Zużycia LISTOPADA 2018
Zapraszam Was na podsumowanie moich zużyć z listopada.
Azjatycki demakijaż kuuusił mnie od dawna, gdy złapałam na promocji balsam do demakijażu Deep Clear Missha cieszyłam się mocno. Do pierwszego użycia. Nie był to kosmetyk wybitny. Dobił w końcu dna i z ulgą pozbywam się pustego opakowania. Bo za ułamek ceny można kupić o wiele skuteczniejsze kosmetyki.
Migdałowy kremowy żel do mycia twarzy Lirene był przyjemnym kosmetykiem z drogeryjnej półki. Miał gęstą, treściwą żelowo-kremową formułę, dobrze oczyszczał skórę jednak nie powodował jej przesuszenia. Skończył mi się podejrzanie szybko, jednak wina raczej leży po mojej stronie - nie lubię płynnych kosmetyków w opakowaniu typu 'tuba' bo zawsze wylewa mi się ich zbyt dużo.
Aromat normalizującego kremu do twarzy na noc z Vianka nie należał do najprzyjemniejszych a i jego intensywność nie ułatwiała z nim życia ale... to świetny krem! Pięknie nawilżał i rewelacyjnie sprawdził mi się w chwili ostatniego kryzysu mojej skóry.
Krem pod oczy Elements (ten z odpowiednikiem jadu żmii) to jeden z lepszych kremów jakie używałam. Intensywnie nawilżał, walczył z zasinieniami, nadawał skórze elastyczności. Miał jednak bardzo lekką formułę, za czym nie przepadam.
Migdałowy kremowy żel do mycia twarzy Lirene był przyjemnym kosmetykiem z drogeryjnej półki. Miał gęstą, treściwą żelowo-kremową formułę, dobrze oczyszczał skórę jednak nie powodował jej przesuszenia. Skończył mi się podejrzanie szybko, jednak wina raczej leży po mojej stronie - nie lubię płynnych kosmetyków w opakowaniu typu 'tuba' bo zawsze wylewa mi się ich zbyt dużo.
Aromat normalizującego kremu do twarzy na noc z Vianka nie należał do najprzyjemniejszych a i jego intensywność nie ułatwiała z nim życia ale... to świetny krem! Pięknie nawilżał i rewelacyjnie sprawdził mi się w chwili ostatniego kryzysu mojej skóry.
Krem pod oczy Elements (ten z odpowiednikiem jadu żmii) to jeden z lepszych kremów jakie używałam. Intensywnie nawilżał, walczył z zasinieniami, nadawał skórze elastyczności. Miał jednak bardzo lekką formułę, za czym nie przepadam.
Z duetu Organic Shop bardziej do gustu przypadł mi szampon, jednak i on nie wywarł na mnie jakiegoś większego wrażenia. Ot, mył. Odżywka za to nie robiła z moimi włosami nic.
Odżywka Magiczna moc glinki Elseve jest za to jedną z moich ulubionych drogeryjnych odżywek i wróciłam do niej z przyjemnością. Nawilża, wygładza, a włosy po jej użyciu są przyjemnie miękkie i puszyste.
Przeciwłupieżowy szampon Isana używałam profilaktycznie bo łupieżu nie mam. Jako produkt do mocniejszego mycia sprawdził się u mnie zacnie. Jest na dodatek śmiesznie tani i nie robi krzywdy mojej skórze głowy.
Mus do mycia ciała Nivea to trzeci egzemplarz jaki używałam. Lubię ich piankową formułę i kremowe zapachy.
Krem-mus pod prysznic Tołpa zachwyci mnie swoją kompozycją zapachową i łagodnością. Z pewnością zaopatrzę się w kolejny egzemplarz, gdy trochę odkopię się z zapasów. Podobnie zresztą będzie w przypadku aromaterapeutycznej, relaksującej kąpieli borowinowej.
Olejek do ciała Kneipp był spoko jednak jak na produkt natłuszczający jego cena regularna zniechęca mnie do zakupu kolejnego opakowania. Oliwka Babydram sprawdza się u mnie równie dobrze ;)

7 komentarze
uh, nic nie znam :D ale co do azjatyckiego oczyszczania, to od jakiegos czasu juz uzywam olei do oczyszczania i ta metoda sprawdza mi sie swietnie
OdpowiedzUsuńJa też lubie szampony z organic shop ;)
OdpowiedzUsuńNie znam żadnego z tych kosmetyków
OdpowiedzUsuńZnam tylko olejek Kneipp.
OdpowiedzUsuńOlejek do ciała Kneipp też zużyłam, tyle, że w grudniu :D Pięknie pachniał <3
OdpowiedzUsuńA moim hitem listopada (i pewnie przyszłych miesięcy:D) okazała się pianka oczyszczająca z Cosnature. Cudownie pachnie cytrusami i jej konsystencja bardzo mi się spodobała. Używanie jej to czysta przyjemność.
OdpowiedzUsuńZaciekawiłaś mnie odżywką L'Oreal :)
OdpowiedzUsuń