niedziela, 31 grudnia 2017

Na tak i na nie | DERMEDIC HYDRAIN3 HIALURO | peeling enzymatyczny | płyn micelarny

5
   Dziś zapraszam Was na recenzję dwóch kosmetyków aptecznych marki Dermedic. Jeden z nich zdobył moją sympatię od pierwszego użycia, drugi jednak nie do końca spełnił moje oczekiwania. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii zapraszam na ciąg dalszy :)


   Peelingi enzymatyczne to świetna alternatywa typowych mechanicznych zdzieraczy. To produkt, który świetnie sprawdzi się u posiadaczek skór wrażliwych i naczyniowych jednak nie tylko. Łagodność i skuteczność tego typu kosmetyków może okazać się być dobrym rozwiązaniem także dla leni, którym nie chce się wykonywać peelingu mechanicznego. Ot tak, po prostu.

➪ Producent zaleca stosować go raz w tygodniu nakładając na skórę cienką warstwą na 10-15 minut. Nadmiar zmywamy wacikiem, resztki można pozostawić do wchłonięcia.
➪ Składniki aktywne tego produktu to: woda termalna, kompleks kwasów AHA i L-argininy (6%), kwas hialuronowy, mocznik, gliceryna i alantoina.
➪ Kupicie go w aptekach za około 20-30 zł za 50 ml.

   Konsystencja to lekki, puszysty krem. Produkt pachnie charakterystycznie dla kosmetyków tej firmy. Zapach jest morski, trochę mdły ale w tym konkretnym produkcie mnie nie drażni.

   Moje wrażenia? Niesamowicie pozytywne. Po pierwsze jest to kosmetyk niesamowicie skuteczny. Pięknie radzi sobie z suchymi skórkami (a tych u mnie nie brakuje) dodatkowo delikatnie rozświetla i rozjaśnia skórę. Jest delikatny. Nie podrażnia, nie wywołuje pieczenia czy uczucia rozgrzania ani zaczerwienienia skóry.


   Płyn micelarny niestety już tak dobrego wrażenia na mnie nie zrobił. Oprócz szeregów plusów ma niestety dwie wady, które go u mnie dyskwalifikują i nie zachęcają do zakupu kolejnego egzemplarza.

➪ Składniki aktywne tego produktu to: woda termalna,  kwas hialuronowy, Hydroveg VV, gliceryna, alantoina, mocznik.
➪ Kupicie go w aptekach za około 10 zł za 100 ml, 20 zł za 200 ml, 40 zł za 500 ml.

  Plusy? Delikatność! Ten płyn nie tylko nie podrażnia ale na dodatek pięknie łagodzi ewentualne podrażania. Skóra po jego użyciu jest miękka, ukojona, wręcz delikatnie nawilżona. Świetnie sprawdzał mi się do porannego oczyszczania bo...

   Minus numer jeden: ten produkt nie należy do zbyt skutecznych jeśli o demakijażu mowa. O ile pozbędzie się ze skóry resztek podkładu czy kremu BB jednak nawet z niewodoodpornym tuszem było... cienko. A szkoda. Minus numer dwa: zapach. Jeżu jak to mocno pachnie! Sama nuta zapachowa nie jest wybitnie zła ale jego moc to dla mnie, niestety, przegięcie.


Znacie te produkty? Jak Wasze wrażenia?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 25 grudnia 2017

ULUBIONE #12 2017 | odkrycia i ulubieńcy grudnia :)

8

Kolejny miesiąc już niemal  za nami pora więc na (wcale nie krótkie) podsumowanie kosmetycznych ulubieńców. 


   Kocham glinki. Używałam ich kiedyś namiętnie jednak kilka (kilkanaście?) ładnych miesięcy temu włączył mi się tryb lenia i poszłam w gotowce. Stwierdziłam jednak, że czas najwyższy wrócić do mieszania masek własnych i... kupiłam glinkę ghassoul Nacomi. Bo tej jeszcze nie miałam. Pierwsze wrażania? Ma moc! Używałam już glinek wielu i ta to dla mnie coś pomiędzy zieloną i czerwoną. Używana solo (wymieszana z samą wodą/tonikiem znaczy) po pięciu minutach nadaje się u mnie do zmycia jednak nakładana z olejem czy żelem (o tym za chwilę) a najlepiej z jednym i drugim, potrzymana na skórze 10-15 minut daje efekt wow. Po pierwszym użyciu kupiłam dwie kolejne glinki (zieloną i czarną) domyślić się więc musicie, że powrót do tego typu masek okazał się być bardzo satysfakcjonujący.

   Miłość od pierwszego wejrzenia? Emulsja micelarna Polny warkocz *-* Nie dość, że szata graficzna powala na kolana to zawartość... cudo. Produkt ten pięknie radzi sobie z demakijażem (czy odświeżaniem skóry rano) jednocześnie jest tubro łagodny i kojący. Ma przyjemny zapach, nie kosztuje majątku, produkowany jest w niewielkiej, lokalnej firmie. Na dodatek, doczytałam, że w ich ofercie pojawiły się dwa kolejne warianty tego produktu. Będą moje :D


   Lada moment pojawi się na blogu recenzja tego cuda więc dziś tylko krótki spojler. Żel nagietkowy z ekstraktem z aloesu Gaja zachwycił mnie swoją uniwersalnością. Stosuję go do twarzy, na nawilżania skóry głowy, pod olejowanie i jako krem do rąk. To mocno nawilżający, treściwy żel o pięknym aromacie miodu. Polecam!


   Z zakupami Biolove poszalałam... mocno. Część kosmetyków poszła już w ruch między innymi ich pianka peelingująco-myjąca o zapachu borówki. Zdobyła moje serce od pierwszego użycia. Pachnie BOSKO. Ma przyjemną formułę. Delikatnie zdziera, pozostawia na skórze uczucie komfortu, mgiełkę zapachu i wrażenie potraktowania jej lekkim olejkiem. Niestety w cenie regularniej kosztuje aż 25 zł za 150 ml i jest totalnie niewydajna :( Albo ja jej nadużywam. To to też prawdopodobne...

