czwartek, 31 sierpnia 2017

ZAKUPY | sierpień 2017 | niby nic a cieszy

13
Sierpień zdecydowanie zdetronizowały u mnie zakupy z kolejnej promocji -49% jaką zafundował nam Rossmann. Swoje zdobycze pokazywałam Wam przy okazji odrębnego postu. A dziś pora na niewielką gromadkę rzeczy innych ;)


W kategorii toników do twarzy za warte uwagi uważam te z Natura Estonica Bio. Są śmiesznie tanie mają świetne składy a działaniem nie obiegają od tych kosztujących trzy razy tyle. Przygarnęłam więc wariant odmładzający i nawilżający. Ten drugi jest wręcz genialny!

Skusiłam się też na dwa kosmetyki nieznanej mi wcześniej marki Biotaniqe czyli ich żel do mycia twarzy i peeling. Żel poczeka w pudle z zapasami jednak peeling poszedł już w ruch i... mam wobec niego całkiem pozytywne uczucia.

Kupiłam też najnowszą pomadkę peelingującą w wariancie miętowym Sylveco. A w Biedronce przy okazji zakupów do koszyka wpadła maska bąblująca Estemedis.


Na obecny moment w mojej pielęgnacji włosów gości nawilżający szampon Vianka i mimo mocno neutralnych pierwszych wrażeń całkiem się z nim polubiłam. Skusiłam się więc na nowy dla mnie szampon ze znanej mi już (dzięki cudownej wcierce) linii normalizującej. Przygarnęłam też kolejny szampon z linii Bedtime Jonhson's Baby bo nie dość, że odpowiada mi jego działanie to jeszcze pachnie fantastycznie.

W ramach 'nie kupuję już więcej odżywek' kupiłam tę z lnem O'Herbal. Nie pytajcie. Maskę Experto dla włosów farbowanych kupiłam jeszcze w lipcu ale zapomniałam Wam ją pokazać przy wcześniejszych zakupowych postach.


A zasadniczo to do Rossmanna w ostatnim dniu promocji wybrałam się po kremy do ciała z Isany. Miałam w planach wariant kakaowy i z chia jednak jednak hasło 'edycja limitowana' i zapach miodu i pomarańczy spowodowały u mnie szybsze bicie serca i kupiłam ten oto egzemplarz. Niby balsamów u mnie jak mrówków ale odkąd zaczęłam używać ich dwa razy dziennie (brawo ja!) idą mi w tempie jeszcze bardziej zastraszającym niż wcześniej. Nie ubolewam, skóra jest mi za to wdzięczna.

Moje odczucia dotyczące kosmetyków w Avonu są mocno nijakie bo praktycznie ich nie używam. Jednak postanowiłam wypróbować ich krem do stóp bo był bardzo tani (niespełna 7 zł) i wielki. Pierwsze wrażenia? Szału nie ma.


Moja życiowa 'strefa komfortu'. Jak nie mam w zapasie pasty do zębów i mydła to jestem chora :P Więc przy wszelkich możliwych okazjach biorę i kupuję. Za dwie pasty Tołpy z linii Sensitive zapłaciłam na wyprzedaży w Lidlu zaledwie 11 zł. W tej cenie zdobyłam też jednego fioletowego Elmexa. Wzięłam dwa bo jestem wielką fanką past tej firmy. Maluchy Intel CaCl (też produkcji Tołpy) pojawiły się u mnie w wersji podróżnej bo były tańsze od pełnowymiarowego opakowania. Do tego moje ulubione mydła Green Pharmacy w wariancie z werbeną i lawendą.
Czytaj dalej »

czwartek, 24 sierpnia 2017

PROJEKT DENKO | sierpień 2017 | czyszczenie magazynów... ;)

13
Sierpień. Miesiąc w którym za punkt honoru wzięłam sobie ogarnięcie moich uginających się od otwartych kosmetyków łazienkowych półek. Wytypowałam kosmetyki o największym stopniu zużycia i tak oto jest - projekt denko gigant. Szczególnie, że uraczę Was też krótkimi opiniami na temat 'prawie kosmetyków' czyli szeroko pojętej higieny. A co sobie będę żałować... ;)

♥ ulubieniec
★ fajne
☆ mniej fajne


Nova Clear + Atopis żel do mycia twarzy i ciała
Delikatny produkt myjący o lekkiej, glutkowatej konsystencji. Używałam go głównie do twarzy gdzie spisał mi się tak dobrze, że za jakiś czas chętnie do niego wrócę.

Vianek łagodzący tonik-mgiełka do twarzy
Szalenie przyjemny kosmetyk. Treściwszy niż woda, jednak nie obciążający skóry. Używałam go namiętnie i jako tonik i jako produkt do wykończenia makijażu. Również ze względu na jego przyjemny zapach przypominający różaną konfiturę. Chętnie sięgnę po niego ponownie.



Lirene płyn micelarny dwufazowy z olejkiem
Przyjemny, treściwy, jedwabisty micel, który pięknie rozpuszczał makijaż twarzy i oka. Był bezzapachowy i bardzo łagodny dla skóry.

Chusteczki do demakijażu Cien
Dobrze nasączone, o porowatej jednak niedrażniącej skóry strukturze, która ułatwiała demakijaż. Miały przyjemy jeżynowy zapach i nie podrażniały mi skóry.

 Dr.Konopka's peeling wybielający
Produkt z kwasami, który pięknie wygładzał skórę i pomagał pozbyć się suchych skórek. Nie zaobserwowałam wybielenia jednak faktycznie systematycznie stosowany sprawiał, że skóra wyglądała promiennie. Nie należał do najłagodniejszych i przy otwartych zmianach na skórze piekł jak sto nieszczęść jednak robił swoją robotę i myślę, że jeszcze kiedyś u mnie zagości.

♥ Evree Max Repair regenerujące serum do paznokci
Niestety, tym razem nie zdziałało u mnie zbyt wiele bo sięgałam po nie sporadycznie jednak poprzedni, systematycznie stosowany egzemplarz sprawił, że moje paznokcie wyglądały pięknie - były mocne, twarde, elastyczne i rosły jak na drożdżach.


Dove Baby szampon nawilżający do włosów
Najbardziej niewydajny szampon świata. Miał gęstą, treściwą, kremową formułę i jego rozprowadzenie w ilościach standardowych było niemożliwe. Gdy nakładałam go trzy razy tyle co zazwyczaj byłam wstanie przebić się gęstą i treściwą pianą do skóry głowy przez włosy i... szału nie było. Myć mył, był neutralny i jakiegokolwiek nawilżenia nie uświadczyłam.

Iceveda wzmacniająca emulsja do włosów
Takie tam psikadło. Wersja z maliną i jaśminem tego producenta tak mnie rozpieściła, że ten przeciętniak nie zrobił na mnie większego wrażenia. Niby nawilżał, niby ułatwiał rozczesywanie ale to nie to. Na plus zapach - specyficzny, ziołowy, słodki, inny niż wszystkie i niezwykle przyjemny dla mojego nosa.

Organic Shop Marokańska księżniczka odżywka do włosów
Od niechęci do ogromnej sympatii. Lada moment spłodzę jej recenzję oraz zagości w poście z ulubieńcami.


Bania Agafii relaksujący olejek do ciała
Rewelacja. Piękny skład, niska cena i świetne działania i na włosy i na ciało. Dodatkowo był to kosmetyk o totalnie odprężającym, intensywnym zapachu melisy, który bardzo umilał jego stosowanie. Na pewno do niego wrócę.

Biolove masło do ciała
Hm... jako produkt do olejowania włosów było fajne i moje suche siano wyglądało po nim świetnie. W kategorii produktu do pielęgnacji ciała wypadło trochę za słabo bym miała sięgnąć po kolejny egzemplarz. Niby natłuszczało i chroniło przed utratą nawilżenia jednak zdecydowanie lżejsze kosmetyki (jak te powyżej) dają ten sam efekt a to to było tak lepkie,  że przyklejałam się do pidżamy. Zapach? Dziwny, trochę przypominający waniliową gumkę do ścierania :P Niby przyjemy ale jakiś taki drażniący, mdły i nijaki.


