Cukier i morze | LIRENE | MINERAL COLLECTION

Dziś o pielęgnacyjnych nowościach marki Lirene. Mowa oczywiście o ich mineralnej kolekcji iście letnich balsamów oraz mgiełki do ciała. Moje wrażenia? Pozytywne :) Szczególnie jeśli mowa o psikadle, które to zdobyło moje serce od pierwszego użycia i (niestety) dobija już dna.


Lirene Mineral Collection Dwufazowa mgiełka do ciała z koralem morskim

Balsam w sprayu. Idealna opcja dla leni i osób z ograniczoną ilością czasu. Nieufnie podchodziłam do produktu psikanego bo moje doświadczenia z tego typu atomizerami do tej pory były średnio udane. Tu są. Spray dozuje lekką mgiełkę i fakt, trzeba ją delikatnie rozprowadzić po skórze jednak psikadło robi tu większe pół roboty ;)

Mamy tu do czynienia z kosmetykiem dwufazowym, z fazą olejową. Mieszanie obu warstw nie jest problematyczne i wystarczy zaledwie lekkie wstrząśniecie by połączył się ze sobą w lekką emulsję.

Działanie? Bardzo przyzwoite. Mgiełka pozostawia na skórze lekką warstewkę, która świetnie chroni przed przesuszaniem. Dodatkowo całkiem nieźle radzi sobie z nawilżeniem skóry. Dodatkiem do całości jest niesamowicie przyjemny, lekko słodki morski zapach. Sięgam po nią z przyjemnością :)



Lirene Mineral Collection balsam do ciała odżywczy z jedwabiem morskim
Lirene Mineral Collection balsam do ciała multi regenerujący z minerałami z morza martwego 

Nie będę rozwodzić się nad nimi osobno ponieważ są do siebie bliźniaczo wręcz podobne. Oba balsamy zapakowane są w estetyczne, ciemnoniebieskie wygodne tuby. Mają przyjemne formuły - są treściwe jednak na tyle lekkie by nie zostawiać na skórze klejącej warstwy. Łatwo je rozsmarować. Łączy je również zapach. Podobny do zapachu mgiełki czy lekko słodki, morski, nienachalny i bardzo przyjemny dla mojego nosa aromat.

Właściwości pielęgnacyjne po raz kolejny nie zawodzą. Balsamy dobrze radzą sobie z moją bardzo suchą skórą. Nie są to kosmetyki stricte regenerujące czy odżywcze jednak jako codzienne, wieczorne nawilżacze zdecydowanie dają radę. Pomagają pozbyć się uczucia ściągnięcia, wygładzają skórę i zapewniają jej komfort. 


Jeśli zastanawiacie się nad zakupem zdecydowanie polecam Wam mgiełkę bo do tej sama z przyjemnością za jakiś czas do niej wrócę. Balsamy niewiele się od siebie różnią więc raczej nie ma znaczenia, po który sięgniecie jednak jeśli potrzebujecie czegoś niedrogiego, dobrze dostępnego w sam raz na lato to też niezły wybór. Lirene po raz kolejny mnie nie zawiodło :) Jestem ciekawa czy miałyście okazje używać któryś z tych produktów? :)

14 komentarzy:

  1. Ta mgiełka mnie bardzo przekonuje!

    OdpowiedzUsuń
  2. mam je i bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przygarnęłabym mgiełkę i balsamy już za sam kolor opakowań :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie wygląda ta seria :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę wypróbować spray bo nieraz nie chce mi się balsamować a to szybsza opcja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podobają mi się ich opakowania :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie prezentuje się ta seria. Mgiełka robi dużą furorę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja jestem nimi zauroczona ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. No i na mgiełkę zapewne zdecydowała bym się jako pierwszy z kolei ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Za firmą jakoś szczególnie nie przepadam, ale ta seria jest kusząca, zwłaszcza mgiełka :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie mgiełka zainteresowała mnie najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Brzmią ciekawie te kosmetyki,a szczególnie balsamy :)

    OdpowiedzUsuń

Instagram