są profesjonalnymi zabiegami gabinetowymi a wyróżniać ma je zawartość wysokich stężeń kompleksów aktywnych.

Kupcie je między innymi w Rossmannie, w cenach regularnych wahających się między 30 a 65 zł. No ale, od czego są promocje ;)


LIRENE LAB THERAPY
Miodowa maska do masażu twarzy z kwasem cytrynowym i Linoléique Exclusive

Zdaniem producenta jest to kosmetyk, który oprócz działania pielęgnacyjnego, ma poprawić nasze samopoczucie i wpłynąć na zmysły! W skrócie: mamy tu do czynienia z maską do twarzy, która ma być jednocześnie pielęgnacją i bazą pod wykonanie masażu twarzy (na kartoniku znajduje się instrukcja co i jak).

Maska ma gęstą, treściwą i lepką formułę. W momencie aplikacji odczucia faktycznie zbliżone są do aplikowania na skórę starego, poczciwego miodu :) Pod wpływem ciepła skóry zaczyna przypominać lekki olejek, co uprzyjemnia masaż. W czasie zmywania, po kontakcie z wodą, kosmetyk zmienia się w mleczną emulsję.

Działanie pielęgnacyjne to głównie wygładzenie, zmatowienie oraz oczyszczenie skóry. Ze względu na jej właściwości najbardziej lubię stosować ją przed wykonaniem makijażu. Bo skóra chłonie pielęgnację jak gąbka, przez co kosmetyki kolorowe trzymają się na niej dłużej a masaż skóry sprawia, że jest ona promienna i wypoczęta. A i człowiekowi jakoś tak przyjemniej, gdy zafunduje sobie małe spa o poranku ;)

Opakowanie to ciężki, szklany słoiczek z charakterystyczną dla marki 'lustrzaną' zakrętką. Oba kosmetyki zapakowane są w ofoliowane, estetyczne kartoniki.


LIRENE LAB THERAPY
Serum spektakularnie odmładzające z Ultrafillerem i FastLift Complex na noc

Obietnice producenta względem tego cuda są... duże. Ma być kosmetykiem idealnym, dla skór, na których widać znak czasu (dobijam trzydziestki, mam dużą skłonność do zmarszczek). Stwierdziłam więc, że może być to kosmetyk dla mnie. Bo kto nie chciałby ująć sobie lat? ;)

Zaleceniem producenta jest stosowanie tego serum codziennie w pielęgnacji nocnej, jako kosmetyk dodatkowy - czyli pod krem. Początkowo stosowałam się do tego, niestety... moja skóra tak niesamowicie kaprysi (stres znacząco pogorszył mi jej kondycję w ostatnich miesiącach), że zdroworozsądkowo stwierdziłam, że ładowanie silikonowego serum na skórę w moim przypadku może być ryzykowne. Wychodzę z założenia, że lepiej zapobiegać niż leczyć. W tym momencie stosuję je raz w tygodniu i 2-3 razy w tygodniu na nieproblematyczną pod względem niedoskonałości skórę szyi i dekoltu.

Serum ma konsystencję lekkich, silikonowych baz pod makijaż. Funduje skórze doraźne wygładzenie w momencie aplikacji. Świetnie dogaduje się z kremami (używałam je z normalizującym Viankiem, odżywczą Bielendą z linii Spa Rituals i kremem na bazie soku z aloesu All About Aloe produkcji Marizy). Nie waży się, nie roluje, potęguje działanie kremów ale nie pozostawia uczucia 'ciężkości'.

Czas, jaki stosowałam je systematycznie  na skórze twarzy (około 2 tygodnie) w mojej opinii jest stanowczo zbyt krótki, żeby je ocenić jego działanie przez pryzmat 'działa cuda - nie działa cudów'. Niemniej regularne, chociaż rzadsze, używanie go w niższych partiach ;) pozwala mi stwierdzić, że jest to coś, co chętnie podarowałabym osobie ze skórą normalną/suchą i kilkoma (lub więcej) latami na liczniku.

Kondycja mojej skóry wydaje się być lepsza niż przed. A szyję i dekolt traktowałam w ostaniach miesiącach po macoszemu... Wydaje się być bardziej jędrna, 'zbita', przyjemnie napięta i nawilżona. Nie wiem na ile to efekt samego serum a na ile powrót do systematycznej pielęgnacji, niemniej - ja różnicę widzę.


Share
Tweet
Pin
Share
5 komentarze
Gdy kolejna butla dobija dna (wyznania niemal abstynenta :D) pora na recenzję. Dziś o pielęgnacji z półki wyższej, mianowicie o szalenie przyjemnym serum, które uprzyjemniało moją poranną pielęgnację przez ostatnie miesiące.


Opakowanie tego produktu produktu jest bajeczne. Niby wykonane z plastiku jednak lustrzana powłoka wizualnie robi swoją robotę i sprawia, że wygląda to to pięknie. Producent uraczył nas pompką więc oprócz waloru praktycznego mamy też najbardziej higieniczne z możliwych rozwiązań. Na minus? Opakowanie jest nieprzejrzyste więc nie wiadomo kiedy kosmetyk się skończy. Nie jest to problem dla mnie (bo zapasy czekają) jednak przeciętny użytkownik może pewnego dnia obudzić się bez kremu.

Serum posiada 30 ml i kosztuje w cenie regularnej 100 zł. Sporo. Jednak nie oszukujmy się - to standardowa cena kosmetyków tego producenta a dodatkowo przy niemal codziennym użytkowaniu produkt ten wystarczył mi na dobre cztery miesiące. I nadal wypluwa z siebie kosmetyk mimo podejrzanej lekkości opakowania. 


Serum pod względem konsystencji przypomina raczej lekką, silikonową bazę pod makijaż. Nie mam tu jednak na myśli ciężkich, lepkich, ultrawygładzajacych kosmetyków jakimi producenci raczyli nad na dziesięć lat wstecz. Otrzymujemy kosmetyk o dobrych właściwościach wygładzających jednak niesamowicie lekki i szybko wchłaniający. Będzie więc świetną opcją dla osób o fakturze skóry nierównej jednocześnie idealnie sprawdzi się u kobiet, które mają problem z suchymi skórkami (jak ja) bo delikatnie zniweluje ten efekt i ułatwi aplikację makijażu. A sam makijaż na tym kosmetyku trzyma się bezbłędnie przez cały dzień. I w dni gdy go stosowałam mimo, że makijaż noszę około 12 godzin mogłam sobie spokojnie podarować stosowanie typowej bazy.

Producent informuje nas, że mimo nazwania swojego kosmetyku serum możemy stosować go solo lub jako bazę pod krem. Preferowałam opcję pierwszą jednak nałożone w niewielkich ilościach pod krem (u mnie z filtrem) nie miało wpływu na pogorszenie trwałości makijażu aczkolwiek miałam wrażenie, że na skórze za dużo się dzieje.

Jak na produkt matujący efekt matu nie powalał na kolana. Mnie to cieszy - bo nie cierpię matowej skóry - jednak osoby nastawione na uzyskanie papierowego, płaskiego matu będą zawiedzione. Wykończenie jakie daje jest jedwabiste, niesamowicie naturalne i bardzo ładne jednak faktycznie trzyma skórę w ryzach jeśli mowa o wydzielaniu sebum.

Działanie pielęgnacyjne. Hm... Serum mnie nie uczuliło, nie podrażniło, nie spowodowało powstawiania niedoskonałości, nosiło się na skórze niesamowicie komfortowo (bez uczucia przesuszenia czy ściągnięcia przez dzień cały) jednak jeśli szukacie kosmetyku, który wpłynie w sposób widoczny i odczuwalny na jej kondycje to nie to. To raczej produkt z gatunku 'jest super' ale jeśli wasza skóra odmawia współpracy to jednak lepiej mimo wszystko udać się do dermatologa ;)

Podsumowując - jest dobrze. Nawet bardzo. Nie przypadkiem pokazywałam Wam zresztą ten kosmetyk przy okazji ulubieńców czerwca i nadal go do tego grona zaliczam. Jeśli potrzebujecie pięknie pachnącego, wielozadaniowego (serum-krem-baza) kosmetyku, który na dodatek cieszy oko to nic tylko kupować ;)


Share
Tweet
Pin
Share
12 komentarze
Dziś o trio kosmetyków marki Lirene. Trio wobec którego trudno nie mieć sporych oczekiwań patrząc na bardzo zachęcające obietnice producenta. Jak wypadło? Całkiem nieźle ale nie obędzie się bez delikatnych zastrzeżeń.



