Przełam uprzedzenia | LIRENE Dermoprogram | Wygładzająca eksfoliacja | Antycellulitowe serum o działaniu złuszczającym | 5% kwasu migdałowego

   Nie mam problemów z systematycznym balsamowaniem ciała. Najmniejszego. Gdy przychodzi mi jednak do stosowania wszelkich 'upiększaczy' budzi się we mnie wewnętrzny (uparty) osioł i mimo, że to to pod ręką na łazienkowej półce stoi moja dłoń każdorazowo omija taki kosmetyk łukiem szerokim. Zazwyczaj po kilkunastu (w miarę systematycznych) aplikacja tuba, butla czy inny pojemnik przesuwa się coraz dalej w otchłań mebla i przy okazji kolejnych porządków trafia w inne ręce. Tym razem wszystko poszło... gładko! I przenośni i w praktyce. Bo kosmetyki, których działanie widać faktycznie chce się używać.

    A tak swoją drogą byłam pewna, że zrobiłam zdjęcia do tego posta. Rękę bym sobie dała uciąć. Przeszukiwanie dysku spełzło na niczym bo żaden folder z nazwą 'Lirene' za chorobę nie wpisywał się w najmniejszy sposób w tematykę poszukiwanego ;) Denko opublikowane, tuba w śmieciach i gdy porzuciłam już nadzieję... znalazłam. Pod nazwą 'migdał'... Chyba pora na porządki.


     Zacznijmy od początku. Opakowanie to wygodna, bardzo miękka tuba, która pozwala wydobyć kosmetyk do cna.  A tuba zapakowana jest w kartonik pełen informacji i obietnic. Za pojemność 200 ml przyjdzie nam zapłacić około 20 zł co jest przeciętną kwotą za tego typu drogeryjny produkt.

   Mamy tu do czynienia w produktem i złuszczającym i antycellulitowym. A raczej pierwsza właściwość ma w widoczny sposób wpłynąć na tę drugą. Ja sięgnęłam po balsam gdy załamałam ręce nad skórą moich ud. I wcale nie mam tu na myśli cellulitu (mam, olewam) a o fakturę papieru ściernego z czym nie radziły sobie typowe nawilżacze. I gdy moje rozmyślania 'co z tym zrobić?' skończyły się na 'może by to potraktować jakimś kwasem?' przypomniałam sobie, że produkt ten siedzi na ławce rezerwowej w moich zapasach od... wstyd przyznać kiedy.


   Formuła tego serum jest niesamowicie przyjemna. Jest lekkie, szybko się wchłania, niemal nie pozostawia na skórze warstwy przy czym już bezpośrednio po nałożeniu czuć lekkie napięcie. Nie powoduje ono jednak dyskomfortu. Wkupiło się w moje łaski brakiem efektu grzania czy chłodzenia - na skórze ciała nienawidzę (co innego twarzy czy stopy ;)). A także zaleceniem stosowania go wyłącznie raz dziennie. Bo przy tych 'razy dwa' wymiękam. Nie do końca jednak przypadł mi do gustu jego zapach - jest typowy dla tego typu wynalazków, nijaki, trochę chemiczny.

   Mam wrażenie, że obietnica złuszczenia co niektórych może odstraszać. Aczkolwiek migdał w stężeniu 5% potrafi niewiele zdziałać (jeśli mowa o ewentualnej wylince) na skórach twarzy więc w przypadku skóry ciała prawdopodobieństwo łuszczenia wydaje mi się być nikłe. I tak też było. Jednak tak delikatne stężenie wystarczyło bym pozbyła się 'tego czegoś' co sprawiało, że faktura skóry przypominała tarkę. I to szybko. Po tygodniu miałam już wrażenie, że coś się fajnego dzieje (placebo? ;)), po trzech różnica była wyczuwalna.

   Kwestia cellulitu. Bądźmy rozsądni... podstawą do eliminacji tegoż jest zdrowa dieta i aktywny styl życia.  A nie balsam. Ten ma co najwyżej wesprzeć naszą walkę. I nie wiem czy ten akurat specyfik działa bo u mnie zmian w tym temacie brak. Zauważyłam jednak że robi to co chyba każdy tego typu kosmetyk czyli wygładza i napina.. I chwilowo i na dłużej bo mimo, że z tubką pożegnałam się chwilę temu nadal widzę różnicę w kondycji skóry. Na plus. A jako, ze tak świetnie poszło mi z jego używaniem właśnie sięgnęłam po kolejny tego typu produkt dla podtrzymania efektu... Wiedzcie, że coś się dzieje :P


Używacie tego typu kosmetyki?

14 komentarzy:

  1. Na szczęście nie mam problemu z cellulitem, ale cieszę się że wygładza i napina :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już od dawna nie stosowałam tego typu produktów, bo najczęściej albo są okropnie chłodzące, albo okrutnie rozgrzewające, a żadnego z tych efektów bo prostu nie znoszę. Z cellulitem na udach już się zdążyłam zaprzyjaźnić, ale z suchą, nierówną skórą już nie do końca. Czytając Twoją recenzję już wiem, po co sięgnę - pora przełamać moją niechęć do wszelkiego typu cellulitowych pogromców! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ehh... Nie używam takich specyfików. Mnie ciężko przekonać do balsamowania. W opór lenistwo XD No chyba, że sytuacja jest podbramkowa i muszę to wtedy tak 😁

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy go nie uzywalam, ale wydaje mi sie ciekawy i kusi mnie jego zakup :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno w końcu do mnie trafi :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie używałam do tej pory tego typu kosmetyków, ale teraz mam ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z tej kategorii do tej pory najczęściej sięgałam po kosmetyki Eveline, z Lirene nie było mi po drodze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam produkty z Lirene i miło wspominam ;) Najbardziej lubiłam te rozgrzewające i chłodzące ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie uzywałam tego typu produktów, ale jestem ciekawa jakby się to sprawdziło u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie go stosuję. Nie mam wprawdzie większych problemów z cellulitem, ale wygładzenie skóry zawsze się przyda.

    OdpowiedzUsuń
  11. haha ja też czasem foldery podpisuję tak, że nawet sam autor nie wie co miał na myśli :D ja teraz podkradłam siostrze jakiś chłodzący z elevine (chyba) i to cholerstwo tak daje, że ciężko wytrzymać, ale w sumie przez to mam poczucie, że działa chociaż efektów nie widzę, ale ja jestem ogromnie nieregularna przy stosowaniu smarowideł do ciała, więc póki co wybaczam :D

    OdpowiedzUsuń

Instagram