NIEDZIELA (głównie) kosmetycznie #3 | dużo zużywam, dużo kupuję

by - września 17, 2017

Kolejny tydzień już niemal za nami, pora na kolejne podsumowanie :)


LAWENDA i róża

Gdyby ktoś dziesięć lat temu powiedział mi, że będę szaleć za zapachem lawendy i róży kazałabym mu puknąć się w głowę. Ja? Absolutnie nie! Cóż. Dziś im więcej lawendy w lawendzie i więcej róży w róży tym bardziej jestem ukontentowana więc moje wybory kosmetyczne też często podyktowane są moim... nosem. Tak było i tym razem. A wybór był świetny!


O'HERBAL to marka Elfa Pharm. Którą to sporą sympatią darzę. Nie ma się co oszukiwać, trafić mi było dane na parę mocno przeciętnych kosmetyków z ich ofert ale trafiły się też takie, które nie dość, że miło wspominam to jeszcze do nich wracam. Śmiem twierdzić, to nie nie będzie mój ostatni krem do rąk z tejże marki.

Krem po który sięgnęłam to wariant odżywczy. A dłonie mam wybitnie suche. Ok, nie pobił mojego faworyta w tej kategorii (krem do rąk Intensywna Regeneracja Lirene) ale jego nie pobije nic. Ale fakt, że ten oto depcze mu po piętach... to i tak dużo. Pięknie nawilża i odżywia, dość szybko się wchłania pozostawiając po sobie lekko pudrową warstewkę. I ten zapach! *-*

Green Pharmacy szampon do włosów suchych (recenzja)
Green Pharmacy delikatny żel do mycia twarzy (recenzja)
Lirene krem do rąk Intensywna Regeneracja (recenzja)


MASZ TWARDE NERWY?



Zapach stęchlizny Ci nie straszny? Kup peeling Evree Neroli. I powstrzymując chęć puszczenia pawia zrób zdjęcie winowajcy a następnie z namaszczeniem wrzuć go do kosza.

Nie ogarniam jak producent mógł puścić do obiegu coś co pachnie TAK ŹLE. Wierzcie mi na słowo i trzymajcie się od tego dziada z daleka. Bo nawet ja, osoba o dość twardych nerwach po użyciu tego cuda nie dość, że myłam dłonie mocno perfumowanym żelem (stwierdzając że nie przyniosło to żadnego skutku) to wypsikałam je jeszcze perfumami, które ledwie zdusiły ten smród. Jeżu! Nie róbcie tego w domu!

Nałożyłam to na twarz raz, na jakieś 10 sekund. Po tym czasie poczułam ostre pieczenia więc czym prędzej to to zmyłam. Uczulam jednak że moja skóra jest w okresie silnej nadwrażliwości więc istnieje spore prawdopodobieństwo, że innym krzywdy nie zrobi ale... nie sprawdzajcie tego. Nie, nie, nie! Chyba w końcu wytypowałam bubla roku po paśmie kosmetycznych sukcesów i ogromie średniaków jakie sobie zafundowałam trafiłam na coś co zawiodło mnie na CAŁEJ linii :D Bo i tonik z tej linii moim ulubieńcem nie został. O czym napiszę Wam przy okazji jego recenzji jak znajdę trochę czasu :<

NIE OPARŁAM SIĘ PROMOCJI


Czy kogoś to zdziwi?


Rossmann i ich kolejna odsłona supr-hiper-ekstra promocji na której to można zostawić ćwierć wypłaty. Nie zostawiłam. W żelach jakie mam w zapasach mogę pływać i kupowanie kolejnych raczej mija się u mnie z jakimkolwiek sensem ale... BYŁA PROMOCJA. Dobra. Bo za cztery półlitrowe żele Luksja zapłaciłam zaledwie 11 zł. A robiąc zamówienie dla bliskich capnęłam jeszcze dla siebie za friko olejek z Wellness&Beauty, który używam do prania gąbki do makijażu.