Skóra potrzebuje stymulacji – wsparcia energetycznego i dlatego Ekspertki Laboratorium Naukowego Lirene stworzyły innowacyjne rozwiązanie – kosmetyki C+Dpro Vitamin Energy, zawierające unikalny potrójny kompleks witaminowy:
• Wit. Duo C – hybrydowe połączenie dwóch form witaminy C
1. Aktywna forma lipofilowa, zapewniająca doskonałe wchłanianie. Działa odmładzająco, rozświetla cerę i chroni DNA komórek skóry, niwelując negatywne skutki promieniowania UV.
2. Stabilna witamina C zamknięta w liposomach. Dociera do głębokich warstw skóry, stymulując syntezę kolagenu.
• Wit D pro – stymuluje syntezę receptora witaminy D, likwiduje skutki jej niedoboru w skórze, wzmacnia barierę naskórkową i utrzymuje odpowiedni stopień nawilżenia.
• Witamina E – znana i ceniona „witamina młodości”. Skutecznie walczy z oznakami starzenia oraz działa stabilizująco na witaminę C /klik/


LIRENE C+D PRO VITAMIN ENERGY ŻEL MYJĄCO-ENERGETYZUJĄCY (15,5 zł)

Dorabianie ideologii do kosmetyków myjących niby jest śmieszne, z drugiej strony w moim przypadku łagodne i skuteczne mycie jest kluczem do udanej pielęgnacji. Ten żel mnie nie zawiódł. 

Posiada on szalenie przyjemną, bardzo gęstą i treściwą żelową formułę, która po kontakcie w wodą zapewnia całe morze piany. W teorii wolę te mniej (lub wcale) pieniące się kosmetyki jednak jestem w stanie zrobić wyjątek dla kosmetyków o pianie gęstej i zbitej jednocześnie łatwej do zmycia ze skóry. I tu tak właśnie jest. 

Właściwości oczyszczające są na wysokim poziomie. Połączone są jednak z dużą łagodnością. Czego się nie spodziewałam. Bałam się o ściągniecie czy przesuszenie jednak nic takiego nie wystąpiło. Ba, żel ten nawet nie podrażnia mi oczu co jest moją sporą bolączką.

Opakowanie jest estetyczne, funkcjonalne a zapach... bomba. Jest intensywny, słodki, kojarzy się ze świeżo wyciśniętym sokiem bez męczącej mnie typowo kosmetycznej nuty.

♡♡♡♡♡♡

LIRENE C+D PRO VITAMIN ENERGY SKONCENTROWANE STIMUSERUM (27 zł)

To chyba najciekawszy produkt w pokazanych tutaj. Posiada przyjemną, ciężką (szklaną!) flaszkę z wygodną pompką. Ze względu na intensywny kolor i małe kapsułki w środku (jak w przypadku wszystkich produktów) pomijając wariant pielęgnacyjny... po prostu cieszy oko. Konsystencja jednak nie do końca zachwyca. Serum jest teoretycznie lekkie i żelowe w praktyce lepi się. Jeżeli używacie tego typu kosmetyki solo raczej nie będziecie zachwycone jednak jeśli nałożycie po nim (nawet klejący ;)) krem lepkość mija już w chwili aplikacji. 

Skład. Ogrom ekstraktów plus stabilna postać witaminy C. Tutaj się przyczepię - informacji o stężeniu brak. Serum bazuje też na alkoholu przez co początkowo podchodziłam do niego ze sporą dozą nieufności. O dziwo, niesłusznie. Bo jak zazwyczaj alkohol w kosmetykach sieje u mnie spustoszenie (przesuszenie, podrażnienia, powstawanie niedoskonałości) tak tu nic niedobrego się nie wydarzyło.

Właściwości. Po 1,5 miesiąca codziennego stosowania na skórę twarzy nie mogę powiedzieć o tym kosmetyku złego słowa. Skóra jest gładka, napięta i promienna. A serum wzmacnia właściwości nawilżające kosmetyków nałożonych na nie. Nie zaobserwowałam jednak znaczącej poprawy kolorytu na co nieśmiało liczyłam :( 

♡♡♡♡♡♡

LIRENE C+D PRO VITAMIN ENERGY NAWILŻAJĄCY KREM-ŻEL (24,5 zł)

Ha, pora na produkt na który liczyłam najbardziej a okazał się być najsłabszym z całej trójki. Dlaczego na niego liczyłam? Bo mam dobre doświadczenia z kremami tej marki. A tutaj coś nie zagrało.

Krem ten zalecany jest do stosowania rano i wieczorem. W pielęgnacji porannej zupełnie się u mnie nie sprawdził - niby żelowa konsystencja powinna dać radę na mojej (niby) mieszanej skórze jednak no, nie dała. Właściwości nawilżające okazały się być niewystarczające, żel się klei więc aplikacja podkładu do najprzyjemniejszych nie należy a i skóra w ciągu dnia zaczyna się błyszczeć podejrzanie szybko. Po paru próbach wróciłam do kremu-musu z linii Bio Nawilżenie, który sprawdza się u mnie świetnie a to oto cudo zostawiłam sobie do użytku wieczornego.

W połączeniu z serum daje radę. Lepkość serum i kremu sprawia, że jedna warstwa przytula się ;) do drugiej i szybko nieprzyjemne wrażenie klejenia się znika. Czy ten krem zyskuje na właściwościach pielęgnacyjnych? No... tak niekoniecznie. I mam wrażenie, że całą robotę w tym duecie odwala StimuSerum. 

Trudno mi tu szukać jakichś szczególnych pozytywów - fakt, krem nie przesusza (bo i takie historie się zdarzają) i nie podrażnia skóry (chociaż mam nieodparte wrażenie, że skóra okolic skrzydełek nosa jakoś tak niekoniecznie reaguje na niego z entuzjazmem). Z drugiej strony nie robi też większej krzywdy - nie zaobserwowałam pogorszenia stanu skóry. Mimo wszystko jakoś nie pałam do niego większą miłością i istnieje spore prawdopodobieństwo, że zużyję go do stóp albo oddam w lepsze ręce - a nuż tylko ja tak wybrzydzam ;)


Jestem ciekawa Waszych doświadczeń z tą serią :)
Share
Tweet
Pin
Share
11 komentarze
Napaliłam się na to serum jak głupia. Powstrzymywała mnie od zakupu chyba spora cena. Koniec końców znalazło się ono w moich rękach i... sama nie wiem. Zapraszam na recenzję :)


Opakowanie tego produktu to klasyczna buteleczka z pipetą wykonana z ciemnego szkła. Produkt ma pojemność 15 ml i kosztuje bagatela 40-60 złotych. Mój egzemplarz ku mej wielkiej radości znalazł się w pudle Joybox. Bo gdyby się tak nie stało pewnie zwlekałabym z zakupem ze trzy kwartały ;)

Daruję sobie opowieści o zbawiennym wpływie witaminy C na naszą skórę, nie będę też analizować składu rozkładając każdy element na czynniki pierwsze bo... mnie to nie jara. Wierzcie lub nie ale sięgając po kosmetyki bardziej liczy się dla mnie końcowe działanie niż proporcje zawartych w nich części. Aczkolwiek recenzji z analizą każdego pierwiastka znajdziecie w sieci od groma - linia Vita C Ifusion była promowana przez producenta na wszystkich frontach.

Serum olejkowe to nie do końca moja bajka. Po oleje w pielęgnacji twarzy sięgam raczej sporadycznie. Przetestowałam kombinacje różne jednak moja skóra zdecydowanie lepiej reaguje na produkty kremowe niż olejowe (ale szyja i dekolt oleje lubią - ot, zagadka). Z tego też względu mimo całej mojej chęci posiadania tego kosmetyku podeszłam do niego trochę nieufnie.

Olejek jest niesamowicie przyjemny. Ma lekką, typowo satynową formułę znaną mi z suchych olejków. Szybko się wchłania, pozostania na skórze delikatny poślizg (idealny pod masaż twarzy) jednocześnie na daje uczucia obciążenia czy oblepienia. Przez większość mojego dwumiesięcznego użytkowania tego produktu stosowałam je pod krem. Przeważnie raz dziennie, w pielęgnacji nocnej, bo na dzień jednak wolę inne formuły kosmetyków.

Używałam je dzielnie. Codziennie. Za wyłączeniem jednego tygodnia gdy to odstawiłam je poszukując winnego mojego wysypu - to nie ono, na szczęście. Czy zauważyłam jakieś oszałamiające efekty? No nie. Nie powiem, że ten produkt nie zrobił nic bo oszukiwać nie chcę ale... u mnie równie fajnie sprawdzało się tańsze, większe (ale nie bardziej wydajne), lepiej dostępne i o przystępniejszej dla mnie formule serum z wit. C Bielenda. Oba dawały przyjemne uczucie rozpromienienia i delikatnego rozjaśnienia skóry. I... tyle. No, Bielenda jeszcze nawilżała, Mincer niestety tego nie robi.

Teraz przejdziemy do tytułowego psucia. I tutaj jestem zła. Serum to zdaniem producenta ma być ważne przez 6 miesięcy od otwarcia. Chyba miałam pecha bo moje dokładnie po 10 tygodniach od otworzenia zaczęło śmierdzieć. Mocno. Nie przechowuję pielęgnacji twarzy w łazience żeby eliminować tego typu historie, to konkretne serum trzymałam nawet w zamknięciu żeby wyeliminować utleniania się witaminy C. Nic to nie dało. Z dnia na dzień z lekkiej zmiany zapachu (na gorsze) zaczęło pachnieć tak, że ja go już na skórę nie nałożę. Nie wiem czy to kwestia felernej partii, felernego opakowania (mam wrażenie, że guma trzymająca pipetę nie przylegała szczelnie) czy po prostu mojego pecha. Aczkolwiek większe pół produktu wylądowało w koszu.

Trochę jestem rozczarowana. Bo liczyłam na efekt wow a otrzymałam dobry chociaż nie spektakularny kosmetyk, którym jeszcze jak na złość nie mogłam się do końca nacieszyć. Nie wrócę do tego serum. Nie zachęciło mnie do siebie na tyle by inwestować w kolejne opakowanie. Aczkolwiek plusem jest fakt, że w najmniejszy sposób nie podrażniało mi skóry (a to się zdarza w przypadku mojej twarzy i witaminy C). Jeśli macie ochotę przetestować jakiś kosmetyk tego producenta polecę Wam śmiało ich nawilżającą mikroermabrazję z tej linii. Tego serum polecać nie będę.




Share
Tweet
Pin
Share
20 komentarze
Older Posts

Popular Posts

  • Jak zjeść ciastko i mieć ciastko? | BIOLOVE | mus do ciała o zapachu ciasteczka
     Dziś zapraszam Was na recenzję kolejnego kosmetyku marki Biolove (Nacomi dla Kontigo). Tym razem poopowiadam o pięknie pachnącym i świetni...
  • Tretynoina bez recepty | MEDIQ SKIN PLUS | żel punktowy do cery trądzikowej
       Nie posiadam typowej skóry trądzikowej. Posiada ona jednak swoje kaprysy. I o ile nauczyłam się dobierać do swojej pielęgnacji kosmetyki...

Strony

  • Strona główna
  • KONTAKT
  • Polityka bezpieczeństwa oraz regulaminy

O MNIE

O MNIE
Ja. Beznadziejna, nieuleczalna kosmetykoholiczka. Kocham kawę, koty i święty spokój ;)

TU JESTEM

zBLOGowani.pl

ARCHIWUM

  • ▼  2019 (2)
    • ▼  stycznia (2)
      • Naturalna pielęgnacja dłoni | Kremy do rąk Be Orga...
      • Dwa naturalne szampony z drogeryjnej półki | Alter...
  • ►  2018 (62)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (5)
    • ►  października (2)
    • ►  września (4)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (2)
    • ►  maja (6)
    • ►  kwietnia (6)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (10)
    • ►  stycznia (15)
  • ►  2017 (143)
    • ►  grudnia (8)
    • ►  listopada (9)
    • ►  października (9)
    • ►  września (10)
    • ►  sierpnia (6)
    • ►  lipca (16)
    • ►  czerwca (16)
    • ►  maja (13)
    • ►  kwietnia (13)
    • ►  marca (14)
    • ►  lutego (12)
    • ►  stycznia (17)
  • ►  2016 (112)
    • ►  grudnia (11)
    • ►  listopada (15)
    • ►  października (14)
    • ►  września (13)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (4)
    • ►  maja (5)
    • ►  kwietnia (5)
    • ►  marca (6)
    • ►  lutego (18)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2015 (104)
    • ►  grudnia (3)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (6)
    • ►  września (3)
    • ►  sierpnia (8)
    • ►  lipca (7)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (10)
    • ►  kwietnia (13)
    • ►  marca (15)
    • ►  lutego (11)
    • ►  stycznia (10)
  • ►  2014 (158)
    • ►  grudnia (12)
    • ►  listopada (16)
    • ►  października (25)
    • ►  września (29)
    • ►  sierpnia (36)
    • ►  lipca (22)
    • ►  czerwca (7)
    • ►  maja (4)
    • ►  kwietnia (5)
    • ►  marca (2)
  • ►  2013 (6)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (1)
    • ►  października (1)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  lutego (2)
  • ►  2012 (11)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  września (1)
    • ►  czerwca (5)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (1)
  • ►  2011 (2)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2010 (1)
    • ►  grudnia (1)

Liczba wyświetleń:

Szukaj na tym blogu

Obserwatorzy

ETYKIETY

balsam brązujący (2) balsam do ciała (21) balsam do demakijażu (1) baza pod podkład (1) błyszczyk do ust (1) bronzer (5) chusteczki do demakijażu (1) cienie do powiek (8) denko (58) do brwi (1) do kąpieli (3) jestem na nie (1) joybox (12) korektor (5) kosmetyczne POWROTY (3) krem bb (2) krem do rąk (15) krem do stóp (4) krem do twarzy (30) krem pod oczy (13) krem z filtrem (3) lakier do paznokci (7) maseczka do twarzy (17) maska do włosów (9) masło do ciała (8) mleczko do ciała (3) mleczko do demakijażu (5) mydło (1) mydło do ciała (1) na końcówki (5) niedziela (8) NOWOŚCI i ZUŻYCIA (4) odżywka bez spłukiwania (8) odżywka do spłukiwania (10) olejek do ciała (9) olejek do demakijażu (7) olejek do twarzy (3) olejek do włosów (4) peeling (1) peeling do ciała (15) peeling do dłoni (1) peeling do stóp (2) peeling do twarzy (enzymatyczny) (4) peeling do twarzy (gommage) (1) peeling do twarzy (mechaniczny) (11) perfumy (5) pędzle do makijażu (3) pianka do mycia twarzy (3) pielęgnacja ciała (7) pielęgnacja twarzy (13) Pielęgnacja włosów (12) płyn do higieny intymnej (2) płyn dwufazowy (7) płyn micelarny (20) podkład (11) pomadka (4) pomadka ochronna (6) pomadka peelingująca (1) project 10 pan (2) projekt denko (12) puder do twarzy (7) rozświetlacz (5) róż (4) serum (6) serum do twarzy (4) szampon (23) tonik (14) top coat (2) tusz do rzęs (3) ULUBIONE (18) wcierka (4) zakupy (45) zbiory kosmetyczne (14) żel do mycia twarzy (21) żel pod prysznic (18)

Created with by BeautyTemplates