Kolorowy PROJEKT DENKO | makijaż i perfumy

października 26, 2018

Nie jestem fanką sztandarowego tekstu, że kosmetyki do makijażu się używa a nie zużywa. Pewnie dlatego, że ich wykończanie idzie całkiem nieźle i co kilka miesięcy mogę podzielić się z wami przeglądem pustych opakowań i wspomnieć słów kilka na temat ich zawartości ;)


Matującą bazę pod podkład Lovely kupiłam na sezon letni. Jestem osobą, która makijaż na twarzy nosi średnio dwanaście godzin (albo, dla urozmaicenia, nie noszę go wcale) a upały nie sprzyjają trwałości kosmetyków na skórze. Fajna była. Miała treściwą formułę jednak nie była 'śliska' jak typowe wygładzające kosmetyki. Faktycznie matowiła skórę i przedłużała żywotność nałożonych na nią kosmetyków ale... potrafiła skórę przesuszyć więc był to dla mnie kosmetyk wyłącznie do używania na mocniej świecącą się strefę T. Dodatkowo było jej podejrzanie mało (nigdzie nie znalazłam informacji o gramaturze) i śmiem twierdzić, ze skończyła by się podejrzanie szybko. Gdybym tylko nie zapomniała jej zakręcić i nie wyschła by zapomniana w czeluściach toaletki. 

Podkład PhotoFocus Wet n Wild jako jeden z niewielu kosmetyków do makijażu doczekał się na tym blogu recenzji! (klik) Niestety wcale nie dlatego, że się u mnie sprawdził. Nie podobało mi się w nim nic poza ładnym odcieniem. Wspomnę jednak, że na chwilę obecną używam puder prasowany z tej linii i zapowiada się zacnie więc... czasem nie warto się zniechęcać ;)

Podkład Lirene Perfect Tone miał tak ciemny i pomarańczowy odcień że ani razu nie nałożyłam go na skórę solo. Towarzyszył mi w ciepłych miesiącach jako kosmetyk do ocieplania i przyciemniania świetnego kremu BB. Którego kolor niestety to w moim przypadku totalnie nieporozumienie. I tak przypał mi do gustu, że w tym momencie używam kolejny egzemplarz w bardziej twarzowym odcieniu. Solo. I bardzo go sobie chwalę. Jest lekki, wygląda bardzo naturalnie, stapia się ze skórą. Trwałość i krycie nic mi nie urywają z drugiej strony tego typu kosmetyku szukałam, więc jestem ukontentowana.

Klasyka gatunku czyli kamuflaż Catrice  (klik).  Odcień 005 wydaje mi się by ciut bardziej suchy w swojej formule od 010 jednak to nadal mój ulubiony korektor pod oczy. Jest tani, świetnie kryje a z bazą w postaci treściwszego kremu nie podkreśla załamań skóry. Chwilowo zdradziłam go z innym i... żałuję.


Ogromną sympatią darzę fixing Powder Wibo. Jest drobno zmielony, utrwala makijaż przy czym pozostawia po sobie lekko satynowe wykończenie mimo dobrych właściwości matujących. Nie odpowiada mi niestety jego odcień - jest wybitnie chłodny. I mimo, że jest to produkt transparenty i niekryjący tak mimo wszystko potrafi ochłodzić nałożony pod niego podkład.

Bambusowy puder bananowy Pierre Rene to szalenie miłe zaskoczenie. Dobrze matowi skórę, efekt jaki dawał był trochę 'płaski' jednak dodałam trochę wyżej wymienionego i całość spisała mi się tak dobrze, że pokonałam całe to wielkie opakowanie wiedząc, że mając go na twarzy mogę na niego liczyć.

Wymęczyłam też puder bananowy Ecocera. Jednak, przyznaję, sama nie wiem jakim cudem. Był wybitnie zły. Miał nieprzyjemnie 'mokrą' formułę, na skórze tworzył nieestetyczne placki, brzydko osadzał się na włoskach i beznadziejnie ścierał się w ciągu dnia tworząc plamy. Wymieszałam go z Wibo i jakoś dna w tym dziadostwie dobiłam ale... nigdy więcej.


Nie wiem dlaczego L'Oreal nie zdecydował się na wypuszczenie do sprzedaży tuszu Mega Volume miss manga w kraju naszym. Pięknym. Bo tusz ten dla moich lichych, rosnących ku dołowi rzęs był ideałem. Pięknie rozdzielał, wydłużał, lekko unosił rzęsy i był bardzo trwały. Zużyłam trzy egzemplarze kupione w sieci jednak szukam mu jakiegoś zamiennika w przypadku którego nie będę bała się o jego termin ważności. Bo te wyprodukowane były stanowczo zbyt dawno temu. 

