Projekt DENKO | luty 2018

lutego 25, 2018


   Luty. To u mnie miesiąc potężnych zużyć. I w takich momentach, gdy kończy mi się wszystko na raz doceniam siłę moich kosmetycznych zapasów ;) W tym gronie znajdziecie kosmetyki mocno przeciętne ale i takie, które sprawiły, że moje serce zabiło mocniej. Jeśli jesteście ciekawi co mi 'wyszło' zapraszam.


1. TOŁPA GREEN MICELARNA PIANKA DO MYCIA TWARZY. Totalny przeciętniak za niewygórowaną cenę. Nie robiła krzywdy ale i niczym się nie wyróżniła na tle dobrobytu kometyków myjących na rynku.

2. MAKE ME BIO WODA RÓŻANA. Dobra, bo woda różana zła (dla mojej skóry) być nie może jednak znam o wiele bardziej ekonomiczną pozycję więc do tej wracać nie będę.

3. POLNY WARKOCZ RUMIANKOWA EMULSJA MICERALNA. Kocham miłością szczerą i prawdziwą. Zużyłam jedną, używam kolejną a trzy następne flaszki czekają w zapasach. Mimo, że płyny micealrne nie należą do mojej ulubionej metody demakijażu tak mimo wszystko zabraknąć ich u mnie nie może więc traktuję to to cudo jako pozycję obowiązkową.



4. PHARMACERIS KREM HYDROLIPIDOWY SPF 50+. Świetny treściwy, nietłusty, stosunkowo szybko wchłaniający się krem z wysoką, fotostabilną ochroną przeciwsłoneczną. Nałożony obficie lekko bieli skórę jednak wystarczy dać mu chwilę by się wchłoną i można śmiało zabierać się za wykonanie makijażu. A sam krem z kolorówką nakładaną na twarz dogadywał się nadzwyczaj dobrze. Polecam Wam go bardzo.

5. PERFECTA PEELING DO TWARZY. Grube, naturalne drobiny zatopione w żelu przypominającym miód. Całość okazała się być dość przeciętna - drobiny mimo, że ostre ze względu na ich niewielką ilość nie miały szans zdziałać cudów. Na plus przyjemne uczucie rozgrzania skóry bezpośrednio po nałożeniu jednak oceniam go gorzej niż lepiej. Chociaż w ramach ich 'słoiczkowej' serii mają też coś bardzo godnego polecania - peeling enzymatyczny.

6. HOLIKA HOLIKA ŻEL ALOESOWY. Moja skóra twarzy tak jak nie lubi kwasu hialuronowego tak nie lubi żelu aloesowego. Przykre, choć prawdziwe. To maleństwo zużywałam do włosów i mam już kolejne, pełnowymiarowe opakowanie, które w tej roli sprawdza mi się świetnie.



7. 8. JOHNSON'S BEDTIME SZAMPON NA DOBRANOC. Przyjemny średniak, który pachnie rewelacyjnie i co jakiś czas do niego wracam.


9. ISANA PIANKA POD PRYSZNIC LEMON TASTE. Pod względem formuły zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu musy Nivea. Ta jednak jak na produkt myjący tej firmy i tak wypadła całkiem przyzwoicie - nie podrażniła mi skóry. Miała przyjemny, słodki zapach - coś pomiędzy waniliowo-śmietanowym deserem a cytrynową pianką. Niestety, na dłuższą metę był dla mnie zbyt męczący.

10. ORGANIC SHOP ŻEL POD PRYSZNIC LAWENDA I IRYS. Niewydajny, nieszczególnie pieniący się żel o przyzwoitym działaniu. Kupił mnie jego zapach - lawenda okazała się być przyjemnie wytrawna i oddana naturze. Zużyłam (za szybko...) z przyjemnością i kupiłam kolejne ich żele. O czym w najbliższym poście z zakupami ;)


11. BIOLOVE PIANKA PEELINGUJĄCo-MYJĄCA. Niewydajna ale całkiem przyjemna. Chociaż pod względem zapachu nie pobiła wariantu borówkowego.

12. BIOLOVE MUS DO CIAŁA COOKIE. Świeny, silnie natłuszczajacy kosmetyk o rewelacyjnym zapachu ciasteczek. Używałam go z przyjemnością i już za nim tęsknię :(

13. BIOLOVE MASŁO DO CIAŁA WIŚNIA. Zapach nie podszedł mi do końca. Kojarzył mi się trochę z wiśniową herbatą Irving :P Jednak samo działanie w pełni mnie satysfakcjonowało.


14. BIOLOVE OLEJ KOKOSOWY
15. NACOMI MASŁO SHEA. Oba te cuda roztopiłam w kąpieli wodnej robiąc sobie natłuszczające kostki do kąpieli. Wybawienie dla bardzo suchej skóry!


16. NIVEA KREM DO RĄK KWIAT WIŚNI. Pachniał pięknie, działał przyzwoicie. Jednak to typowa opcja na co dzień dla niezbyt wymagającej skóry dłoni.

17. O'HERBAL SKONCENTROWANY KREM DO RĄK LAWENDA. Bliźniaczo podobny do kremów L'Occitane czyli totalnie nie moja bajka, jednak pięknego zapachu nie mogę mu odmówić *-*

18. NIVEA POMADKA OCHRONNA ORGINAL (zapomniał o zdjęciu). Klasyka, bez fajerwerków.


* BIELENDA SKARPETKI ZŁUSZCZAJĄCE. Słaba wylinka, a do skarpetek trzeba było samodzielnie wlewać płyn. Zużyłam, nie wrócę.

* MISSHA MASKA W PŁACIE HERB IN NUDE. Obkupiłam się w te maski jak głupia z nadzieją, że a nuż polubię tę formę maseczek. Nie polubiłam. I fenomenu masek w płacie zrozumieć nie potrafię :(


* CAFE MINI i ich cudaki w 'kapsułkach'. Żaden z wariantów mnie nie zachwycił, zużyć zużyłam, wracać nie będę.


Wybaczcie proszę podłą jakość zdjęć.
















You Might Also Like

12 komentarze

  1. Też zużyłam tą wodę różaną i esencję z polnego warkocza w tym miesiącu :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne zużycie, ten żel aloesowy mam zamiar kupić i mam nadzieję, ze się u mnie sprawdzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. na ten żel aloesowy się czaję już od dłuższego czasu

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię żele Organic Shop :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A moja tłusta skóra uwielbia żel aloesowy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba skuszę się na polny warkocz ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam tylko krem do rąk Nivea. Muszę sięgnąć po coś z Biolove :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawią mnie te żele Organic Shop :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mus Biolove miałam w wersji borówkowej i bardzo lubię ;) Peeling Perfecta na pewno wypróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię kremy do rąk z nivei ale tej wersji jeszcze nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja jestem ciekawa jakby się u mnie ta woda różana make me bio sprawdziła :)

    OdpowiedzUsuń

Popular Posts