krem do rąk

Idealny na chłody | DERMEDIC | Linum Emolient plus EGZEMA | Regenerujący krem do rąk

listopada 27, 2017

    Krem do rąk. Kosmetyk do szczęścia mi niezbędny. Moja skóra dłoni jest bardzo sucha przez cały rok jednak wraz z nadejściem jesieni zaczyna się (nie) mały armagedon. Począwszy od łuszczenia na pękaniu kończąc. Dlatego tak ważny jest dla mnie dobór odpowiednich kosmetyków pielęgnacyjnych. Używam zazwyczaj dwa - jeden lżejszy, typowo nawilżający o lepszym wchłanianiu na co dzień i coś zdecydowanie treściwszego do użytku w domu i nakładania grrrubą warstwą na noc. Dziś o produkcie z tej drugiej kategorii.


 Produkt ten posiada wygodną, estetyczną tubę o pojemności 100 ml. Kupicie go w aptekach za około 12 zł.


    Konsystencja tego kosmetyku jest specyficzna. Krem jest bardzo bogaty, bezpośrednio po aplikacji pozostawia na skórze delikatną, wyczuwalną powłoczkę jednak ani się nie lepi ani się nie klei przez co w używaniu jest bardzo komfortowy. Nie należy jednak do grupy kremów, które pozostawiały by na skórze niemal pudrowe wykończenie więc jeśli lubicie kosmetyki, których na skórze nie czuć to to nie to. Ja jednak powodu na narzekania nie mam, jak pisałam na wstępie preferuję bogatsze formuły, szczególnie gdy przekłada się to na działanie produktu a tak też jest w tym przypadku.

     Krem ten bazuje na lanolinie. I to czuć. Już od pierwszej aplikacji spierzchnięte dłonie są ukojone i odpowiednio nawilżone. Przy częstym stosowaniu znika przesuszenie, skóra jest zdecydowanie bardziej gładka, odpowiednio nawilżona i przyjemnie miękka. Krem nie zawiera mocznika co jest dla mnie ogromnym plusem. Wiem, że są zwolennicy tego składnika jednak moja skóra dłoni, szczególnie gdy zaczyna niedomagać, bardzo źle na niego reaguje - pojawia się pieczenie i zaczerwienienie. Tutaj tego problemu nie mam.

      Miałam już kilka kosmetyków marki Dermedic i śmiem twierdzić, że wszystkie łączy podobny, trochę świeży, jednocześnie odrobinę mdły zapach. W przypadku tego kremu jest on delikatnie wyczuwalny przez co zupełnie mi nie wadzi.


    Podsumowując. To naprawdę udany jednocześnie niedrogi, treściwy krem do pielęgnacji wymagającej skóry. Używam go z przyjemnością i chętnie do niego wrócę co w przypadku kremów do rąk często mi się nie zdarza. Jeśli potrzebujecie ratunku dla skóry to śmiało mogę Wam go polecić :)

moja TOALETKA | proste, tanie i praktyczne rozwiązania dla małego wnętrza

listopada 26, 2017

Patrząc na mój obecny wystrój chciało by się rzec - dziecko IKEA. Prostota rozwiązań tej marki i niewygórowane ceny sprawiły jednak, że stojąc przed małym remontem swoje kroki skierowałam właśnie tam. 

O ile efekt finalny mi leży tak rozpatruję go raczej w kategoriach 'jak nie zagracić mikrego metrażu' niż 'to szczyt moich marzeń'. Ale jak się nie ma co się lubi to... no właśnie. Dziś o mojej toaletce.


♡ ♡ ♡ ♡ ♡

Nie lubię zbędnych ozdób więc poszukiwanie czegoś by przełamać gołe, białe ściany było dla mnie wyzwaniem. Sięgnęłam po coś co wpisuje się w obecne druciane trendy przy czym jest jednocześnie i ozdobne i prostu funkcjonalne. Zegar kupiłam online w sklepie Mondex. Obecnie kosztuje 25 zł ja zapłaciłam za niego 15. Jeśli jeszcze go nie znacie to koniecznie wejdźcie na ich stronę. Mają od groma fajnych rzeczy a szczególnie ukontentowane będą fanki kubków - znalazłam kilka egzemplarzy które sama chętnie bym kupiła, gdyby te co mam nie zaczynały mi się wysypywać z kuchennej półki :D


Toaletka to małe biurko MICKE IKEA 129 zł. Zmieści się nawet w niewielkim wnętrzu bo ma zaledwie 73 cm szerokości. Posiada pojedynczą, płytką wysuwaną szufladę, która, obiektywnie rzecz biorąc pomieści niewiele. Jednak na kosmetyki kolorowe czy pielęgnację (na leżąco ;)) jest w sam raz.

Żeby ułatwić sobie utrzymanie porządku kupiłam wkłady do szuflady STODJA IKEA 3.99 zł. Są wykonane z plastiku, łatwe do utrzymania w czystości i pomagają ogarnąć całość. Niewielki minus - do mojej szuflady nie wejdą cztery sztuki i zostaje dziura ;)

To co widzicie na załączonych obrazkach to cały mój makijaż w użyciu. Gromadka zdecydowanie niewielka jak na blogerskie standardy. Jeśli macie okazję na aktualizację moich kolorówkowych zbiorów dajcie znać :)


Nie przepadam za przechowywaniem kosmetyków na wierzchu jednak są take, które lubię mieć pod ręką.


Świetnie w tym celu sprawdza mi się proste, białe pudełko VARIERA IKEA 9,99 zł. Jest spore, mieści więc i zapachy po które na co dzień sięgam i pielęgnacyjne niezbędniki - krem do rąk, stóp i wcierkę do włosów (jak mam ją w zasięgu wzroku częściej po nią sięgam ;)).


IKEA Lustro KARMSUND 49.99 zł spodobało mi się od pierwszego wejrzenia. Jest bardzo duże (27x43 cm), praktyczne, estetyczne. Metalowa czarna rama jest ozdobą samą w sobie a element na wierzchu można pominąć jeśli dla kogoś zaczyna się robić zbyt pstrokato. Można je przekręcać więc wykonywanie przy nim makijażu jest bardzo komfortowe. 

Lustro jednak paskudnie się czyści. Te smugi i farfocle z ręcznika są bardziej widoczne na zdjęciach niż w rzeczywistości ale moje poprzednie szkło z Pepco w tym względzie było zdecydowanie mniej upierdliwe.


Punktuje u mnie jednak wygodną podstawką na której upchacie dziada z babą. To świetne miejsce do przechowywania biżuterii czy zapachów, u mnie jednak mieszkają tam po prostu kremy do twarzy bo przyznaję się bez bicia - szczególnie wieczorami gdy padam na twarz zdarza się moją pielęgnację kończyć i zaczynać na demakijażu i myciu.

Jestem ciekawa jak to wygląda u Was :)

denko

Projekt DENKO | kosmetyczne zużycia listopada 2017

listopada 25, 2017



Do końca miesiąca jeszcze chwila ale więcej zużyć na chwilę obecną  mi się nie zapowiada, zapraszam Was więc na projekt denko :)


Green Pharmacy szałwiowy żel do mycia twarzy
Po mojej udanej przygodzie z wariantem aloesowym tego producenta wiedziałam, że i ten w moje ręce wpadnie. Wpadł. I złego słowa na jego temat powiedzieć nie mogę. Miał piękny zapach, dobrze oczyszczał skórę przy czym był dla mniej względnie delikatny. Mam tylko wrażenie, że zużyłam go szybciej niż żele o podobnej pojemności zużywam zazwyczaj. Z drugiej strony na promocji kupicie go za piątkę więc i tak warto.

Dr. Konopka's nawilżający peeling gommage
Zużycie października o którym to na śmierć zapomniałam. Jednak warto o nim wspomnieć więc gdy odnalazłam tubę w czeluściach łazienki wrzuciłam ją do torby z denkiem. Jeśli pominąć fakt, że peeling gommage to to nie jest to naprawdę porządny kosmetyk. Drobinki w nim zatopione były bardzo delikatne ale było ich jednocześnie na tyle dużo że pięknie złuszczały martwy naskórek a lekka, kremowa i pięknie pachnąca baza sprawiała, że po jego użyciu skóra była miękka i nawilżona. Bardzo przypomniał mi rozgrzewający peeling z oferty tegoż samego producenta (który dla urozmaicenia nie grzał ;)).

Eveline oczyszczająca maseczka z zieloną glinką
Z kosmetykami tej firmy mam taki problem, że gdy widzę je na sklepowej półce to wcale mnie nie kuszą. Jak jednak już coś od nich w ręce mi wpadnie raczej nie zdarza mi się na nie narzekać i tak też będzie tym razem. Wygodny słoiczek zawierał kremową, lekką maskę na bazie zielonej glinki, która całkiem nieźle oczyszczała i matowiła skórę. Nie miałam problemu z jej zmywaniem ze skóry co w przypadku kosmetyków na bazie z glinek bywa upierdliwe. Całkiem przyjemna, może kiedyś do niej wrócę.

Sylveco miętowa pomadka z peelingiem
To świetna pomadka o właściwościach pielęgnacyjnych i ochronnych. O przyjemnej formule i lekkim, miętowym aromacie. Zdradzę Wam, że mam kolejny egzemplarz mimo, że peeling z niej żaden o czym pisałam w poście o moich ulubieńcach.


Pantene Moisture Renewal odżywka do włosów
Świetna, treściwa ale nie obciążająca odżywka, która intensywnie nawilżała i dociążała włosy. Miała przyjemny zapach, faktycznie dawała efekt pielęgnacyjny w obiecane trzy minuty i jak za marką Pantene nie przepadam to jej temat nie mogę powiedzieć złego słowa.

Organic Shop szampon z algą i glinką
Gęsty, treściwy, intensywnie oczyszczający szampon, który przy dłuższym stosowaniu przesuszył mi skalp. Nie sprawdzi się u osób, które głowę myją codziennie jednak podejrzewam, że u posiadaczek mocno przetłuszczającej się skóry głowy może okazać się być całkiem niezły. Drażniło mnie jego opakowanie a konkretnie odkręcany korek i wielka dziura do dozowania produktu. Wrócić do niego nie wrócę mimo wszystko podejrzewam, że może kiedyś pokuszę się na inny szampon tej marki. Tym razem bardziej dopasowany do moich potrzeb ;)

O'Herbal szampon nadający objętości
To dobrze oczyszczający kosmetyk, który przyjemnie i wyczuwalnie wygładza włosy. Czy unosi je od nasady? Hm... trudno powiedzieć. Ma przyjemny zapach, dobrze się pieni i pewnie kiedyś skuszę się na duże opakowanie.

Farmona Jantar wcierka do skóry głowy
Love-hate relationship. Pod względem efektów bardzo ją sobie chwaliłam - gdy włosy wypadały mi garściami po kuracji problem minął jak ręką odjąć. Na dodatek spowodowała zdrowy wysyp baby hair i moje włosy znacznie się zagęściły ale... moa skóra głowy zareagowała na nią co najmniej źle. Pojawiło się uczucie nadbudowania i niedomycia a unormowanie sytuacji zajęło mi chwilę.


Lirene Stop Rogowaceniu krem do stóp 30% mocznika
Wracam do niego systematycznie i bez wahania mogę nazwać go moim ulubionym kremem do stóp. Radzi sobie ze zgrubieniami lepiej niż skarpetki złuszczające a gdy stopy mam w przyzwoitej formie (dzięki niemu właśnie) używam go raz, dwa razy w tygodniu. Polecam, jeśli jeszcze go nie znacie.

Lirene Intensywna regeneracja krem-kuracja do rąk
Kolejny świetny kosmetyk tej marki, którego dobrych kilka tubek już zużyłam. Przez długi czas nie trafiłam na nic, co sprawdzało by mi się tak dobrze jak on. Pięknie odżywia skórę, walczy z przesuszeniem i ma przyjemną, treściwą formułę. Jeszcze do niego wrócę.

Alterra żel pod prysznic z nasionami chia
To mój pierwszy i pewnie nie ostatni żel z tej firmy. W porównaniu do Isany to niebo a ziemia... Nie przesusza mi skóry, ma przyjemną żelową formułę i mimo, że nie bardzo się pieni był dość wydajny. Zapach był nieoczywisty, odświeżający, trochę cierpki. Szczególnie lubiłam używać go rano lub po mączącym dniu.

Yves Rocher kokosowe masło do ciała
Zbite, treściwe masełko o świetnych właściwościach nawilżających i ochronnych. O intensywnym ale niemęczącym kokosowym aromacie. Pisałam Wam o nim w poście o moich ulubieńcach, zdania nie zmieniłam :)



To by było na tyle. W grudniu, śmiem twierdzić, pustych opakowań będzie jeszcze więcej bo mam sporo kosmetyków na wykończeniu. Jestem ciekawa czy znacie któryś z tych produktów i jaka jest Wasza opinia na ich temat.

zakupy

NOWOŚCI listopada 2017

listopada 23, 2017

 

W październiku dzielnie omijałam sklepowe półki. I sklepy online, bo to moja największa kosmetyczna pokusa. Jednak tradycji stać musi się zadość i... w listopadzie poszalałam :D Jeśli jesteście ciekawi co wpadło w moje ręce zapraszam na ciąg dalszy.


   Pielęgnacja twarzy. Mój słaby punkt i właśnie w tej kategorii nowości pojawiło się u mnie najwięcej. Łagodzący olejek do demakijażu Vianek gościł już na blogu i w mojej pielęgnacji. Polubiłam go bardzo więc postanowiłam zaopatrzeć się w kolejną butlę. Płyn micelarny Dermedic również obcy mi nie jest aczkolwiek jeszcze (niebawem nadrobię) osobnej recenzji się nie doczekał. Podobnie zresztą jak esencja marki Bielenda, o której to napomknęłam Wam tylko przy okazji postu z ulubieńcami. Miałam (a raczej mam nadal) wariant do skóry mieszanej, który tak mi przypadł do gustu, że pokusiłam się o zakup wersji dla skóry dojrzałej. W ramach powrotów do ulubieńców przygarnęłam też kolejny egzemplarz miętowej (nie) peelingującej pomadki Sylveco. Nowości nowościami jednak na stare lata coraz częściej sięgam po sprawdzone produkty. Z czystego lenistwa ;)


   Znalezienie idealnego peelingu to nie lada wyczyn więc chętnie sięgnęłam po peeling enzymatyczny Dermedic. Spojlerując - nie zawiódł. Ba, zaskoczył mnie mile bo jak zazwyczaj w przypadku zdzieraków nie mechanicznych marudzę bo nic na mnie nie działa tak ten działa przy całej swojej delikatności. Za jakiś czas pojawi się jego recenzja. Szukałam też jakieś nowej maski oczyszczającej i mój wybór padł na tę z Natura Estonica Bio. Tonik z tej konkretnej, zielonej linii mnie nie zachwycił ale pozostałe lubię bardzo więc postanowiłam dać jej szansę. 

    Do tego dwa nawilżacze i jednocześnie dwie nowości: koreański krem D'RAN Wonder Hwangto Cream (nazwę napisałam z pamięci, jestem z siebie dumna :D) oraz nagietkowy żel do twarzy Gaja. Pierwszy bazuje na oleju makadamia i maśle shea więc bardzo zdziwiła mnie jego lekka formuła, drugi za to jest żelowy ale przyjemnie treściwy i mimo szybkiego wchłaniania pozostawia na skórze delikatną kołderkę. O ile nie zawiodą mnie pod względem efektów to będę je chwalić bo na komfortu ich użytkowania zdecydowanie nie narzekam.



   Włosy. Miałam nie kupować szamponów dopóki nie uszczuplę mojego zbioru przynajmniej o połowę ale... przypomniałam sobie jak fajnie sprawdzał się u mnie szampon kojący do wrażliwej skóry głowy Pharmaceris. I trzy lata temu pisałam, że będę chciała wypróbować ich szampon wzmacniający. No to wypróbuję, rychło w czas. Skusiłam się też na malucha - szampon nadający objętości O'Herbal. Już go zużyłam i pewnie kiedyś przygarnę pełnowymiarową wersję bo okazał się być całkiem przyzwoity.

   Sezon grzewczy to zło dla mojej skóry. Twarzy, ciała i skóry głowy niestety więc zaopatrzyłam się w dwa kosmetyki do poratowania skalpu. Ponownie, do obu wróciłam. O normalizującym toniku-wcierce Vianka wspominałam Wam już nie raz. Uwielbiam! Podobnie zresztą jak korund kosmetyczny, który niegdyś z powodzeniem używałam do twarzy a tym razem kupiłam to wielkie opakowanie właśnie z myślą o skórze głowy. Ale nie tylko :)


    Biedronka i ich linia żeli pod prysznic BeBeauty inspirowana jak podejrzewam żelami Nivea. Jako, że te na wzór Balea spisały się u mnie na piątkę nie odpuściłam zakupu wariantu o zapachu jaśminu i masła shea. Pachnie to to niemal idealnie jak klasyczny, granatowy krem Nivea właśnie a sam żel jest przyjemnie gęsty (jak Nivea!) i nie przesusza mojej suchej skóry. Jak za 4 zł - bajka. Przy temacie firmy Nivea pozostają capnęłam też ich kolejny mus do mycia ciała bo bardzo lubię ich puchatą formułę. No i Isana... nie lubię iż żeli ale piankom oprzeć się po prostu nie mogłam :D


   Kremy do rąk. Im chłodniej na dworze tym szybciej u mnie schodzą więc oto i kolejne. Krem Dermedic poszedł już w ruch i mnie nie zawiódł. Dawno temu miałam poprzednią wersję tego kremidła w którymś z kosmetycznych pudełek, planowałam do niego wrócić i oto jest, w odświeżonej wersji. Jest fantastyczny. Serio. Odkryłam też że lawendowy krem do rąk O'Herbal, który wychwalałam w moich ostatnich ulubieńcach występuje również w skoncentrowanej wersji więc oprzeć się mu nie mogłam. Chwilowo czeka w zapasach ale gdy tylko uporam się z moim torebkowym kremem na pewno pójdzie w ruch. I ostatni już kosmetyk czyli żel do ciała Gaja, który pachnie cudownie *-* Jeśli mowa o jego działaniu jeszcze nie zdążyłam sobie wyrobić zdania na jego temat.












    





pielęgnacja twarzy

Moja obecna PIELĘGNACJA TWARZY | idzie zima! | listopad 2017

listopada 18, 2017

   Moja skóra lubi urozmaicenie. Jako, że najłatwiej określić mi ją mianem kapryśnej możecie się domyślić, że jej pielęgnacja jest... upierdliwa. Muszę skupiać się i na dokładnym oczyszczaniu i złuszczaniu i na nawilżaniu oraz odżywianiu. Już dawno porzuciłam moje poszukiwania jednego (czy garstki) kosmetyków uniwersalnych (i idealnych) na rzecz produktów o konkretnym działaniu używanych zamiennie. A z racji różnych potrzeb mojej skóry wiecznie pokazuje Wam cały arsenał kosmetyków i... wcale z tego powodu nie narzekam. Bo z każdym miesiącem dogaduję się z nią coraz lepiej. Zapraszam Was więc na kolejną aktualizację.


   Demakijaż. Czynność, za którą nie przepadam. Ale wiem, jak ważna jest dla prawidłowego funkcjonowania skóry, więc nigdy jej nie odpuszczam. Za to lubię ją sobie umilać więc kosmetyków do zmywania makijażu u mnie zawsze pod dostatkiem. Mimo sympatii do pozostałych produktów obecnie moim numerem jeden jest różany olejek do demakijażu Bielendy. Ze względu na piękny zapach i niesamowitą skuteczność przy odpowiedniej łagodności. Nie mogę jednak szczególnie przyczepić się do innych widocznych tu kosmetyków: lipowy płyn micelarny Sylveco zagościł u mnie po raz kolejny bo jest turbo łagodny i niesamowicie skuteczny a płyn dwufazowy Nivea świetnie rozpuszcza nawet najintensywniejszy makijaż oka jaki (sporadycznie) zdarza mi się nosić. Płyn micelarny Dermedic jest za to przeciętniakiem. Nie robi mi krzywdy jednak o ile sam zapach uważam za ładny tak trochę drażni mnie jego intensywność a i z ciężkim makijażem radzi sobie tak se.


   W codziennym oczyszczaniu twarzy najchętniej sięgam po delikatny żel do mycia twarzy Green Pharmacy. To kosmetyk niesamowicie tani, o dobrych właściwościach myjących który to jednocześnie nie sieje spustoszenia na mojej skłonnej do odwadniania skórze. Na dodatek na niesamowity zapach i wygodne opakowanie z pompką. Z tego też względu po macoszemu traktuję emulsję z granatem Alterry. Nie żeby była jakoś wybitnie zła ale... woń wódki z nutą owocu granatu zabija mnie przy każdym użyciu. Jako (niemal) abstynent cierpię niesamowicie ;)

   Tonik. Niegdyś dla mnie pachnąca woda, teraz kosmetyk bez którego nie wyobrażam sobie mojej podstawowej pielęgnacji. Oba tu pokazane w mojej ocenie są świetne. Esencja z Bielendy zdobyła moje delikatnym ale skutecznym efektem oczyszczania porów. To świetna opcja dla osób z tendencją do zanieczyszczania się skóry i żal, że firma postanowiła ją wycofać ze swojej oferty. Drugim kosmetykiem jaki używam to świetny tonik nawilżający Natura Estonica Bio. Fakt, że kupiłam kolejną jego butlę (przy mojej tendencji to testowania nowości) najlepiej o tym świadczy. Lubię w nim wszystko - począwszy od zapachu po skład i działanie. Używam go również (a obecnie raczej przede wszystkim) jako kosmetyku do wykończenia makijażu by scalić nałożone na skórę warstwy pudru i podkładu.


   Maski oczyszczające zdecydowanie pozwalają mi utrzymać moją skórę w ryzach. Jeśli o maskach mowa obijam już dwa w słoiczku maski z zieloną glinką Eveline i nie mam do niej najmniejszych zastrzeżeń - pięknie oczyszcza, ma lekką, kremową formułę i łatwo zmyć ją ze skóry bo nie zastyga na kamień ;) Testuję również nowości w ofercie Lirene, między innymi ich maski algowe i... przypomniałam sobie jak bardzo algi uwielbiam. Fundują dogłębne nawilżenie i pięknie napinają skórę a ich działanie widać na skórze zdecydowanie dłużej niż w przypadku masek kremowych. 

   Peeling Perfecta to produkt o właściwościach rozgrzewających z drobinkami zatopionymi w gęstym żelu. Niestety, jak ich peeling enzymatyczny kupił mnie od pierwszego użycia tak ten... no średnio. Coś tam zdziera ale drobinki raczej fundują przyjemny masaż (połączony z ciepełkiem *-*) niż porządne złuszczanie. Inaczej jest w przypadku innej mojej nowości czyli peelingu enzymatycznego Dermedic. Jest łagodny jednak skutecznie pomaga mi się pozbyć suchych skórek. Nie używam go jednak zbyt długo (a dokładnie użyłam go zaledwie dwa razy) więc jeszcze z zachwytami się wstrzymam ale... zapowiada się hit.


   Podstawowym kosmetykiem w mojej porannej pielęgnacji jest hydrolipidowy krem ochronny z SPF 50+ Pharmaceris. Po mojej udanej przychodzie z wersją SPF 30+ nie spodziewałam się wtopy i wcale się nie zawiodłam. Krem nałożony w całkiem sporej ilości nie bieli nadmiernie skóry, dobrze się wchłania jednak pozostawia na skórze delikatną ochronną warstewkę. Nie mam się do czego przyczepić i jeśli szukacie dobrego kremu pod jesiennie kwasy to Pharmaceris polecam z czystym sumieniem. Podobnie zresztą jak krem Tołpa Simpy do skóry suchej. To bardzo przyjemny, bogaty krem, który pięknie radzi sobie z mocnym przesuszeniem skóry. Ostatnio ratuję nim również zapomnianą przeze mnie skórę szyi i dekoltu i widzę dużą poprawę w jej kondycji.

   Dwa kolejne kosmetyki to dla mnie totalna nowość i mogę co najwyżej podzielić się moimi pierwszymi wrażeniami na ich temat. Krem D'RAN Wonder Hwangto Cream to kosmetyk koreański, który oprócz oleju makadamia i masła shea ma w swoim składzie czerwoną glinę i ekstrakt z węgla. Jest niesamowicie lekki jednak pozostawia na skórze przyjemny, kojący film. Opakowanie ma aż 100 ml więc pewnie używać będę go przez całą wieczność ;) Na zmianę z żelem nagietkowym Gaja, który to jest nowością na rynku. Ma przyjemną formułę treściwego żelu, wściekle pomarańczowy kolor (nie barwi skóry) i cudowny zapach z nutką miodu. Gdy tylko porządnie go przetestuję dam Wam znać co to za cudo.


   W tym roku po raz kolejny zafundowałam sobie kurację kwasem tym razem apteczny preparatem (bez recepty) Mediq Skin Plus. Powoli zbieram się do jego recenzji bo mimo całej serii minusów związanych z jego stosowaniem (łuszczenie i przesusz milion) to naprawdę skuteczny produkt do walki z zanieczyszczającą się skórą. W czasie kuracji wybawieniem okazała się być dla mnie Lanomaść Ziaja czyli czysta lanolina z przeznaczeniem totalnie innym, niż stosowałam ją ja. A służy mi za krem na noc w dni kiedy moja skóra domaga się intensywnej pielęgnacji. Nie używam jej zbyt często jednak efekty po jej użyciu widzę gołym okiem.

   O skórę pod oczami dbam głównie przy pomocy mojego totalnego ulubieńca czyli kremem pod oczy Tołpa 40+. To gęsty niczym masełko produkt, który cudownie nawilża, odżywia i lekko napina skórę wokół oczu. Przetestowałam produktów pod oczy cały ogrom (obok widzicie żel Elixir 7.9) i znalazłam tylko dwa, które odpowiadają mi stu procentach. I Tołpa właśnie jest jednym z nich. 

   W pielęgnacji ust po raz kolejny sięgnęłam po balsam Blistex - jeden z lepszych kosmetyków pielęgnacyjnych do ust jakie miałam okazję stosować. Jednak nie jest zbyt komfortowy do użytku poza domem (bieli usta) więc gości też u mnie pomadka ochronna Nivea a boskim zapachu waniliowego kremu. I jak za pomadkami tej formy raczej nie przepadam tak ta jest naprawdę przyzwoita. Dobijam też dwa w przyjemnym, diabelnie ostrym peelingu do ust Bell, który za każdym razem zachwyca mnie swoim intensywnym, gumowobalonowym zapachem. Pozostawia on na ustach obrzydliwą, różową, parafinową powłokę, której muszę się pozbywać za pomocną chusteczki ale robi swoją robotę więc narzekać szczególnie nie będę.






Pielęgnacja włosów

Stylizacja z pielęgnacją w jednym? | NIVEA Care & Hold | + aktualizacja mojej codziennej pielęgnacji włosów

listopada 15, 2017

Cześć. Dziś zapraszam Was na pierwsze wrażenie dotyczące nowości marki Nivea mianowicie o regenerującej linii kosmetyków stylizujących. Przy okazji pokażę Wam po jakie kosmetyki do pielęgnacji sięgam i jak się u mnie spisują :)


Linia Care&hold Nivea pomijając właściwości utrwalające ma zafundować nam również regenerację włosów. Brzmi dumnie chociaż o ile tego typu zapewnienia traktuję z przymrużeniem oka tak faktycznie ani lakier ani pianka nie spowodowały u mnie przesuszenia co często zdarza mi się obserwować w przypadku kosmetyków stylizujących.'