   Masło shea. Niegdyś używałam nierafinowane z Cosmo Spa ale... po zużyciu słoika o niego nie wróciłam mimo świetnych jego właściwości. Przyczyna? Zapach. Nienawidzę zapachu tegoż masła i nic na to nie poradzę. Przy okazji czytania której recenzji masła shea z Nacomi pojawiła się informacja, że ono... nie pachnie. Tutaj coś mnie tknęło, że w sumie warto dać szansę masłu rafinowanemu i szczerze? nie widzę większej różnicy w jego właściwościach względem tego cuchnącego. To silnie natłuszczający, niesamowicie uniwersalny produkt 'do wszystkiego'. Olejuję nim włosy, aplikuję na ciało i twarz w razie potrzeby i cieszę się efektami :)

   Jestem ciekawa co u Was okazało się być odkryciem tego mroźnego deszczowego miesiąca? :)
Czytaj dalej »

niedziela, 24 grudnia 2017

Domowy relaks | LIRENE | maski algowe w saszetkach

8
   Jakiś czas temu w moje ręce wpadły kolejne nowości marki Lirene. Początwszy od saszetkowych peelingów, masek i zabiegów na moich ukochanych algach kończąc. Dziś właśnie na nich się skupimy bo zdecydowanie warto poświęcić im odrębny wpis.


W ofercie producenta znajdziemy:
♡    Lirene Rewitalizująca maska z witaminą C
♡    Lirene Napinająca maska z 24K złotem i perłą
♡    Lirene Maska algowa głęboko nawilżająca
♡    Lirene Regenerująca maska z olejkiem rozmarynowym
♡    Lirene Glinkowa maska głęboko oczyszczająca
Kupicie je w drogeriach internetowych i stacjonarnych (Rossmann) za 8-13 zł za 10 gramów. Jedna saszetka wystarcza na jeden turbo odprężający zabieg ;)


   Algi mają postać proszku. Producent ułatwił nam odmierzanie potrzebnej do wymieszania ilości wody poprzez zaznaczenie pionowej linii na opakowaniu. Rzeczy niby błaha ale kto kręcić algi już próbował będzie wiedział jak duże to uproszczenie całego procesu. Podana ilość wody jest zupełnie w sam raz - proszek łatwo wymieszać i nie tworzą się zeń grudki. Wrócę jeszcze uwagę, że samo mieszanie (jak i aplikację na skórę) należy wykonywać szybko bo zastygnięta masa nadawać się będzie tylko do kosza.


   Maski różnią się od siebie kolorami i zapachami. I składem rzecz jasna. Jednak ich podstawowe działanie jest jednak bliźniaczo do siebie podobne. Mianowicie pięknie napinają (ale nie ściągają!) skórę, fundują jej długotrwałe nawilżenie. Efekt należy do tych bardziej spektakularnych i utrzymuje się na skórze zdecydowanie dłużej niż do kolejnego mycia co najczęściej dzieje się u mnie w przypadku większości masek czy to kremowych czy w płachcie. Dodatkowo tężejąca na skórze masa jest niesamowicie komfortowa - początkowo jest lekko ciepła (dolewamy letnią wodę) po chwili jednak zaczyna przyjemnie chłodzić i koić skórę

   Ze względu na zapach najbardziej polubiłam 'zielone' warianty czyli maskę ze spiruliną oraz rozmarynem (z rozmarynowymi farfoclami w środku!). Twarz w odcieniu shreka plus intensywna, odświeżająca woń sprawiały, że zabieg (pomijając wszelkie kwestie poruszone wcześniej) był jeszcze bardziej przyjemny. Po różowej, rewitalizującej wersji moja skóra za to wyglądała najlepiej - była turbo promienna, delikatnie rozjaśniona i w ogóle prezentowała się trzy razy lepiej niż zazwyczaj.

   Jeśli miałabym wytypować te, które przypadły mi do gustu najmniej zdecydowanie były by to warianty: oczyszczająca z glinką i napinająca ze złotem. Pierwsza różniła się od pozostałych formułą i była bardziej sucha oraz najmniej nawilżająca. Wszystko do przejścia ale nie zaskarbiła sobie mojej ogromnej sympatii. Druga, złota, niestety była zbyt intensywnie perfumowana a aromat mimo, że całkiem przyjemny (jak dobre perfumy) w okolicy nosa trochę mnie irytował. 


   Odrobinę ubolewam (a jakże!) nad tym, że w ofercie znajdziemy tylko opakowania 'na raz' bo zasadniczo wolę większe pojemności tego typu kosmetyków ale... doceniam zamysł producenta i polecam Wam wypróbować jakie to fajne. Szczególnie te trzy warianty, które bardzo mi przypadły do gustu :)
Czytaj dalej »

środa, 20 grudnia 2017

Korea pełną gębą :D | D'RAN | Wonder Hwangto Cream | krem do twarzy z czerwoną glinką i węglem

5
   Szał na koreańską pielęgnację trwa. Coraz więcej obco brzmiących marek pojawia się w sprzedaży w naszym kraju a w ręce moje wpadł krem marki D'RAN. Dziwacznie brzmiąca nazwa ma sens - to połączenie słów 'dermatologia' i koreańskiego słowa 'razem' co wyczytać można na stronie polskiego dystrybutora. W sprzedaży dostępnych jest aż dziewięć różnych kremów z czego szczerze zainteresowały mnie trzy: Spot&Skin Brightening czyli krem rozjaśniający, Pore Thightening&Refining mianowicie krem zwężający pory i jakże oryginalnie brzmiący Wonder Hwangto Cream będący jednocześnie kosmetykiem, który ma nawilżać, zapobiegać utracie wody z naskórka i zwiększać elastyczność oraz... oczyszczać i eliminować zanieczyszczenia. I właśnie na recenzję tego ostatniego Was zapraszam.


