ZBIORY KOSMETYCZNE | przegląd kosmetyków do MAKIJAŻU

by - czerwca 15, 2017


W makijażu zdecydowanie nie lubię półśrodków. Na twarzy noszę makijaż pełny albo nie noszę go wcale. Dziś zapraszam Was na aktualizację mojego stanu posiadania wraz garścią minirecenzji na temat używanych przeze mnie produktów.


Jeśli o podkładach mowa należę do tej grupy osób, które cenią sobie przede wszystkim naturalne wykończenie. Na chwilę obecną moimi dziennymi produktami do makijaży twarzy są podkład Bell Illumi oraz krem BB Orange Skin 79. Ten pierwszy zaczęłam używać niedawno (mimo pogłosek o jego jasności był dla mojej nieopalonej skóry zdecydowanie zbyt ciemny) i bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Ma przyjemną, kremową konsystencję, jest komfortowy w noszeniu i świetnie współpracuje z moimi filtrem (Lirene SPF 50). Ma lekkie krycie i nie należy do najtrwalszych jednak przypudrowany daje sobie rade na skórze przez parę ładnych godzin. Podobnie zachowuje się krem BB. Ten ma bardziej mokre, niezwykle promienne wykończenie i treściwszą formułę jednak ze względu na SPF używam go na lekkie matujące serum w mniej słoneczne dni i efekt na skórze jest dla mnie w pełni satysfakcjonujący.

Krem BB Pink ze Skin 79 traktuję po macoszemu - jego szaro-różowy odcień totalnie mi nie leży i pewnie zużyję go do mieszanek zimą. Podkład Perfect Tone Lirene niestety ciemnieje na mojej skórze niesamowicie. Jego poziom ciemności (bo mam odcień 120 Natural) mimo, że niemal powinien mi już pasować (produkty samoopalające poszły ostro w ruch) tak niestety wytrąca tak intensywnie pomarańczowe tony, że raczej się nim nie nacieszę. Na koniec mój ulubieniec czy Catrice HD Liquid Coverage Foundation. Kosmetyk, który wymaga dobrej bazy (u mnie maska bankietowa Nocne Życie Dermiki) i zdecydowanie nie jest opcją codzienną ze względu na zbyt intensywny jak na moje preferencje poziom krycia jednak jest to kosmetyk na tyle długotrwały, że nie straszne mu 15h godzin na twarzy.

Pod oczami gości u mnie Catrice Liquid Camouflage w odcieniu 010. Obok nowość w odcieniu 005 czekająca na swoją kolej. Jestem ogromną zwolenniczką tego kosmetyku, który świetnie współpracuje z treściwszymi kremami po oczy (ma dość suchą formułę) jednocześnie zapewniając konkretne krycie zasinień.

Catrice - trzech ulubieńców (recenzja)


Bez pudru się u mnie nie obejdzie. Na chwilę obecną posiadam dwa. Maltretowany przeze mnie w ostatnich tygodniach wodoodporny, jasny, niesamowicie drobno zmielony Mattifying Powder Prime and Fine Catrice. Kosmetyk, który jednocześnie pięknie matuje i pozostawia na skórze subtelne, jedwabiste, niesamowicie naturalne wykończenie. Jednak powoli wracam do pudru sypkiego Banana Dream W7, który to towarzyszył mi całe ubiegłoroczne wakacje.  To lekki, wykończeniowy puder, który swoim żółtym zabarwieniem świetnie ujednolica odcień skóry.

W kategorii rozświetlania skóry bazuję obecnie na jednej marce. Od dłużej chwili gości o mnie Shimmering powder Bell, który jest moim mały odkryciem. Nie jest to kosmetyk, który pozostawia na skórze pożądany efekt tafli, za którym osobiście nie przepadam (na stare lata stwierdziłam, że nie wygląda to naturalnie). Produkt Bell delikatnie rozświetla skórę drobnymi rozświetlającymi drobinkami, jednocześnie ożywiając ją, nadając jej lekko piaskowego odcienia. Mogę Wam również polecić brązer z tej linii - stosowałam go namiętnie przez ostatnie miesiące.  Posiadam również puder z linii Secret Garden. Rozbielający skórę, produkt o lekko drobinkowym wykończeniu, który jak podejrzewam świetnie sprawdzi się na skórze bladej. Więc czeka do zimy ;)

Totalny ulubieniec - puder brązujący Provoke Dr Irena Eris o fakturze czekoladki. Drobnozmielony, jednocześnie zbity brązer, którym nie da się zrobić sobie krzywdy. Ma piękny, ciepły odcień przez co cudownie imituje naturalną opaleniznę. Niby nie ma jakichś ordynarnych drobin jednak nie jet też do końca matowy przez co skóra po jego użyciu wygląda 'zdrowo'. Szalenie go lubię.

W7 sypki puder Banana Dream (recenzja)


Z cieniami raczej nie szaleję, aczkolwiek preferuję mocniejszy makijaż oka na co dzień. Zazwyczaj podkreślam załamanie neutralnym, szaro-brązowym odcieniem (z paletki Eveline lub wypiekanym z duetu Provoke) a na środek powieki nakładam coś mniej lub bardziej błyszczącego (dwa jaśniejsze odcienie z potrójnych cieni Provoke, czarno-bordowy cień z paletki Eveline, lub odcień odcienie taupe z Rimmela).

Posiadam też dwa matowe cienie z Bell. Jeden brzoskwiniowy, drugi pastelowo żółty. Oba jakościowo nic mi nie urywają ale nieźle wyrównują koloryt skóry. A gdy zależy mi na dużej trwałości makijażu zamiast bazy sięgam po cień w kremie tego samego producenta. Mój w klasycznym, szaro-różowym odcieniu z linii Vanted.

Provoke cienie do powiek (recenzja)


Trzy tusze z prawego rogu to moje zapasy: Max Volume Plus Wet n Wild, Vertige Volume Yves Rocher, Volume 1 seconde Ultra Black Bourjois. Wszystkie są mi dotąd nieznane więc w żaden sposób się do niech nie ustosunkuję. Aczkowiek ta gromadka lada dzień powiększy się o tusz L'Oreala Miss Manga, który właśnie do mnie zmierza ;)))

Jeśli mowa o tuszach, które używam na chwilę obecną szalenie zadowolona jestem z Volume 1 seconde Bourjois w wersji klasycznej. Jest trwały, na rzęsach robi firanki (a rzęsy mam beznadziejne) i jest niesamowicie czarny. Maskara Sexy Pulp Yves Rocher to moje drugie podejście do tego tuszu. Pierwsze zakończyło się wydaniem go w inne ręce bo nie dość, że efekt jaki daje na moich rzęsach jest marny to i trwałością nie powala. Na szczęście zaopatrzyłam się w serum do rzęs Eveline 8w1, które to totalne wyratowało ten produkt w moich oczach (aczkolwiek używany solo to dla mnie nadal badziew).

Z podkreślaniem brwi nie szaleję. Używam drugie z rzędu (i na pewno nie ostatnie!) opakowanie wosku do brwi Bell. Odcień blondynka jest chłodny ale nie szary, lekko wypełnia moje rzadkie włoski i wygląda turbo-naturalnie. U-wiel-biam.


Na koniec kosmetyki do ust. Przyznaję się bez bicia, że częściej na moich ustach goszczą pomadki ochronne niż typowe kosmetyki koloryzujące jednak od czasu do czasu lubię 'zaszaleć'. Z nudziakami ;) Matowe pomadki Provoke mają przyjemną formułę musu, matowe wykończenie i przyzwoitą trwałość. Jak na kosmetyk, który nie zastyga na ustach na skorupę. Są komfortowe w noszeniu a najjaśniejszy, lekko biszkoptowy odcień beż zdobył moje serce szybko i skutecznie.

Błyszczyk Provoke to mój drugi w dłuższym odstępie czasu i muszę przyznać, że firma 'umie' błyszczyki robić. Są gęste, treściwe jednak niezbyt lepkie jak na intensywność blasku.

Dr Irena Eris Provoke matowe pomadki w płynie (recenzja)
Dr Irena Eris Provoke błyszczyk (recenzja)


Jak na standardy 'blogerskie' i moje ciągoty do gromadzenia uważam swój zbiór za sensowny i rozsądny (co za miłe urozmaicenie patrząc na pielęgnację wysypującą się z kartowów z zapasami :D). Jestem ciekawa czy należycie do minimalistek w tej dziedzinie?

You May Also Like

9 komentarze

  1. U mnie to wygląda różnie :) Natomiast z twoich kosmetyków od niedawna mam ten korektor Catrice w odcieniu 005 i bardzo go lubię :) Mam ochotę na ten pomarańczowy krem BB ze Skin79. Ciekawi mnie on i to bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widze wiele kosmetykow ktore i u mnie sie sprawdzaja, super <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam produkty Catrice z serii HD. Sama mam zawsze kilka sztuk w zapasie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oprócz podkładów i pudrów, mam zawsze wszystkiego pełno w zapasach. I na dzień dzisiejszy zostałam bez podkładu dziennego i pudru :o Ciekawi mnie ten bronzer od dr Ireny Eris:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twój zbiór jest BARDZO rozsądny! :) Ja się nie przyznaję :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie jest tego znacznie więcej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawy zbiór, uwielbiam błyszczyki Provoke, natomiast z kremami BB azjatyckimi się nie polubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę w końcu zamówić puder bananowy, chodzi za mną od jakiegoś czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię produkty Bell, zwłaszcza ich CC krem i korektor pod oczy Multi Mineral :D

    OdpowiedzUsuń