Arktyczna róża? | ICEVEDA | nawilżająca emulsja ziołowa do włosów suchych

Odkąd odkryłam, że wieloetapowe nawilżanie, dociążanie i odżywanie moich włosów daje mi możliwość zapewnienia im dobrego wyglądu (mimo ich mankamentów) przestałam szukać produktów idealnych. Sięgam po kosmetyki, które solo mogłyby zupełnie się u mnie nie sprawdzić (jak ten oto właśnie) jednak dorzucone do pozostałych potrafią zdobyć moje serce szybko i skutecznie.

Marka Iceveda interesowała mnie już od jakiegoś czasu i gdy w końcu skusiłam się na ich kosmetyki (stosuję obecnie trzy) okazało się, że miałam nosa. Bo do żadnego nie jestem w stanie się przyczepić. Ba, zdobyły moją sympatię tak szybko i skutecznie, że podejrzewam że zbyt długo nie oprę się kolejnym.


Jestem posiadaczką włosów cienkich, dosyć rzadkich, zniszczonych na końcach (no, na połowie długości) za względu na ich rozjaśnianie. Włosy naturalne mam miękkie i lejące, te pamiętające zderzenie z koloryzacją są sztywne i sianowate. I tutaj trudno mi znaleźć równowagę pomiędzy ich nawilżeniem, odżywieniem i dociążeniem a brakiem obciążenia. Z tego też względu lubię produkty lekkie. W dużych ilościach :D

Mgiełka Iceveda dedykowana jest nie tylko włosom a również skórze głowy. Nie do końca byłam do tego przekonana ze względu na silikon na przedzie i moją skórę, która lubi kaprysić. Aczkolwiek, o dziwo, nic niefajnego po tym produkcie mi się na głowie nie działo. Bo, mam wrażenie, że skóra była przyjemnie nawilżona ale... stosowałam tę mgiełkę na skalp może tydzień w przerwie mojej kuracji wcierką Vianka (o której niebawem) więc nie traktujcie tego jako wiążącej opinii.

Stosuję ją jednak na włosy często i systematycznie. I tutaj efekty są dla mnie w pełni satysfakcjonujące. Używam ją na całą długość włosa. Działanie na włosach zdrowych jest świetne - mgiełka przepięknie je nawilża i zmiękcza, sprawia że są bardzo gładkie jednocześnie nie obciąża ich i nie sprawia, że włosy smętnie leżą na głowie. Z czym mam spory problem. Na włosach zniszczonych efekt nie jest aż tak spektakularny jednak nie jest też zły. Delikatnie nawilża, zmiękcza i ułatwia ich rozczesywanie. W najmniejszym stopniu włosów nie obciąża.

Jednak rzeczą, którą w niej lubię najbardziej jest jej zapach. O borze zielony, jak to pachnie! Niesamowicie. Ale zaznaczam, że będzie to produkt wyłącznie dla osób, które lubią babciny zapach różanych płatków. Bo właśnie ten aromat wybija się na pierwsze tło. Dodatkowo utrzymuje się on na włosach, może nie do kolejnego mycia, ale faktycznie przez jakiś czas lubię wsadzić nos we włosy (albo na odwrót), żeby ten zapach poczuć. Mam w zapas żel pod prysznic i peeling z tej serii i jeśli będą pachnieć identycznie będę bardzo szczęśliwym człowiekiem (;)).

Z kwestii teoretycznych. W składzie znajdziemy parę fajnych ekstraktów, pomijając ten nieszczęsny silikon na przodzie (mi nie wadzi). Butla to typowy plastik jakości średniej (błyskawicznie popękała mi zakrętka) o całkiem przyjemnej szacie graficznej. Forma aplikacji to wygodny i zupełnie bezawaryjny (przynajmniej do tej pory) spray. Produkt kupicie w sklepach typu 'z kosmetykami rosyjskimi/estońskimi) w cenie 10-15 zł za 125 ml. O dziwo mimo, że używam go hojnie wcale nie użył się tak błyskawicznie jak zakładałam. Podsumowując. Mogę go Wam polecić. Sama mam inny wariant tego kosmetyku w zapasach i chyba kupię kolejne dwa dostępne w ofercie producenta. Cóż, kosmetykoholiczka ;))



Jeśli jesteście zainteresowani tą marką zapraszam również na recenzję intensywnego i aromatycznego peelingu wygładzającego z cedrem i sandałem (:D).

18 komentarzy:

  1. Słyszę o tej marce po raz pierwszy, ale zamierzam przyjrzeć się bliżej jej produktom :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że zapach też by mnie zachwycil ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiłaś mnie tym produktem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie widziałam tegoż kosmetyku nigdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy go nie widziałam, ale chyba trzeba to zmienić.. moje również ostatnio rozjaśniane nie są w najlepszej kondycji..

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj mam tą firmę na oku od jakiegoś czasu 😜 Ale na razie jestem ciekawsza recenzji Vianka 😜

    OdpowiedzUsuń
  7. ciekawi mnie jak pachnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie by taki zapach drażnił. :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Raczej nie dla mnie, bo mam suche, farbowane na blond włosy, które potrzebują silnie działających produktów ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak opisałaś, że czuję się skuszona tą mgiełką :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie znam tego produktu, ale wygląda ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  12. przez silikon też używałabym na długości. Chyba się skuszę, bo wychodzi taniej niż moja ulubiona mgiełka z EcoLab :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uhu .. to jest dla mnie ! Mam taki sam problem z włosami jak Ty ;) A gdzie go kupiłaś ? ;*

    OdpowiedzUsuń

Instagram