♥ Lirene jaśminowy olejek SPF 30
Używany przeze mnie dzielnie w upały. Lekki, o przyjemnej satynowej, nie lepkiej formule i delikatnym, niedrażniącym zapachu.

♥ Lirene dwufazowa mgiełka nawilżająca
Ogrooomny ulubieniec. Bezbłędna metoda aplikacja, piękny zapach i dobre właściwości pielęgnacyjne w jednym.

☆ Johnson's Baby Bedtime oliwka do ciała
Miałam wrażenie, że przesuszała mi skórę. Do tego to niepraktyczne, wiecznie brudne i klejące opakowanie.... A zapach miała przedni!

☆ Mama's krem przeciw rozstępom (mini)
Wygładzał skórę, był wydajny i posiadał przyjemną, treściwą konsystencję ale mazał się po skórze czego szczerze nienawidzę.


Dove żel pod prysznic kokos&jaśmin
Nivea mus pod prysznic rabarbar&malina
Orginal Source żel pod prysznic wiśnia&pokrzywa
Iceveda żel pod prysznic cedr&sandał

Bardzo przyjemna gromadka o czym wspominałam w seriach prysznicowych ;)



Organic Shop peeling cukrowy
Nie lubię. I przekonać się do nich nie mogę. Zużyć zużyłam, wrócić nie wrócę.

Iceveda peeling do ciała róża&lotus
Wcale go nie chciałam ale pomyliłam się przy zakupach. Jak zakładałam - nie przypadł mi do gustu. Naturalne pesteczki lekko miziały skórę a lejąca baza przypominająca rzadki kisiel jeszcze łagodziła zdzierający ich potencjał. Był strasznie niewydajny, zużyłam go na cztery użycia 'od stóp do głów'.


Mydło Yver Rocher malina&mięta
Mydło Yves Rocher jeżyna&lawenda
Jeśli nie macie co robić z pieniędzmi i zamiast wydać niespełna 3 złote za świetne mydła Green Pharmacy (*-*) wolicie wydać dychę na te o to, to można. Tylko po co. Szczególnie, że o ile zapachy są niezłe tak do najłagodniejszych zdecydowanie nie zależały, dodatkowo zaczynały rozmiękać w mydelniczce i nie udało mi się ich zużyć w całości. A i gramatura jest mniejsza niż w standardowych kostkach. Yves Rocher, sorry, ale nie.

Pasta do zębów Intel CaCl Sensitive (mini)
Kupiona na próbę kupiła mnie skutecznie. Jest łagodna jednocześnie dobrze oczyszcza i ma przyjemny smak. Bardzo specyficznie się pieni bo przypomina raczej lekką, mydlaną piankę niż typową pianę z pasty do zębów aczkolwiek w żaden sposób mi nie wadzi. Kupiłam następną. Inteligentne wapno (:D) to jest to.

Pasta do zębów Sensodyne Extra Fresh
Świeżość była ekstra ale nie miętowa a taka sztuczno-słodzikowa przez co sięgałam po nią niechętnie i zużywałam ją długo. Nie należała do najłagodniejszych mimo to właściwości oczyszczające były mocno średnie. To moja druga zużyta (w mękach i bólach) tuba bo naiwnie zaopatrzyłam się w dwupak ale nigdy więcej tego błędu nie popełnię.

Płyn  do płukania ust Colagte tea&lemon
Niepostrzeżenie zdobył moją ogromną sympatię. Do mocy płynów Listerine mu daleko jednak co nieco paszczę odświeża a na dodatek ma niesamowicie przyjemny smak. To moje kolejne zużyte opakowanie i z pewnością będę do niego wracać.

A jak ta u Was ze zużyciami? ;)




Czytaj dalej »

środa, 23 sierpnia 2017

ROSSMANN -49% lub -40 % | ZAKUPY | kosmetykoholiczka ofiarą kolejnej promocji ;)

24


Gdy w sieci pojawiły się pierwsze zajawki na temat kolejnej promocji -49% w Rossmannie wiedziałam, że popłynę. O ile kolejne promocje na kolorówkę raczej mnie nie kręcą tak pielęgnacja zawsze leży w obrębie moich chciejstw. Tym bardziej, że ta obowiązywała na najbardziej interesującą mnie ostatnie kategorię czyli pielęgnację włosów. Na obecny moment nie dość, że mam totalny przesyt wielkimi pojemnościami, po jakie do tej pory sięgałam i czuję nieodpartą chęć nadrobienia tego co ominęło mnie w drogeryjnych kosmetykach przez ostatnie miesiące. To na dodatek 'uczę' się moich włosów na nowo bo przydarzyła się im drastyczna zmiana - przez ostatnie lata walczyłam z sianem, dziś muszę przyzwyczaić się do włosów zdrowych ;)

Obecna edycja -49% dotyczy klubowiczów przy zakupie minimum dwóch produktów i jest jednorazowa. Kolejne zakupy a także te bez karty uprawniają do rabatu w wysokości 40%. Na promocji znajdzie kosmetyki do pielęgnacji ust, paznokci, maseczki do twarzy oraz pielęgnację włosów.

Na co się skusiłam?

* Podane ceny to te po rabatach. W różnych kombinacjach (skorzystałam i z -40% i z -49% oraz promocji gazetkowych, starszej i nowszej)


Garnier Fructis odżywka do włosów Oil Repair 3 Butter (3,67 zł)
Garnier Fructis odżywka do włosów Goodbye Damage (3,67 zł)
Garnier Fructis odżywka do włosów Hydra Fresh (3,67 zł)

Dawno, dawno temu na blogu pojawił się post na temat odżywek tej firmy: tutaj. Miło je wspominam (szczególnie wariant pomarańczowy) więc postanowiłam sięgnąć właśnie po nie. Szczególnie, że kokosowy wariant nawilżający wizualnie bardzo przypomina mi uwielbianą swego czasu przeze mnie niebieską linię produktów z Herbal Essences, nad której to niedostępnością w naszym kraju ubolewam po dziś dzień.


Garnier Fructis maska do włosów Oil Repair 3 Butter (6,11 zł)
Garnier Fructis maska do włosów Grow Strong (6,11 zł)
Garnier Fructis maska do włosów Densify (6,11 zł)

Za tę cenę, żal ich było nie wziąć... ;)


Nivea odżywka do włosów Hairmilk (5,09 zł)
L'oreal Elseve odżywka do włosów Magiczna moc glinki (5,09 zł)
Pantene odżywka do włosów 3 minute miracle Moisture renewal (4,84 zł)

A jako, że nie samymi Fructisami człowiek żyje wybór padł również na mleczną odżywkę Nivea (planowałam wariant do włosów cienkich ale zamówienie składałam gdy byłam półprzytomna więc kupiłam nie to co chciałam ;)), odżywkę z linii glinkowej L'Oreal (mam chęć też na ich maskę do skóry głowy, używałyście?) oraz nowość z oferty Pantene.


Biovax maska do włosów Diamond (5,99 zł)
Biovax maska do włosów Gold (5,99 zł)

Moje doświadczenia z tą marką są mocno nijakie (stosowałam tylko maski w saszetkach) więc będę miała możliwość wyrobić sobie na ich temat opinię. Kusiły mnie też oleokremy jednak stwierdziłam, że chwilowo ich zakup mija się z celem - mam jeszcze dwa produkty bez spłukiwania z Yves Rocher, które wystarczą mi na całą wieczność.


Jantar wcierka do włosów (6,59 zł sztuka)

Używałam kiedyś tę wcierkę (jeszcze w szklanym opakowaniu) jednak zupełnie nie pamiętam jak się u mnie sprawdzała... Miałam w planach zakup wcierki Vianek (uwielbiam!) jednak postanowiłam sobie pielęgnację skalp urozmaicić i jestem szalenie ciekawa co z tego wyniknie.


Perfecta peeling maska enzymatyczna (11,99 zł)
Nivea pomadka ochronna (4,84 zł)

W mojej recenzji maski Perfecty wspominałam Wam, że produkt jest to świetny. Założyłam, że powrót będzie obowiązkowy więc wracam. Dla urozmaicenia za pomadkami ochronnymi z Nivea raczej nie szaleję jednak zapach wanilii uwielbiam więc spontanicznie wrzuciłam ją do koszyka.


