niedziela, 26 czerwca 2016

JOY BOX kosmetyki naturalne

Cześć. Jak wiecie albo i nie, pudełka Joybox przewijają się u mnie praktycznie od momentu stworzenia całej inicjatywy. Odpuściłam tylko pierwsze ;) Dziś o ostatniej, naturalnej edycji pudełka. Które macie jeszcze szansę kupić w TYM miejscu w cenie 59 zł.


PODSTAWA PUDEŁKA cz. 1

Duży ukłon dla fanek pielęgnacji firmy Sylveco. W pudełku znalazły się:
# Biolaven Organic Krem do twarzy na dzień
# Vianek Odżywcza maseczka peeling do twarzy
# Sylveco Tonik hibiskusowy do twarzy.

Tonik Sylveco miałam już okazję używać. Planowałam do niego wrócić więc wcale mi nie żal, że zdubluje mi się w moich kosmetykach. Ba, mocno jestem z tego powodu zadowolona. Jeśli mowa o kremie - znam wersję na noc z próbki więc o ile wariant dzienny jest tak samo przyjemny i pięknie pachnący na pewno nie będzie źle. Najbardziej interesującym dla mnie produktem jest ten z marki Vianek. Cuda wianki ;) jakie obiecuje producent ciekawią mnie bardzo więc i to lniane cudo na mojej skórze zagości.



PODSTAWA PUDEŁKA cz. 2

Pozostałe kosmetyki z postawy pudelka:
# Oillan active Bioaktywny balsam kojąco-ochronny 
# Be Organic Mleczko do demakijażu 
# Yasumi Gąbka konjac 

Balsam zdecydowanie poczeka na chłodniejsze miesiące. Mleczko niby nie jest moim ulubionym produktem do zmywania makijażu ale po przygodzie z naturalnym mleczkiem Sylveco i Be Organic dostanie ode mnie szansę. Gąbka konjac cieszy mnie niesamowicie bo.. moja poprzednia tego typu gąbką umarła ze starości a ja nadal nie kupiłam kolejnej sztuki. JoyBox mnie uprzedził ;))


KOSMETYKI Z DWÓCH GRUP DO WYBORU

U mnie:
#  Hagi Puder do kąpieli 
# Arkana Puder do demakijażu 

Puder do kąpieli Hagi był /tak, już zużyłam ;)/ niesamowity *-* Pięknie pachniał, zmiękczał wodę, odżywiał i natłuszczał skórę. Nawet ja, balsamowy maniak. mogłam po jego użyciu odpuścić sobie smarowanie mazidłami. Jedynym minusem dla mnie jest jego regularna cena i słaba dostępność ale... rozważam kolejny zakup ;))
Puder Arkana ciekawił mnie straszliwie. Dawno temu wypatrzyłam podobny puder u konkurencji /Yasumi/ ale jakoś nie miałam odwagi ryzykować przy moich nadwrażliwych oczu. Nie wiem jak Yasumi ale Arkana zrobiła kawał dobrej roboty: nie dość, że formuła i konsystencja tego produktu są świetne to jeszcze nie podrażnia mi skóry i skutecznie radzi sobie z demakijażem. 




Tyle dobroci :) Skusiłyście się na pudło? A może macie to dopiero w planach? ;)

środa, 22 czerwca 2016

Nowości LIRENE i UNDER 20

Cześć :) Dziś czas najwyższy na pokazanie Wam nowości marek Lirene i Under 20 jakie całkiem niedawno wpadły w moje łapy. 


   Seria słoneczna składająca się z koloryzującego balsamu do ciała, samoopalacza do twarzy i ciała, musu-pianki samoopalającej do twarzy i ciała oraz jaśminowego olejku do opalania SPF 30.
   Dwa środkowe produkty czekają jeszcze na swoją premierę bo na chwilę obecną sięgnęłam po coś innego /o tym za chwilę/ jednak ciekawa ich jestem niesamowicie. Jakiś czas temu używałam ich klasycznego balsamu do ciała i wspominam go bardzo miło.
   W ruch poszedł za to olejek. Powiem szczerze, że o ile nie mam problemu z filtrowaniem twarzy tak produkty do ciała dla osoby, która nie lubi używać balsamów rano są totalnym nieporozumieniem. Aż dziw bierze, że wcześniej nie wpadłam na genialny pomysł zakupu olejku. Jest lekki, szybko się wchłania, nie brudzi ubrań i zapewnia dobrą ochronę. Jestem na tak.
   Produktem, który nie przypadł mi do gustu i oddam go pewnie w dobre ręce jest za to balsam koloryzujący. Nie wiem czy ja nie potrafię takich kosmetyków obsługiwać czy faktycznie wszystkie brudzą straszliwie wszystko dookoła. Nie wiem czy dam mu szansę jednak z drugiej strony... Kto nie próbuje ten nie ma ;))


   Tutaj miszmasz. Od lewej dwa produkty Lirene Dermoprogram: perłowy mus do ciała i brązujący balsam pod prysznic. Oba używam i z obu jestem zadowolona. Mus posiada cudowną konsystencję i delikatne, nienachalne drobinki. Na dodatek pięknie pachnie. Ciekawszy jest dla mnie jednak balsam pod prysznic - jest niezwykle komfortowy w użytkowaniu, po 3 minutach można się ubrać nie bojąc się plam i zacieków a ładną, złotą opaleniznę uzyskałam po trzech aplikacjach. Zapowiada się ulubieniec.
   Antycelulitowy endo-masaż kupił mnie... bańką chińską. To ustrojstwo chciałam przetestować od dawna jednak ze względu na naczynka mijało się z celem kupno bańki na jednorazową przygodę. Ale mam, użyłam i masaż spodobał mi się bardzo. Jednak ze względów zdrowotnych bańka leci w inne ręce. Sam olejek sobie zostawię - ma piękny zapach i świetną konsystencję.
   Jedyny produkt Under 20 w postaci żelu micelarnego. Mam nadzieję, że dorówna swojemu poprzednikowi, którego dwie tuby zużyłam z przyjemnością ;))
   No i nowa odsłona kremu do stóp Lirene 30% urea - najlepszego kremu do stóp o czym pisałam Wam tutaj.
 

   Nowość z kolorówki: podkład Lirene No Mask. Ciekawa byłam go straszliwie i miałam go kupić korzystając z -49% w Rossmannie ale... kolorystyka. Producent zaoferował nam tylko dwa odcienie do wyboru z czego jasny, który posiadam wygląda na diabelnie pomarańczowy /zdjęcie nie oddaje koloru/ i z pewnością nie sprawdzi się u bladych osób. Nabrałam trochę opalenizny więc postanowiłam go wypróbować i na szczęście pięknie stapia się ze skórą mimo swojego ciemnego odcienia. Sama formuła jest bardzo lekka, jest niesamowicie komfortowy w aplikacji a efekt, jaki pozostawia na skórze jest wprost niesamowity *-* Chyba nigdy nie miałam podkładu, który wygląda jak druga skóra. Zapowiada się kolejny ulubieniec :)


Tyle dobrego :) Już niebawem pokarzę Wam zawartość ostatniego /cuuudownego/ Joyboxa a potem moje dwumiesięczne zakupy. Do zobaczenia :)

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Wygraj książkę na IG | Jessica Park To skomplikowane Julie

Cześć.  Jeśli posiadacie Instagrama i lubicie czytać jeszcze dziś możecie zgarnąć dla siebie egzemplarz nowości wydawnictwa Znak Jessica Park To skomplikowane Julie.


Więcej szczegółów @blogkosmetykoholiczka 

niedziela, 5 czerwca 2016

NIVEA | pielęgnujący płyn micelarny | cera normalna i mieszana

O tym Panu będzie głośno. Nivea po raz kolejny z hukiem wprowadza na swój rynek nowości. Tym razem słów kilka na temat niemampojęciaktórego micela w mojej karierze. Dobrego micela. Na szczęście.



Ostatnio borykam się z paskudną nadwrażliwością okolic oczu. Z tego też powodu każdy jeden produkt oczyszczający /chociaż nie tylko/ oceniam najpierw pod względem łagodności a później patrzę na jego skuteczność. Nivea tym razem mnie nie zawiodła. Szczególnie, że wariant który posiadam teoretycznie nadaje się do demakijażu oczu to jednak dedykowany jest skórze normalnej i mieszanej. Jeśli więc macie podobne problemy możecie śmiało zainwestować w niego tych kilkanaście złotych. Nie jest też nadmiernie perfumowany więc jeśli zapachy w kosmetykach Was drażnią to kolejny plus.

Skuteczność. Przyznaję się bez bicia i lojalnie uprzedzam - nie używam kosmetyków wodoodpornych więc nie jestem w stanie zweryfikować jak zachowa się w przypadku makijaży nie do ruszenia. Jednak u mnie sprawdził się naprawdę dobrze. Nie rozmazywał tuszu, skutecznie zmywał konkretny podkład /typu Pierre Rene Skin Balance czy Ingrid Ideal Face/. Nie lepił się, nie kleił, pozostawiał skórę przyjemnie odświeżoną.

Minus. Jestem marudą i dobrze mi z tym więc będę się czepiać. Ubolewam nad pojemnością - coraz więcej firm wypuszcza na rynek micele większych butlach i słusznie - u mnie są to produkty które idą jak woda więc pojemność 400 ml jest na chwilę obecną jedną słuszną /człowiek szybko się do dobrego przyzwyczaja/. No i cena, niby 16 zł /Rossmann/ nie jest przesadnie wygórowaną to jednak znam równie dobre a trochę tańsze kosmetyki tego typu. Czy do niego wrócę? Nie wiem. Aczkolwiek uważam że to naprawdę przyzwoity płyn micelarny.