Od zera do bohatera czyli Delikaty krem-żel do mycia twarzy / Eveline Program 360

Dziś o kosmetyku, który od samego początku budził we mnie sporo emocji. Nie należę do osób, które wyrzucają kosmetyki po pierwszym użyciu - zazwyczaj przed godziną zero daje im odstać do końca daty ważności bo a nuż kiedyś się do nich przekonam. Ten oto cudak po kilku aplikacjach któregoś wieczora wylądował w łazienkowym śmietnisku /psutym, nie że grzebię w śmieciach ;)/ abym rano spojrzała na niego nieco łaskawszym okiem i na powrót wrzuciła go w zakamarki łazienkowej półki. Ostał parę tygodni, dałam mu szansę i... wow. Zapraszam na recenzję.


   Jestem ogromną fanką łagodnych produktów oczyszczających. Nie mogłam się więc na niego nie skusić gdy w zeszłym roku Rossman kusił nas -40% na całą pielęgnację twarzy /i mam nadzieję, że to powtórzą :D/ Skusiły mnie obietnice producenta, skusił mnie przyjemny jak na tani, drogeryjny kosmetyk skład i skusiła mnie marka - bo niby Eveline nie należy do firm za którymi szaleję to jednak większość ich kosmetyków się u mnie sprawdza.
   Dlaczego więc nasza przygoda rozpoczęła się tak koszmarnie? Bo ten produkt nie dość, że nie domywał skóry to na dodatek pozostawiał na niej paskudną oblepiającą powłokę, którą trudno było mi usunąć tonikiem. Jestem fanką delikatnych myjadeł ale to nawet dla mnie było zbyt wiele, by spojrzeć na niego łaskawszym okiem. Użyłam go raz, drugi, trzeci... i nerwów mi na niego zabrakło.
   Postanowiłam dać mu szansę. Byłam mocno zirytowana więc wycisnęło mi się go za dużo. Ot, dwa razy taka porcja jaką zazwyczaj używam do oczyszczania skóry twarzy. Było go więcej a sam moment mycia skóry ze względu na konsystencję był na tyle miły, że pomasowałam nim skórę dłużej niż zwykle. I co? I bingo. Nie dość, że pięknie oczyścił twarz, nie zostawił na niej lepiącej powłoki to jeszcze dał skórze przyjemne uczucie komfortu i nawilżenia. Mimo, że używam go w ilości sporej wcale nie  zużył mi się szybko i mogłam się nim nacieszyć przez parę tygodni codziennego, porannego oczyszczania. Cena regularna oscyluje w granicach 13 zł za 200 ml więc nie wygląda to wcale źle.
   Pokochałam jego zapach, kojarzy mi się z chińskimi gumkami do ścierania jakie używałam w dzieciństwie. I... chętnie do niego wrócę. Sama nie wierzę że to napisałam.


24 komentarze:

  1. Skład nie jest też najgorszy, ma olejki więc pewnie w przyszłości po niego sięgnę, bo myślę, że się u mnie sprawdzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na typową drogeryjną półkę skład jest na prawdę w porządku :)

      Usuń
  2. Mimo wszystko chyba bym się na niego nie skusiła...

    OdpowiedzUsuń
  3. W ogóle nie znam tego produktu, nie wiem jak to możliwe :D Ja jednak wolę normalne żele, a ostatnio pałam miłością do pianek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieszczególnie wyróżnia się na półce ale jest dostępny m.in. w Rossmanie :) Ja za piankami to tak średnio, właśnie używam z Bandi i jej mocno nie lubię :D

      Usuń
  4. Ja za tą marką nie przepadam. Wszystko co od nich miałam odziedziczyły już siostry :)Poza tym w tej kategorii mam już swoje perełki i na razie nie będę ich zmieniać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja używam dzielnie. Obecnie mam ich tonik - bardzo udany :)

      Usuń
  5. Moja mama albo siostra go używały.

    OdpowiedzUsuń
  6. haha... szalona :P no zachęciłaś mnie, będę musiała kupić coś do twarzy bo pianka mi się kończy:P pomyślę nad nim :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy produkt, jak skończy się mój żel wypróbuję go.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakoś kremy - żele do mnie nie przemawiają :)
    p.s obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie przepadam za kremami wolę zwykłe żele. Na zdjęciu widzę dwie drobinki - on jest lekko peelingujący czy mi się zdaje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie, ma takie jakieś kolorowe badziewia w ilości symbolicznej zupełnie niewyczuwalne na skórze :D

      Usuń
  10. nie widziałam wcześniej, ja zwykle też daje kosmetykom kilka szans, zanim ostatecznie stwierdzę, że do niczego się nie nadaje.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie niestety, ale oczyszczenie nie zadowalało :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie znam tego produktu, ale... jak pachną chińskie gumki do ścierania? :D Pierwszy raz spotykam się z takim określeniem i za nic nie mogę sobie przypomnieć bym w dzieciństwie takich używała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pachną... specyficznie :D U mnie aloesowe chusteczki do demakijażu z Alterry budzą podobne skojarzenia zapachowe.
      O takie o cuda: http://bi.gazeta.pl/im/2c/b5/bb/z12301612Q,chinskie-gumki.jpg

      Usuń

Instagram