Zużycia GRUDNIA 2018

by - grudnia 26, 2018

Grudzień mija szybko i niepostrzeżenie. Zapraszam Was więc na przegląd moich kosmetycznych zużyć tego miesiąca :)


Płyn micelarny Aloesove nie zaskarbił sobie mojej sympatii. Ani nie zachwycił mnie łagodnością, ani nie radzi sobie ze zmywaniem tak jak powinien. Zostało mi ostatnie opakowanie tego 'cuda' w zapasie (uf...) i z przyjemnością o nim zapomnę. 

Zielona glinka Nacomi była... średnia. O ile do samej jakości przyczepić się nie mogę tak zielona glinka jest dla mojej skóry zbyt inwazyjna i zdecydowanie w przyszłości zostanę przy czarnej lub białej (moje nowe odkrycie).

Pomadka brzozowa z betuliną Sylveco to u mnie klasyka gatunku. Uwielbiam i sięgam po nią systematycznie. Pomijając fakt, że chroni i pielęgnuje to dodatek betuliny ma fantastyczne właściwości jeśli podobnie jak ja,  borykacie się z problemem opryszczki. 

Olejek do ust Alterra okazał się być miłym powrotem po latach do takiej formy pielęgnacji ust. Nie jest to kosmetyk, który zdziała cuda niemniej jako produkt ochronny do stosowania 'w ciągu dnia' sprawdził mi się bardzo przyzwoicie.


Miodowa maska do twarzy Lirene LabTherapy robiła swoją robotę o czym pisałam Wam w jej recenzji (klik).

Esencja nawilżająca Polny warkocz to mój drugi i na pewno nie ostatni egzemplarz po jaki sięgnęłam. To tonik bazujący na wodzie różanej z dodatkiem mleczka pszczelego, który pięknie nawilża skórę.

Esencja do skóry mieszkalnej Bielenda niegdyś sprawdzała się u mnie świetnie. Kupiłam drugie opakowanie i... wtopa. Zaczęła podrażniać mi skórę. Zużyłam ją do rozrabiania glinek.


Żel do mycia twarzy Duetus to taki... średniak. Krzywdy nie robił, jednocześnie nie był zbyt komfortowy dla skóry. A mimo swojej mocy, mam wrażenie, że nie do końca oczyszczał skórę twarzy. Mam jeszcze jedną butelkę więc pewnie przerwie sobie do niego wrócę jednak gdybym jej nie miała, wątpię, że skusiłabym się na kolejne opakowanie.

Szampon z węglem Alterra był naprawdę świetny! Jednocześnie pięknie oczyszczał i był bardzo łagodny. Jak odkopię się z zapasów chętnie do niego wrócę.


Odżywka w sprayu do włosów farbowanych Iceveda to mój ogromny ulubieniec. Pokonałam już trzy butle i pewnie nie raz jeszcze do niej wrócę. Bo pięknie pachnie, wygładza włosy ale jednocześnie delikatnie je unosi i nadaje im 'życia'. Polecam!

Kolejny produkt, który sprawdza się u mnie świetnie - odżywka do włosów Magiczna Moc Glinki Elseve. To lekka, mocno nawilżająca  i wygładzająca odżywka, która nie obciąża moich cienkich włosów.

Skuszona składem skusiłam się na szampon ułatwiający rozczesywanie marki własnej Drogerii Narura - Seyo. I zaliczyłam wtopę. Bo szampon powodował  u mnie swędzenie skóry głowy. Szkoda, bo ma potencjał.

Szampon wzmacniający Pharmaceris był ze mną od kilku dobrych miesięcy. Przez pierwsze tygodnie używałam go jako podstawowy kosmetyk myjący, później rzadziej. Efekty? To działa!  Sięgnęłam po niego gdy moje włosy w wyniku stresu zaczęły lecieć garściami. Przestały. A na głowie w tym momencie mam stertę babyhair. Wymaga cierpliwości (trzeba wykonywać nim masaż skóry przez 2 minuty) jednak efekty to rekompensują. Na pewno do niego wrócę.


Kremy do rąk Eveline i Lirene to takie ładnie pachnące przeciętniaki. Może w przypadku miej wymagających dłoni 'dadzą radę', dla mnie efekt pielęgnacyjny był zbyt lekki, szczególnie w okresie jesienno-zimowym.

Peeling Organic Shop to klasyka gatunku. Nie jestem ich wielką fanką jednak czasem, ze względu na niewielką cenę i przyzwoite właściwości zdzierające, się na nie skuszę. Wersja kawowa nie pachnie kawą i jest moim ulubionym wariantem zapachowym.

Mus do mycia ciała Nivea to produkt myjący do którego lubię wracać ze względu na jego puszystą, piankową formułę. Wersja granatowa pachnie klasykiem - kremem Nivea ;) Nie jest to najłagodniejszy środek myjący niemniej użycie po nim balsamu do ciała przywraca jej komfort. Niestety, tym razem, trafił mi się felerny atomizer, który nie zawsze chciał wypluć z siebie porcję produktu co, nie ukrywam, było trochę irytujące.

You May Also Like

6 komentarze

  1. Micel Aloesove i krem do rąk bananowy Eveline mam w zapasie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Całkiem niezłe denko. Szkoda, że nie wszystko się sprawdziło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kilka produktów kojarzę z blogów, ale żadnego nie stosowałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Peeling kawowy Organic Shop czeka u mnie w kolejce do użycia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O, ten szampon Alterry muszę wypróbować :) Bardzo lubię też ten szampon od Pharmaceris :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta maska z LAB bardzo mnie kusi, o czym już kiedyś chyba wspominałam. Polny Warkocz bardzo lubię i także chętnie do niego wracam. Zaciekawił mnie szampon z Alterry. To aż dziwne, ale nic z tej firmy jeszcze nie używałam!

    OdpowiedzUsuń