NIEDZIELA (głównie) kosmetycznie #6 | ile kosmetyków do makijażu zużywasz?

by - października 08, 2017

PROJECT PAN w oryginale

Coraz częściej uderzam w obcy mi dotąd nurt kosmetycznego minimalizmu. Powoli, acz skutecznie, próbuję się odgruzować z produktów, których we własnym przekonaniu mam za dużo. O ile z pielęgnacją idzie mi co najmniej opornie (obraz nędzy i rozpaczy możecie zaobserwować w poście z moim zbiorem) tak z kolorówką niepostrzeżenie wyszłam na prostą. Taka refleksja mnie naszłam przed zbliżającą się promocją -55% w Rossmanie i po przeglądaniu kosmetycznych wish list, które pękają w szwach. 

Absolutnie nie krytykuję. Należę do osób wychodzących z założenia, że każdy powinien w miarę możliwości robić to na co ma ochotę i jeśli dziesiąty podkład ma być dla kogoś przyjemnością to świetnie. Jeśli toaletka uginająca się od kolorówki (często po terminie...) z kosmetykami zapomnianymi i czekającymi na lepsze czasy sprawia komuś radość nie widzę zastrzeżeń. Jeśli jednak w pewnym momencie zaczynacie się zastanawiać 'kiedy to zużyję' lub, co gorsza, 'ile pieniędzy wyrzucę' to jesteście w tym samym momencie swojego kosmetycznego bytu co ja.

Dziś więc zaczynam mały eksperyment. Ot tak, wyłączenie dla siebie, jednak jeśli tak jak mnie jarają Was puste opakowania (o tym za jakiś czas :D) to może też i dla Was, pokażę ile czasu musi upłynąć by coś się skończyło. Wzięłam to co mam (mam więcej, żeby nie było :P) i używam niemal codziennie, zaznaczyłam stopień zużycia i pokuszę się o aktualizację za klika tygodni. I kupię coś nowego jak to to użyję. 'Oryginalny' *project pan znów u mnie gości ;)

* który to polegał na typowaniu kosmetyków, które planowaliśmy zużyć przed zakupem czegoś nowego i z obecnym pokazywaniem śmieci (które też robię ;)) wspólnego miał niewiele


Baza mojego codziennego makijażu to mieszanka (mniej więcej pół na pół) podkładu Catrice i bazy Bielendy. Baza nadaje podkładowi lekkości, zmniejszając jego krycie (nie lubię) przy czym jeszcze wydłuża jego trwałość (noszę makijaż przez 12 h na twarzy...). Puder to zawsze kropka nad i. Obecnie używam puder Provoke, z którego to zrobiłam sobie sypańca (eliminując różowe fragmenty) albo puder fiksujący Wibo (lubię, kupię na zapas mimo, że nie jest to produkt bez wad).


Miesiąc temu pokazywałam Wam na instagramie dziurę w brązerze Provoke. Już ma dwie ;) W kwietniu (!) za to dziurę w rozśwetlaczu Bell (o tu) - jak widać sięgam po niego często. Z drugiej strony już widzę, że taka gramatura jest dla mnie nie do pokonania w terminie PAO. Do którego w przypadku kolorówki nie do końca się stosuję ale jednak mimo, że zdarzają mi się mniejsze lub większe odchylenia tak jednak nie trzymam kosmetyków przez x lat. Fuj.
A moim bazowym cieniem jest ostatnio ten z Bell i też dobił dna. A jakże by inaczej ;)


Lakiery do paznokci. Mam ich kilka. Jednak gdy już zaczynam malować paznokcie na jakieś 90% sięgnę po odcień nude, blady róż lub bordo. Zdrowy rozsądek krzyczy 'nie kupuj innych bo i tak będą leżeć' i mimo, że w planach miałam by skusić się na coś na wcześniej wymienionej promocji to jednak odpuszczę.

PRZYSZŁO


Cały ogrom dobroci w postaci maseczek Lirene. Niby nie jestem fanką produktów w saszetkach tak ciekawość mnie zjadała co tam ciekawego marka na rynek wypuściła. Szczególnie zresztą interesowały mnie ich maski algowe. Bo algi uwielbiam. Mini relację pokazywałam Wam na instagramie ;)


Moja przyjaźń z Niveą jest w stanie rozkwitu ;) Tym razem w postaci ich płynu dwufazowego. Czy zdziwi kogoś, że i ten produkt znalazł się na insta? Działa, nie podrażnia i ma przyjemną formułę. Dogadamy się, coś czuję.

WYSZŁO


Płyn do higieny intymnej Intimea był turbowydajny. Nie podrażniał, mył i przyjemnie pachniał. Jest śmiesznie tani więc pewnie do niego wrócę. Mydło Green Pharmacy to u mnie totalna klasyka - myje, nie podrażnia ale ten wariant pachnie średnio. Kolejny stały bywalec to plastry do depilacji Joanna, reguluję nimi brwi z powodzeniem od dawien dawna i zmian w tym zakresie nie planuję.

Rumiankowy żel do mycia twarzy Sylveco zagościł już w ulubieńcach więc powtarzać się nie będę. Maski Lirene doczekają się zbiorczej recenzji więc chyba nie ma sensu jej chwalić pięć razy ;) A odżywka odbudowująca Yves Rocher budzi we mnie tak... nijakie emocje że sama nie wiem co o niej napisać. Mam jednak w planie recenzję trzech kosmetyków w tej serii i może wtedy się o opowieść na jej temat pokuszę. 

W LEPSZE RĘCE


Raczej nie pokazuję Wam kosmetyków, które wydaję w świat. Bo najpierw je wydaję a potem nachodzi mnie myśl, że mogłam je pokazać jednak tym razem powiem co mi w nich nie leży.

Tonik Pure Neroli Evree podpadł mi swoją konsystencją. Nie mogę się oprzeć określeniu, że to gliceryna wymieszana z wodą a nie woda w gliceryną. Jest lepki, pozostawia na skórze wyczuwalną warstwę i totalnie nie nadaje się pod makijaż. Ani na - jak producent nam sugeruje. Jako kosmetyk w pielęgnacji wieczornej też egzaminu nie zdał - nawet gdy używałam go solo (bez kremu) rano budziłam się ze skórą silnie przetłuszczoną co nie zdarza mi się już nawet po bogatych kremach. Normalizujący, dobre sobie. Bardzo lubiłam jego zapach (w porównaniu do peelingu który cuchnął) jednak zapach to nie wszystko.

Mimo, że under 20 nie jest od lat paru tak kosmetyki tej marki używać mi się zdarza. I często je sobie chwalę (na obecną chwilę mam od nich niepozorny krem, który polubiłam bardzo). Żel micelarny U20 jednak totalnie mi nie podszedł i po trzech użyciach leci dalej. Nie pasuje mi jego konsystencja, niby jest ok jednak to nie to. Dodatkowo mam wrażenie, że delikatnie podrażnia mi oczy nawet gdy te okolicę omijam. No nie polubiliśmy się. Otworzyłam już coś innego (i jestem bardzo zadowolona!) a ten oto wydałam.

Na koniec szampon Dove, który nie miał u mnie racji bytu ale postanowiłam dać mu szansę i o ile nie był wybitnie zły, ba, był całkiem ok tak jednak to nie moja bajka. Bo nie lubię szamponów z silikonami. A raczej nie lubi ich moja skóra głowy. Używałam go kilka razy zamiennie z czymś mocniej oczyszczającym (ale nadal stosunkowo delikatnym). I nie mogłam wyzbyć się mocno subiektywnego wrażenia, że głowy nie domyłam. To typowy szampon drogeryjny z gatunku 'gęsty, wydajny, dobrze pieniący się' które to porzuciłam na rzecz czegoś bardziej (ale też nie do końca) naturalnego. 

ORGANIZACJA


Macie ochotę na post o mojej 'toaletce? :)
Nastąpiło u mnie małe przeorganizowanie więc jeśli jesteście ciekawi po jakie (popularne, a jakże) rozwiązania sięgnęłam - dajcie znać :)


Niech nam tydzień lekkim będzie! :D

You May Also Like

19 komentarze

  1. Ja na słynnej promocji, kupię tylko, to co mnie ciekawi, nie lubię kolekcjonować na zapas :) Tonik z Evree bardzo lubię, ale co cera to inna opinia na jego temat. A organizację toaletki chętnie zobaczę :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekwa jestem tych maseczek Lirene, jak się będą sprawowały

    OdpowiedzUsuń
  3. Te maseczki bardzo mnie kuszą, ale odstrasza ich cena niestety. Liczę na jakieś super promocje ;-) Przyznaję, że też zrobiłam rachunek sumienia i raczej ominę najbliższą promocję w Rossmanie - mam zapasy na naprawdę długi czas..

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem na podobnym etapie, co Ty... wydaje mi się, że ilość moich zapasów jest podobna do Twojej i muszę przyznać, że męczy mnie to... trzeba coś z tym zrobić... a na wspomnianej promocji pewnie coś kupię, ale tylko to, co już sprawdzone i rzeczywiście potrzebne. Chętnie zobaczę organizację Twojej toaletki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tez staram sie zachować zdrowy rozsądek. Czekanie z zakupami az poprzedni kosmetyk dobija do dna to dobra rada dla kazdej kobiety. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam podobnie z tymi maskami. Nie jestem fanką saszetkowych, ale zaciekawiły mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. podkład catrice będę dopiero poznawać, bazy bielendy używam dość rzadko

    OdpowiedzUsuń
  8. ja to po prostu przy tych promocjach udaje, że nie widze i nie zblizam się do Rossmana w żaden sposob :) podkład catrice u mnie ostatnio gosci cały czas i niestety jelsi o niego chodzi to bywa ze robie zapas

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam ten podkład z Catrice, ale nie sprawdził
    się u mnie jakoś dobrze .
    Bardzo zaciekawiły mnie te maseczki z Lirene :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Chętnie zobaczę wpis dotyczący Twojej obecnej toaletki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Również chętnie zobaczę Twoją toaletkę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. tak!!! Z ogromną przyjemnością zobaczę toaletkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jesteśmy ciekawi :D ahh szkoda tego toniku z evree a tak mnie ciekawi.. no a maseczki algowe lirene na pewno wypróbuję!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zużywam - MAŁO :D Używam - DUŻO :D

    OdpowiedzUsuń
  15. fajny wpis :) ciekawa jestem twojej toaletki

    OdpowiedzUsuń
  16. Dzięki za opinię o toniku Evree Pure Neroli, bo już się nad nim zastanawiałam... ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Aż dzisiaj sobie maseczkę zrobię ;p

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja kiedyś kupowałam za dużo, teraz staram sie zachowywać zdrowy rozsądek.

    OdpowiedzUsuń