Nie rozumiem | BANIA AGAFII | Fitoaktywna witaminowa maska do twarzy

   Fenomenu tego produktu nie rozumiem. Mam wrażenie, że to najpopularniejsza maska Bani Agafii. Jednocześnie ostatnia po którą sięgnęłam. Tak, przeszłam przez wszystkie ;)  Znalazłam wśród nich dwie warte uwagi [dziegciowa, na mleku łosia] jednak wariant fitoaktywny uważam za co najmniej... przeciętny. 


   Opakowanie to klasyczna saszetka wielorazowego użytku. Rzeczy wygodna, higieniczna, zajmująca niewiele miejsca. Jest najdroższą z dostępnych masek tego producenta ale mimo wszystko kosztuje w okolicach 10 zł za 100 ml czyli tyle co i nic.


   Zawartość jest dziwna. Produkt nieodparcie wydaje mi się być żelem (dżemem :D) z zatopionymi pestkami o intensywnym zabarwieniu. W czasie aplikacji mam wrażenie, że jest to kosmetyk olejowy, który w czasie nakładania na skórę robi się płyny i lejący. Jednocześnie zmienia kolor na mleczny róż. No dziwadło słowem jednym. Ściekające z twarzy, co gorsza.

   Właściwości tej maski są... nijakie. Niby delikatnie nawilża. Niby delikatnie wygładza. Niby delikatnie napina skórę ale to wszystko jest takie przeciętne aż do bólu. Efekty zdecydowanie nie są spektakularne, na dodatek są krótkotrwałe. Zużyć ją zużyję - sięgam po nią często ze względu na przyjemne, delikatne uczucie rozgrzania jakie daje na mojej skórze, szczególnie przyjemne w czasie wieczornych kąpieli (gdy produkt kapie do wody a nie na odzież ;)). Lubię też jej zapach.

   Podsumowując. Dla mnie jest to produkt nie do powtórzenia aczkolwiek zużyję go bez większej niechęci. Nie zmienia to jednak faktu, że nie jest to kosmetyk, który zrobił by na mnie większe wrażenie.


29 komentarzy:

  1. Mam podobne zdanie co do tej maseczki, też sprawdziła się u mnie przeciętnie, wszystko jest takie "trochę" - trochę nawilża, trochę regeneruje. A też Ci barwi skórę? Zawsze mam po niej lekko różową twarz ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Używałam tylko maseczki w wersji dziegciowej i ta faktycznie jest świetna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używam jej namiętnie już kawał czasu, wczoraj zużyłam kolejne opakowanie :D

      Usuń
    2. Uwielbiam dziegciową, pachnie dla mnie jak szarlotka z mentolem :D

      Usuń
  3. Nie miałam jeszcze tej maski.

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie podobne spostrzeżenia... Maseczki AGAFII mam w kilku wariantach i podobnie jak u Ciebie najlepiej sprawdziła się u mnie dziegciowa oraz z mlekiem łosia (kocham ten ciasteczkowy zapach :P), lubię też maseczkę odświeżającą.
    Fitoaktywna spisała się u mnie najgorzej i chyba powodem jest właśnie ten efekt rozgrzania twarzy - mam skórę naczynkową i raczej nie przepadam za takim efektem... poza tym nie zauważyłam, żeby robiła cokolwiek innego i teraz mam problem co z nią zrobić bo leży i się kurzy ;)
    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to szczęście, że mi krzywdy nie robi i spokojnie ją sobie zużywam :) Ba, niebawem dna dobiję :D

      Usuń
  5. Nie miałam okazji jeszcze jej wypróbować

    OdpowiedzUsuń
  6. NIe miałam jeszcze okazji spróbować żadnego produktu tej marki ale skoro ten jest marny to na bank po niego nie sięgnę. Za to maska ''z mlekiem łosia'' brzmi ciekawie -ide czytać recenzje :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ściekała Ci z twarzy? Może coś było z nią nie tak? Moja się trzymała mocno...
    Ja ją lubiłam, ale szału nie było. Ten owocowy zapach poprawiał mi nastrój xD
    Ogólnie tak to jest z maseczkami - wszystko zależy od cery :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po kontakcie ze skórą robi się mocno płynna ;) Nie podejrzewam zepsucia - jest w terminie ważności, 'solo' jest zbita ;)

      Usuń
  8. Ja też naj bardziej lubię tą dziegciową.Kupiłam także z mlekiem łosia ale jeszcze jej nie używałam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze, że się nie skusiłam, choć cena i tak jest niska ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. nie miałam... raczej nie kupię :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie miałam okazji używać tej maski, za to mam ochotę na te dwie pozostałe, o których wypominasz :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jedyną którą pokochałam i zobaczyłam efekty to była oczyszczająca taka niebieskie. U mnie na mleku łosia nie dawała żadnych efektów, jak pozostała większość ;(

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakoś obawiam się tych masek, za dużo różnych opinii o nich krąży.
    Uwielbiam za to maski w płachcie i jedną z Origins - zapraszam na www.duochrome.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. o nie! to się zawiodłam... ostatnio zamówiłam 3 warianty tych masek, bo postanowiłam, że też przejdę wszystkie :D i tej jeszcze nie otwierałam, a wiązałam wobec niej duuuże nadzieje... no ale nic, wypróbuję i tak, skoro już ją mam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Tej maseczki jeszcze nie używałam i jak widze nie ma czego żałować.. ;), ale uwielbiam łosiową Banii Agafii :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeszcze jej nie próbowałam, ale widzę nie mam czego żałować. Natomiast ja kocham nad życie maskę dziegciową :)

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja tą maseczkę uwielbiam! :) Jak widać, jak każdego działa inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie miałam maseczek do twarzy tej marki i jakoś mnie nie kuszą. Wolę odżywki do włosów :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Miałam tylko dwa produkty - jeden peeling antycellulitowy a drugi to jakaś maska podtrzymująca kolor włosów.. i obydwie klapy. Myślę czy jest sens sprawdzać następne :P

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam ochotę na wersję dziegciową. Jutro na moim blogu będzie recenzja maski do włosów :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam takie samo zdanie na jej temat. Kupiłam też dziegciową, po pierwszym użyciu jestem zadowolona. :)

    OdpowiedzUsuń

Instagram