Domowy relaks | LIRENE | maski algowe w saszetkach

grudnia 24, 2017

   Jakiś czas temu w moje ręce wpadły kolejne nowości marki Lirene. Początwszy od saszetkowych peelingów, masek i zabiegów na moich ukochanych algach kończąc. Dziś właśnie na nich się skupimy bo zdecydowanie warto poświęcić im odrębny wpis.


W ofercie producenta znajdziemy:
♡    Lirene Rewitalizująca maska z witaminą C
♡    Lirene Napinająca maska z 24K złotem i perłą
♡    Lirene Maska algowa głęboko nawilżająca
♡    Lirene Regenerująca maska z olejkiem rozmarynowym
♡    Lirene Glinkowa maska głęboko oczyszczająca
Kupicie je w drogeriach internetowych i stacjonarnych (Rossmann) za 8-13 zł za 10 gramów. Jedna saszetka wystarcza na jeden turbo odprężający zabieg ;)


   Algi mają postać proszku. Producent ułatwił nam odmierzanie potrzebnej do wymieszania ilości wody poprzez zaznaczenie pionowej linii na opakowaniu. Rzeczy niby błaha ale kto kręcić algi już próbował będzie wiedział jak duże to uproszczenie całego procesu. Podana ilość wody jest zupełnie w sam raz - proszek łatwo wymieszać i nie tworzą się zeń grudki. Wrócę jeszcze uwagę, że samo mieszanie (jak i aplikację na skórę) należy wykonywać szybko bo zastygnięta masa nadawać się będzie tylko do kosza.


   Maski różnią się od siebie kolorami i zapachami. I składem rzecz jasna. Jednak ich podstawowe działanie jest jednak bliźniaczo do siebie podobne. Mianowicie pięknie napinają (ale nie ściągają!) skórę, fundują jej długotrwałe nawilżenie. Efekt należy do tych bardziej spektakularnych i utrzymuje się na skórze zdecydowanie dłużej niż do kolejnego mycia co najczęściej dzieje się u mnie w przypadku większości masek czy to kremowych czy w płachcie. Dodatkowo tężejąca na skórze masa jest niesamowicie komfortowa - początkowo jest lekko ciepła (dolewamy letnią wodę) po chwili jednak zaczyna przyjemnie chłodzić i koić skórę

   Ze względu na zapach najbardziej polubiłam 'zielone' warianty czyli maskę ze spiruliną oraz rozmarynem (z rozmarynowymi farfoclami w środku!). Twarz w odcieniu shreka plus intensywna, odświeżająca woń sprawiały, że zabieg (pomijając wszelkie kwestie poruszone wcześniej) był jeszcze bardziej przyjemny. Po różowej, rewitalizującej wersji moja skóra za to wyglądała najlepiej - była turbo promienna, delikatnie rozjaśniona i w ogóle prezentowała się trzy razy lepiej niż zazwyczaj.

   Jeśli miałabym wytypować te, które przypadły mi do gustu najmniej zdecydowanie były by to warianty: oczyszczająca z glinką i napinająca ze złotem. Pierwsza różniła się od pozostałych formułą i była bardziej sucha oraz najmniej nawilżająca. Wszystko do przejścia ale nie zaskarbiła sobie mojej ogromnej sympatii. Druga, złota, niestety była zbyt intensywnie perfumowana a aromat mimo, że całkiem przyjemny (jak dobre perfumy) w okolicy nosa trochę mnie irytował. 


   Odrobinę ubolewam (a jakże!) nad tym, że w ofercie znajdziemy tylko opakowania 'na raz' bo zasadniczo wolę większe pojemności tego typu kosmetyków ale... doceniam zamysł producenta i polecam Wam wypróbować jakie to fajne. Szczególnie te trzy warianty, które bardzo mi przypadły do gustu :)

You Might Also Like

8 komentarze

  1. Uuuu nie znam tych masek, ale chętnie poznam ;)
    Wesołych Świąt ❄♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie poznam je bliżej :) Wesołych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O proszę, pierwszy raz słyszę o tych maseczkach z Lirene. Muszę je mieć! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie najlepiej sprawdziła się z rozmarynem, złota i z miętą. Z kolei wiśniową oceniam najsłabiej, oczyszczająca jest gdzieś po środku :D

    OdpowiedzUsuń
  5. mam te maseczki ale jeszcze nie uzywałam

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne te maski! Na pewno sobie kupię dla testów. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na te maseczki to się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń

Popular Posts