Mimo, że i Rossmann oferował promocje na antyperspiranty i higienę jamy ustnej poszłam do konkurencji. Za dwa płyny do płukania jamy ustnej Colgate Plax (wariant tea&lemon polecam bardzo!) zapłaciłam w Naturze 22 zł otrzymując trzeci gratis, antyperspiranty Dove kupiłam w dwupaku w Biedronce za 13 zł (cena regularna w R. to już chyba ze 12 zł, ich pogięło...). 

Tyle z nowości. Mogło być gorzej.

ZUŻYWAM

Dzielnie. Opróżniając opakowanie za opakowaniem co idzie mi szybko i zgrabnie bo zawzięłam się za pootwierane produkty w sporym stopniu zużycia. Niebawem dobra passa się skończy i przyjdzie mi znów pilnować się z zakupami żeby zbiór się nie rozrastał. Niedobrze. Aczkolwiek czuję przesyt kartonami wypełnionymi po brzegi więc motywacja rośnie.


Gdyby ktoś zapytał mnie jaki żel pod prysznic lubię najbardziej bez wątpienia wybór padłby na żel Yves Rocher o intensywnym a wręcz upojnym zapachu kwiatu tiare. Jak to w życiu bywa - został wycofany i niestety, to moja przedostatnia butelka wydobyta z otchłani zapasów. Kolejna leci w ruch i gdy ją skończę będę pluć sobie w brodę, że przegapiłam moment jego wycofania i nie zaopatrzyłam się w litry tego specyfiku. Na pocieszanie mam jednak alternatywę w postaci żelu tiare&ylan ylang który pachnie pięknie ale... to już nie to.

Żel Divus to przeciętne myjadło o nieprzeciętnym, słodkim zapachu. Zużyłam z przyjemnością.

Kolejne opakowanie balsamu z mineralnej linii Lirene a konkretnie lekki balsam odżywczy. Przyjemny zapach, przyjemne działanie, tak samo przyjemna formuła. 
Maska do włosów Organic Shop doczekała się recenzji i tam odeślę Was po szczegóły. Szczegółów na temat nawilżającego szamponu Vianek jeszcze nie ma ale już się piszą więc lada moment... Wspomnę, że idąc za moją sympatią kupiłam jego inny wariant więc spoilerując - coś jest na rzeczy. 

Niestety wcierkę do włosów Jantar podejrzewam o pogorszenie stanu mojej skóry głowy i z lekkim niepokojem sięgam po kolejną butlę. W ogóle mało to to wydajne mi się wydaje albo moja sztuka miała coś nie tak z atomizerem. Spektakularne działanie pielęgnacyjne po trzech tygodniach raczej wystąpić nie wystąpi ale... włosy wypadają mniej. Co sprawia, że dam jej jeszcze szansę.

Organic Shop maska do włosów (recenzja)


Zużyta butla wody toaletowej Yves Rocher niby mnie trochę smuci bo ją lubiłam z drugiej strony czuję lekką ulgę - zapachów u mnie jak mrówek. Zapach róży był lekki, dziewczęcy, neutralny i niezobowiązujący. Trwałość żenująca ale potraktowałam ją po prostu jako 'ładną' mgiełkę. Mimo wszystko pewnie jeszcze kiedyś do niej wrócę.

Cień w kremie Bell Wanted umarł śmiercią nienaturalną bo nie dokręciłam słoiczka. Szkoda, był bardzo trwały i miał piękny odcień brudnego różu. Nie używałam go zbyt często (bo jestem leniwa) ale lubiłam wiedzieć, że jest i czeka na kolejne użycie. Kupiłam ostatnio inny cień z tej firmy i zaliczyłam wtopę - równowaga w przyrodzie i te sprawy.

Podkład Bielenda to lekkie 'denkowe' oszustwo, zużyłam połowę tuby i za moment oddam go w inne ręce (jest już dla mnie za ciemny) jednak muszę przyznać, że był całkiem, całkiem. Miał przyjemną, lekko musową formułę, dawał średnie krycie a po jego użyciu skóra przez parę ładnych godzin trzymała mat. Nie do końca jednak odpowiadała mi jego formuła - wolę te bardziej płynne - mimo to Bielenda całkiem pozytywnie mnie zaskoczyła. Po raz kolejny bo miałam już jeden podkład od nich, którym to niestety się nie nacieszyłam bo ich najjaśniejsze odcienie są ciemne. Wiem, że to nadrobili i w ich ofercie pojawiło się coś jaśniejszego i przy okazji wizyty w drogerii muszę zmacać tester.

Tusz Max Volume Wet n Wild leci do kosza bo irytuje mnie niesamowicie. Z rzęsami nie robi absolutnie nic poza ich przyciemnieniem a na dodatek nie jest tak trwały jak bym sobie życzyła. Nie kosztował zbyt wiele ale to i tak za dużo.


Czy kogokolwiek obchodzi moja opinia na temat kwadratowych płatków kosmetycznych Cleanic? Jeśli tak to stwierdzam, że były fajne aczkolwiek jestem skąpa i wolałabym za nie tańsze płatki Isana czy Cien. Aczkolwiek nie po drodze mi było ani do R. ani do L. a w sklepie w których je kupiłam były jedynymi w rozmiarze (niemal) maxi - a jako, że małych płatków nienawidzę postanowiłam odżałować złotych kilka.

Mydła Green Pharmacy to najlepsze mydła dla dłoni moich bo nie sieją na nich spustoszenia jak większość środków myjących. To jednak zawiodło mnie pod względem zapachu bo pachnie tak nijak i ani limonki ani werbeny w nim nie czuje. Zleżałe czy co?

Jeśli szukacie skutecznego i delikatnego kremu do depilacji to polecam cukrową Bielendę. Kupuję tubę za tubą i zmian w tym zakresie nie planuję. Tzn. planuję bo jak na nią trafić nie mogłam w chwili zwątpienia kupiłam inny krem tego producenta ale zanim przeszłam z nim do czynów dorwałam ten. I znów używam tubę kolejną.


Uwielbiam próbki! Mieć. Bo używanie ich to dla mnie katorga. Krem z granatem Cosnature na twarz użyłam dokładnie raz a potem o nim zapomniałam. Wrażenia? Nic szczególnego.

Inaczej jest w przypadku kremu BB Vianka, który spodobał mi się od pierwszej aplikacji (więc pamiętałam by go używać ;)). Miał lekkie krycie, nosił się bardzo komfortowo i był podejrzanie trwały jak na swoją lekką formułę. Jak odkopię się z podkładowych zbiorów (mam zaledwie dwa i na dodatek już w użyciu!) kupię sobie butelczynę w nowym, jasnym odcieniu. O ile faktycznie będzie jasny.


Maska Cosnature wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Była gęsta, kremowa, przyjemnie nawilżała skórę i otulała ją niesamowicie przyjemnym zapachem. Ta z Farmony Dermiss dla urozmaicenia miała formę żelu i dawała przyjemne uczucie odświeżenia. Obie były przyzwoite jednak do obu raczej nie wrócę - czegoś zabrakło.

Miłego tygodnia!

You May Also Like

29 komentarze

  1. Mam tego 'śmierdziucha' z Evree - sporo osób na IG po kupnie ostrzegało mnie, że śmierdzi. Dla mnie cóż.. nie jest to najpiękniejszy zapach, ale jakiś mega zły dla mnie także nie :D Mocno średni dla mnie jest w działaniu i ogólnie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie ten zapach jest totalnie nie do przejścia :-(

      Usuń
  2. nowości ciekawe :) maska Organic Shop czeka u mnie w kolejce, ciekawa jestem jak się sprawdzi - idę poczytać Twoją recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Od tego śmierdziuszka z Evree mam tonik, który bardzo lubię i mnie zapach się podoba, aczkolwiek na peeling, tak czy inaczej się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, że tonik to akurat pachnie ładnie (mam) a peeling to totalnie inna (cuchnąca) bajka ;)

      Usuń
  4. O ja, ciekawe jaki to zapach, tego Evree :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam, że seria Evree Pure Neroli nie jest zbyt udana, ale nie miałam i jakoś mnie nie kusi po fali negatywnych opinii, które zobaczyłam.
    Właśnie kupiłam tę maskę Organic Shop z awokado i miodem. Po pierwszym użyciu byłam na nie, ale będę testować dalej, bo być może niedokładnie ją zmyłam i dlatego włosy były jakby nieświeże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zrażaj się - też początkowo byłam na nie :D

      Usuń
  6. Ja tez lubię cienie w kremie ,ale to prawda ze one szybko wysychają :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co to też zależy od szczelności opakowania (i pamiętania by to to dokręcić) bo ten był ze mną parę ładnych miesięcy i zanim o nim nie zapomniałam nic się z nim nie działo :D

      Usuń
  7. Też uwielbiam różę i lawendę 😊

    OdpowiedzUsuń
  8. mam peeling z evree faktycznie smierdzi ale moze dam rade go uzyc do konca ale za to bardzo polubilam sie z balsamem lirene

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam ten peeling z Evree i jeśli chodzi o zapach, to dla mnie tragedii nie ma. Ze względu na zapach zużyłabym nawet z przyjemnością :)Ale działanie... Działanie, to najprawdziwszy dramat! Lepki, kleisty, mazia się na skórze, a drobinki peelingujące nie robią zupełnie nic. Chciałam żel peelingujący z Tołpy, ale w Hebe akurat go nie było. Kupiłam to. Po przyjściu do domu sprawdziłam KWC (mądra ja) i już wiem, czemu to ustrojstwo ma średnią 1.5 z jakichś 20 not. Postaram się to zużyć, bo nie lubię wyrzucać kosmetyków, ale łatwo nie będzie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam te 'zachwyty' na KWC :D Z tym, że ja kupiłam go gdy tylko pojawił się na rynku więc nie miałam się czym sugerować ;)

      Usuń
  10. Nie cierpię zapachu róży i lawendy.
    Troszkę się obkupiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dużo kupujesz i dużo zużywasz, ja z kolei dużo kupuję i mało zużywam :P Staram się jak mogę, ale ostatnio coś opornie mi to idzie. Żadnego z twoich produktów nie miałam. A z promocji w Rossmannie nie skorzystałam z ani jednej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie niebawem będzie denkowy zastój, powinnam też sobie zafundować zastój zakupowy ale będzie ciężko :D

      Usuń
  12. Bardzo bym chciała po testować kosmetyki z Vianka i w końcu muszę się zabrać za sporządzenie jakiejś konkretnej listy:)
    Ten peeling z Evree bardzo chciałam kupić ale po twojej recenzji chyba sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Vianka polecam barrrdzo ich olejek do demakijażu, micel z linii odżywczej i tonik-wcierkę do włosów :-)

      Usuń
  13. Uwielbiam tak wyczerpujące posty <3
    Zapach stęchlizny mnie powalił :D Chyba nawet nie chcę tego sprawdzić :P
    Miłego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja też się nie oparłam promocji :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Też załapałam się na zestaw dezodorantów Dove w Biedronce ;) A cukrowy krem Bielendy jest moim ulubionym od lat.

    OdpowiedzUsuń
  16. A matko, dzięki za przestrogę z tym peelingiem! Sama mam krem CC z tej serii Pure Neroli i choć jest dosyć ciemny i trzeba z tym uważać (nada się na opaloną skórę), to zapach ma mega przyjemny, mocno pomarańczowy D: Ba, spodobał mi się na tyle, że zastanawiałam się nad kupnem toniku i peelingu właśnie, a tu taka niespodzianka... Pozdrawiam! Blonde Kitsune

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj, ja lawendy i róży to się boję w zapachach. Nie zdzierżę w dłuższej perspektywie. ;)

    OdpowiedzUsuń