Domowe SPA z Cosmospa.

listopada 12, 2014

Jakiś czas temu w moje ręce wpadło kilka interesujących mnie i nieznanych mi wcześniej produktów. W związku z faktem, że zdążyłam się już z nimi zapoznać i wyrobić sobie na ich temat opinię zapraszam Was na recenzje produktów ze sklepu Cosmospa.com.pl [KLIK]


Zacznę od pierwszego produktu mianowicie nierafinowanego masła shea. Które kusiło mnie strasznie od dłuższego czasu. Zapakowane jest w wygodne, płaskie opakowanie. Moje zawiera 100 ml produktu. Pierwszym zaskoczeniem dla mnie mnie był jego zapach. Koszmarny :( Mocno orzechowo-drzewny, bardzo nieprzyjemny dla nosa. I mimo szczerych chęci używania go do pielęgnacji ciała i twarzy szybko zrezygnowałam z tego pomysłu. Efekty jakie dawało były co najmniej przyzwoite - skóra była nawilżona i odżywiona, bardzo miękka i gładka. Nie zauważyłam zapchania jednak jak wspominałam nie byłam w stanie używać go zbyt długo. Planowałam zużyć je do stóp jednak skusił mnie opis aplikacji masła na włosy. Zasięgnęłam informacji w internecie - masło shea polecane jest włosom suchym i zniszczonym oraz podobno tragicznie się zmywa. Cóż, włosy mam wysokoporowate i skłonne do obciążania ale czemu by nie spróbować? Nie zawiodłam się. Pierwsza aplikacja była dosyć trudna ze względu na konsystencję i niekoniecznie miły aromat jednak efekty zaskoczyły mnie bardzo. Przede wszystkim byłam pod wrażeniem jak dobrze masło się zmywa (u mnie szamponem bez SLS Green Pharmacy - jedno mycie!) po drugie jak dobre ma działanie. Włosy po użyciu są bardzo miękkie i ciężkie. Widocznie odżywione i wygładzone. Bardzo zdyscyplinowane. A efekt olejowania utrzymuje się przez kolejne dni. Konsystencja masła jest zbita i niejednolita, trochę grudkowata. Trudniej rozpuścić je w dłoniach niż na przykład olej kokosowy jednak nie jest to też zbyt problematyczne. Szczególnie gdy jak ja połączycie je w innym, płynnym olejem (najlepiej sprawdzał mi się olejek Alterry, który skutecznie zabił wątpliwy aromat produktu).
Produkt w pojemności 100 ml kosztuje 7,49 zł [KLIK]

Kolejną nowością było dla mnie savon noir, moje w wersji lawendowej. Jeśli znacie zapach mydła wiecie że to kolejny produkt o zapachu mocno... specyficznym. Niestety zawartość olejku lawendowego nie uratowała mojego nosa - jest on zupełnie nie wyczuwalny. Szkoda. Mydło ma charakterystyczną konsystencję - jest gęste (aż za bardzo), trochę przypomina mi gumę. Jest trudne w obsłudze, kiepsko się rozmydla, trudno je zaaplikować na skórę. Zrobiłam nawet podejście do rytuału Hammam i zamiast relaksu myślałam, że mnie szlag jasny trafi gdy próbowałam je rozsmarować na rozgrzanym ciele. Koniec końców się udało. Efekty? Dobre. Skóra świetnie oczyszczona wręcz piszcząca. Po masażu kessą chłonęła olej jak gąbka.  Mydło używałam również do twarzy - po demakijażu nakładałam je cienką warstwą (ale było to trudne) i po kilku minutach zmywałam. Nie zastąpiło mi z pewnością peelingu mimo opinii z jakimi się spotykam. Jednak świetnie oczyściło mi skórę. Niestety, mydło wysusza więc dla mnie to w pewnością nie jest opcja codzienna. Opakowanie od poprzedniego różni się wyłącznie etykietą. Generalnie moje chciejstwo na savon noir zostało zaspokojone ale muszę przyznać, że daleka jestem od zachwytów.
Produkt w pojemności 100 ml kosztuje 11,99 zł [KLIK]

I produkt, który już znam czyli olej arganowy. Wybaczcie zdjęcie bez zakrętki - zgubiłam ją jednak potem odnalazłam. Za to pozbyć się musiałam plastikowego kroplomierza (czy jakkolwiek tę plastikową część nazwać) bo niestety nie dozowała produktu. Na ten olej jest szał już od dłuższego czasu a swoją pierwszą butelkę kupiłam gdy tylko zrobiło się o nim głośno. Lubię go jednak się nim nie zachwycam. Ma odżywiać, ujędrniać i odmładzać. Znany jest również w pielęgnacji włosów. I od włosów zacznę - moje włosy za nim nie szaleją. Jest dobry jednak znam równie dobre w lepszej cenie. Jeśli mowa o skórze twarzy lubię go zaaplikować na noc zamiast kremu albo do niego dodać kilka kropli oleju - nie zapycha a widocznie odżywia skórę. Za to moja skóra ciała go uwielbia, szczególnie po peelingu. Jednak jest to dosyć drogi interes jeśli mowa o codziennym użytku. Producent zapakował olej w butelkę z ciemnego szkła - plus, jednak szkoda, że w mojej sztuce to plastikowe coś nie ułatwiało aplikacji.
Produkt o pojemności 10 ml kosztuje 5,99 zł [KLIK]

Na koniec kessa. I tu muszę przyznać, że moje pierwsze wrażenie było niezbyt pozytywne. Nigdy wcześniej nie widziałam tej myjki na żywo i wydawała mi się być porządniejsza i przede wszystkim grubsza. Materiał z którego jest wykonana jest cienki jednak ma plus za dopasowywanie się do kształtu dłoni (kurczy się) po zwilżeniu. Wydała mi się niezbyt ostra. Pozornie. Użyłam ją na sucho na skórę przedramion i zabolało ;) Kessa zdziera jak marzenie. Jest w stanie zastąpić drogeryjne peelingi nie tylko w użyciu z czarnym mydłem - śmiało używałam również zwykłych drogeryjnych żeli. Jednak mimo mocnych właściwości zdzierających nie podrażnia ona nadmiernie skóry a sam masaż jest przyjemny i bezbolesny (tylko trzeba ją zmoczyć ;)). Efekt złuszczający wydaje mi się być lepszy niż w przypadku peelingujących rękawic. Jestem mile zaskoczona i mimo, że raczej ze standardowych peelingów nie zrezygnuję cieszę się, że wpadła w moje ręce.
Na stronie kosztuje 15.99 zł [KLIK]


Znacie któryś z tych produktów?
A może miałyście okazję używać jakiś inny produkt z asortymentu sklepu?

You Might Also Like

60 komentarze

  1. Nie miłam pojęcia że masło shea nadaje się jako maska/odżywka do włosów :) będę musiała spróbować :)

    hellourszulkka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Mydło to bardzo polubilam natomiast masło...widzę że zrobilam bardzo głupuą rzecz.Moje masło również koszmar nie śmierdziało,zapach przypominal mi mleko kozie.
    Poszperałam na blogach i na zdjęciach miało ono biały kolor -moje żółtawy,zapach opisany był jako neutralny - moje no cóż śmierdziało i doszlam do wniosku że trafiło mi się po prostu popsute wiec w końcu je wyrzuciłam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli trafiłaś po prostu na nierafinowe :D I wcale się nie dziwię, że pomyślałaś, że jest zepsute ;)

      Usuń
    2. Ja dla odmiany bardzo lubiłam zapach masła Shea i już bardzo się za nim stęskniłam. Chyba czas powrócić do tego cuda nawilżającego w okresie zimowym :)

      Usuń
  3. Z tego sklepu nic nie używałam, ale znam czarne mydło:). Z Organique!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z asortymentem Organique się nie jeszcze nie znam ;))

      Usuń
  4. Nic nie mam z tego sklepu ale masło arganowe uwielbiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Masło shea i czarne mydło są u mnie na chciej liście :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zainteresowalo mnie masło shea i rekawica :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ah, fajne takie spa !
    rękawicę mam , ale jakieś czarne mydło by mi się przydało :) bo olej arganowy i jakieś masełko również posiadam

    OdpowiedzUsuń
  8. Masło shea to by mi się przydało do włosów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czarne mydło lubię :) Za to masło shea i olej arganowy tak średnio

    OdpowiedzUsuń
  10. nie znam niestety nic z tych produktów, ale rękawica bardzo mnie zaintrygowała :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To masło nierafinowane ma zapach okropny, ale z działaniem jest na 5:)

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja lubię zapach masła shea:) Używam do balsamowania ciała, gdyż mam suchą skórę, jest niezastąpione:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przedstawione produkty są dla mnie nowością ;) Ale wyglądają ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. czarne mydełko i masło Shea są na liście zakupów u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. nie miałam, ale w sumie kusi mnie tylko ta kessa

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie miałam, ale zaciekawiła mnie kessa i masło shea. Wszystko co może pomóc mi w dociążeniu włosów jest mile widziane ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Super, uwielbiam domowe spa, niestety nie mam za dużo czasu na takie rzeczy. Kocham masło shea, a o tym ciemnym mazidle też już słyszałam.
    Pozdrawia:
    http://hiddennndreamsssss.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przynajmniej raz w tygodniu czas znajdę :)

      Usuń
  18. Czarne mydło chodzi po głowie od dawna :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Czarne mydło + Kessa... nie ma nic lepszego :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja również mam ochotę na czarne mydło,ale obecnie mam tyle kosmetyków,że wystarczy mi na długi czas.

    OdpowiedzUsuń
  21. Masło shea do włosów? Pierwsze słyszę. ;) Muszę kiedyś to wypróbować. Będzie dobre na wysuszone końcówki?
    Długi post napisałaś.. Aż się zmęczyłam tym czytaniem. :)

    Zapraszam!
    hollyandholly1.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Czarne mydło mam ciągle w planach zakupowych :) A ta kessa ciekawie wygląda, może kiedyś też w nią zainwestuję :)

    OdpowiedzUsuń
  23. chętnie bym spróbowała tego masło shea ... :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  24. A ja bym z chęcią wypróbowała masła shea na ciało :|)

    OdpowiedzUsuń
  25. Lubię masło shea, ale póki co mam wersję z dodatkami i uchodzi za balsam z masłem shea (posiada ok. 80% tego masła). Największy minus to bardzo mocny zapach tego produktu i niestety zapach ten dusi mnie w nocy. Dlatego staram się je jak najszybciej zużyć, aby kupić 100% masło shea ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. czarne mydło - muszę w końcu kupić je!

    OdpowiedzUsuń
  27. Czarne mydło lubię, tzn. aktualnie nie mam bo mi się skończyło (moje było z Nacomi) i też nie mogłam go używam codziennie, ale kilka razy w tygodniu już tak :)
    Nie wiedziałam, że rękawica kessa kurczy się po zamoczeniu wodą, od dłuższego czasu mam na nią ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Savon Noir na pewno kiedyś nabędę :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Na Savon Noir mam ochotę od dawna ale ciągle coś innego kupuję do mycia twarzy i odkładam jego zakup. Może teraz w DDD się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń