PIELĘGNACJA CIAŁA #3 LIPIEC 2017

lipca 06, 2017


Zaledwie dwa miesiące temu pokazywałam Wam aktualizację stosowanych przeze mnie kosmetyków do szeroko pojętej pielęgnacji ciała by stwierdzić, że pora na kolejną. Produkty do ciała to zdecydowanie ta grupa kosmetyków gdzie występują u mnie najczęstsze zmiany.  Jeśli jesteście ciekawi co na chwilę obecną u mnie gości zapraszam na dalszą część.
PIELĘGNACJA CIAŁA #2 MAJ 2017
PIELĘGNACJA CIAŁA #1 MARZEC 2017


Mycie. Proza, mocno pachnąca proza życia ;) Na chwilę obecną używam pięć żeli pod prysznic i zaobserwowałam, że w ostatnich miesiącach to u mnie standard. Cóż, lubię mieć wybór. Produktem, który gościł już na blogu był przyjemnie kremowy żel Dove o aromacie mleczka kokosowego i jaśminu. Po raz kolejny sięgnęłam też po żel Orginal Source o zapachu wiśni i pokrzywy. I żal mi, że to tylko limitka bo pachnie niesamowicie przyjemnie. Podobnie jak żel Iceveda, którego zapach znany był mi już z ich peelingu. Nie spodziewałam się zachwytu (bo wariant z różą mi podpadł) jednak ten jest naprawdę przyzwoity i lubię go używać gdy chcę się odświeżyć w ciągu dnia. Mus Nivea zachwyca mnie swoją puszystą formułą i równie przyjemnym jak konsystencja zapachem. Na koniec żel Yves Rocher, który miał być zastępcą mojego ukochanego myjadła z tej samej firmy ale z linii Jardins du Monde. Zapach (kocham tiare!) jest bliźniaczo podobny jednak to już nie to samo... Aczkolwiek żel sam w sobie mnie nie zawiódł i kupiłam kolejny. A raczej kolejnych siedem (czy to się leczy?).
Przegląd żeli pod prysznic #3
Iceveda cedr&&sandał wygładzający peeling do ciała (recenzja)
Icevada róża&lotos złuszczający żel pod prysznic (recenzja)


Artykuły higieniczne. Emulsja Intimea jest podejrzanie dobra jak na swoją ultra niską cenę. Myć myje, nie podrażnia. Arsenał antyperspirantów. Old Spice to mój wielki powrót. Niby dla mężczyzn ale jak dla mnie seria ze zwierzakami wszelakimi na opakowaniach pachnie 'babsko' :P To najskuteczniejszy deo jaki kupić można w drogerii, na dodatek jest tani, wydajny i nie brudzi ubrań. Ideał na upały! Niestety podrażnia mi skórę (ale tak do przeżycia). Za to deo Dove dla skóry jest niesamowicie komfortowy. Chroni przyzwoicie, mimo kremowej formuły nie pozostawia po sobie 'skorupy' na skórze i no całkiem nieźle pachnie (chociaż chyba jednak wolę wariant Orginal). To mój czwarty (?) ich sztyft używany z rzędu co chyba najlepiej świadczy o mojej sympatii. I kupiony od niechcenia antyperspirant do stóp Bielenda. Niby nie mam problemów z potliwością stóp ale w te upały (znaczy nie te, ostatnio gdzieś poszły na szczęście) w zakrytych butach po całym dniu zdarzało mi się czuć niekomfortowo. Z Bielendą już tego dyskomfortu nie mam.


Kosmetyk który drażni czyli kolejny już u mnie produkt Organic Shop. Nie ogarniam ich fenomenu, nie lubię tej gęstej ciągnącej mazi i wykończenie trzeciego już opakowania na pewno zakończy moją przygodę z tego typu produktami tej firmy. Dwa kosmetyki do opalania (się) czyli mgiełka i krem Lirene. Oraz kosmetyk by się nie opalać - mgiełka Lirene SPF30. I drugi. Balsam SPF30 Nivea. I coś na fajne ciało - kolejny produkt Lirene a konkretnie antycellulitowa mezoterapia, po którą nie chce mi się sięgać bo jestem leniem :(
Organic Shop Peelingi cukrowe (recenzja)


Nie będę otwierać miliona balsamów na raz. Tak mówię za każdym razem i nigdy nie potrafię trzymać się mojego postanowienia. Szczególnie, że tyyyle fajnych produktów wpada w moje ręce. Ostatnio - trio marki Lirene. Mamy tu i olejkową mgiełkę i klasyczne balsamy - regenerujący i odżywczy o lekkiej formule. Wpadły w moje ręce niedawno więc na obecny moment mogę tylko wspomnieć, że zapowiadają się ciekawie i ze względu na działanie ale i na konsystencje oraz przyzwoite właściwości pielęgnacyjne. W turkusie pozostając -  pachnący deszczem balsam Fiji Resort Spa Dr Ireny Eris, który pewnie będę oszczędzać bo jest boooski i mi go szkoda :D Posiadam również dwa średnie pod względem nawilżenia ale pięknie pachnące produkty Johnson's Baby Bedtime: oliwkę i lotion do ciała.  I kolejny kosmetyk 'dla dzieci' balsam Dove Baby, który okazał się być mocnym ogniwem mojej pielęgnacji ze względu na intensywne nawilżanie skóry.
Dr Irena Eris Resort Spa Fiji peeling & balsam do ciała (pierwsze wrażenie)



Znowu monotematyczność. Nic jednak nie poradzę, że krem do stóp 30% Urea i krem do rąk Intensywna Regeneracja Lirene to moje ulubione kosmetyki z tej grupy produktów i często do nich wracam. Nowością jest dla mnie odżywczy krem do rąk Vianek. Kocham zapach tej serii a i samo działanie po pierwszych użyciach wydaje mi się być całkiem niezłe. Zobaczę co z tego wyniknie i nie omieszkam się moimi wrażeniami podzielić :)
Lirene krem do rąk Intensywna Regeneralcja (recenzja z 2014;)) 
Lirene krem do stóp 30% Urea (recenzja z 2014 ;))

You Might Also Like

13 komentarze

  1. Szukałam tej mgiełki brązującej Lirene w sklepach online i kurcze nie znalazłam :/

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo lubię brązująca mgiełkę Lirene, daje ładną, naturalną opaleniznę :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie też denerwuje peeling OS swoją mazistą konsystencją, mam balsam z tej serii antycellulitowej Liren, ale jakoś nie wiem czy działa w ten sposób ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że Lirene króluje ! :D Fajna ta Twoja pielęgnacja ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne zestawienie ;-) Orginal source mnie kiedyś rozczarował, ale może trafiłam na jakiś felerny egzemplarz?

    OdpowiedzUsuń
  6. Tyle produktów, a żadnego nie stosowałam. Ciekawie wygląda nowa seria Lirene :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Używam teraz peelingu Organic Shop, ale lubię tą formułę. ;) Reszty niestety nie dane mi było jeszcze używać ;) U mnie też kosmetyki do pielęgnacji ciała zmieniają się najczęściej ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Olejkowa mgiełka mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten mus z Nivea mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ze wszystkich produktów jakie pokazałaś stosowałam jedynie ten z Organic Shop i Vianka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ze wszystkich produktów znam jedynie peeling organic shop i osobiście bardzo go lubię :)

    OdpowiedzUsuń