Bielenda | Super Power Sleeping Mezo Mask | Aktywna maska korygująca

września 14, 2016

    Czasami zastanawiam się co motywuje mnie do zakupu danego kosmetyku. Sympatia do firmy? Niska cena? Obietnice producenta? W tym przypadku chyba wszystko po trochu. To nie pierwsza moja przygoda z linią Skin Clinic Proffesional, ba, recenzja serum korygującego jest jedną z najchętniej czytanych na blogu. Nie zmienia to jednak faktu, że owe serum nie do końca przypadło mi do gust. Jak sprawdziła się maska z tej serii? Zapraszam do recenzji.


   Opakowanie to klasyczna miękka tuba, dzięki której nie mamy problemu z wydobyciem kosmetyku. Produkt zapakowany jest w zafoliowany kartonik. Cena oscyluje w granicach 20 złotych za pojemność 50 mililitrów. Na chwilę obecną pojawia się problem z dostępnością. Niby nie jest wycofana ze sprzedaży ale Rossmann tę sprzedaż zakończył, w Naturze nie pojawiła się wcale więc ewentualne poszukiwania zaczynałabym albo od sklepów online albo niesieciowych drogerii.


    Kosmetyk ma formę dosyć lekkiego żelu. Jednak jego lekkość jest złudna. Po nałożeniu na twarz pozostawia konkretny film, na dodatek bezpośrednio po aplikacji mocno się lepi więc położenie się do łóżka sprawi, że przykleicie się do poduszki. Potrzeba dłuższej chwili, żeby kosmetyk zastygł na skórze jednak i ten moment nie należy do zbyt przyjemnych - powłoka jest wyczuwalna a skóra ściągnięta. Produkt powinniśmy aplikować (w zależności od potrzeb skóry) 1 - 3 razy w tygodniu.
 
   Obietnice producenta są duże. Dzięki zawartości kwasu migdałowego, laktobionowego i witaminy B3 mamy stać się posiadaczkami skóry młodszej - gładkiej, zdrowej, jędrnej. Jednocześnie pozbyć się problemu z rozszerzonymi porami, niedoskonałościami i przebarwieniami. Brzmi to pięknie ale...

    Moją przygodę z tą maską zaczęłam dość dawno temu. Na tyle dawno, że gdy zbliżał się termin jej zużycia pozostał mi w opakowaniu dobre 1/3 zawartości. Jeśli chodzi o działanie u mnie niestety wrażenia nie są najlepsze. Jeśli mowa o plusach: skóra faktycznie była matowa, pory były lekko zwężone a skóra była zdecydowanie gładsza w dotyku. Minusy: efekt pielęgnacyjny utrzymywał się krótko, miej więcej przez kolejny dzień po jej użyciu. Dnia kolejnego wyczuwalne było spore odwodnienie, szczególnie strefy T. Żegnałam się więc z matem na rzecz szybszej nadprodukcji sebum. Ok, nie było tragedii, znam produkty, które potrafią zrobić mojej skórze gorzej ale zdecydowanie nie na takie efekty liczyłam.

   Kwestia redukcji niedoskonałości. Nie mam trądziku aczkolwiek uparcie na mojej skórze pojawiają się pojedyncze niedoskonałości, czy to zaskórniki zamknięte w okolicach policzków czy piękne ropne buby na czole czy brodzie (kwestia cyklu). Przy okazji recenzji serum pisałam Wam o przedziwnej prawidłowości, że teoretycznie w czasie stosowania tego preparatu było ich mniej ale okres ich gojenia był zdecydowanie dłuższy. I tutaj historia niestety się powtarza. Nie chcę być tutaj zbyt szczegółowa i drobiazgowa (bo to niesmaczne) ale szczególnie podskórne niedoskonałości za chorobę nie chcą znikać. Ani się nie wchłaniają ani nie wychodzą na wierzch. Żyją sobie pod skórą dopóki nie rozprawię się z nimi sama.


   Po pierwszej turze systematycznego używania tego kosmetyku bez żalu zafundowałam sobie kurację wybielającą linią Pharmaceris W. Później, gdy stwierdziłam, że pora do niego wrócić okazało się być to na tyle frustrujące, że maskę postanowiłam zużyć na skórę przedramion. Dopadło mnie jakieś cholerstwo, jak podejrzewam zapalenie mieszków włosowych więc wyszłam z założenia, że delikatny efekt złuszczający powinien pomóc (a przynajmniej nie zaszkodzić). O ile w przypadku skóry twarzy, przyzwyczajonej do działania kwasów, nie zauważyłam najmniejszego łuszczenia tak zgodnie z moimi przypuszczeniami już po kilku dniach nastąpiło ono na skórze ciała. I dało oczekiwany efekt - jest zdecydowanie lepiej.

   Podsumowując. Dla mnie ta maska okazała się być niewarta uwagi. Zużyć zużyłam (chociaż podejrzewam, że gdybym miała używać ją wyłącznie na twarz nie było by tak różowo) jednak podobnie jak w przypadku serum z tej linii powrotu nie planuję.

You Might Also Like

11 komentarze

  1. Jestem bardzo ciekawa tej maski, bo moja skóra z reguły ładnie reaguje na produkty zawierające kwas migdałowy. Myślę, że mimo wszystko spróbuję ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że się nie sprawdziła, bo serum z tej serii jest super i spodziewałam się, że cała linia to sukces.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie korzystałam ani z serum, ani z tej maski. Po Twojej recenzji jednak pewnie nie sięgnę po nie na drogeryjną półkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ogólnie gdzieś już widziałam ten produkt. Ale nie słyszałam o działaniu, dlatego fajnie, że do Ciebie trafiłam :)
    Szkoda, że nie jesteś zadowolona z działania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda że się nie sprawdziła, nad tą serią jest sporo zachwytów ale wiadomo- nie u każdego wszystko się sprawdzi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja miałam niebieski duet, sprawdził się całkiem nieźle, szczególnie serum.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi się sprawdza dobrze, podobnie jak serum tej serii ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda,że się nie sprawdziła bo brzmiała obiecująco :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam wiele dobrego o serum z tej serii, więc szkoda, że maska okazała się słaba.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze wiedzieć, nie będę zawracała sobie nią głowy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. po przygodzie z serum nie mam za bardzo już chęci na próbowanie innych rzeczy z tej serii, a widzę, że nie mam czego żałować :)

    OdpowiedzUsuń