Kredka do oczu Provoke. W odcieniu brązu. Stronię od kresek na oczach wykonanych eyelinerem bo zawsze mam wrażenie, że wyglądam na wymalowaną a nie pomalowaną. Ale roztarta brązowa kreska na górnej linii rzęs gości u mnie często. Kredka Provoke była trwała, świetnie napigmentowana i zaopatrzona w gąbeczkę, która w porównaniu do większości (które nadają się wyłącznie 'do ozdoby') faktycznie radziła sobie z rozcieraniem. Jak dla mnie jest ciut za droga (bo namiętnie używam kredek LL z Essence za mniej niż dychę) niemniej złego słowa na jej temat powiedzieć nie mogę.

Insta Dri Sally Hansen. Czyli dlaczego nadal nie zdecydowałam się na hybrydy ;) Nabłyszcza i utrwala lakier tak dobrze, że zazwyczaj zmywam go tylko dla tego, że denerwuje mnie odrost. I zastanawiam się jak kobiety mogą chodzić z takim trzytygodniowym. Mnie by coś trafiło.

Lekki smutek mnie ogranął gdy okazało się, że w Rossmanie nie ma już klasycznych (tych nie-żelowych) lakierów z Rimmela. Bo to jedne z moich ulubionych. Są dobrze napigmentowane więc często wystarczy jedna warstwa do pokrycia płytki. Tak było w przypadku tego pięknego, iskrzącego granatu. Na temat trwałości się nie wypowiem, u mnie za trwałość odpowiada produkt powyżej.


Otwieranie kilku (nastu...) flakonów na raz skończyło się kumulacją zapachowych denek. Moim letnim ulubieńcem jest lekki i soczysty (z nutką liczi) zapach Benetton Bianco. Wycofany już niestety a ja wypsikałam ostatnią w zapasie butelkę. Wymęczyłam tez zapach Chupa Chups (tak, to od lizaków ;)) kupiony ładnych kilka lat temu. Miał w sobie lekko drażniącą nutę grejpfruta i większego wrażenia na mnie nie zrobił. Yves Rocher razy trzy. Woda toaletowa o zapachu maliny była przyjemna, chociaż tak nietrwała, że traktowałam ją jako mgiełkę do ciała. Neroli to w mojej opinii najciekawszy (chociaż nie najładniejszy) zapach wśród ich oferty. Jest lekko gorzki, bardzo charakterystyczny i mocno wyróżnia się na tle innych. Moment de Bonheur (klik) jest przepiękny w swojej różanej prostocie. To niesamowicie wdzięczny, dziewczęcy zapach, którego trzecią z rzędu flaszkę wypsikałam z przyjemnością.

Jestem ciekawa czy znacie któreś z pokazanych produktów :)

You Might Also Like

8 komentarze

  1. Znam kamuflaż Catrice, puder Wibo i są świetne jak dla mnie. Właśnie poznaje puder Ecocera.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, ile zużytych zapachów! Też mam zamiar kilka zdenkować, by zrobić miejsce na coś nowego :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Podkład lirene nie przypadł mi do gustu - był mało trwały jak dla mnie, szybko się świeciłam. Za to korektor catrice uwielbiam, podobnie top Sally hansen. Chociaż mam wrażenie, że nieco lepiej sprawdza się u mnie seche vite :) Pudru wibo nie wspominam zbyt miło - przeszkadzał mi zapach i to, że zmieniał kolor podkładu..

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo rzadko udaje mi się zużyć kosmetyk do makijażu, zdecydowanie więcej w moich denkach jest pielęgnacji ;-) Z Twoich zużyć mam korektor Catrice, ale jeszcze nawet go nie otworzyłam ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam kiedyś Fixing Powder od Wibo, ale nie byłam zadowolona. Dwa dni temu udało mi się zużyć puder w kompakcie. To chyba moje jedyne denko kolorówkowe w ostatnim czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Spore to denko 😊 Znam puder Wibo, który sama uwielbiam oraz podkład Wet n Wild, który mam od niedawna. Pierwsze wrażenia miałam takie sobie, ale teraz naprawdę lubię ten podkład. Przeszkadza mi tylko jego niespecjalnie "piękny" zapach 😐

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam pudry Wibo i Pierre Rene ;). Lubię je. Znam też wszystkie wody od YR, Neroli i Moments...też lubię i używam.

    OdpowiedzUsuń

Popular Posts