  Zacznijmy od teorii. Opakowanie to klasyczny, plastikowy słoik o nieklasycznej pojemności. Zawiera aż 100 gramów produktu przez co wystarczy na całą wieczność. Cena 60 zł nie wydaje się być zbyt wygórowana na gramaturę patrząc, po za tym wszelkie azjatyckie produkty w naszym kraju plasują się raczej w okolicy średniej półki cenowej. Jeśli zapragniecie posiąść ten (lub inny krem) tej marki możecie zamówić go bezpośrednio ze strony lub odwiedzić Wrocławską drogerię Lila Róż.

   Krem zaskoczył mnie swoją formułą. Mimo, że bazuje on na oleju makadamia i maśle shea jest niesamowicie leciutki. Pozostawia na skórze jednak delikatną ochronną, nietłustą warstewkę i nadaje się tak samo do używania na noc, jak i na dzień pod makijaż. Skóra po jego użyciu nie jest obciążona i wydaje mi się, że posiadaczki skór mieszanych (jak moja), tłustych czy normalnych powinny być z niego zadowolone. W przypadku osób ze skórą suchą wymagających natłuszczenia raczej sięgnęłabym po inny produkt.

   Wspominałam Wam już o olejach, które w tym słoju siedzą, wspomnę też o innych ciekawych dla mnie składnikach:
ekstrakt z węgla drzewnego, który ma wykazywać właściwości oczyszczające
ekstrakt z czerwonej gliny, eliminuje zanieczyszczenia, oczyszcza pory
Czy nie brzmi to dobrze? :D

   A jak krem sprawdza się u mnie? Wybornie! Moja skóra ostatnio dostała mocno 'w kość' bo traktuję ją produktem z retinolem. Pomijając kwestię wylinki borykam się też z silnym uwrażliwieniem. Krem D'RAN mnie nie podrażnia, ba, mam wrażenie, że delikatnie koi. Podejrzewam, że zasługą jest jego dość 'mokra' formuła, która po aplikacji zapewnia sporą dawkę komfortu. Jednocześnie jest to produkt, który naprawdę świetnie nawilża i pomaga nawodnić skórę w stanie odwodnienia. Najtrudniej ocenić mi jest jednak właściwości typowo oczyszczające. Po pierwsze dlatego, że od jesieni wspomagam moją skórę dosyć intensywnie preparatem retinolem, kwasem glikolowym i klindamycyną w jednym aczkolwiek odstawienie kwasów na dłuższą chwilę i stosowanie mojej standardowej pielęgnacji z tym oto kremem nie powodowało u mnie pogorszenia stanu skóry. A tę (odpukać) mam w formie co najmniej przyzwoitej.


   Podsumowując. Jeśli jesteście fanami azjatyckiej pielęgnacji lub macie ochotę po nią sięgnąć i szukacie niezbyt drogiego, lekkiego, uniwersalnego, dobrze nawilżającego kremu, który ma potencjał oczyszczający (glinka + węgiel) to zdecydowanie dobry wybór.


Czytaj dalej »

wtorek, 19 grudnia 2017

Moje NOWOŚCI | grudzień 2017

12
   Grudzień to zdecydowanie nie jest najlepszy miesiąc dla kosmetycznych maniaków. Promocje atakujące zewsząd niestety pokusiły i mnie. Główną przyczyną całego zamieszania jest drogeria Kontigo i ich świetny rabat -40% przy zakupach przez aplikację mobilną. Który obniżał ceny jak chce i niektóre z tych kosmetyków kupiłam za naprawdę śmieszne kwoty (masło do ciała Biolove za niecałe 2 zł :D). Jeśli jesteście ciekawi co wpadło w moje ręce zapraszam na ciąg dalszy.


↓   ↓   ↓


   Stronię od zakupów kosmetyków do makijażu i o ile z pielęgnacją szaleje tak w dziedzinie kolorówki moje zbiory są zdecydowanie mniejsze niż blogerskie standardy :D. Jednak bez podkładu czy kremu BB obyć się nie obędę a to co u mnie gościło (WetnWild Photofocus i podkład Bell) nie do końca spełniało moje oczekiwania. Skusiłam się więc na mini (nie taki mini znowu, ma aż 20 ml) krem BB Misshy Perfect Cover (17 zł). Po pierwszym nałożeniu na twarz stwierdziłam, że to brat bliźniak kremu BB Skin 79 w wariancie Gold i na pewno się polubimy więc idąc za ciosem kupiłam też pełnowymiarowe opakowanie o pojemności 50 ml za około 35 zł.


   Uwielbiam olejek do demakijaż marki Vianek. Na celowniku miałam podobny olejek Resibo ale... nawet promocyjne trzy dychy za mieszankę olejów do demakijażu to dla mnie lekkie przegięcie. Tym sposobem na celownik wzięłam sobie olejek Nacomi, jednak pierwszeństwo otrzymał olejek do demakijażu Biolove (15 zł). Podejrzewam, że pod względem składu to to samo patrząc na producenta ;) Dokupiłam też bambusową ściereczkę (3 zł?) bo mimo, że na szmatki z mikrofibry nie narzekam stwierdziłam, że pora wypróbować coś nowego.

   Do zakupu rumiankowej esencji micelarnej Polny warkocz pokusiła mnie swoją recenzją  kosmetyczny fronesis.  Już żałuję, że dostępna jest tylko 100 ml wersja (ok. 12 zł) bo kosmetyk zapowiada się rewelacyjnie. Pisząc ten post postanowiłam zobaczyć, kto odpowiada za produkcję i właśnie odkryłam, że firma pochodzi z mojego miasta i sprzedaje swoje kosmetyki stacjonarnie. Jestem ukontentowana!


Zakup tego cuda przekładałam w czasie już dłuższą chwilę i w końcu jest. Żel aloesowy Holika Holika. Skusiłam się na mniejszą pojemność (55 ml 12 zł) zasadniczo nie wiedząc czy ja się z nim w ogóle polubię :D Przy okazji wizyty w Biedronce capnęłam tez trzy maski w płachcie Puredrem za piątkę. Już donoszę, że ta czekoladowa wcale czekoladą nie pachnie :(

Przygarnęłam również dwa masełka do ust Biolove. Tanie to jak barszcz (w torebce :D) więc w sumie czemu by nie - w sezonie grzewczym wszelkie smarowidła schodzą u mnie jak woda. Wersja borówkowa już została mi podebrana więc zaczynam używać tę z granatem. W moje ręce wpadła też totalna klasyka w nieklasycznym bo brokatowym opakowaniu - pomadka ochronna Nivea. Rychło w czas - poprzednią wykończyłam o czym wspominałam Wam przy okazji ostatniego denka.


Już widzę, że o czymś zapomniałam - o glince ghassoul Nacomi.  Świetnej swoją drogą. Na tyle, że po pierwszy użyciu czym prędzej postanowiłam wrócić do zielonej glinki, którą kiedyś darzyłam sporą sympatią. Te produkcji Nacomi nie są drogie (ok 12 zł) i mają świetne opakowania w porównaniu do o niebo tańszych ale i równie skutecznych glinek produkcji rosyjskiej. Zafundowała sobie powrót do glinki czarnej Fitocosmetics - kiedyś byłam z niej bardzo zadowolona :) Kosztowała zaledwie 3 zł.

Właśnie pod glinki a raczej do ich mieszania nabyłam wielką, półlitrową flaszkę (:D) wody różanej. Kosztowało mnie to to mniej niż 15 zł. Za piątkę skusiłam się też na esencję Hydro Clean Dermiki - obecnie używam tego typu produkt z Perfecty i jestem z niego bardzo zadowolona :)


Gdy tylko doszły mnie słuchy, że marka Fa wprowadza do oferty żel pod prysznic z hibiskusem wiedziałam, że muszę go mieć. No i mam :D Pewnie trochę jeszcze poczeka na użycie ale wiecie, chciejstwa trzeba spełniać. W Biedronce złapałam uroczy (bałwanek!) płyn do kąpieli Farmona. Szału nie ma ale zapach gumy balonowej jest całkiem przyjemny. Jest jeszcze wariant o zapachu kiwi i... nie pamiętam. Kosztują 8 zł za pół litra.

Pielęgnacja ciała część pierwsza. Postanowiłam wrócić do masła shea (Nacomi). Wybór padł na tę firmę bo słuchy mnie doszły, że to to jest rafinowane a zapachu nierafinowanego nienawidzę. Dostałam też suchy olejek do ciała Nivea i pierwsze wrażenia mam niesamowicie pozytywne. Przypomina mi suchy olejek Dove, który darzyłam ogromną sympatią :)


Biolove. Szaleństwo. Skusiłam się na cztery masła do ciała (mniej niż 2 zł...), dwa lekkie masła (ok. 7 zł) oraz dwie pianki myjąco-peelingujące (ok. 7 zł). Póki co jaram się linią borówkową - pachnie tak, że o mój borze.... Nie gorzej wypada różane masełko :) Po mojej wtopie z innymi ich kosmetykami (m.in. żel pod prysznic mleko&miód) czuję, że chyba jednak się polubimy.


Kosmetyki do włosów Organix były na mojej liście 'do kupienia' od dawna jednak ceny (ok. 30 zł za sztukę) trochę mnie odstraszały. Ceny na poziomie 12 zł za opakowanie sprawiły, że... yhym, yhym, popłynęłam :D Począwszy od linii z wodą i mleczkiem kokosowym...


... poprzez linię z tlenem (:D) ...


... na wariancie lawendowym kończąc. Ten typ tak ma :D Zostając w temacie szamponów w moje ręce wpadł również micelarny szampon wzmacniający Nivea, który to już wyszedł w lepsze ręce. Bo swędzi mnie po nim skóra głowy :<

Nabyłam też kolejny egzemplarz mojej ulubionej wcierki Vianek. Chwaliłam ją w recenzji i chwalę ją nadal. I chwalę producenta za zmianę aplikatora! I ostatni już kosmetyk z tego przepastnego posta - maska do włosów Marion. Totalnie niepotrzebna ale w Biedronce krzyczała do mnie 'mamo!'. No to wzięłam :D




A Wam udało się zachować zdrowy rozsądek w przedświątecznym szaleństwie? ;)))






Czytaj dalej »

niedziela, 17 grudnia 2017

PROJEKT DENKO | pielęgnacja twarzy

6
   Powoli dojrzewam do pokazania Wam ogromu kosmetycznych nowości jakie ostatnio wpadły w moje ręce. Żeby jednak zachować jakąkolwiek równowagę dziś pora na denko :D Niewielkie, z kosmetykami do pielęgnacji twarzy, które ostatnio opuściły mój kosmetyczny zbiór. Przekrój produktów jest spory - począwszy od ulubieńców na bubelkach kończąc. Ciekawych zapraszam na dalszą część.


↓  ↓  ↓


DERMEDIC HYDRA IN 3 HIALURO PŁYN MICELARNY H2O
Nie do końca sprawdził mi się do demakijażu. Z moją codzienną szpachlą radził sobie mocno 'tak se' więc chętniej sięgałam po inne kosmetyki tego typu, które obecnie u mnie goszczą. Nie mogę mu jednak odmówić delikatności więc z przyjemnością zużyłam go jako produkt do oczyszczania rano czy odświeżenia jej w ciągu dnia. Minusem jest jednak dla mnie jego zapach - przyjemnie świeży jak inne kosmetyki tej marki jednak dla mnie w tym konkretnym płynie stanowczo zbyt intensywny.


NIVEA PIELĘGNUJĄCY DWUFAZOWY PŁYN DO DEMAKIJAŻU OCZU
Złego słowa na jego temat powiedzieć nie mogę. Pięknie domywał każdy makijaż przy czym był bardzo delikatny dla skóry okolic oczu. Do gustu przypadła mi również jego lekka, satynowa formuła. Na blogu pojawiła się jego recenzja.


SYLVECO LIPOWY PŁYN MICELARNY
Mój Ci on! Ultra delikatny i niesamowicie skuteczny. Wydajny, niedrogi, o przyjemnym zapachu. Z pewnością do niego wrócę i może nawet kiedyś doczeka się recenzji bo po raz kolejny wyszłam z założenia 'przecież znów go kupie, napiszę o nim później'. Ja tak mam.


ALTERRA EMULSJA DO MYCIA TWARZY Z BIO GRANATEM
Świetny produkt... do golenia nóg :D Używałam ją do twarzy jednak w pewnym momencie stwierdziłam, że nie ma sensu się męczyć. Nie był to zły produkt - mimo dużej łagodności (miał formułę gęstego mleczka) nieźle oczyszczał i pozostawiał na skórze uczucie komfortu ale... pachniał taaak intensywnie alkoholem, że moje oczy zaczęły się buntować od jego oparów.


BIELENDA ESENCJA DO SKÓRY MIESZANEJ
Twarz ma uwielbia wręcz toniki o symbolicznych stężeniach kwasów wszelakich i przy systematycznym ich stosowaniu odpłaca mi się z nawiązką. Tak też było w tym przypadku. Spotkałam się z opiniami, że kosmetyk ten powoduje podrażnienia na szczęście u mnie obyło się bez takich rewelacji i nie bez powodu pokazywałam Wam go w poście z ulubieńcami.


NATURA ESTONICA BIO TONIK NAWILŻAJĄCY
Tani i dobry. O przyjemnym kwiatowym zapachu. Z bardzo przyzwoitym składem. To moja druga zużyta butla, obecnie używam drugą wariantu odmładzającego więc jest coś na rzeczy.


NIVEA POMADKA OCHRONNA KREM WANILIOWY
Z pomadkami Nivea bywa różnie. Mają warianty do bólu słabe (Med Repair, porażka), mają takie całkiem przeciętnie (Classic) no i mają wersję tę oto właśnie. Wybitna nie była ale.., nie dość, że pachniała pięknie to na dodatek delikatnie rozjaśniała usta przez co wyglądały po prostu ładniej. Myślę, że kiedyś od niej wrócę, tutaj resztkę wyrzucam bo mnie opryszka dopadła :<


BELL PEELING DO UST
Gęsta, różowa parafinowa maź o zapachu gumy balonowej. Właściwości pielęgnacyjnych nie miało to to żadnych ale zdzierało zatopionymi pesteczkami w środku jak marzenie. Tylko, że tak w sumie to ja nie potrzebuję peelingu do ust i pewnie więcej go nie kupię :P


LIRENE ALGOWE MASKI DO TWARZY PEEL OFF
Planuję poświęcić im odrębny post (pisanie w toku, może zdążę w tym roku ;)) więc wspomnę tylko, że z pięciu wypróbowanych przeze mnie wariantów trzy to był totalny strzał w dziesiątkę a i jeden z pozostałych podpadł mi tylko zbyt mocnym zapachem (co ja mam z tymi zapachami?)

LIRENE MASECZKA BOGATA MASKA UJĘDNIAJĄCA
Miała bardzo dziwną formułę będąc jednocześnie czym lekkim i treściwym :D Pięknie nawilżyła i odżywiła skórę jednak mimo, że omijałam okolice oczu to i tak czułam lekki dyskomfort.

GLYSKINCARE ZŁOTE KOLAGENOWE PŁATKI POD OCZY
Świetne *-* Pięknie rozprawiły się z opuchlizną i zmęczeniem. Dobrze trzymały się skóry, były mocno wilgotne i nie podrażniały. Wiecie gdzie to kupić?

PERFECTA PRZECIWZMARSZCZKOWE PŁATKI POD OCZY
Żel na tkaninie. Efekt mizerny ale krzywdy nie zrobiły. Wrócić nie wrócę ale skuszę się na warian chodzący, a nuż okaże się być lepszy.

Czytaj dalej »

wtorek, 12 grudnia 2017

Arbuzowa smoła | BIELENDA | Carbo Detox | Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy

8
Dziś zapraszam Was na recenzję bardzo interesującego (ze względu na kolor!) żelu do mycia twarzy :D


Opakowanie to klasyczna butla z wygodną pompką. Moja (a jakże) nie działa więc myjadło postanowiłam przelać do opakowania zastępczego. I coś mi tu nie zagrało więc spojrzałam na pojemność. 195 gramów. Czyli mniej niż w innych tego typu produktach z drogeryjne półki. Kosmetyk nie jest szczególnie drogi - kosztuje około 15 zł.


Żel jest wściekle czarny. Myślałam, że to kwestia opakowania ale nie. Butla jest przeźroczysta a zawartość jest czarna niczym smoła. Albo węgiel, jak kto woli. Tworzy też burą, nieśnieżnobiałą pianę więc sam proces mycia należy do... ciekawych. Aczkolwiek to raczej nie moja bajka.

Zapach też należy do specyficznych. I jak zapach arbuza lubię (także w kosmetykach) tak ten tutaj do najprzyjemniejszych nie należy. Jest lekko chemiczny, kojarzy mi się z jakimiś gumami z kiosku z moich lat dziecięcych. Swego czasu miała inny produkt do mycia twarzy o arbuzowym aromacie (pianka Under 20, bardzo fajna swoją drogą) i był zdecydowanie przyjemniejszy.

Do właściwości oczyszczających przyczepić się nie mogę, dodatkowo jestem zaskoczona jego względną łagodnością. Żel przez detergentem w składzie zawiera glicerynę i to czuć. Po pierwsze dlatego, że niemal nie ściąga skóry, po drugie ma to wpływ na jego formułę. Jest ciut 'treściwszy' niż klasyczne żelowe myjadła i sunie po skórze dając wrażenie, że mamy do czynienia z czymś delikatniejszym niż większość kosmetyków myjących. Aczkolwiek nie oszukując - najłagodniejszym kosmetykiem świata nie jest ;)



Podsumowując. Przyjemny chociaż niewybitny. Raczej kosmetyk z gatunku 'warto spróbować' niż 'muszę do niego wrócić!' :D
Czytaj dalej »

poniedziałek, 4 grudnia 2017

ULUBIONE #11 2017

17
Zapraszam Was na kolejną porcję comiesięcznych ulubieńców :)


Komfort codziennego makijażu? Gdy wracając po domu mam jeszcze co zmywać ;) O podkładzie Catrice HD Liquid Coverage pisałam Wam w jego recenzji jednak i w niej zaznaczałam, że dla mnie nie jest to kosmetyk bez wad ale... odkąd zaczęłam go mieszać z bazą Pearl Base Bielendy odkryłam go niemal na nowo. Podkład na skórze wyglądał pięknie - o niebo naturalniej niż nałożony solo - i nosił się o wiele bardziej komfortowo bez utraty trwałości. Ten duet gościł na mojej skórze przez ostatnie miesiące i.... bardzo żałuję, że kupiłam coś innego bo jestem zawiedziona.

Puder Wibo Fixing Powder to też stały bywalec mojego makijażu. Jest drobnozmielony, pozostawia na skórze bardzo naturalny efekt i pięknie utrwala makijaż przy czym nie pozostawia po sobie efektu 'płaskiego' matu którego szczerze nienawidzę. Ma niewielką wadę - niby jest transparentny jednak dla mojej ciepłej skóry odcień mógłby być bardziej beżowy lub żółty jednak brązer (po który i tak sięgam) załatwia sprawę. Jeśli jeszcze go nie znacie to bardzo Wam go polecam :)


Dobry krem z filtrem? Pharmaceris. Hydrolipidowy krem ochronny SPF50+ jest moim niekwestionowany ulubieńcem. Ma dość lekką formułę, szybko się wchłania pozostawiając po sobie delikatną, ochronną warstewkę. Zaaplikowany nawet w sporej ilości nie bieli skóry. Za to bardzo przyzwoicie radzi sobie z nawilżeniem - nawet w te paskudne, zimowe dni. No i dobrze współpracuje z makijażem. 


Krem do rąk Linum Emolient Dermedic zdobył moje serce (i dłonie) szybko i skutecznie. Jest treściwy, pięknie odżywia skórę i skutecznie pomaga mi nad nią zapanować mimo, że pogoda nie rozpieszcza. Podobnie zresztą jak Blistex Intensive Lip Relife - jeden z lepszych preparatów do wymagających ust. To kosmetyk o konsystencji gęstego kremu, który lekko chłodzi usta i zapewnia im intensywną pielęgnację. Wróciłam do niego po krótkiej przerwie i zdecydowanie wpisuję zapasowy egzemplarz na listę 'kupić przy okazji' a w moim przypadku to zawsze najlepsza rekomendacja.


I na koniec dwa waniliowe *-* kosmetyki. Pianka do mycia rąk Cien nie dość, że pachnie pięknie to jeszcze na dodatek jest dość delikatna dla mojej wymagającej skóry dłoni. Nie jest droga a jednocześnie jest tak gęsta, że wydajnością wręcz zachwyca. Mam inny wariant zapachowy tego kosmetyku i pachnie wybitnie źle, jednak wariant waniliowy jest niesamowicie przyjemny dla mojego nosa. Podobnie zresztą jak waniliowy żel pod prysznic Yves Rocher, który to nie do końca pachnie czystą, słodką wanilią a raczej.... waniliowym Vibovitem (kto wyjadał palcem?). Sam żel jest gęsty, świetnie się pieni i mimo, że znam łagodniejsze żele tak ten nie sieje spustoszenia na mojej bardzo suchej skórze.

Znacie któryś z powyższych produktów? :)
Czytaj dalej »

poniedziałek, 27 listopada 2017

Idealny na chłody | DERMEDIC | Linum Emolient plus EGZEMA | Regenerujący krem do rąk

4
    Krem do rąk. Kosmetyk do szczęścia mi niezbędny. Moja skóra dłoni jest bardzo sucha przez cały rok jednak wraz z nadejściem jesieni zaczyna się (nie) mały armagedon. Począwszy od łuszczenia na pękaniu kończąc. Dlatego tak ważny jest dla mnie dobór odpowiednich kosmetyków pielęgnacyjnych. Używam zazwyczaj dwa - jeden lżejszy, typowo nawilżający o lepszym wchłanianiu na co dzień i coś zdecydowanie treściwszego do użytku w domu i nakładania grrrubą warstwą na noc. Dziś o produkcie z tej drugiej kategorii.


 Produkt ten posiada wygodną, estetyczną tubę o pojemności 100 ml. Kupicie go w aptekach za około 12 zł.


    Konsystencja tego kosmetyku jest specyficzna. Krem jest bardzo bogaty, bezpośrednio po aplikacji pozostawia na skórze delikatną, wyczuwalną powłoczkę jednak ani się nie lepi ani się nie klei przez co w używaniu jest bardzo komfortowy. Nie należy jednak do grupy kremów, które pozostawiały by na skórze niemal pudrowe wykończenie więc jeśli lubicie kosmetyki, których na skórze nie czuć to to nie to. Ja jednak powodu na narzekania nie mam, jak pisałam na wstępie preferuję bogatsze formuły, szczególnie gdy przekłada się to na działanie produktu a tak też jest w tym przypadku.

     Krem ten bazuje na lanolinie. I to czuć. Już od pierwszej aplikacji spierzchnięte dłonie są ukojone i odpowiednio nawilżone. Przy częstym stosowaniu znika przesuszenie, skóra jest zdecydowanie bardziej gładka, odpowiednio nawilżona i przyjemnie miękka. Krem nie zawiera mocznika co jest dla mnie ogromnym plusem. Wiem, że są zwolennicy tego składnika jednak moja skóra dłoni, szczególnie gdy zaczyna niedomagać, bardzo źle na niego reaguje - pojawia się pieczenie i zaczerwienienie. Tutaj tego problemu nie mam.

      Miałam już kilka kosmetyków marki Dermedic i śmiem twierdzić, że wszystkie łączy podobny, trochę świeży, jednocześnie odrobinę mdły zapach. W przypadku tego kremu jest on delikatnie wyczuwalny przez co zupełnie mi nie wadzi.


    Podsumowując. To naprawdę udany jednocześnie niedrogi, treściwy krem do pielęgnacji wymagającej skóry. Używam go z przyjemnością i chętnie do niego wrócę co w przypadku kremów do rąk często mi się nie zdarza. Jeśli potrzebujecie ratunku dla skóry to śmiało mogę Wam go polecić :)
Czytaj dalej »

niedziela, 26 listopada 2017

moja TOALETKA | proste, tanie i praktyczne rozwiązania dla małego wnętrza

16
Patrząc na mój obecny wystrój chciało by się rzec - dziecko IKEA. Prostota rozwiązań tej marki i niewygórowane ceny sprawiły jednak, że stojąc przed małym remontem swoje kroki skierowałam właśnie tam. 

O ile efekt finalny mi leży tak rozpatruję go raczej w kategoriach 'jak nie zagracić mikrego metrażu' niż 'to szczyt moich marzeń'. Ale jak się nie ma co się lubi to... no właśnie. Dziś o mojej toaletce.


♡ ♡ ♡ ♡ ♡

Nie lubię zbędnych ozdób więc poszukiwanie czegoś by przełamać gołe, białe ściany było dla mnie wyzwaniem. Sięgnęłam po coś co wpisuje się w obecne druciane trendy przy czym jest jednocześnie i ozdobne i prostu funkcjonalne. Zegar kupiłam online w sklepie Mondex. Obecnie kosztuje 25 zł ja zapłaciłam za niego 15. Jeśli jeszcze go nie znacie to koniecznie wejdźcie na ich stronę. Mają od groma fajnych rzeczy a szczególnie ukontentowane będą fanki kubków - znalazłam kilka egzemplarzy które sama chętnie bym kupiła, gdyby te co mam nie zaczynały mi się wysypywać z kuchennej półki :D


Toaletka to małe biurko MICKE IKEA 129 zł. Zmieści się nawet w niewielkim wnętrzu bo ma zaledwie 73 cm szerokości. Posiada pojedynczą, płytką wysuwaną szufladę, która, obiektywnie rzecz biorąc pomieści niewiele. Jednak na kosmetyki kolorowe czy pielęgnację (na leżąco ;)) jest w sam raz.

Żeby ułatwić sobie utrzymanie porządku kupiłam wkłady do szuflady STODJA IKEA 3.99 zł. Są wykonane z plastiku, łatwe do utrzymania w czystości i pomagają ogarnąć całość. Niewielki minus - do mojej szuflady nie wejdą cztery sztuki i zostaje dziura ;)

To co widzicie na załączonych obrazkach to cały mój makijaż w użyciu. Gromadka zdecydowanie niewielka jak na blogerskie standardy. Jeśli macie okazję na aktualizację moich kolorówkowych zbiorów dajcie znać :)


Nie przepadam za przechowywaniem kosmetyków na wierzchu jednak są take, które lubię mieć pod ręką.


Świetnie w tym celu sprawdza mi się proste, białe pudełko VARIERA IKEA 9,99 zł. Jest spore, mieści więc i zapachy po które na co dzień sięgam i pielęgnacyjne niezbędniki - krem do rąk, stóp i wcierkę do włosów (jak mam ją w zasięgu wzroku częściej po nią sięgam ;)).


IKEA Lustro KARMSUND 49.99 zł spodobało mi się od pierwszego wejrzenia. Jest bardzo duże (27x43 cm), praktyczne, estetyczne. Metalowa czarna rama jest ozdobą samą w sobie a element na wierzchu można pominąć jeśli dla kogoś zaczyna się robić zbyt pstrokato. Można je przekręcać więc wykonywanie przy nim makijażu jest bardzo komfortowe. 

Lustro jednak paskudnie się czyści. Te smugi i farfocle z ręcznika są bardziej widoczne na zdjęciach niż w rzeczywistości ale moje poprzednie szkło z Pepco w tym względzie było zdecydowanie mniej upierdliwe.


Punktuje u mnie jednak wygodną podstawką na której upchacie dziada z babą. To świetne miejsce do przechowywania biżuterii czy zapachów, u mnie jednak mieszkają tam po prostu kremy do twarzy bo przyznaję się bez bicia - szczególnie wieczorami gdy padam na twarz zdarza się moją pielęgnację kończyć i zaczynać na demakijażu i myciu.

Jestem ciekawa jak to wygląda u Was :)
Czytaj dalej »

sobota, 25 listopada 2017

Projekt DENKO | kosmetyczne zużycia listopada 2017

19


Do końca miesiąca jeszcze chwila ale więcej zużyć na chwilę obecną  mi się nie zapowiada, zapraszam Was więc na projekt denko :)


Green Pharmacy szałwiowy żel do mycia twarzy
Po mojej udanej przygodzie z wariantem aloesowym tego producenta wiedziałam, że i ten w moje ręce wpadnie. Wpadł. I złego słowa na jego temat powiedzieć nie mogę. Miał piękny zapach, dobrze oczyszczał skórę przy czym był dla mniej względnie delikatny. Mam tylko wrażenie, że zużyłam go szybciej niż żele o podobnej pojemności zużywam zazwyczaj. Z drugiej strony na promocji kupicie go za piątkę więc i tak warto.

Dr. Konopka's nawilżający peeling gommage
Zużycie października o którym to na śmierć zapomniałam. Jednak warto o nim wspomnieć więc gdy odnalazłam tubę w czeluściach łazienki wrzuciłam ją do torby z denkiem. Jeśli pominąć fakt, że peeling gommage to to nie jest to naprawdę porządny kosmetyk. Drobinki w nim zatopione były bardzo delikatne ale było ich jednocześnie na tyle dużo że pięknie złuszczały martwy naskórek a lekka, kremowa i pięknie pachnąca baza sprawiała, że po jego użyciu skóra była miękka i nawilżona. Bardzo przypomniał mi rozgrzewający peeling z oferty tegoż samego producenta (który dla urozmaicenia nie grzał ;)).

Eveline oczyszczająca maseczka z zieloną glinką
Z kosmetykami tej firmy mam taki problem, że gdy widzę je na sklepowej półce to wcale mnie nie kuszą. Jak jednak już coś od nich w ręce mi wpadnie raczej nie zdarza mi się na nie narzekać i tak też będzie tym razem. Wygodny słoiczek zawierał kremową, lekką maskę na bazie zielonej glinki, która całkiem nieźle oczyszczała i matowiła skórę. Nie miałam problemu z jej zmywaniem ze skóry co w przypadku kosmetyków na bazie z glinek bywa upierdliwe. Całkiem przyjemna, może kiedyś do niej wrócę.

Sylveco miętowa pomadka z peelingiem
To świetna pomadka o właściwościach pielęgnacyjnych i ochronnych. O przyjemnej formule i lekkim, miętowym aromacie. Zdradzę Wam, że mam kolejny egzemplarz mimo, że peeling z niej żaden o czym pisałam w poście o moich ulubieńcach.


Pantene Moisture Renewal odżywka do włosów
Świetna, treściwa ale nie obciążająca odżywka, która intensywnie nawilżała i dociążała włosy. Miała przyjemny zapach, faktycznie dawała efekt pielęgnacyjny w obiecane trzy minuty i jak za marką Pantene nie przepadam to jej temat nie mogę powiedzieć złego słowa.

Organic Shop szampon z algą i glinką
Gęsty, treściwy, intensywnie oczyszczający szampon, który przy dłuższym stosowaniu przesuszył mi skalp. Nie sprawdzi się u osób, które głowę myją codziennie jednak podejrzewam, że u posiadaczek mocno przetłuszczającej się skóry głowy może okazać się być całkiem niezły. Drażniło mnie jego opakowanie a konkretnie odkręcany korek i wielka dziura do dozowania produktu. Wrócić do niego nie wrócę mimo wszystko podejrzewam, że może kiedyś pokuszę się na inny szampon tej marki. Tym razem bardziej dopasowany do moich potrzeb ;)

O'Herbal szampon nadający objętości
To dobrze oczyszczający kosmetyk, który przyjemnie i wyczuwalnie wygładza włosy. Czy unosi je od nasady? Hm... trudno powiedzieć. Ma przyjemny zapach, dobrze się pieni i pewnie kiedyś skuszę się na duże opakowanie.

Farmona Jantar wcierka do skóry głowy
Love-hate relationship. Pod względem efektów bardzo ją sobie chwaliłam - gdy włosy wypadały mi garściami po kuracji problem minął jak ręką odjąć. Na dodatek spowodowała zdrowy wysyp baby hair i moje włosy znacznie się zagęściły ale... moa skóra głowy zareagowała na nią co najmniej źle. Pojawiło się uczucie nadbudowania i niedomycia a unormowanie sytuacji zajęło mi chwilę.


Lirene Stop Rogowaceniu krem do stóp 30% mocznika
Wracam do niego systematycznie i bez wahania mogę nazwać go moim ulubionym kremem do stóp. Radzi sobie ze zgrubieniami lepiej niż skarpetki złuszczające a gdy stopy mam w przyzwoitej formie (dzięki niemu właśnie) używam go raz, dwa razy w tygodniu. Polecam, jeśli jeszcze go nie znacie.

Lirene Intensywna regeneracja krem-kuracja do rąk
Kolejny świetny kosmetyk tej marki, którego dobrych kilka tubek już zużyłam. Przez długi czas nie trafiłam na nic, co sprawdzało by mi się tak dobrze jak on. Pięknie odżywia skórę, walczy z przesuszeniem i ma przyjemną, treściwą formułę. Jeszcze do niego wrócę.

Alterra żel pod prysznic z nasionami chia
To mój pierwszy i pewnie nie ostatni żel z tej firmy. W porównaniu do Isany to niebo a ziemia... Nie przesusza mi skóry, ma przyjemną żelową formułę i mimo, że nie bardzo się pieni był dość wydajny. Zapach był nieoczywisty, odświeżający, trochę cierpki. Szczególnie lubiłam używać go rano lub po mączącym dniu.

Yves Rocher kokosowe masło do ciała
Zbite, treściwe masełko o świetnych właściwościach nawilżających i ochronnych. O intensywnym ale niemęczącym kokosowym aromacie. Pisałam Wam o nim w poście o moich ulubieńcach, zdania nie zmieniłam :)



To by było na tyle. W grudniu, śmiem twierdzić, pustych opakowań będzie jeszcze więcej bo mam sporo kosmetyków na wykończeniu. Jestem ciekawa czy znacie któryś z tych produktów i jaka jest Wasza opinia na ich temat.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia