kosmetykoholiczka

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Moje dotychczasowe doświadczenia z naturalnymi kremami do pielęgnacji dłoni były... średnie. Chyba znalazłam już swój ideał jednak chęć wypróbowania nowości skusiła mnie do sięgnięcia po marki rodzime.


Od dawna kusiło mnie, aby wypróbować któryś z kosmetyków marki Be Organic. Raz zaliczyłam wtopę (recenzja mleczka) jednak wychodzę z założenia, że czasem warto dać firmą drugą szansę. Tak oto przy okazji promocji wpadł w moje ręce krem do rąk z korzeniem maca i masłem cupuacu Be Organic. Estetyczna tuba zawiera 50 ml produktu, cena regularna to ok. 18 zł.

Producent informuje nas, że mamy do czynienia z kremem, który szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Warstewka jaką pozostawia faktycznie nie należy do mocno wyczuwalnych za to... zapach czuć na pół metra :D Jest intensywny, drażniący i niestety, niezbyt przyjemny.

Właściwości nawilżające określiłabym mianem przeciętych. Zaznaczę jednak, że jestem posiadaczką bardzo wymagającej skóry i mało który krem trafia w moje gusta. Generalnie - nie jest źle. Ot, jeśli jego zapach by mi odpowiadał byłby dobrym  kremem ' do torebki', do stosowania w ciągu dnia. A że mi nie odpowiada to jak już dobije dna, będę się trzymać od niego z daleka ;)


Regenerujący krem do rąk Vianek kupiłam z którymś z babskich magazynów. W ilości sztuk dwóch bo dodawali do niego również mój ulubiony płyn micelarny tego producenta (recenzja). Cena regularna to około 15 zł za pojemność 75 ml. Opakowanie jak Vianka przystało jest estetyczne a zapach należy do tych słodkich, przypomina mi cukierki ;)

Krem ma dość lejącą jednak treściwą i tłustą formułę. Pozostawia na skórze mocno wyczuwalny, 'śliski film'. Trudno zaaplikować go w większej ilości bo potrafi się mazać, więc często nakładam go dwoma, niewielkimi porcjami, żeby wzmocnić jego dobre właściwości pielęgnacyjne. 

Niestety, krem zawiera w swoim składzie mocznik. Wpływa to pozytywnie na jego działanie jednak w przypadku mojej skóry, produkty z tym składnikiem zupełnie nie sprawdzają mi się w sezonie zimowym. Gdy moje dłonie są w słabszej kondycji powoduje on u mnie dodatkowe podrażnienie, często pieczenie i uczucie dyskomfortu. Zaznaczę jednak, że to kwestia indywidualna - ogrom osób ceni sobie kremy do dłoni z zawartością mocznika i nie powodują one u nich żadnych przykrych niespodzianek.

Ten egzemplarz używam do pielęgnacji skóry stóp. Poprzedni używałam częściej na dłonie, głównie nakładając go grubszą warstwą na noc. I byłam zadowolona z jego działania - bo faktycznie regenerował skórę. Tak samo jak i teraz nie mam do niego większych zastrzeżeń jeśli mowa o stopach (chociaż nie radziłabym chodzić po kafelkach bez skarpetek bo można się na nich przejechać...).


Podsumowując: oba kremy nie są dla mnie i do nich nie wrócę, jednak obiektywnie rzecz biorąc - mają szansę znaleźć swoich zwolenników.




Share
Tweet
Pin
Share
10 komentarze
   

Marka Nivea zdecydowanie rozpieszcza swoje przyjaciółki. Co chwila w moje ręce wpadają ich nowości. Dziś o trzech kosmetykach tej marki, które sprawdzają się u mnie w stopniu różnym. Jeśli jesteście ciekawi moich wrażeń zapraszam do czytania.


NIVEA POP-BALL PIELĘGNUJĄCY BALSAM DO UST MALINA I CZERWONE JABŁKO

Balsam ten mocno nawiązuje swoją formą podania do jakże popularnego balsamu marki EOS. Nie miałam z nim do czynienia więc na porównanie z mojej strony liczyć nie możecie niemniej... nie znam się to się wypowiem :D

Opakowanie robi swoje. Pastelowy róż połączony z bielą wygląda świetnie a lekko kanciasty kształt jaja zdecydowanie skusiły by mnie do samodzielnego zakupu. Sztyft ma lekko różową barwę i na moich ustach, które wybijają kolor wszystkiego co na nie nałożę (rokitnikowa pomadka Sylveco to dla mnie tylko opcja do używania po domu bo wyglądam jak idź i nie wracaj) pozostawia mgiełkę koloru. Usta wizualnie prezentują się po prostu lepiej a pastelowy odcień różu nie wygląda tandetnie. Zapach to niestety nie moja bajka i bardziej ucieszyłabym się z wariantu miętowego. Połączenie jabłka i maliny ma potencjał jednak w wydaniu Nivea jest dla mnie zbyt mdły. Podobnie jest ze smakiem - noszenie go na ustach to, szczerze mówiąc, średnia przyjemność.

Nie jest to kosmetyk, który zachwycił by mnie właściwościami pielęgnacyjnymi. Ot, krzywdy nie robi jednak trudno tu liczyć na jakieś spektakularne nawilżenie czy odżywienie ust. To raczej przyjemna codzienna opcja do utrzymania skóry ust w dobrej formie niż ich ratowania w chwili większego kryzysu.

Nie jest to kosmetyk idealny. I znam sporo lepszych balsamów. Nie zmienia to jednak faktu, że mimo wad całkiem miło mi się go używa, szczególnie ze względu na jego lekko koloryzujące właściwości. Chociaż z oferty tej marki polecać Wam raczej będę ich klasyczny sztyft o zapachu waniliowego kremu bo nie dość, że pachnie przepięknie to również delikatnie rozbiela odcień ust i jest dla mnie świetną alternatywą kolorowych pomadek, których używać nie lubię.


NIVEA OLEJEK W KREMIE DO RĄK KWIAT WIŚNI I OLEJ(ek) JOJOBA

To drugi produkt z tej linii jaki miałam okazję używać. Ich olejek w balsamie do ciała wspominam miło i tak samo do gustu przypadł mi ich krem do rąk. Podoba mi się jego opakowanie - opływowe, z niezawodnym zamknięciem, które dozuje odpowiednią ilość kosmetyku.

Krem na lekką, nietłustą formułę i szybko się wchłania pozostawiają na skórze lewie wyczuwalną warstewkę. Idealnie sprawdza się do pracy przy komputerze bo macie pewność, że myszka czy klawiatura nie będą się lepić ;) Działanie pielęgnacyjne określiłabym jako przyzwoite. Nie zdziała cudów w przypadku mocno przesuszonych czy spękanych dłoni jednak jako produkt używany od mycia do mycia w ciągu dnia dał radę. Skóra była wygładzona, lekko nawilżona, nie pojawiało się u mnie uczucie dyskomfortu czy ściągnięcia.

Zapach zachwyca. Jest niesamowicie intensywny, kwiatowy ale niedrażniący. Żałuję jednak, że w ofercie nie pojawiły się inne warianty zapachowe (albo ja o czymś nie wiem?) bo chętnie przygarnęłam takie kremidło o zapachu wanilii czy kakao, które to są dostępne w przypadku ich balsamów do ciała.


NIVEA RICH NOURISHING 24+ SUCHY OLEJEK DO CIAŁA

Może i suchy olejek to innowacja żadna ale tego kosmetyków na rynku jest tyle co kot napłakał więc fajnie, że kolejna marka poszła w tę stronę. Bo osobiście suche olejki lubię i chętnie widziałabym je w swojej pielęgnacji częściej. Głównie jednak w sezonie letnim, o czym za chwilę.

Opakowanie to zwykła, plastikowa butelka i charakterystycznym dla marki granatowym kolorze. I tutaj niewielki zawód - spodziewałam się zapach ich flagowego kosmetyku czyli kremu Nivea a dostałam kosmetyk o ledwie wyczuwalnym zapachu. Ma to swoje plusy bo nie każdy lubi silnie perfumowane produkty dodatkowo mamy gwarancję, że nic nie pogryzie się z zapachem perfum ale no... 

Formuła tego produktu jest typowa dla suchych olejeków. Jest lekki, silikonowo-olejkowy, nałożony na skórze pozostawia przyjemnie śliską i gładką otoczkę bez charakterystycznego olejowego filmu. To świetna opcja na dzień dla osób, które nie lubią się niczym smarować a potrzebują dodatkowego zabezpieczenia skóry przed utratą wody.

Działanie pielęgnacyjne jest średnie. I w przypadku mojej bardzo suchej skóry, szczególnie w obecny zimowo-grzewczym sezonie, jest zdecydowanie niewystarczające. Weźmy jednak pod uwagę fakt, że na dzień dzisiejszy w mojej pielęgnacji goszczą przede wszystkim tłuste masła na bazie shea więc to nie miało prawa się udać. Niemniej olejek zostanie ze mną  czekając do wiosny :)



Share
Tweet
Pin
Share
8 komentarze
    Krem do rąk. Kosmetyk do szczęścia mi niezbędny. Moja skóra dłoni jest bardzo sucha przez cały rok jednak wraz z nadejściem jesieni zaczyna się (nie) mały armagedon. Począwszy od łuszczenia na pękaniu kończąc. Dlatego tak ważny jest dla mnie dobór odpowiednich kosmetyków pielęgnacyjnych. Używam zazwyczaj dwa - jeden lżejszy, typowo nawilżający o lepszym wchłanianiu na co dzień i coś zdecydowanie treściwszego do użytku w domu i nakładania grrrubą warstwą na noc. Dziś o produkcie z tej drugiej kategorii.


 Produkt ten posiada wygodną, estetyczną tubę o pojemności 100 ml. Kupicie go w aptekach za około 12 zł.


    Konsystencja tego kosmetyku jest specyficzna. Krem jest bardzo bogaty, bezpośrednio po aplikacji pozostawia na skórze delikatną, wyczuwalną powłoczkę jednak ani się nie lepi ani się nie klei przez co w używaniu jest bardzo komfortowy. Nie należy jednak do grupy kremów, które pozostawiały by na skórze niemal pudrowe wykończenie więc jeśli lubicie kosmetyki, których na skórze nie czuć to to nie to. Ja jednak powodu na narzekania nie mam, jak pisałam na wstępie preferuję bogatsze formuły, szczególnie gdy przekłada się to na działanie produktu a tak też jest w tym przypadku.

     Krem ten bazuje na lanolinie. I to czuć. Już od pierwszej aplikacji spierzchnięte dłonie są ukojone i odpowiednio nawilżone. Przy częstym stosowaniu znika przesuszenie, skóra jest zdecydowanie bardziej gładka, odpowiednio nawilżona i przyjemnie miękka. Krem nie zawiera mocznika co jest dla mnie ogromnym plusem. Wiem, że są zwolennicy tego składnika jednak moja skóra dłoni, szczególnie gdy zaczyna niedomagać, bardzo źle na niego reaguje - pojawia się pieczenie i zaczerwienienie. Tutaj tego problemu nie mam.

      Miałam już kilka kosmetyków marki Dermedic i śmiem twierdzić, że wszystkie łączy podobny, trochę świeży, jednocześnie odrobinę mdły zapach. W przypadku tego kremu jest on delikatnie wyczuwalny przez co zupełnie mi nie wadzi.


    Podsumowując. To naprawdę udany jednocześnie niedrogi, treściwy krem do pielęgnacji wymagającej skóry. Używam go z przyjemnością i chętnie do niego wrócę co w przypadku kremów do rąk często mi się nie zdarza. Jeśli potrzebujecie ratunku dla skóry to śmiało mogę Wam go polecić :)
Share
Tweet
Pin
Share
4 komentarze
Vianek. Młodsze dziecko marki Sylveco, które to kusi mnie niesamowicie. Niewygórowane ceny, piękne opakowania, dobre składy i obietnice świetnego działania.... Jak to bywa - zaliczam i hity i wtopy ;) Dziś zapraszam na recenzję zbiorczą czterech produktów tej marki. 


ꜜꜜꜜ


VIANEK NAWILŻAJĄCY SZAMPON DO WŁOSÓW ok. 20 zł 280 ml

Sięgając po szampony szukam w nich przede wszystkim produktu na tyle łagodnego, by sprawdzał się do codziennego mycia ale jednocześnie kosmetyku, który będzie dokładnie mył. Ten oto w moje potrzeby wpisał się idealnie. Zaczęłam go używać jeszcze w wakacje gdy moje włosy były mocno zniszczone i początkowo fundował mi mocne puszenie więc niekoniecznie u posiadaczek sianka (o ile puchu nie lubicie) będzie najlepszym wyborem. Aczkolwiek z każdym myciem było coraz lepiej. Nie zauważyłam najmniejszych problemów ze skórą czy pogorszenia kondycji włosa.

Szampon był dość gęsty, wydajny, przyzwoicie się pienił a piana dobrze się z włosów wypłukiwała. Nie plątał ich nadmiernie. Zapach mogę określić jako neutralny, niedrażniący. I z pełną premedytacją stwierdzić, że przekonał mnie do siebie na tyle, że kupiłam kolejny szampon tego producenta. Wariant normalizujący. Bo ich wcierkę uwielbiam! 

→ normalizujący tonik-wcierka Vianek (recenzja)


VIANEK NAWILŻAJĄCE MLECZKO DO DEMAKIJAŻU ok. 18 zł 150 ml

Rzadko zdarza mi się kosmetyki wyrzucać jednak połowa tego 'cuda' poleciała do kosza co najlepiej opisuje co na jego temat myślę ;) Po mojej udanej przygodzie z mleczkiem odżywczym nawet nie zakładałam porażki ale... no cóż. Mleczko jest mocno płynne jednak czuć, że bazuje na olejach. I tymi pachnie, dość intensywnie przez co używanie nie należało do najprzyjemniejszych.

Działanie też mnie nie zachwyciło. Mleczko niezbyt dobrze radziło sobie z makijażem oczu (a nie używam kosmetyków wodoodpornych) i właśnie w tych okolicach powodowało niewielki dyskomfort. Początkowo, bo z każdym kolejnym użyciem było tylko gorzej a mniej więcej w połowie butli zaczęło mnie uczulać i spowodowało, że moja skóra przypomniała w dotyku papier ścierny. Mleczko było jeszcze w terminie PAO jednak kończył mu się podstawowy termin ważności (do 11.2017) więc być może to było przyczyną ale... nie planuję tego sprawdzać kupując kolejny egzemplarz a zawartość reszty opakowania po prostu wylałam.

→ odżywcze mleczko do demakijażu Vianek (recenzja)


ODŻYWCZY KREM DO RĄK VIANEK ok. 13 zł 75 ml

Szału nie ma. Krem (jak każdy inny kosmetyk z tej serii) kupił mnie swoim pięknym zapachem jednak szczerze, to chyba jego jedyny plus. Miał bardzo dziwną konsystencję - jednocześnie płynną i wręcz rozlewającą się z opakowania przy czym był dość tłusty i zdecydowanie nie nadawał się do stosowania w ciągu dnia. Więc został u mnie kremem 'nocnym' a od tych wymagam sporo. Poległ. Mimo, że zostawiał na dłoniach treściwą warstewkę to nie przekładało się to na jego spektakularne działanie i każdy jeden krem z drogeryjnej półki spokojnie mógł by mi go zastąpić. 

Ma krótki termin przydatności od otwarcia więc stosowałam go również do stóp i tutaj sytuacja analogiczna - wypadł słabo. Jak zresztą inny krem (stricte do stóp właśnie) tego producenta. Powrotu nie będzie.

→ nawilżający krem do stóp Vianek (recenzja)



VIANEK ŁAGODZĄCY TONIK-MGIEŁKA ok. 17 zł 150 ml

To najmocniejsze ogniwo całego zestawienie i kosmetyk do którego w przyszłości wrócę z przyjemnością. Zacznę jednak od niewielkiego minusu - tonik jest płynny jednak dość treściwy przez co opakowanie typu psikadło nie do końca jest tu najbardziej funkcjonalnym rozwiązaniem. Z drugiej strony, mimo, że psika kropelkami zamiast mgiełką i tak stosowałam go często jako kosmetyk do wykończenia makijażu i nie wypływał negatywnie na jego wygląd. Wpływał za to pozytywnie - pięknie pozbywał się nadmiernej pudrowości i zwiększał komfort noszenia szpachli na skórze przez 12 godzin. Plus.

Jako typowy tonik również nie miałam do niego zastrzeżeń - pięknie nawilżał, nie podrażniał i umilał życie intensywnym ale niedrażniącym zapachem różanej konfitury. Jeśli lubicie właściwości toniku hibiskusowego Sylveco a nie odpowiada Wam jego lekko żelowa formuła i wolelibyście coś bardziej płynnego (przy czym nadal konkretniejszego niż woda) to Vianek może okazać się być świetną alternatywą. 

→ tonik hibiskusowy Sylveco (recenzja)

składy: szampon / mleczko


składy: krem do rąk / tonik - mgiełka


Znacie któryś z tych kosmetyków? Jestem ciekawa Waszych wrażeń :)
Share
Tweet
Pin
Share
16 komentarze
Krem do rąk to mój niezbędnik. Jako posiadaczka bardzo suchej skóry bez tego produktu nie wyobrażam sobie życia. Dziś o podejściu do bardziej naturalnej pielęgnacji, która mimo mych szczerych chęci wcale nie przyniosła satysfakcjonujących skutków.


Kosmetyki marki Dr. Konopka's dorwiecie we wszelkich drogeriach posiadających w swojej ofercie naturalne (lub mniej) kosmetyki produkcji rosyjskiej/estońskiej. Za niezbyt wygórowaną cenę oscylującą w granicach 10-13 zł za tubę o pojemności 75 ml.


I od tej tuby zaczniemy. O ile pod względem wizualnym do opakowania przyczepić się nie mogę tak jego walory praktyczne są nikłe.  Jak w przypadku peelingów i maseczek do twarzy (recenzja) przy sporadycznym stosowaniu nie było to zbyt męczące tak w przypadku kosmetyku po który sięgam co chwilę odkręcanie tej mikrej nakrętki i pilnowanie by nie zgubić jej w czeluściach mieszkania jest upierdliwe. Bardzo. Nie mówiąc tu  użytkowanie tak zapakowanego produkt 'w drodze'. Absolutnie się nie da.


Krem posiada bardzo przyjemną formułę. Jest lekki chociaż treściwy. Szybko się wchłania jednak pozostawia na skórze bardzo delikatną, ochronną warstewkę. Ale... po kremie ochronnym spodziewałam się jednak czegoś zdecydowanie konkretniejszego. Szczególnie, że właściwości pielęgnacyjne też mnie nie zachwyciły.

Moja dłonie należą do problematycznych. Gdy tylko na chwilę odpuszczę ich pielęgnację (czyli mycie bardzo łagodnym mydłem i smarowanie kremem niemal co godzinę) zaczyna się na nich dziać  mały armagedon. Skóra błyskawicznie zaczyna się przesuszać i łuszczyć. Na szczęście nie pęka (co było dla mnie ogromnym problemem w przeszłości). Z tego też względu od kremów wymagam niemal cudów. I cudów nie ma. O ile to smarowidło można wpisać w grupę 'krem do torebki' z uwagi na jego szybkie wchłanianie, lekkie nawilżenie i brak nieprzyjemnej warstwy tak jego opakowanie sprawia, że mija się to z jakimkolwiek sensem. Używać go używam. Na noc. Grubą warstwą. Jednak nawet nałożony w ilości spore nie robi nic ponad dziesiątki przeciętnych kremów jakie przewinęły mi się przez ręce (dosłownie;)) w ostatnich latach.

Rzeczą o której nie mogę nie wspomnieć jest jego zapach. O mój borze, jak to pachnie! Wyobrażacie sobie jak piękne musi być połączenie aromatycznej lawendy i cierpkiej cytryny z typową dla cedru drzewną nutą? Jeśli nie to żałujcie, że nie możecie go powąchać. Petarda ;) Z tego też względu mimo, że opakowanie i działanie zawodzą mimo wszystko sięgam po niego z ogromną przyjemnością.

Czy jest to produkt wybitnie zły? Nie. Podejrzewam, że posiadaczki mniej wymagającej skóry mogą być z niego zadowolone. Ja sama do niego nie wrócę ale...w przyszłości chętnie wypróbuję wariant regenerujący. Bo a nuż okaże się być bardziej dopasowany do mich potrzeb.


Share
Tweet
Pin
Share
19 komentarze
   Esotiq to marka, która do tej pory kojarzyła mi się tylko i wyłącznie z bielizną. I pewnie gdyby ich kosmetyk nie pojawił się w pudełku Joybox żyłabym w tym przeświadczeniu nadal. Okazało się jednak, że w ramach rozwoju powiększyli ofertę swoich sklepów (w tym internetowego) o kosmetyki oraz zapachy.
   W moje ręce wpadł ich ochronny krem do rąk wobec którego nie miałam zbyt dużych oczekiwań (grunt to się pozytywnie nastawić ;)) więc zanim po niego sięgnęłam odstał w moim pudle z zapasami czasu sporo.



   Opakowanie jest całkiem całkiem. Producent zaoferował nam przyjemną szatę graficzną i klasyczną plastikową tubkę. Przyczepię się tylko do jej stopnia twardości - mimo, że raczej kosmetyków nie rozcinam i wydobywam je w całości tak tutaj bez nożyczek się nie obyło. Krem posiada 75 ml, 12 miesięcy na zużycie a kosztuje bez grosza 15 zł.

   Pierwszą rzeczą, która uderzyła mnie w nim po otwarciu jest jego zapach. O borze zielony. Jestem osobą przykładającą dużą uwagę na walory zapachowe bo niepasująca mi woń potrafi zniechęcić nawet do najlepszego produktu. O ile tego kremu najlepszym nie nazwę tak zapach drażnił mnie niesamowicie. Była to wariacja na temat masła shea a zapach masła shea jest dla mnie nie do przejścia. Fuj.

  Konsystencja należała do tych zdecydowanie bogatych i treściwych. Mimo wszystko krem nie był tłusty. Pozostawiał on jednak wyczuwalną, mokrą powłokę na skórze, która uniemożliwiała normalne funkcjonowanie z tego też faktu został moim kremem na noc (i do stóp;)).

   Jeśli mowa o najważniejszym czyli właściwościach pielęgnujących początkowo mnie nie zachwycił. Jak na tak upierdliwą, konkretną formułę spodziewałam się efektów na już. Po użyciu dłonie były trochę nawilżone i... tyle. Dopiero gdy dobiłam do jego dna zdałam sobie sprawę, że mamy już sezon grzewczy, zimę i inne niesprzyjające dla skóry okoliczności. I zazwyczaj w tym momencie moja skóra wołała o litość. A nie woła. Ba, jest w naprawdę świetnej formie! Dłonie są miękkie, gładkie, brak na nich zgrubień czy pęknięć z którymi zazwyczaj się borykam. A jako, że w ciągu dnia ostatnio używam kremów o zdecydowanie lżejszym kalibrze (które nota bene już stosowałam i znam ich możliwości, tj. balsam ochronny za zimę Yves Rocher oraz krem Instant Help Evree) śmiem twierdzić, że zasługą poprawnego stanu moich dłoni jest w dużej mierze ten oto śmierdzący, lepiący cudak ;)



   Czy do niego wrócę? Niekoniecznie ;) Właśnie ze względu na upierdliwą formułę i nieznośny dla mnie zapach. I fakt, że znam o wiele przyjemniejszy krem o podobnym działaniu (Regeneracja Lirene). Jednak koniec końców uważam go za całkiem przyzwoity kosmetyk.
Share
Tweet
Pin
Share
9 komentarze
Older Posts

Popular Posts

  • Jak zjeść ciastko i mieć ciastko? | BIOLOVE | mus do ciała o zapachu ciasteczka
     Dziś zapraszam Was na recenzję kolejnego kosmetyku marki Biolove (Nacomi dla Kontigo). Tym razem poopowiadam o pięknie pachnącym i świetni...
  • Tretynoina bez recepty | MEDIQ SKIN PLUS | żel punktowy do cery trądzikowej
       Nie posiadam typowej skóry trądzikowej. Posiada ona jednak swoje kaprysy. I o ile nauczyłam się dobierać do swojej pielęgnacji kosmetyki...

Strony

  • Strona główna
  • KONTAKT
  • Polityka bezpieczeństwa oraz regulaminy

O MNIE

O MNIE
Ja. Beznadziejna, nieuleczalna kosmetykoholiczka. Kocham kawę, koty i święty spokój ;)

TU JESTEM

zBLOGowani.pl

ARCHIWUM

  • ▼  2019 (2)
    • ▼  stycznia (2)
      • Naturalna pielęgnacja dłoni | Kremy do rąk Be Orga...
      • Dwa naturalne szampony z drogeryjnej półki | Alter...
  • ►  2018 (62)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (5)
    • ►  października (2)
    • ►  września (4)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (2)
    • ►  maja (6)
    • ►  kwietnia (6)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (10)
    • ►  stycznia (15)
  • ►  2017 (143)
    • ►  grudnia (8)
    • ►  listopada (9)
    • ►  października (9)
    • ►  września (10)
    • ►  sierpnia (6)
    • ►  lipca (16)
    • ►  czerwca (16)
    • ►  maja (13)
    • ►  kwietnia (13)
    • ►  marca (14)
    • ►  lutego (12)
    • ►  stycznia (17)
  • ►  2016 (112)
    • ►  grudnia (11)
    • ►  listopada (15)
    • ►  października (14)
    • ►  września (13)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (4)
    • ►  maja (5)
    • ►  kwietnia (5)
    • ►  marca (6)
    • ►  lutego (18)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2015 (104)
    • ►  grudnia (3)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (6)
    • ►  września (3)
    • ►  sierpnia (8)
    • ►  lipca (7)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (10)
    • ►  kwietnia (13)
    • ►  marca (15)
    • ►  lutego (11)
    • ►  stycznia (10)
  • ►  2014 (158)
    • ►  grudnia (12)
    • ►  listopada (16)
    • ►  października (25)
    • ►  września (29)
    • ►  sierpnia (36)
    • ►  lipca (22)
    • ►  czerwca (7)
    • ►  maja (4)
    • ►  kwietnia (5)
    • ►  marca (2)
  • ►  2013 (6)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (1)
    • ►  października (1)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  lutego (2)
  • ►  2012 (11)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  września (1)
    • ►  czerwca (5)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (1)
  • ►  2011 (2)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2010 (1)
    • ►  grudnia (1)

Liczba wyświetleń:

Szukaj na tym blogu

Obserwatorzy

ETYKIETY

balsam brązujący (2) balsam do ciała (21) balsam do demakijażu (1) baza pod podkład (1) błyszczyk do ust (1) bronzer (5) chusteczki do demakijażu (1) cienie do powiek (8) denko (58) do brwi (1) do kąpieli (3) jestem na nie (1) joybox (12) korektor (5) kosmetyczne POWROTY (3) krem bb (2) krem do rąk (15) krem do stóp (4) krem do twarzy (30) krem pod oczy (13) krem z filtrem (3) lakier do paznokci (7) maseczka do twarzy (17) maska do włosów (9) masło do ciała (8) mleczko do ciała (3) mleczko do demakijażu (5) mydło (1) mydło do ciała (1) na końcówki (5) niedziela (8) NOWOŚCI i ZUŻYCIA (4) odżywka bez spłukiwania (8) odżywka do spłukiwania (10) olejek do ciała (9) olejek do demakijażu (7) olejek do twarzy (3) olejek do włosów (4) peeling (1) peeling do ciała (15) peeling do dłoni (1) peeling do stóp (2) peeling do twarzy (enzymatyczny) (4) peeling do twarzy (gommage) (1) peeling do twarzy (mechaniczny) (11) perfumy (5) pędzle do makijażu (3) pianka do mycia twarzy (3) pielęgnacja ciała (7) pielęgnacja twarzy (13) Pielęgnacja włosów (12) płyn do higieny intymnej (2) płyn dwufazowy (7) płyn micelarny (20) podkład (11) pomadka (4) pomadka ochronna (6) pomadka peelingująca (1) project 10 pan (2) projekt denko (12) puder do twarzy (7) rozświetlacz (5) róż (4) serum (6) serum do twarzy (4) szampon (23) tonik (14) top coat (2) tusz do rzęs (3) ULUBIONE (18) wcierka (4) zakupy (45) zbiory kosmetyczne (14) żel do mycia twarzy (21) żel pod prysznic (18)

Created with by BeautyTemplates