kosmetykoholiczka

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Kosmetyki LAB THERAPY to bardziej 'luksusowa', chociaż nadal drogeryjna linia marki LIRENE. Produkty z tej serii inspirowane są profesjonalnymi zabiegami gabinetowymi a wyróżniać ma je zawartość wysokich stężeń kompleksów aktywnych.

Kupcie je między innymi w Rossmannie, w cenach regularnych wahających się między 30 a 65 zł. No ale, od czego są promocje ;)


LIRENE LAB THERAPY
Miodowa maska do masażu twarzy z kwasem cytrynowym i Linoléique Exclusive

Zdaniem producenta jest to kosmetyk, który oprócz działania pielęgnacyjnego, ma poprawić nasze samopoczucie i wpłynąć na zmysły! W skrócie: mamy tu do czynienia z maską do twarzy, która ma być jednocześnie pielęgnacją i bazą pod wykonanie masażu twarzy (na kartoniku znajduje się instrukcja co i jak).

Maska ma gęstą, treściwą i lepką formułę. W momencie aplikacji odczucia faktycznie zbliżone są do aplikowania na skórę starego, poczciwego miodu :) Pod wpływem ciepła skóry zaczyna przypominać lekki olejek, co uprzyjemnia masaż. W czasie zmywania, po kontakcie z wodą, kosmetyk zmienia się w mleczną emulsję.

Działanie pielęgnacyjne to głównie wygładzenie, zmatowienie oraz oczyszczenie skóry. Ze względu na jej właściwości najbardziej lubię stosować ją przed wykonaniem makijażu. Bo skóra chłonie pielęgnację jak gąbka, przez co kosmetyki kolorowe trzymają się na niej dłużej a masaż skóry sprawia, że jest ona promienna i wypoczęta. A i człowiekowi jakoś tak przyjemniej, gdy zafunduje sobie małe spa o poranku ;)

Opakowanie to ciężki, szklany słoiczek z charakterystyczną dla marki 'lustrzaną' zakrętką. Oba kosmetyki zapakowane są w ofoliowane, estetyczne kartoniki.


LIRENE LAB THERAPY
Serum spektakularnie odmładzające z Ultrafillerem i FastLift Complex na noc

Obietnice producenta względem tego cuda są... duże. Ma być kosmetykiem idealnym, dla skór, na których widać znak czasu (dobijam trzydziestki, mam dużą skłonność do zmarszczek). Stwierdziłam więc, że może być to kosmetyk dla mnie. Bo kto nie chciałby ująć sobie lat? ;)

Zaleceniem producenta jest stosowanie tego serum codziennie w pielęgnacji nocnej, jako kosmetyk dodatkowy - czyli pod krem. Początkowo stosowałam się do tego, niestety... moja skóra tak niesamowicie kaprysi (stres znacząco pogorszył mi jej kondycję w ostatnich miesiącach), że zdroworozsądkowo stwierdziłam, że ładowanie silikonowego serum na skórę w moim przypadku może być ryzykowne. Wychodzę z założenia, że lepiej zapobiegać niż leczyć. W tym momencie stosuję je raz w tygodniu i 2-3 razy w tygodniu na nieproblematyczną pod względem niedoskonałości skórę szyi i dekoltu.

Serum ma konsystencję lekkich, silikonowych baz pod makijaż. Funduje skórze doraźne wygładzenie w momencie aplikacji. Świetnie dogaduje się z kremami (używałam je z normalizującym Viankiem, odżywczą Bielendą z linii Spa Rituals i kremem na bazie soku z aloesu All About Aloe produkcji Marizy). Nie waży się, nie roluje, potęguje działanie kremów ale nie pozostawia uczucia 'ciężkości'.

Czas, jaki stosowałam je systematycznie  na skórze twarzy (około 2 tygodnie) w mojej opinii jest stanowczo zbyt krótki, żeby je ocenić jego działanie przez pryzmat 'działa cuda - nie działa cudów'. Niemniej regularne, chociaż rzadsze, używanie go w niższych partiach ;) pozwala mi stwierdzić, że jest to coś, co chętnie podarowałabym osobie ze skórą normalną/suchą i kilkoma (lub więcej) latami na liczniku.

Kondycja mojej skóry wydaje się być lepsza niż przed. A szyję i dekolt traktowałam w ostaniach miesiącach po macoszemu... Wydaje się być bardziej jędrna, 'zbita', przyjemnie napięta i nawilżona. Nie wiem na ile to efekt samego serum a na ile powrót do systematycznej pielęgnacji, niemniej - ja różnicę widzę.


Share
Tweet
Pin
Share
5 komentarze
Błoto w pielęgnacji twarzy ciekawiło mnie już od dłuższej chwili. Odkładałabym zakup na wieczne 'później' gdyby nie dostępność tego produktu z ofercie Biolove. To marka własna Kontigo (producentem jest Nacomi, które w swojej ofercie błotka nie ma) a kto śledzi promocje w tej drogerii, ten wie, że nie ma sensu kupować ich kosmetyków w cenie regularnej i warto poczekać, na którąś z ich rewelacyjnych promocji. Tym sposobem oto właśnie wpadło to to w moje ręce o ile się nie mylę pod koniec ubiegłego roku i zachwyca mnie swoim działaniem po dziś dzień.


Opakowanie to klasyczny plastikowy słoiczek z metalową zakrętką czyli coś, co w przypadku kosmetyków tej marki jest pewnym standardem. Niestety o ile w przypadku ich maseł do ciała czy innych kosmetyków sprawdza się to świetnie tak tutaj gwarantuje nam wieczne utytłanie opakowania przy chęci użycia kosmetyku. Można to było zrobić lepiej. Cena regularna to 35 zł za 300 gramów. 


Nie wiem czemu ale odbierając swoje zamówienie z Kontigo byłam w lekkim szoku. Moja wina - założyłam, że błoto ma formę sypką jednak nic bardziej mylnego. To co widzicie na zdjęciach to niemalże stan początkowy gdy błotko było mocno wilgotne i woda wytrącała się na górze. Na dzień dzisiejszy (po kilku miesiącach od otwarcia) zmieniło swoją formułę i przypomina gęstą pastę. Nie ma to wpływu na jego właściwości, jednak dla zapewnienia lżejszej formuły mieszam je z hydrolatem przed nałożeniem na skórę. Jego struktura jest niejednolita mimo, że nie zawiera typowo peelingujących drobinek.

Aplikowanie go na skórę to sama przyjemność. Sunie po niej gładko, nakłada się równomiernie. Delikatnie zastyga jednak nie tworzy skorupy jak glinki i mimo, że mamy tu do czynienia z szaroburą mazią proces zmywania nie należy do zbyt wymagających (chociaż szybkiego mycia umywalki nie przeskoczycie).

To kosmetyk o silnych właściwościach oczyszczających i detoksykujących. Po seansie z tymże mam wrażenie, że moja skóra zaczyna oddychać i chłonie nałożoną na nią pielęgnację jak gąbka. Pory wydają się być lekko zwężone, skóra wygładzona i zmatowiona bez uczucia ściągnięcia czy nadmiernego przesuszenia. Aplikowane na twarz w przypadku otwartych zmian czy podrażnień  potrafi delikatnie zapiec a przetrzymane zbyt długo spowodować lekkie zaczerwienie jednak dla efektów moim zdaniem warto się 'przemęczyć' i dostosować częstotliwość i czas trzymania je na skórze do własnych potrzeb - ja nakładam go maksymalnie raz w tygodniu i trzymam od 5 do 20 minut.

Jestem w połowie słoiczka (wydajność powala!) i... podejrzewam, że sięgnę po kolejny gdy ten dobije dna. To naprawę dobry kosmetyk, którego działanie widać gołym okiem.


Share
Tweet
Pin
Share
7 komentarze
   Jakiś czas temu w moje ręce wpadły kolejne nowości marki Lirene. Początwszy od saszetkowych peelingów, masek i zabiegów na moich ukochanych algach kończąc. Dziś właśnie na nich się skupimy bo zdecydowanie warto poświęcić im odrębny wpis.


W ofercie producenta znajdziemy:
♡    Lirene Rewitalizująca maska z witaminą C
♡    Lirene Napinająca maska z 24K złotem i perłą
♡    Lirene Maska algowa głęboko nawilżająca
♡    Lirene Regenerująca maska z olejkiem rozmarynowym
♡    Lirene Glinkowa maska głęboko oczyszczająca
Kupicie je w drogeriach internetowych i stacjonarnych (Rossmann) za 8-13 zł za 10 gramów. Jedna saszetka wystarcza na jeden turbo odprężający zabieg ;)


   Algi mają postać proszku. Producent ułatwił nam odmierzanie potrzebnej do wymieszania ilości wody poprzez zaznaczenie pionowej linii na opakowaniu. Rzeczy niby błaha ale kto kręcić algi już próbował będzie wiedział jak duże to uproszczenie całego procesu. Podana ilość wody jest zupełnie w sam raz - proszek łatwo wymieszać i nie tworzą się zeń grudki. Wrócę jeszcze uwagę, że samo mieszanie (jak i aplikację na skórę) należy wykonywać szybko bo zastygnięta masa nadawać się będzie tylko do kosza.


   Maski różnią się od siebie kolorami i zapachami. I składem rzecz jasna. Jednak ich podstawowe działanie jest jednak bliźniaczo do siebie podobne. Mianowicie pięknie napinają (ale nie ściągają!) skórę, fundują jej długotrwałe nawilżenie. Efekt należy do tych bardziej spektakularnych i utrzymuje się na skórze zdecydowanie dłużej niż do kolejnego mycia co najczęściej dzieje się u mnie w przypadku większości masek czy to kremowych czy w płachcie. Dodatkowo tężejąca na skórze masa jest niesamowicie komfortowa - początkowo jest lekko ciepła (dolewamy letnią wodę) po chwili jednak zaczyna przyjemnie chłodzić i koić skórę. 

   Ze względu na zapach najbardziej polubiłam 'zielone' warianty czyli maskę ze spiruliną oraz rozmarynem (z rozmarynowymi farfoclami w środku!). Twarz w odcieniu shreka plus intensywna, odświeżająca woń sprawiały, że zabieg (pomijając wszelkie kwestie poruszone wcześniej) był jeszcze bardziej przyjemny. Po różowej, rewitalizującej wersji moja skóra za to wyglądała najlepiej - była turbo promienna, delikatnie rozjaśniona i w ogóle prezentowała się trzy razy lepiej niż zazwyczaj.

   Jeśli miałabym wytypować te, które przypadły mi do gustu najmniej zdecydowanie były by to warianty: oczyszczająca z glinką i napinająca ze złotem. Pierwsza różniła się od pozostałych formułą i była bardziej sucha oraz najmniej nawilżająca. Wszystko do przejścia ale nie zaskarbiła sobie mojej ogromnej sympatii. Druga, złota, niestety była zbyt intensywnie perfumowana a aromat mimo, że całkiem przyjemny (jak dobre perfumy) w okolicy nosa trochę mnie irytował. 


   Odrobinę ubolewam (a jakże!) nad tym, że w ofercie znajdziemy tylko opakowania 'na raz' bo zasadniczo wolę większe pojemności tego typu kosmetyków ale... doceniam zamysł producenta i polecam Wam wypróbować jakie to fajne. Szczególnie te trzy warianty, które bardzo mi przypadły do gustu :)
Share
Tweet
Pin
Share
8 komentarze
Lubię markę Evree. Sama nie wiem czemu bo i parę wtop (w tym ostatnią, totalną) wśród ich kosmetyków dane mi było zaliczyć. Dziś o kosmetyku do bólu poprawnym do którego mam niewielkie zastrzeżenia jednak koniec końców oceniam go jako rzecz całkiem przyzwoitą. Ciekawi? Zapraszam na recenzję.


Maska ta w cenie regularnej kosztuje 30 zł za pojemność 75 ml. Nie najgorzej więc. Opakowanie to klasyczna tubka z zamknięciem na klik. Chociaż nie wiem czy nie zostało podmienione na klasyczną, zakręcaną zakrętkę (serio?) bo opakowanie dostępne na chwilę obecną ciut się różni (swoją kupowałam parę miesięcy temu) ale nie do końca wiem czym.


Maska ta jest czarna. Jak smoła. I nakładając ją na skórę prezentować Wam przyjdzie się wręcz imponująco (niech schowają się szarawe maski Bielendy). Konsystencja jest taka 'akurat' - jest dosyć płynna jednak nie przelewa się przez palce ani nie ścieka z twarzy. Zastygając na skórze robi się delikatnie elastyczna i to (o ile pamięć mnie nie myli) moje pierwsze spotkanie z tego typu maską. Na plus. Coś innego, niewtórnego zawsze w cenie.

Zmywanie jej to jednak totalna katorga. Bez gąbki/wacika nie ma najmniejszego sensu się za to zabierać bo oprócz tego, że woda stanie się czarna tak maska na skórze będzie trwać. Nie radziłabym też w roli pomocnika do zmywania używać ręczniczka (co też za pierwszym razem uczyniłam) bo maska farbuje. Na amen. Na szczęście skóry nie rusza ;)

Efekty? Przyzwoite. Po użyciu skóra jest przyjemnie oczyszczona i zmatowiona ale nie przesuszona czy trzeszcząca. Pod względem działania przypomina mi bardziej maskę AA Beauty Bar (też z węglem) niż moją ulubioną, silnie oczyszczającą maskę dziegciową z Bani Agafii.

Zastrzeżenia? Początkowo była dla mojej skóry totalnie neutralna jednak po paru użyciach zaczęła powodować szczypanie na skórze w okolicach skrzydełek nosa. Nie wiązało się to z zaczerwieniem czy długotrwałym dyskomfortem jednak do najprzyjemniejszych zdecydowanie nie należało. I  z tego względu do niej nie wrócę.

Podsumowując. Nie żałuję zakupu i pewne polowałabym na nią dopóki bym jej nie kupiła ;) Aczkolwiek znam lepsze kosmetyki z tej kategorii.


Share
Tweet
Pin
Share
13 komentarze
Często spontaniczne i nie do końca przemyślane zakupy okazują się być decyzjami dobrymi i pomagającymi odkryć prawdziwe kosmetyczne perełki. Dziś o jednym z moich łupów z Rossmannowego 2+2. Łupu poczynionego (przyznaję się bez bicia) bez większego zastanowienia bo zasadniczo wcale nie planowałam wrzucać do koszyka tej konkretnej nowości marki Perfecta. I wiele bym straciła! I wcale nie przypadkiem pokazywałam go w ulubieńcach czerwca. 


Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że ten oto produkt inspirowany jest bardzo podobnym kosmetykiem marki Ava (chociaż pewnie i czymś innym). Który czasu swego zbierał ogrom pozytywnych recenzji. O swoim egzemplarzu (w starej szacie graficznej) pisałam Wam w tym miejscu. Zachwytu nie było ale mimo wszystko dosyć ciepło go wspominam.

Perfecta to kosmetyk w szkaradnym chociaż porządnym szklanym słoiczku. Opcja może i mniej higieniczna niż tuba z drugiej strony obecnie panuje jakiś trend na pakowanie wszystkiego co popadnie do słoja. Co i tak jest dla mnie lepszym rozwiązaniem niż saszetki, których szczerze nie cierpię. A które to co jakiś czas kupuję. Babska logika. 


Maska posiada lekką, szaroburą kremowo-glinkową formułę i ma lekki, neutralny zapach. Zdaniem producenta słoik wystarczyć na nam na dziesięć aplikacji. I mniej więcej na tyle mi wystarczyła nakładana obficie na zwilżoną skórę.

Działanie? To połączenie delikatnego ale skutecznego peelingu enzymatycznego który pięknie wyrównywał fakturę skóry oraz oczyszczającej maski, która odświeżała przy jednoczesnym działaniu kojącym i łagodzącym.

Mam delikatne zastrzeżenia co do zmywania jej ze skóry - mimo, że praktycznie nie zastygała, musiałam wspomagać się wacikiem. Jednak taka wada to nie wada przy pozostałych niesamowicie pozytywnych aspektach tego produkt. Będzie powrót. Zdecydowanie!





Share
Tweet
Pin
Share
19 komentarze
Dziś zapraszam Was na recenzję estońskiego duetu marki Dr. Konopka's. To moje pierwsze produkty tego producenta. Które szybko zdobyły moje serce bo w zapasach czekają już kolejne ;)


Nie mogę nie zacząć od teorii. Oba produkty posiadają pojemność 75 ml. Producent życzy sobie za nie w okolicach 15 zł za sztukę.

Opakowania to metalowe tubki zakończone niewielkim korkiem. Jednak o ile wizualnie wygląda to naprawdę świetnie tak nakrętka lubi się gubić ze względu na swój niewielki gabaryt i za każdym razem muszę zwracać uwagę, żeby nie pochłonęły ją czeliści mojej łazienki. Tuba mimo, że jest dosyć twarda, współpracuje świetnie i bez problemu dozuje odpowiednią ilość produktu. Szata graficzna jest spójna w przypadku wszystkich produktów producenta.

Produkty tej marki są kosmetykami wegańskimi, producent szczyci się też doborem naturalnych/organicznych składników. Składy na moje laickie oko wyglądają całkiem przyzwoicie i mimo, że są długości niemal absurdalnej tak 3/4 składu na ekstrakty wszelakie.


DR.KONOPKA'S | Deep Cleansing face hot scrub

Jakie było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że ten produkt nie daje uczucia rozgrzania. Najmniejszego. Próbowałam używać go na sucho, na mokro, masując skórę krócej i dłużej... i nic. Szkoda, bo bardzo na ciepełko liczyłam.

Formula tego kosmetyku jest niezwykle przyjemna. Drobinki są dość delikatne (daleko im o korundu jednak są wyczuwalne na skórze) i średniej wielkości. Jest ich jednak na tyle dużo, bym ja, fanka mocnego zdzierania nie mogła narzekać. Baza w jakiej są zatopione to lekki krem. Dość rzadki, nadający granulkom poślizg, jednak na tyle treściwy by nie spływać z twarzy.

Działanie zdzierające. Mimo całej delikatności jaką funduje nam ten kosmetyk i do zdzierania nie jestem w stanie się przyczepić. Preferuję stosować go na suchą skórę, daje wtedy mocniejszy (jednak nie zbyt mocny) efekt jednak sam proces masowania skóry trwa zdecydowanie krócej.

Jest to produkt niesamowicie komfortowy w użyciu. Moja skóra jest nadwrażliwa i łatwo ją podrażnić (uwaga uwaga, podjęłam decyzję o wizycie u dermatologa - brawa dla mnie ;))  jednocześnie łuszczy się więc peeling jest dla mnie niezbędny. I o ile na co dzień bazuję na tych bezdrobinkowych tak ja mizianie po skórze po prostu lubię . Peeling ten idealnie wpisuje się w moje potrzeby bo delikatnie nawilża skórę i po zmyciu go mam wrażenie, że nałożyłam na nią krem.




DR.KONOPKA'S Cooling face mask pore refining

Producent się wybronił. Tym razem akurat właściwości chłodzące są odczuwalne. Produkt w momencie aplikacji daje przyjemne uczucie chłodzenia by pozostawiony na skórze dawał uczucie przyjemnego orzeźwienia. W chwili spłukiwania, szczególnie zimną wodą, chodzi aż miło.

Jeśli mowa o jego konsystencji jest nieźle. Maska jest bardzo lekka, kremowa i delikatna. Pozostawiona na skórze delikatnie na niej zastyga dając przedziwne uczucie zamieniania się w... gumę. Może i brzmi to źle ale w rzeczywistości po delikatnym zeschnięciu staje się przyjemnie plastyczna.

Właściwości jakie obiecuje nam producent to oczyszczanie, tonizowanie i elastyczność. Jeśli mowa o funkcji oczyszczającej nie jest to produkt na miarę maski dziegciowej Bani Agafii. Ta maska jest zdecydowanie delikatniejsza i efekt po jej użyciu nie jest aż tak spektakularny. Jednak pomijając kwestię delikatnego napięcia (nie ściągnięcia!), silnego odświeżenia i zmatowienia skóry produkt funduje nam też całkiem przyjemną dawkę... nawilżenia. 

Niesamowicie podoba mi się jej zapach. O ile zapach peelingu nic mi nie urywa (i trudno mi go opisać) tak maska pachnie... bzem. Z lekko kremową nutą. Co bardzo uprzyjemnia sam proces trzymania jej na skórze. Dodatkowo świetnie się zmywa. Nienawidzę produktów, których zmywanie ze skóry jest procesem karkołomnym.



Podsumowując. Dla mnie oba te produkty wpisują się w kategorię 'warte do wypróbowania'. Może niekoniecznie już, teraz, będę chciała do nich wracać jednocześnie biorę pod uwagę, że kiedyś mogą znów u mnie zagościć. Bo to naprawdę przyzwoite kosmetyki w świetnej cenie.
Share
Tweet
Pin
Share
14 komentarze
Older Posts

Popular Posts

  • Jak zjeść ciastko i mieć ciastko? | BIOLOVE | mus do ciała o zapachu ciasteczka
     Dziś zapraszam Was na recenzję kolejnego kosmetyku marki Biolove (Nacomi dla Kontigo). Tym razem poopowiadam o pięknie pachnącym i świetni...
  • Tretynoina bez recepty | MEDIQ SKIN PLUS | żel punktowy do cery trądzikowej
       Nie posiadam typowej skóry trądzikowej. Posiada ona jednak swoje kaprysy. I o ile nauczyłam się dobierać do swojej pielęgnacji kosmetyki...

Strony

  • Strona główna
  • KONTAKT
  • Polityka bezpieczeństwa oraz regulaminy

O MNIE

O MNIE
Ja. Beznadziejna, nieuleczalna kosmetykoholiczka. Kocham kawę, koty i święty spokój ;)

TU JESTEM

zBLOGowani.pl

ARCHIWUM

  • ▼  2019 (2)
    • ▼  stycznia (2)
      • Naturalna pielęgnacja dłoni | Kremy do rąk Be Orga...
      • Dwa naturalne szampony z drogeryjnej półki | Alter...
  • ►  2018 (62)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (5)
    • ►  października (2)
    • ►  września (4)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (2)
    • ►  maja (6)
    • ►  kwietnia (6)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (10)
    • ►  stycznia (15)
  • ►  2017 (143)
    • ►  grudnia (8)
    • ►  listopada (9)
    • ►  października (9)
    • ►  września (10)
    • ►  sierpnia (6)
    • ►  lipca (16)
    • ►  czerwca (16)
    • ►  maja (13)
    • ►  kwietnia (13)
    • ►  marca (14)
    • ►  lutego (12)
    • ►  stycznia (17)
  • ►  2016 (112)
    • ►  grudnia (11)
    • ►  listopada (15)
    • ►  października (14)
    • ►  września (13)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (4)
    • ►  maja (5)
    • ►  kwietnia (5)
    • ►  marca (6)
    • ►  lutego (18)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2015 (104)
    • ►  grudnia (3)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (6)
    • ►  września (3)
    • ►  sierpnia (8)
    • ►  lipca (7)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (10)
    • ►  kwietnia (13)
    • ►  marca (15)
    • ►  lutego (11)
    • ►  stycznia (10)
  • ►  2014 (158)
    • ►  grudnia (12)
    • ►  listopada (16)
    • ►  października (25)
    • ►  września (29)
    • ►  sierpnia (36)
    • ►  lipca (22)
    • ►  czerwca (7)
    • ►  maja (4)
    • ►  kwietnia (5)
    • ►  marca (2)
  • ►  2013 (6)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (1)
    • ►  października (1)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  lutego (2)
  • ►  2012 (11)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  września (1)
    • ►  czerwca (5)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (1)
  • ►  2011 (2)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2010 (1)
    • ►  grudnia (1)

Liczba wyświetleń:

Szukaj na tym blogu

Obserwatorzy

ETYKIETY

balsam brązujący (2) balsam do ciała (21) balsam do demakijażu (1) baza pod podkład (1) błyszczyk do ust (1) bronzer (5) chusteczki do demakijażu (1) cienie do powiek (8) denko (58) do brwi (1) do kąpieli (3) jestem na nie (1) joybox (12) korektor (5) kosmetyczne POWROTY (3) krem bb (2) krem do rąk (15) krem do stóp (4) krem do twarzy (30) krem pod oczy (13) krem z filtrem (3) lakier do paznokci (7) maseczka do twarzy (17) maska do włosów (9) masło do ciała (8) mleczko do ciała (3) mleczko do demakijażu (5) mydło (1) mydło do ciała (1) na końcówki (5) niedziela (8) NOWOŚCI i ZUŻYCIA (4) odżywka bez spłukiwania (8) odżywka do spłukiwania (10) olejek do ciała (9) olejek do demakijażu (7) olejek do twarzy (3) olejek do włosów (4) peeling (1) peeling do ciała (15) peeling do dłoni (1) peeling do stóp (2) peeling do twarzy (enzymatyczny) (4) peeling do twarzy (gommage) (1) peeling do twarzy (mechaniczny) (11) perfumy (5) pędzle do makijażu (3) pianka do mycia twarzy (3) pielęgnacja ciała (7) pielęgnacja twarzy (13) Pielęgnacja włosów (12) płyn do higieny intymnej (2) płyn dwufazowy (7) płyn micelarny (20) podkład (11) pomadka (4) pomadka ochronna (6) pomadka peelingująca (1) project 10 pan (2) projekt denko (12) puder do twarzy (7) rozświetlacz (5) róż (4) serum (6) serum do twarzy (4) szampon (23) tonik (14) top coat (2) tusz do rzęs (3) ULUBIONE (18) wcierka (4) zakupy (45) zbiory kosmetyczne (14) żel do mycia twarzy (21) żel pod prysznic (18)

Created with by BeautyTemplates