Zużycia stycznia 2018

stycznia 30, 2018

Pora na zbieraninę styczniowych zużyć. Po bogatym w denka grudniu ten miesiąc nie prezentuje się pod względem pustych opakowań szczególnie oszałamiająca niemniej mój zbiór trochę rzeczy opuściło. Jeśli jesteście ciekawi moich wrażeń na ich temat zapraszam na wpis.


1. DERMEDIC HYDRA IN 3 HIALURO PEELING ENZYMATYCZNY. Delikatny i skuteczny. Pięknie radził sobie z suchymi skórkami, nie przesuszał skóry, która to po użyciu była przyjemnie gładka i miękka. Zużyłam go z przyjemnością i pewnie kiedyś do niego wrócę.
2. NACOMI GLINKA GHASSOUL. Mój wielki i jakże udany powrót do glinek. Ta akurat była dla mnie ciut zbyt intensywna pod względem swojej mocy jednak przekonała mnie, by do tego typu masek z podkulony ogonem powrócić.
3. GAJA ŻEL NAGIETKOWY. Produkt-petarda. Pięknie nawilżał skórę, miał świetną bogatą formułę i przyjemny zapach miodu. Używałam go do twarzy, włosów i ciała i byłam z niego bardzo zadowolona.
4. YVES ROCHER ŻEL POD OCZY ELIXIR 7.9. Nie zdobył mojego serca tylko dlatego, że nie lubię żelowych kosmetyków pod oczy. Niemniej działanie miał bardzo przyzwoite i jeśli szukacie czegoś co wchłania się błyskawicznie, nawilża i wygładza skórę to dobry wybór.
5. NATURA ESTONICA BIO TONIK ODMŁADZAJĄCY. Moja skóra reagowała na niego coraz gorzej i mniej więcej przy końcu drugiego egzemplarza stwierdziłam oficjalnie, że siedzi w nim coś z czym moja skóra się nie lubi. Szczególnie niezadowolone były z niego moje okolice oczu, które w pewnym momencie zaczęły reagować na niego podrażnieniem. Zużyłam go do rozrabiania masek glinkowych jednak po kolejne opakowanie nie sięgnę.


Cały arsenał saszetek wszelkich. Widzicie tu zbieraninę z grudnia również, bo o części zapomniałam przy poprzednim denku. Maski w płacie Purederm to totalny badziew - nie robiły nic. Maski w płacie Missha okazały się być za to całkiem przyjemne, chociaż bez fajerwerków. Bąbelkująca maska w płacie z Biedronki była... dziwna. Płata była sztywna i ciężka, powstające bąble były całkiem przyjemne ale efekt? No nijaki. Plasterki na nos Purederm kupiłam bardzo dawno temu, uparłam się żeby je w końcu zużyć i zużyłam. Nie działały. Próbka pianki do mycia twarzy Holika Holika całkiem pozytywnie mnie zaskoczyła. Myć myła, skóra bo użyciu była przyjemnie gładka. Aż zastanowię się (kiedyś) nad zakupem pełnowymiarowego opakowania (w kształcie jajka!). Migdałowy zabieg ujędrniający Lirene był całkiem ok. Peeling pienił się jak wściekły i coś tam złuszczał a maska pięknie odżywiła skórę.



6. VIANEK NORMALIZUJĄCY TONIK-WCIERKA DO WŁOSÓW. Niekwestionowany numer jeden. Włosy po tej wcierce rosną mi jak na drożdżach a moja skóra głowy jest w świetnym stanie. To moja trzecia pokonana butla, kolejna już czeka w zapasach.
7. ICEVEDA SZAMPON DO WŁOSÓW Z AMLĄ. Nie lubiliśmy się. Obciążał mi włosy, na dłuższą metę pogarszał mi stan skóry. Zużyć zużyłam (a raczej wymęczyłam) ale jak wersję z olejem arganowym tego producenta uwielbiam tak zarówno ta jak i różana to totalnie nie moja bajka :(


8. FARMONA PŁYN DO KĄPIELI. Ani dobrze się nie pienił, ani dobrze nie pachniał. Zużyłam go, błyskawicznie nawet. Nie jest to jednak rzecz warta polecenia czy zakupu i o ile nadal kusi mnie ich lawendowy płyn (masło do ciała mają fantastyczne!) tak po przygodzie z tym oto bałwanem jakoś mi do niego nie po drodze.
9. DERMEDIC LINUM EMOLIENT ŻEL POD PRYSZNIC. Przyjemny, niedrażniący, gęsty żel myjący o lekkim, świeżym zapachu. Zużyłam z przyjemnością.
10. LUKSJA PRO CARE ŻEL POD PRYSZNIC. Spore i bardzo pozytywne zaskoczenie. Pod względem formuły przypominał żele Nivea - był kremowy, niezbyt gęsty jednak nie przelewał się przez palce. Świetnie się pienił. I pachniał... niesamowicie. Smoczy owoc w wydaniu Luksji jest jednocześnie odrobinę słodki i mocno odświeżający. Dawno żaden zapach nie był dla mnie aż tak dużą zagadką bo kupując go sama nie wiedziałam czego się spodziewać ;)


11. BIOLOVE MASŁO DO CIAŁA RÓŻA. Pachniało raczej landrynakmi niż różą ale pachniało pięknie. Masełka tej firmy to mieszanka masła shea i olei więc fundują skórze porządną warstwę natłuszczenia. Co kto lubi - ja lubię. Mimo bogatej formuły nie lepiło się (ja ich wariant waniliowy) więc byłam ukontentowana.
12. 13. BIOLOVE PEELING DO CIAŁA TRUSKAWKA i WIŚNIA Z WANILIĄ. Gdy by nie brak wydajności i błyskawicznie rozpuszczające się drobiny cukru nie miałabym się czego przyczepić. Zdzierały (w sporej ilości, jeden starczył mi na dwa, drugi na cztery użycia) jednocześnie pozostawiając na skórze wyraźny olejowy film. Miały piękne zapachy.
14. DERMEDIC LINUM EMOLIENT KREM DO RĄK. Fantastyczny. Gęsty, treściwy, bazujący na lanolinie krem, który pozwolił mi utrzymać w przyzwoitej kondycji moją skłonną do wysuszania skórę dłoni. Jeszcze do niego wrócę ale póki co testuję nowości.

You Might Also Like

9 komentarze

  1. Te masełka do ciała są bardzo kuszące :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę wypróbować, jak tak zachwalasz ten tonik-wcierkę z Vianka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że żadnego z tych kosmetyków nie znam, najbardziej zaciekawiły mnie masełko z Biolove i maski w płachcie z Missha. Ogólnie marka Biolove mnie kusi, jeszcze nie miałam okazji wypróbować żadnego kosmetyku od nich.

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie za to dziś nowości stycznia :) wa w nich maseczki w płachcie Purederm - zobaczy jak się spisza u mnie

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam szampon i tonik-wcierkę:) Dobrze wiedzieć że te maski w płachcie Purederm nic nie robią , czaiłam się żeby je sprawdzić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Peelingi Biolove są kuszące :)

    OdpowiedzUsuń
  7. nie znam nic z twojego denka :) ale peelingi mnie kusza

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam peeling Dermedic i dobrze oceniam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wcierkę z Vianka może kiedyś sprawdzę :-)

    OdpowiedzUsuń

Popular Posts