Błotem w twarz | BIOLOVE | Błoto z morza martwego

Błoto w pielęgnacji twarzy ciekawiło mnie już od dłuższej chwili. Odkładałabym zakup na wieczne 'później' gdyby nie dostępność tego produktu z ofercie Biolove. To marka własna Kontigo (producentem jest Nacomi, które w swojej ofercie błotka nie ma) a kto śledzi promocje w tej drogerii, ten wie, że nie ma sensu kupować ich kosmetyków w cenie regularnej i warto poczekać, na którąś z ich rewelacyjnych promocji. Tym sposobem oto właśnie wpadło to to w moje ręce o ile się nie mylę pod koniec ubiegłego roku i zachwyca mnie swoim działaniem po dziś dzień.


Opakowanie to klasyczny plastikowy słoiczek z metalową zakrętką czyli coś, co w przypadku kosmetyków tej marki jest pewnym standardem. Niestety o ile w przypadku ich maseł do ciała czy innych kosmetyków sprawdza się to świetnie tak tutaj gwarantuje nam wieczne utytłanie opakowania przy chęci użycia kosmetyku. Można to było zrobić lepiej. Cena regularna to 35 zł za 300 gramów. 


Nie wiem czemu ale odbierając swoje zamówienie z Kontigo byłam w lekkim szoku. Moja wina - założyłam, że błoto ma formę sypką jednak nic bardziej mylnego. To co widzicie na zdjęciach to niemalże stan początkowy gdy błotko było mocno wilgotne i woda wytrącała się na górze. Na dzień dzisiejszy (po kilku miesiącach od otwarcia) zmieniło swoją formułę i przypomina gęstą pastę. Nie ma to wpływu na jego właściwości, jednak dla zapewnienia lżejszej formuły mieszam je z hydrolatem przed nałożeniem na skórę. Jego struktura jest niejednolita mimo, że nie zawiera typowo peelingujących drobinek.

Aplikowanie go na skórę to sama przyjemność. Sunie po niej gładko, nakłada się równomiernie. Delikatnie zastyga jednak nie tworzy skorupy jak glinki i mimo, że mamy tu do czynienia z szaroburą mazią proces zmywania nie należy do zbyt wymagających (chociaż szybkiego mycia umywalki nie przeskoczycie).

To kosmetyk o silnych właściwościach oczyszczających i detoksykujących. Po seansie z tymże mam wrażenie, że moja skóra zaczyna oddychać i chłonie nałożoną na nią pielęgnację jak gąbka. Pory wydają się być lekko zwężone, skóra wygładzona i zmatowiona bez uczucia ściągnięcia czy nadmiernego przesuszenia. Aplikowane na twarz w przypadku otwartych zmian czy podrażnień  potrafi delikatnie zapiec a przetrzymane zbyt długo spowodować lekkie zaczerwienie jednak dla efektów moim zdaniem warto się 'przemęczyć' i dostosować częstotliwość i czas trzymania je na skórze do własnych potrzeb - ja nakładam go maksymalnie raz w tygodniu i trzymam od 5 do 20 minut.

Jestem w połowie słoiczka (wydajność powala!) i... podejrzewam, że sięgnę po kolejny gdy ten dobije dna. To naprawę dobry kosmetyk, którego działanie widać gołym okiem.


Komentarze

  1. Nigdy nie stosowałam takiego błota, ale działanie ma zachęcające :)

    OdpowiedzUsuń
  2. muszę koniecznie wypróbować! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ochote przetestowac na swojej skorze :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam kiedyś błotko do ciała innej marki i było sproszkowane do własnego przyrządzenia ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno warto wypróbować ten produkt :) nigdy nie stosowałam żadnego błota ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam kosmetyki z błotem z Morza Martwego. Również samo błoto nałożone na twarz, włosy, czy ciało ma super działanie

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty