Nie warto go olewać ;) | LIRENE | Olejek pod prysznic Inca Inchi

Zapraszam Was na recenzję nowości w ofercie Lirene czyli olejku pod prysznic :)



Opakowanie to klasyczna, płaska butla znana z innych produktów z oferty tej marki. Szata graficzna niby nie powala ale i nie odstrasza. Produkt ma 250 ml pojemności a jego cena regularna wynosi 15 zł.

Producent zaoferował nam olejek myjący. Nie jest to może nowość na rynku ale jak dla mnie typowych olejowych myjadeł na rynku jest nadal za mało więc cieszę się, że kolejna firma zdecydowała się na powiększenie asortymentu o tę właśnie rzecz. Olejek ten pod względem konsystencji teoretycznie niewiele różni się od innych - olej jak olej - aczkolwiek jego komfortu użytkowania w porównaniu do popularnej Isany to niebo a ziemia.

O ile olejek z Isany jest świetny do mycia gąbek do makijażu (tak, też stosuję tę metodę) tak do mycia ciała nie sprawdzał się w mnie wcale. Nakładany na skórę był nieprzyjemnie tępy co wpływało na jego wydajność. Produkt Lirene gładko sunie po skórze a po kontakcie w większą ilością wody zamienia się w delikatną, mleczną, lekko pieniącą się emulsję.

Zapach. Isana pachnie źle, olejek Lirene pachnie super. To nadal zapach oleju jednak jak dla mnie nuta zapachowa tego produktu jest... wybitnie męska. Jest przyjemny dla nosa, niedrażniący i bardzo ciekawy więc, przyznam szczerze, jak sięgnęłam po niego po raz pierwszy tak póki nie wykończyłam swojego egzemplarza towarzyszył mi pod prysznicem (niemal) dzień w dzień. A zdecydowanie należę do osób, które używają na raz kilku kosmetyków i urozmaicają sobie prysznic różnymi zapachami. Jest coś na rzeczy ;)

Produkt ten nie robi mojej skórze krzywdy. Nie nawilżał (nie wymagam) ale w najmniejszym stopniu też nie przesusza i nie pozostawia po sobie dyskomfortu czy uczucia ściągnięcia.

Muszę przyznać, że żal mi że dobiłam już końca opakowania i mimo, że zdrowy rozsądek krzyczy nie tak mam ochotę na kolejną butlę :D




10 komentarzy:

  1. Nie miałam okazji go jeszcze wypróbować, ale lubię raz na jakiś czas sięgnąć po taki olejek pod prysznic :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam, ale zachęciłaś :) olejek z isany u mnie sprawdzał się super, ale zapach dla mnie był tak okropny, że nie do przeżycia... :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że jak dotąd nie miałam żadnego olejku pod prysznic. Może kiedyś sięgnę po jakiś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam to uczucie żalu, gdy coś się kończy :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten produkt to nie moja bajka, ale ja mam bzika na punkcie naturalnych mydlanych kostek xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzmi ciekawie, a jeszcze dodać fakt, że strasznie lubiłam podobny produkt z Isany, to mam ochotę sprawdzić ten olejek :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten olejek mam w planach wypróbować:)

    OdpowiedzUsuń

Instagram