Projekt denko | Sierpień 2018

by - sierpnia 26, 2018

Systematyczne blogowanie idzie mi jak po grudzie. Nie porzucam jednak nadziei, że do mojej pisaniny powrócę a póki co zapraszam Was na kolejną porcję pustych opakowań :)




Niekwestionowanym numerem jeden w tym zestawieniu jest zdecydowanie maska do włosów Fructis Oil Repair 3 Butter. Pięknie nawilżała, odżywiała, wygładzała i dociążała moje cienkie i zniszczone włosy. Była wydajna, miała piękny zapach i nie trzeba było jej trzymać na włosach zbyt długo by zobaczyć efekt. Polecam Wam ją bardzo. 

Miłym zaskoczeniem był szampon Aussie Aussome Volume. Był bardzo wydajny, pienił się jak wściekły, nie przesuszał skóry ale pięknie ją oczyszczał. Włosy po jego użyciu faktycznie nabierały objętości. Zapach jest niestety kwestią sporną bo o ile szampon pachniał ładnie tak jak dla mnie był niestety zbyt intensywny i na dłuższą metę trochę męczący.

Szampon Melica Volume nie zrobił na mnie większego wrażenia. Mył ale włosy bo jego użyciu były nieprzyjemne w dotyku. Na dodatek nie grzeszył wydajnością. Zużyć zużyłam, wrócić nie wrócę.


Balsam do ust EOS o zapachu wanilii zdobył moje serce. Odpowiadał mi w nim zapach, smak ale i bardzo przyzwoite działanie. Niestety samo opakowanie jest nie do końca dopracowane bo o ile z wykręceniem sztyftu problemu nie ma, tak wracać na miejsce już nie bardzo chce. Pewnie do pomadek tej firmy jeszcze wrócę (ale nie do jajek, nie jara mnie taka forma aplikacji) bo kusi mnie wersja miętowa.

Balsam myjący All Clean Balm Heimish przywrócił mi wiarę w tego typu preparaty po mojej wtopie z Misshą. Mini opakowanie wystarczyło na trzy podejścia i nie widzę w nim wad. Pięknie zmywał makijaż i nie podrażniał skóry czy okolic oczu. 

Z masek do twarzy wykończyłam w końcu zapas płacht Herb in Nude Missha, które nie zrobiły na mnie najlepszego wrażenia. Esencja była nieprzyjemnie lepka i obciążająca skórę więc w końcu zaczęłam ją po użyciu zmywać z twarzy. Wolę samodzielnie wykonywanie maski tonikowe. Maska Duetus była całkiem, całkiem z drugiej strony czyste glinki fundują mojej skórze podobne efekty. A pieniące się maski z AA to raczej przyjemny bajer niż coś, co wpłynie pozytywnie na stan skóry swoim działaniem.

Żel aloesowy Holika Holika niedawno wykończyłam w wymiarze pełnym ale i próbką nie pogardziłam. Świetnie sprawdzał mi się jako podkład pod olejowanie włosów. Lekki krem rokitnikowy Sylveco gości na mojej liście zakupów już od dłuższej chwili i każda kolejna próbka utwierdza mnie w przekonaniu, że nabędę pełnowymiarowe opakowanie. Za jakiś czas, póki co sięgnęłam po inny krem tego producenta :)


Piankę do mycia twarzy Holika Holika z zieloną herbatą zdążyłam już pochwalić w poście o azjatyckim oczyszczaniu. Do końca tubki zdania na jej temat nie zmieniałam. To bardzo komfortowy dla skóry, dobrze oczyszczający kosmetyk o przyjemnej formule. 

Lekki zawodem okazał się być za to tonik z marki Polny Warkocz. Uwielbiam wariant do skóry suchej jednak wariant regulujący to nie było to. Moja skóra nie przepada za hydrolatem oczarowym i ten kosmetyk utwierdził mnie w tym przekonaniu. Mimo, że początki były niezłe tak koniec końców czuję lekkie rozczarowanie. 

Woda Institut Esthederm skończyła się tak szybko, że trudno napisać mi na jej temat coś więcej. Ot, przyjemne psikadło za wygórowaną cenę.

Mieszane uczucia mam za to wobec płynu micelarnego Aloesove. Nie  jest tak skuteczny i delikatny jak chociażby płyn Sylveco czy odświeżający z Vianka, a płyn z Polnego Warkocza już w ogóle bije go na głowę. Gdy zdarzyło mi się 'potrzeć' nim okolice oczu żeby domyć tusz potrafił spowodować lekkie pieczenie skóry powiek. Mam jeszcze trzy butle tego 'cuda' i nadzieję, że się do niego przekonam jednak na obecny moment jestem na nie.


Żele pod prysznic Yves Rocher są całkiem w porządku. Pienią się jak wściekłe i zachwycają swoimi zapachami. Niestety trochę przesuszają mi skórę. Te z marki Yope są o niebo delikatniejsze, równie wydajne a ich zapachy też przypadły mi do gustu. Ten konkretny pachniał jak olejek do opalania.


Od dawna planowałam wypróbować antyperspirant w żelu Lady Speed Stick. Zakup odkładałam w czasie bo ich kremowe sztyfty to totalnie nie moja bajka. Ten jednak nie zawiódł. Trochę przesuszał mi skórę jednak zapewniał świetną ochronę nawet w największe upały. Jego zapach jak dla mnie był zbyt intensywny. Niemniej pewnie jeszcze u mnie zagości.

Pianka do higieny intymnej Ziaja zawiodła mnie trochę swoją wydajność (zazwyczaj opakowanie tego typu produktu stoi w mojej łazience przez dłuuugi miesiące, to skończyło się stosunkowo szybko) jednak jej cena nie należy do wygórowanych a sam produkt był zacny. Mył, był łagodny a sama formuła pianki kupiła mnie na dobre. Wrócę do niej z przyjemnością.

No i krem do biustu Mama's, który był ze mną nieprzyzwoicie długo. Mam problem z systematycznym stosowaniem tego typu preparatów (ale standardowe balsamy używam codziennie) więc trudno wypowiedzieć mi się o jego długofalowym działaniu. Bezpośrednio po użyciu skóra była nawilżona i lekko napięta więc swoje podstawowe działanie spełniał.


You May Also Like

11 komentarze

  1. Nic nie miałam z Twojego denka :) Szkoda, że pianka do higieny intymnej Ziaja zawiodła wydajnością.

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro ten sztyft Eos jest taki dobry, to kupię. Mam Eos, ale w formie jajka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam żadnego z tych produktów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję zużyć, sama nie miałam okazji używać żadnego z tych produktów :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaciekawiłaś mnie maską do włosów, chętnie ją wypróbuję po Twojej opinii, zwłaszcza, że w sobotę myślałam nad tym, co mogę kupić w promocji Rossmanna :]

    OdpowiedzUsuń
  6. Krem do biustu mam jeszcze i ja :D Męczę go i męczę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Popieram! Maska do włosów Fructis Oil Repair 3 Butter jest świetna, u mnie poszły już dwa lub trzy opakowania :) Bardzo lubię również żele Yves Rocher :)

    OdpowiedzUsuń
  8. tą piankę z zieloną herbatą kupiłam sobie w tym miesiącu:) obecnie wykańczam wersję z ryżem

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam zapachy żeli pod prysznic Yves Rocher ;) Szkoda, że micel się nie sprawdził, tym bardziej, jeśli masz spory zapas :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Konkretne denko, natomiast ja nic z powyższych produktów nie testowałam :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Oil Repair Butter Garniera do włosów mnie zainteresował. Muszę go wypróbować na moje cienkie pasma bez życia.

    OdpowiedzUsuń