Nie lubię pianek do włosów. Zazwyczaj sprawiają, że moje włosy zamiast delikatnie unieść się od nasady są sklejone i wyglądają na nieświeże. Czego w przypadku tej nie zauważyłam. Aplikuję ją na wilgotne włosy po umyciu, gdy wyschną są lekko usztywnione, nabierają objętości. Nie zauważyłam by obciążała mi włosy czy powodowała szybsze ich przetłuszczanie.

Lakier okazał się być całkiem przyzwoity. Nie skleja i nie oblepia włosów, dobrze utrwala fryzurę jednak jest na nich trochę widoczny co przy moich ultracienkich kłakach nie prezentuje się najlepiej. Muszę jednak nadmienić, że ogromna większość drogeryjnych lakierów wygląda na mojej głowie jeszcze gorzej więc trudno traktować mi to jako jakąś ogromną wadę - do tej pory znalazłam tylko dwa, które odpowiadały by mi w stu procentach.

Oba produkty pachną... ładnie. Trochę fryzjersko, trochę kremem Nivea. Kosztują niespełna 15 zł za sztukę. Mają przyjemną szatę graficzną a lakier dodatkowo zapunktował u mnie brakiem 'zdejmowanego' korka, które namiętnie gubię ;)


Pora na moją pielęgnacyjną aktualizację:


Klasyka gatunku czyli szampon Babydream.  Jak kiedyś szczerze go nienawidziłam tak na chwilę obecną to jeden z moich ulubieńców. Pięknie oczyszcza i zmiękcza włosy, jest delikatny dla skóry, wydajny, niedrogi (ok. 6 zł za 200 ml) i ma piękny, niedrażniący zapach umilający proces codziennego mycia. Wracam do niego od jakiegoś czasu i wracać będę. Warto.

Ha, przypadek sprawił, że i odżywka którą aktualnie używam to Nivea, tym razem linia hairmilk dedykowana włosom o normalnej strukturze. Planowałam zakup odżywki do włosów cienkich (bo takie posiadam) jednak w ferworze zakupów kupiłam nie tę co trzeba. Bardzo lubię odżywki tej marki. Wersje  Long Repair czy Target&Care uważam za naprawdę udane. Podobnie jest w przypadku tej. To typowa kremowa, jednak stosunkowo lekka odżywka, która ułatwia rozczesywanie i nawilża włosy. Czyli robi wszystko czego od codziennej odżywki do spłukiwania wymagam. Ma przyjemny kremowy zapach, niewygórowaną cenę (ok. 10 zł za 200 ml) i jest dostępna od ręki w drogeryjnych sieciówkach. Zabrakło mi w jej przypadku efektu wow jednak po pierwszych użyciach jestem na tak.


Ominął mnie szał na kosmetyki L'Biotica Biovax. Niby mnie kusiły ale dopiero teraz kupiłam moje pierwsze pełnowymiarowe kosmetyki tej marki. Na pierwszy ogień poszła intensywnie regenerująca maska z arganem i złotem (kto bogatemu zabroni :D). Wrażenia? Całkiem całkiem. To gęsty, treściwy krem który pięknie odżywia włosy jednak potrafi je lekko obciążyć przez co raczej nie zostanie moim ulubieńcem. Jest też bardzo mocno perfumowana i o ile sam zapach bardzo mi się podoba tak jego intensywność mnie dobija.

Wcierka Jantar skutecznie rozprawiła się z moim letnim wypadaniem włosów oraz spowodowała zdrowy wysyp nowych włosów ale... moja skóra głowy jej nie cierpi. Pomijając kwestie obciążenia włosów i błyskawicznego przetłuszczania zafundowała mi też swędzenie i podrażnienie skalpu. Drugi z rzędu egzemplarz używam sporadycznie dla podtrzymania efektów ale nie podejrzewam, żebym w przyszłości zechciała do niej wrócić.

Na koniec kolejne słabe ogniwo czyli serum odbudowujące Yves Rocher o którym rozpisywałam się tutaj



Znacie te kosmetyki? Jestem ciekawa Waszych opinii :)

ULUBIONE

ULUBIONE #10 2017

listopada 13, 2017

Ostatnie tygodnie sprawiły, że mój poziom zmęczenia sięgnął zenitu. Nadgodziny, remont... Eh. Padając na pysk miałam chwilę dla siebie wolałam poświęcić ją na mniej wymagające niż blog rozrywki (seriale!) jednak już wracam na dobre. Dlatego z niewielkim opóźnieniem chciałabym Wam pokazać porcję moich ulubieńców i opowiedzieć na ich temat słów kilka.


♡♡♡


Mimo, że peelingująca pomadka Sylveco nie spotkała się z moją szczególną sympatią, tak gdy tylko zobaczyłam, że producent wypuścił na rynek wariant miętowy nie mogłam mu się oprzeć... Wzięłam, kupiłam, zużyłam i bardzo ją sobie chwilę ale... to nie jest produkt peelingujący. Niby zawiera drobinki cukru ale jest ich tak mało, że nie mają zbyt wielkiej szansy by zadziałać. Jak okazało się (gdy dna dobiłam) cała ta cukrowa drobnica skumulowała się przy końcu opakowania i wtedy faktycznie właściwości zdzierające były przednie no ale, coś nie pykło. To nic. Bo pomadka okazała się być świetnym produktem pielęgnacyjnym i ochronnym. Pięknie odżywiała, lekko natłuszczała usta i pozwoliła mi bez większego uszczerbku przeżyć pierwsze chłody. Olejek miętowy nadał produktowi lekko miętowego smaku i aromatu, jednak był na tyle subtelny i ledwie wyczuwalny, że nie drażnił.


Kremy Tołpy darzę sporą sympatią. Używałam ich kilka i nie przypominam sobie żadnej wtopy. Po raz kolejny więc sięgnęłam po ich kosmetyk. Tym razem z oferty Biedronki, nie do końca dopasowany o rodzaju mojej (mieszanej skóry) bo zafundowałam sobie wersję bogatą do skóry suchej. Krem jest treściwy, wręcz tłusty. Pozostawia po sobie intensywną, mocno wyczuwalną warstewkę na skórze. Ale... jak pięknie regeneruje! Idealnie sprawdza mi się jako typowy 'ratunek' na przesuszania czy łuszczącą się po kwasach skórę. Jako krem codzienny to dla mnie zbyt mocny kaliber jednak używany co jakiś czasu sprawdza się świetnie. Dodatkowo używam go również do skóry szyi i dekoltu i widzę sporą poprawę w jej kondycji. 


Przyznam, że jestem bardzo rozczarowana, że gdy w końcu znalazłam przyjemny tonik z niewielkim stężeniem kwasów - czyli kosmetyk, który niby nic nie robi a mimo wszystko pięknie trzyma moja skórę w ryzach - zanim zdążyłam się nim nacieszyć na dobre został wycofany. Bielenda, dzięki. Aczkolwiek na temat ich esencji w wersji do skóry mieszanej nie mogę powiedzieć złego słowa. To świetny tonik codziennego użytku, który nie podrażnia a dodatkowo delikatnie nawilża skórę.


Yves Rocher bardzo zapunktowało u mnie swoimi balsamami do ciała. Które to z typowym balsamem mają  niewiele wspólnego. To typowe gęste, treściwe masełka na bazie masła shea, które pięknie nawilżają, odżywiają i regenerują skórę pozostawiając na niej przyjemną treściwą ale nie lepką warstewkę. Zapachy zachwycają. Są przyjemne, wyważone, intensywne. Cena regularna to dla mnie przegięcie (powyżej 40 zł za 150 ml) jednak YR słynie ze swoich promocji i na takiej je zdobyłam. Było warto.

Yves Rocher - jak kupować tanio

Po paśmie wtop jeśli mowa o kremach do rąk ostatnio trafiam na same perełki. Jedną z nich był lawendowy, odżywczy krem do rąk O'Herbal. Pomijając kwestię rewelacyjnego zapachu to kosmetyk o świetnej jakości. Był treściwy ale szybko się wchłaniał i świetnie radził sobie z moją skórą z dużą tendencją do przesuszeń. Nie jest drogi, kupicie go w większych Rossmannach i o ile dla mnie to nadal odrobinę zbyt lekki kaliber na zimę (moja skóra w tym okresie wariuje) tak na pewno będę chciała do niego wrócić w przyszłości.


Mam ostatnio szczęście, jeśli mowa o produktach do włosów. W poprzednim poście wychwalałam Wam odzywkę Elseve Magiczna Moc Glinki tak dziś chwalić będę jej drogeryjną konkurencję czyli nawilżającą odżywkę Pantene. Która to świetnie nawilża i zmiękcza włosy a w najmniejszym stopniu ich nie obciąża. Mam wrażenie, że po jej użyciu nie dość, że moje kłaki są o niebo przyjemniejsze w dotyku tak i wizualnie prezentują się po prostu lepiej. Jak za kosmetykami Pantene nie przepadam tak ich trzy minutowa nowość okazała się godna uwagi.

ULUBIONE #9


Znacie któryś z tych produktów? Jestem ciekawa czy również wzbudziły u Was pozytywne uczucia ;)

denko

Projekt DENKO | miesiąc bez zakupów kosmetycznych | październik 2017

listopada 09, 2017

Pffffff... miały być zmiany w denku. Miały.  Jednak zbieranie pustych opakowań doprowadza mnie do szewskiej pasji a wyrzucanie ich na bieżąco burzy mój wewnętrzny (bilansowy) ład i porządek. Tym sposobem zapraszam Was, jak za starych dobrych czasów, na miesięczny projekt denko ;)


Wróciłam do nich po dłuuugiej przerwie i się nie zawiodłam. Pięknie zmywały makijaż z twarzy, bardzo podoba mi się ich zapach a niewygórowana cena skusi mnie do zakupu pewnie jeszcze nie raz.

Po wtopie z wariantem tymiankowym bałam się porażki ale porażki nie było. Był tak fajny, że pokazałam Wam go w ulubieńcach.

VIANEK NAWILŻAJĄCE MLECZKO DO DEMAKIJAŻU
Połowę wywaliłam. Jak wersję odżywczą uwielbiam tak to... porażka. Podrażniało (początkowo nie) i nie radziło sobie z makijażem. Na dodatek pachniało wybitnie źle.

AA PŁYN DWUFAZOWY
Łagodny i skuteczny. O przyjemnej, nietłustej formule. Szkoda, że został wycofany bo chętnie bym do niego wróciła.

UNDER 20 KREM DO TWARZY
Niby nie dla mnie ale zużyłam całą tubę ;) To przyjemny, lekki ale treściwy, dobrze nawilżający krem o przyjemnym zapachu. 


LIRENE MASECZKI I PEELINGI
Planuję zbiorcze zestawienie tych produktów więc bez zbędnego rozpisywania się wspomnę, że jednorazowe algi mnie totalnie zachwyciły a i peeling i saszetkowa maseczka wywarły na mnie wrażenie całkiem przyzwoite :)


L'OREAL ELSEVE ODŻYWKA MAGICZNA MOC GLINKI
Świetna. Bardzo lekka, jednocześnie mocno wygładzająca. Pokazywałam ją w poście z ulubieńcami.

YVES ROCHER DELIKATNY SZAMPON Z HAMAMELISEM
Mój pewniak. Bardzo łagodny szampon do codziennego mycia, do którego wracam od dawna.

YVES ROCHER KREM DO WŁOSÓW NA NOC
Dziwadło. Niby coś robił, z drugiej strony podobny efekt funduje każdy inny balsam czy krem nałożony na włosy ;)

YVES ROCHER ODŻYWKA ODBUDOWUJĄCA
Dziwadło numer 2. Lepiej sprawdzała mi się na zniszczonych niż zdrowych włosach i to raczej jako maska niż typowa odżywka. Mam jeszcze jedną tubę więc kiedyś dam jej jeszcze szansę ale daleka jestem od zachwytów.


EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ INTIMEA
Przyjemna. Myła, nie podrażniała, była ultrawydajna.

YVES ROCHER ŻEL POD PRYSZNIC TIARE
Ukochany, wycofany żel o niesamowicie intensywnym zapachu białych kwiatów. To moja ostatnia butla wyjęta z zapasów i... nie mogę przeboleć, że nie poczyniłam większych zapasów :(

NIVEA MUS POD PRYSZNIC CYTRYNA&MORINGA
Świetny. Uwielbiam piankową formułę, bardzo odpowiadał mi jego zapach i mimo, że bałam się braku wydajności to mnie nie zawiódł i pod tym względem.

O'HERBAL KREM DO RĄK LAWENDA
Wspomnę Wam o nim w ulubieńcach (którzy to pojawią się na blogu lada moment) więc łatwo się domyślić, że bardzo się polubiliśmy :)

ORGANIC SHOP MUS DO CIAŁA 
Po kosmetyku o nazwie 'mus' spodziewałam się czegoś puszystego a nie typowego, dość płynnego mleczka. Działanie miał całkiem przyzwoite, zapach powalał ale... to to niesamowicie mazało się po skórze a tego nienawidzę :<


PROVOKE ROZŚWIETLAJĄCY PUDER DO TWARZY
Mapka kolorowych pudrów w tym piekielnie różowego odcienia, który wyeliminowałam robiąc z niego sypańca. Puder miał bardzo mocne krycie jednak wyglądał na skórze dość naturalnie.

L'OREAL MISS MANGA TUSZ DO RZĘS
Totalny ulubieniec. Pięknie rozdziela i wydłuża rzęsy przy czym jest niesamowicie trwały i trwa na rzęsach 12 godzin bez uszczerbku. Mam kolejny.

PROVOKE MATOWA POMADKA
Pomadka w formie musu w pięknym biszkoptowym odcieniu. Rzadko maluję usta jednak przez ostatnie miesiące sięgałam właśnie po nią.

YVES ROCHER LAKIER MAGNOLIA
Uwielbiam. I sam lakier - za dobre krycie i idealnie przycięty pędzelek. I kolor - perfekcyjny odcień nude. Mam następny.

ESSIE LAKIER BORDOUX
Ładny odcień, słaby pędzelek i krycie. Zużyć zużyłam, wrócić nie wrócę.


Jak się baba uprze... :D Pierwszy raz od przynajmniej trzech lat nie kupiłam nic z pielęgnacji. O ile pierwsze dni były trudne tak z każdym kolejny przestałam szukać chciejstw i rzeczy mi do szczęście totalnie 'niezbędnych'. Bądźcie ze mnie dumni ;)

płyn dwufazowy

Skuteczny i delikatny | NIVEA | pielęgnacyjny dwufazowy płyn do demakijażu oczu

listopada 04, 2017

Płyny dwufazowe nigdy nie należały do grona kosmetyków, które muszę mieć w swojej kosmetyczce. Niegdyś ze względu na fakt, że wolałam do demakijażu oka używać płynnych, nietłustych miceli a teraz... jestem leniem i lubię zmywać cały makijaż jednym kosmetykiem. Najlepiej pod prysznicem ;) Zdarza mi się jednak po takie kosmetyki sięgać i przypadkiem (jak w tym... przypadku) i z premedytacją pełną. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii to zapraszam dalej :)


Kosmetyk Nivea jest niewielki, zawiera zaledwie 125 ml płynu. Nie jest jednak drogi (w cenie regularnej około 13 zł) bym miała szczególnie nad tym ubolewać. Dodatkowo zwracając uwagę, że zmywać nim zmywamy tylko okolice oczu więc wydajność tego typ kosmetyków jest naprawdę spora.

Opakowanie to klasyczna pękata butla z zakręcaną zakrętką. Wizualnie wygląda to nieźle, jednak zdecydowanie wolałabym otwarcie na klik (zawsze gubię zakrętki...). Aczkolwiek żadna to jego wielka wada i pewnie większość użytkowników nawet nie zwróci na to uwagi.

Działanie? Świetne. Zaznaczam jednak, że nie używam kosmetyków wodoodpornych. Aczkolwiek zdarza mi się czasem z makijażem poszaleć (sporadycznie, ale jednak ;)) i świetnie radził sobie i z trzeba warstwami tuszu i z ciemnymi cieniami.

Płyn ma jedwabistą formułę, nie jest tłusty, nie pozostawia uczucia mgły na oczach. Obie fazy mieszają się łatwo tworząc przyjemną dla oka, różową emulsję. Nie zauważyłam podrażnienia czy uczucia dyskomfortu a moje oczy po długich godzinach przed komputerem potrafią się buntować. To naprawdę przyzwoity zawodnik z drogeryjnej półki :)


Popular Posts