Coś się zepsuło | MINCER PHARMA | Vita C Infusion | Przeciwstarzeniowe serum olejkowe

stycznia 27, 2017

Napaliłam się na to serum jak głupia. Powstrzymywała mnie od zakupu chyba spora cena. Koniec końców znalazło się ono w moich rękach i... sama nie wiem. Zapraszam na recenzję :)


Opakowanie tego produktu to klasyczna buteleczka z pipetą wykonana z ciemnego szkła. Produkt ma pojemność 15 ml i kosztuje bagatela 40-60 złotych. Mój egzemplarz ku mej wielkiej radości znalazł się w pudle Joybox. Bo gdyby się tak nie stało pewnie zwlekałabym z zakupem ze trzy kwartały ;)

Daruję sobie opowieści o zbawiennym wpływie witaminy C na naszą skórę, nie będę też analizować składu rozkładając każdy element na czynniki pierwsze bo... mnie to nie jara. Wierzcie lub nie ale sięgając po kosmetyki bardziej liczy się dla mnie końcowe działanie niż proporcje zawartych w nich części. Aczkolwiek recenzji z analizą każdego pierwiastka znajdziecie w sieci od groma - linia Vita C Ifusion była promowana przez producenta na wszystkich frontach.

Serum olejkowe to nie do końca moja bajka. Po oleje w pielęgnacji twarzy sięgam raczej sporadycznie. Przetestowałam kombinacje różne jednak moja skóra zdecydowanie lepiej reaguje na produkty kremowe niż olejowe (ale szyja i dekolt oleje lubią - ot, zagadka). Z tego też względu mimo całej mojej chęci posiadania tego kosmetyku podeszłam do niego trochę nieufnie.

Olejek jest niesamowicie przyjemny. Ma lekką, typowo satynową formułę znaną mi z suchych olejków. Szybko się wchłania, pozostania na skórze delikatny poślizg (idealny pod masaż twarzy) jednocześnie na daje uczucia obciążenia czy oblepienia. Przez większość mojego dwumiesięcznego użytkowania tego produktu stosowałam je pod krem. Przeważnie raz dziennie, w pielęgnacji nocnej, bo na dzień jednak wolę inne formuły kosmetyków.

Używałam je dzielnie. Codziennie. Za wyłączeniem jednego tygodnia gdy to odstawiłam je poszukując winnego mojego wysypu - to nie ono, na szczęście. Czy zauważyłam jakieś oszałamiające efekty? No nie. Nie powiem, że ten produkt nie zrobił nic bo oszukiwać nie chcę ale... u mnie równie fajnie sprawdzało się tańsze, większe (ale nie bardziej wydajne), lepiej dostępne i o przystępniejszej dla mnie formule serum z wit. C Bielenda. Oba dawały przyjemne uczucie rozpromienienia i delikatnego rozjaśnienia skóry. I... tyle. No, Bielenda jeszcze nawilżała, Mincer niestety tego nie robi.

Teraz przejdziemy do tytułowego psucia. I tutaj jestem zła. Serum to zdaniem producenta ma być ważne przez 6 miesięcy od otwarcia. Chyba miałam pecha bo moje dokładnie po 10 tygodniach od otworzenia zaczęło śmierdzieć. Mocno. Nie przechowuję pielęgnacji twarzy w łazience żeby eliminować tego typu historie, to konkretne serum trzymałam nawet w zamknięciu żeby wyeliminować utleniania się witaminy C. Nic to nie dało. Z dnia na dzień z lekkiej zmiany zapachu (na gorsze) zaczęło pachnieć tak, że ja go już na skórę nie nałożę. Nie wiem czy to kwestia felernej partii, felernego opakowania (mam wrażenie, że guma trzymająca pipetę nie przylegała szczelnie) czy po prostu mojego pecha. Aczkolwiek większe pół produktu wylądowało w koszu.

Trochę jestem rozczarowana. Bo liczyłam na efekt wow a otrzymałam dobry chociaż nie spektakularny kosmetyk, którym jeszcze jak na złość nie mogłam się do końca nacieszyć. Nie wrócę do tego serum. Nie zachęciło mnie do siebie na tyle by inwestować w kolejne opakowanie. Aczkolwiek plusem jest fakt, że w najmniejszy sposób nie podrażniało mi skóry (a to się zdarza w przypadku mojej twarzy i witaminy C). Jeśli macie ochotę przetestować jakiś kosmetyk tego producenta polecę Wam śmiało ich nawilżającą mikroermabrazję z tej linii. Tego serum polecać nie będę.




You Might Also Like

19 komentarze

  1. O kurcze nieciekawie ;/ ja tez czasami spotykam się z kosmetykami które niby wazność dobra a zaczynają po prostu brzydko pachnieć i boje się je nakładać na ciało :( Szkoda że taka felerna partia Ci się przytrafiła ;(

    OdpowiedzUsuń
  2. no szkoda, że ostatecznie tak wyszło..

    OdpowiedzUsuń
  3. Też chciałam spróbować ale po Twojej recenzji jakoś mi się odechciało:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam to serum, używam już dosyć długo. Faktycznie nie nawilża, ale moje na szczęście się nie zepsuło :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja lubię sobie sama robić serum z witaminą C i muszę do tego wrócić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie kupiłabym w tej cenie, ale na końce włosów mógłby się fajnie sprawdzac patrząc na skład.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ech, nieciekawie z nim wyszło :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze, że nie kupiłaś go w cenie regularnej tylko w boxie. Bo mnie chyba szlag by trafił jakbym wydała sześć dych na serum, które się zepsuło...

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurczę, tak to jest z kosmetykami naturalnymi, że potrafią śmierdząco zaskoczyć. Ja tak wyrzuciłam dwie pomadki z Sylveco, w dużej mierze niewykończone, zepsuło mi się też serum Dermofuture z wit. C :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam tego serum. Dla mnie nr 1 jest serum z wit C i retinolem z Norela

    OdpowiedzUsuń
  11. bielendy nie mialam ale to serum mam i widze efekty skora jest bardziej delikatna i ciensza i ma ladny koloryt:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurcze,trochę słabo to wygląda.Ja polecam serum z witaminą C Biochemii Urody,co prawda nie nawilża ale bardzo ładnie rozjaśnia buzię:)

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie nie było tak źle, ale też nie było wielkiej rewelacji. Najmilej wspominam mikrodermabrazję, ale niestety zostawiłam resztę córce, bo pytała o jakiś dobry peeling. No i mam, muszę go sobie teraz kupić, ale naprawdę warto :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ojej, no to słabiutko jak za taką kasę efekt marny. mnie ostatnio chodzi po głowie to serum z biochemii urody :P

    OdpowiedzUsuń
  15. To kicha :/ a te serum jest taaak chwalone :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Miałam to serum, u mnie bardzo dobrze się sprawdziło i na szczęście nie popsuło się podczas używania. Mikrodermabrazji nie miałam, ale polubiłam krem do twarzy z tej serii :) Jeśli chodzi o sera z wit. C to dobrze wspominam jeszcze serum marki GlySkinCare.

    OdpowiedzUsuń