środa, 22 marca 2017

Lepiej mniej niż więcej | VIANEK | odżywczy olejek do włosów

Mam nieodparte wrażenie, że olejowanie włosów straciło trochę na swojej popularności. Po wielkim boomie na tę metodę zrobiło się o niej cicho. Może nie zupełnie, jednak zdecydowanie mniej postów o tej tematyce (oraz produktów do olejowania) przewija się na blogach które czytam.

Ja jednak jestem jej od bardzo długiego czasu wierna. Może i trochę ją zmodyfikowałam pod swój styl życia -  nie nakładam olei na milion godzin tylko średnio na trzydzieści minut przed myciem, jednak dzięki temu mogę być (i jestem) w swoich poczynaniach bardziej systematyczna. Oleje goszczą na moich włosach przynajmniej raz w tygodniu ale zdarza mi się używać je co drugi dzień. I dzięki tej metodzie udaje mi się utrzymać moje suche końce we względnie przyzwoitej formie.

Dziś o olejku z mojej ulubionej (pod względem zapachu) odżywczej serii Vianka, który jakiś czas temu pojawił się w pudełku Joybox


Zaczniemy od opakowania. Które standardowo będę chwalić za szatę graficzną. Pochwalę je również za wygodna, bezawaryjną pompkę, która wydobyła produkt do cna. Olejek ten kosztuje w okolicach 15-20 zł za 200 ml i tu pojawia się pierwszy zgrzyt. Bo nie wiem jak długie trzeba mieć włosy, żeby zużyć tak ogromną pojemność w przepisowe 3 miesiące od otwarcia. Mi się to nie udało mimo naprawdę systematycznego stosowania. I wydaje mi się, że pojemność o połowę mniejsza była by wystarczająca dla większości użytkowniczek.





Olej należy do tych bardzo gęstych i treściwych. Nałożony na włosy pozostawia na nich wyczuwalną, tłustą powłokę. Mimo o, ku mojemu sporemu zaskoczeniu, bardzo łatwo zmyć go z włosów (i skóry głowy) pierwszym lepszym szamponem bez silnych detergentów.

Jeśli mowa o jego działaniu szału nie ma. O ile o długofalowe okazało się być przyzwoite (nie zauważyłam pogorszenia stanu włosów, ba, w ostatnich tygodniach moje końce są w naprawdę fajnej formie) tak zabrakło mi efektu wow bezpośrednio po jego użyciu. Niby włosy były lekko wygładzone, jednak nie zaobserwowałam ich zmiękczenia i blasku, jaki często fundują moim kłakom produkty olejowe.
Żeby dać mu szansę użyłam go dwa razy na noc (nienawidzę) z nadzieją, że może potrzebuje więcej czasu by dać satysfakcjonujący mnie efekt. Niestety, jak działanie oceniałam jako nijakie taka też moja ocena pozostała.

Jeśli miałyście już do czynienia z tą linią Vianka, wiecie że jej zapach jest specyficzny. Słodki, lekko mdły, dość charakterystyczny. Ja osobiście go uwielbiam więc użytkowanie tego olejku było dla mnie niesamowitą przyjemnością.

Jak już wspominałam - zużycie tak wielkiej butli w przypadku stosowania go do włosów okazało się być dla mnie awykonalne. Gdy zaczęłam oscylować w teoretycznym terminie końca jego przydatności (nie zmienił ani zapachu ani formuły) stwierdziłam, że zostało mi jeszcze blisko połowa opakowania. Postanowiłam więc użyć go do ciała. Pomijając kwestię jego koloru (na szczęście nie barwi ubrań) spisał się super - wyraźnie natłuszczał i odżywiał skórę na długie godziny fundując mi jednocześnie aromaterapię bo zapach okazał się być na skórze bardzo trwały.

Nie jest to dla mnie produkt wart powrotu jeśli mowa o stosowaniu go na włosy. Jednak chętnie za jakiś czas przygarnę kolejną butlę (tego, lub wariantu strice do ciała) by używać go jako wieczorny element pielęgnacji ciała. Jednak ze względu na bogatą formułę raczej nastąpi to bliżej jesieni ;)


13 komentarzy:

  1. Dawno nie olejowałam włosów, powinnam do tego wrócić ;) Jeśli chodzi o stosowanie olejów do ciała, to raczej ich unikam, bo bardziej mnie przesuszają niż nawilżają ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie jestem regularna w takich zabiegach niestety

    OdpowiedzUsuń
  3. ja cały czas używam olejów do włosów i właśnie też aktualnie stosuje ten od Vianka. patrzeć jak też napiszę o nim coś na blogu, ale zdradzę, że mam podobne odczucia co i Ty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że w przypadku pielęgnacji włosów efekty były lekko rozczarowujące. Ja ostatnio dosyć regularnie nakładam na włosy olejek z nasion bawełny i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z jego działania. Ładnie nawilża włosy, dyscyplinuje je i chroni przed rozdwajaniem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja przerwałam ten rytuał na kilka miesięcy,ale od niedawna wróciłam i mam nadzieję,że z regularnością też nie bd źle. A tego cudaka może sprawdze u siebie :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też skończyłam z olejowaniem włosów. Nakładam tylko olejkowe serum na końcówki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że tak słabo spisuje się na włosach ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. A myślałam,że okaże się hiciorem:(.U mnie świetnie spisuję się olejek Aussie jako jedyny nie obciąża mi włosów:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie miałam z nim styczności, ale chętnie go wypróbuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubie go za zmywabie, ale dla mnie tez jest za lekki

    OdpowiedzUsuń
  11. Tęsknię za czasami olejowania, kiedy moje włosy wyglądały tak pięknie :) Od koleżanki usłyszałam nawet, że mam najbardziej błyszczące włosy na roku (a kierunek był raczej żeński!) :D Ostatnio brak mi systematyczności, co zdecydowanie widać w kondycji włosów. Może skuszę się kiedyś na ten olejek, niezbyt się sugeruję opisem działania, bo jednak każde włosy lubią co innego :) Tylko te 3M przerażają...

    OdpowiedzUsuń
  12. miałam kiedyś na niego ochotę.. ale samo przeszło :-D

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie ostatnio olejki też poszły w ruch ale firmy DNC ;)

    OdpowiedzUsuń