Alterra balsam do ciała (6,62 zł)
Bielenda kremowe serum do ciała (6,62 zł)
Venus Nature balsam do ciała  (6,36 zł)

Nie obyło się też bez uzupełniania smarowideł do ciała. Wszystkie to dla mnie nowość.


To by było (chwilowo) na tyle. Niebawem pojawi się kolejny post z nowościami (a jakże) a także obrzydliwie wielki projekt denko (bo ze zużyciami poszalałam tak samo jak z zakupami ;)).

Wybaczcie moją chwilową blogową niedyspozycję, lada moment wrócę do systematyczniejszego pisania :)

Czytaj dalej »

niedziela, 13 sierpnia 2017

Trzy kulki dla elastycznej skóry |YVES ROCHER | Rewitalizujący roll-on usuwający oznaki zmęczenia

8
Yves Rocher słynie ze swojej polityki pełnej gratisów wszelkich. Dziś o jednym z nich czyli o żelu pod oczy, który wpadł w moje ręce przypadkiem i który to po początkowej niechęci zdobył moją sympatię. 


Opakowanie to klasyczna tuba o pojemności 15 ml z nieklasycznym zakończeniem w postaci masażera z trzema kulkami. Niestety, o ile wydaje się być to opcją świetną tak praktycznie z niej nie korzystam i aplikuję go palcami. Bo owe kulki na cienkiej skórze pod oczami kręcą się słabo i potrzebują morza żelu dla nadania poślizgu by jej nie szarpać. A nie ma większego sensu aplikować tego kremu w dużych ilościach bo... działa równie dobrze wklepany palcem w ilości minimalnej.

Cena regularna tego kosmetyku to bagatela 73 zł. Jednak nie jest on tej kwoty wart zupełnie. Jak większość produktów tej marki. Dlatego warto polować na promocje o czym pisałam Wam w pości na temat tanich zakupów w Yves Rocher


Produkt ten posiada formułę treściwego żelu z zatopionymi rozświetlającymi, perłowymi iskierkami, których to na skórze absolutnie nie widać. Mimo, że w teorii powinien być więc świetnym, lekkim produktem pod makijaż tak upodobałam sobie jego używanie na noc. W główniej mierze dlatego, że preferuję stosunkowo ciężkie korektory pod oczy więc lepiej sprawdza się u mnie kremowa warstewka.

Żel jest dla mojej skóry zupełnie neutralny - nie podrażnia, nie uczula. Ma neutralny zapach. Szybko się wchłania, pozostawiając po sobie gładką powłoczkę. Ma całkiem przyjemny skład, znajdziemy w nim i sok z aloesu, i wodę oczarową, i ekstrakty różne. 

Działanie? Jest! Ok, nie jest to killer, który od pierwszego użycia sprawi, że wasza skóra zacznie wyglądać jak nowa ale... mniej więcej po miesiącu systematycznego stosowania go raz dziennie zauważyłam różnicę. Skóra stała się bardziej promienna, zasinień jest jakby mniej a załamania pod oczami może i się nie sprasowały jednak zdecydowanie widzę, że poprawiła mi się elastyczność skóry w tych obszarach.  A skłonność do zmarszczek mam niestety ogromną.

Nie mogę też nie wspomnieć o jego niesamowitej wydajności. Jest ze mną blisko pięć (!) miesięcy i używany mniej-więcej raz dziennie wcale nie zamierza się kończyć.


Podsumowując. Jak dla mnie to produkt godny uwagi, szczególnie jeśli lubicie żelowe formuły kosmetyków. I jeśli uda Wam się go złapać za ułamek regularnej ceny (albo za darmo ;)) to moim zdaniem jak najbardziej warto. Ja jednak mimo całej do niego sympatii raczej pozostanę przy kremie Anti Age Global bo... zdecydowanie bardziej lubię kosmetyki o kremowych formułach. Chociaż, kto wie... ;)

Miałyście okazję go używać?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Kolorowy PROJEKT DENKO | kolorówka, zapachy, paznokcie

19
Zapraszam Was na kolejną odsłonę moich kosmetycznych zużyć :)


➤ Krem BB Skin 79 Orange
Będę o nim pamiętać i pewnie kiedyś skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie. Szalenie podobało mi się jego lekko mokre wykończenie i naturalny 'blask' jaki nadawał skórze przy względnie przyzwoitej trwałości. Odcień pasował mi, gdy się opaliłam więc bladym twarzom odradzam ;)

➤ Puder Banana Dreams W7
To zdecydowanie kosmetyk z gatunku 'niekończąca się historia' bo posiada aż 20 gramów. Był ze mną przez dwa letnie sezony i właśnie dobił dna. Szalenie lubiłam jego lekko żółty odcień, który ujednolicał odcień skóry. Był dość dobrze zmielony, radził sobie ze skórą gdy ta nie przetłuszczała się nadmiernie. Myślę, że wrócę do niego za rok.

To zdecydowanie jeden z moich ulubionych pudrów i pewnie niebawem zagości u mnie kolejne jego opakowanie. Pięknie matuje, jest niesamowicie drobno zmielony, pozostawia na skórze bardzo naturalne, satynowe wykończenie. Wróciłam do niego po dłuższej przerwie i po raz kolejny jestem (bardzo) na tak.

Kolejny powrót i drugie zużyte przeze mnie opakowanie (mam już trzecie). Za niewielkie pieniądze dostajemy dobrze kryjący, względnie jasny produkt, który (o ile nałożycie krem pod oczy) nosi się komfortowo przez cały dzień. Używałam odcienia 010, na chwilę obecną kupiłam najnowszy, jaśniejszy 005.


Tusz Volume 1 Seconde Bourjois
Firanki rzęs. Czarne jak smoła. Przez cały dzień. Bez osypywania, bez rozmazywania. A na dodatek tusz był ze mną przez trzy miesiące gdzie (nie wiem dlaczego ale jest to nagminne) standardowa żywotność tuszy u mnie to mniej więcej połowa tego okresu czasu. Mam w zapasie jeszcze jeden egzemplarz co bardzo mnie cieszy.

➤ Tusz Sexy Pulp Yves Rocher
Tusz, który nakładany na rzęsy solo nie daje u mnie niemal żadnego efektu (z tego też względu pełnowymiarowe opakowanie, które miałam oddałam w lepsze ręce). Miniatura wpadła w moje ręce jakiś czas temu i postanowiłam dać temu tuszowi szansę po raz kolejny no i efektów brak. Chyba, że użyję pod niego bazę Eveline wtedy otrzymuję przyjemny dzienny efekt z mocnym rozdzieleniem rzęs ale... to zasługa bazy a nie tego tuszu.

➤ Wosk do brwi Bell
To mój drugi zużyty egzemplarz i gdyby nie fakt, że wpadł mi w ręce inny tego typu produkt na pewno miałabym już trzeci ;) Wygodna metoda aplikacji, finalnie naturalnie podkreślone i optycznie wypełnione brwi. Dobra, całodzienna trwałość. Niewygórowana cena. Piękny, chłodny odcień 'blondynka'. Mój Ci on.


➤ Top coat Good to Go Essie
Spore rozczarowanie. Niestety nie wydłużał żywotności lakierów na czym (obok przyspieszania wysychania) zależy mi najbardziej w przypadku tego typu produktów. Pozostanę wierna Insta Dri Sally Hansen a do tego nie wrócę.

Sally Hansen Instant Cuticle Remover
Mój totalny ulubieniec więc zużyte trzecie z rzędu opakowanie nie powinno dziwić. Niesamowicie wydajny produkt, który błyskawicznie radzi sobie z narastającymi skórkami.

Lakier Bell
Brokat w brokacie, który używałam dokładnie raz (w sylwestra ;)). Gdy zrobiłam do niego drugie podejście okazało się, że zgluciał na amen. Płakać nie płaczę aczkolwiek do tej pory moje doświadczenia z lakierami tej firmy były zdecydowanie lepsze.

Lakier żelowy Wet n Wild
Świetny. Pędzelek był płaski i półokrągły dzięki czemu świetnie manewrowało mi się nim w okolicy skórek. Lakier miał dobrą pigmentację, nie robił smug i jak na moje możliwości był dość trwały. Odcień ciemnej czerwieni, niemal bordo, był bardzo uniwersalny. Chętnie do niego wrócę. Jeśli uda mi się na niego trafić bo robiłam już dwa podejścia i niestety za każdym razem był wyprzedany.


➤ Mgiełka Benetton Charming Frangipani
Bardzo lubię mgiełki z tej firmy. Mają przyjemne zapachy i dość dobrą trwałość. Były niedrogie (wycofane :<) i mają wielkie opakowania. Wariant o zapachu frangipani pachniał świetnie. Używałam jej nie tylko do ciała ale i pomieszczeń bo inaczej ze względu na ogromną pojemność była by ze mną po wsze czasy.

➤  Woda toaletowa Benetton Bianco
Jeden z moich ulubionych zapachów na lato. To mieszanka liczi i bambusa podbita aromatem słodkiego jaśminu. Cała kompozycja jest bardzo neutralna i niemęcząca jednak ma charakter. Mam kolejny, trzeci już flakon.

➤ Woda toaletowa The Body Shop Morniga
Uwielbiam. Morniga to słodki, kwiatowy ulep. A ja słodkie kwiatowe ulepy uwielbiam. Trwałość nie zachwyca ale za całokształt ma dla mnie mocne cztery z plusem. Mam kolejny flakon.

Yves Rocher Ming Shu Fleur de l'Aube
Totalny staroć kupiony za śmieszne pieniądze. I jak zapachów morskich szczerze nie lubię tak ten (po paru nieudanych podejściach ;)) zrobił na mnie spore wrażenie. Niby morski jednak delikatnie słodki (lilia wodna jak podejrzewam) a całości smaku nadaje wyraźna nuta czarnego pieprzu. Gdyby był dostępny w sprzedaży chętnie nabyłabym kolejne opakowanie.

Znacie któryś z powyższych produktów? Jak wrażenia? :)


Czytaj dalej »

wtorek, 1 sierpnia 2017

Przegląd NOWOŚCI | niedobitki lipca 2017 ;)

20
W tym miesiącu jeśli o zakupach mowa zdecydowanie dominowała u mnie firma Yves Rocher o czym pisałam w poście na temat tanich zakupów. Ale na tym się nie skończyło, a jakże by inaczej. Mam Wam do pokazania jeszcze garść nowości kosmetycznych i sporą gromadkę produktów z gatunku 'pierwszej potrzeby', które to wyszły mi w czasie ostatnim a których to zapasy na kolejne miesiące postanowiłam poczynić.


Mus do mycia ciała Nivea w wariancie malina&rabarbar pojawił się już na blogu w moim zestawieniu myjadeł do ciała. Pisałam Wam, że mam chęć na kolejny wariant zapachowy czyli cytryna&moringa więc zbyt długo nie zwlekałam. Od marki Nivea dostałam też do przetestowania kolejny egzemplarz poprzedniego wariantu. Od przybytku głowa nie boli ;)

W  Rossmannie odkryłam nowy wariant żeli pod prysznic Alterra o zapachu truskawki. Kliknęłam zamówienie w sklepie online i szczerze się rozczarowałam - potraktowali mnie żelem z nasionami chia. Nie ubolewam nad tym jakoś szczególnie ale wolałabym, żeby w przypadku braków wysyłali maila a nie pakowali inny zapach tej samej marki (co zdarzyło mi się już w przypadku mydeł i żeli Isana). No nic. Zobaczymy ile to warte, żeli z tej firmy jeszcze nie używałam.


Na pianę do kąpieli Organic Shop czaiłam się już od jakiegoś czasu jednak nie po drodze było mi do Natury. Dotarłam do niej w końcu i od razu skierowałam swoje kroki w kierunku półki z produktami do kąpieli. I mam. I mam wrażenie, że zbyt wiele po tym kosmetyku się spodziewałam aczkolwiek to tylko mocno pierwsze wrażenie, bo póki co porzuciłam kąpiele na rzecz prysznica i użyłam ją zaledwie raz.

W temacie marki Organic Shop pozostając skusiłam się też na ich mus do ciała o zapachu ylang-ylang&neroli. Mus musu pod względem formuły nie przypomina ale zapach ma przedni. Kwiat gorzkiej pomarańczy to zdecydowania moja bajka chociaż w wydaniu tej firmy wydaje się być podejrzanie cytrynowy ;)

Krem do rąk Ziaja otrzymałam jako gratis do jednego z zamówień. Niekoniecznie się nim jaram ale dam mu szansę.


Chusteczki do demakijażu Alterry katowałam dość mocno, gdy dostępne były jeszcze w starej szacie graficznej. Po mojej udanej przygodzie z chusteczkami Cien i powrocie do tej formy demakijażu postanowiłam je sobie przypomnieć. Mam nadzieję, że to tylko zmiana 'ubrania' bo jakościowo niegdyś były świetne i używałam je z przyjemnością. Hurtowo ;)

Lano-maść Ziaja to czysta lanolina w teorii przeznaczona do pielęgnacji brodawek sutkowych dla mam. Ja przygarnęłam ją z myślą o pielęgnacji ust bo dwa otworzone przeze mnie ostatnio kosmetyki okazały się być mniejszą i większą wtopą :<

Jako, że od zakupów kolorówki stronię kupiłam tylko jedną, potrzebną mi niebawem rzecz mianowicie puder Wibo Fixing Powder. To moje drugie opakowanie i mimo, że mam do niego niewielkie ale - chłodny odcień - tak z drogeryjnych pudrów sypkich jest moim numerem jeden.


Dwie 'nowości' marki Pharmaceris S czyli kremy z filtrem. Wariant z SPF 30 jest mi już znany i bardzo miło go wspominam, SPF 50+ to  faktycznie dla mnie nowość. Kosmetyki otrzymałam, zdecydowałam się na te konkretne pod kwasowe kuracje jesienią :)


Depilacja. Temat nieczęsto poruszany na moim blogu bo od dłuższego czasu kupuję w kółko to samo. Krem do depilacji? Tylko Bielenda. Wosk do brwi? Tylko Joanna. Golarki? Gilette Venus Embrace. Chociaż tym razem 'zaszalałam' i kupiłam też wkłady Swirl i Spa Breeze na próbę ;)


'Wyszły' mi pasty do zębów codziennego użytku. Elmexy znaczy. Więc kupiłam kolejne dwie tuby wersji pomarańczowej i kuszącą mnie od dłuższego czasu fioletową nowość, która jak widzicie poszła już w ruch. No i mam wrażenie, że częściej będę zdradzać klasyka bo bardzo przypadła mi do gustu. Chciałam też wypróbować pastę z uwaga, uwaga... inteligentnym wapnem :D Intel CaLC produkcji Tołpy. Gdybym zastała w sklepie pełnowymiarowe opakowanie to bym je nabyła niestety znalazłam tylko tego malucha. Mam wrażenie, że jest podobna do fioletowego Elmexa i pewnie też zagości u mnie nie raz.

Kolejny sztyft Dove, tym razem o zapachu gruszki. Przy obecnych upałach poczyniłam zdradę i przerzuciłam się na niezastąpionego Old Spice jednak 'na co dzień' sięgam właśnie po Dove. Są niesamowicie delikatne dla skóry i chronią przyzwoicie gdy tylko żar nie leje się z nieba. To mój piąty (?) kupiony z rzędu egzemplarz.


W temacie higieny jamy ustnej zostając moje dwa ulubione płyny do płukania ust. Od lat jest ze mną fioletowy Listerine, który do tej pory jest moim numerem jeden. Numerem dwa jest płukanka Colgate o herbaciano-cytrynowym aromacie, którą upodobałam sobie w ostatnim czasie ze względu na jej 'ciekawy' smak i przyzwoite właściwości odświeżające.

Znacie któryś z tych produktów? Jak wrażenia? :)


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia