czwartek, 28 kwietnia 2016

DENKO | edycja KWIECIEŃ 2016

Zdaję sobie sprawę, że ostatnio na blogu nie dzieje się nic ponad denka i zakupy ale... dobre i to :) Nie chcę wchodzić w większą prywatę ale ostatnie miesiące dały mi mocno popalić i delikatnie straciłam serce do blogowania. Nie zamierzam bloga usuwać czy chociażby go oficalnie zawieszać - bo i to nie pierwszy raz gdy traktuję go po macoszemu a później potulnie /z ogromną przyjemnością!/ do blogowania wracam. Nie odpuszczam właśnie denka - daje mi okazję chociaż pokrótce pokazać jakie produkty się u mnie sprawdziły /lub nie/ i zakupów - bo się jaram :D

Dziś zapraszam Was na comiesięczne podsumowanie zużyć.


MINCER PHARMA Daily Care Regenerujący płyn micelarny do twarzy
Mocno przecięty. Zmywać makijaż to on zmywał ale potrafił mi lekko podrażniać skórę. Na dodatek miał zbyt intensywny i drażniący mnie zapach. Powrotu nie planuję.

MINCER PHARMA Daily Care Dwufazowy płyn do demakijażu oczu
Tu akurat przyczepić się nie mam do czego. Był i łagodny i skuteczny. Warstewka jaką pozostawiał była przyjemnie jedwabista, nie pozostawiał mgły na oczach i na dodatek kosztuje w regularnej cenie niewiele ponad 10 zł. Warty uwagi.

TOŁPA Simply Łagodny żel-pianka do mycia twarzy
Dziwadło. Nie wiem czemu ale określenie 'pianka' zasugerowało mi, że produkt będzie miał właśnie taką konsystencję. No nie, to zwykły bardzo gęsty i 'klejący' żel. Który pieni się całkiem, całkiem. Myć mył, łagodny szczególnie nie był bo przesuszał mi skórę używany częściej niż raz dziennie. Największym minusem był jednak jego zapach - przy spłukiwaniu go ze skóry szło się udusić :/ Jeśli zdarzyło mi się w tym momencie nabrać powietrza ustami /a robię to niezwykle często - krzywa przegroda to jest to/ w ustach pozostawiał obrzydliwy chemiczny posmak. Podsumowując - NIE.

TOŁPA Dermo Baby Oczyszczając woda micelarna
Przeklinałam ją przy każdym użyciu. Najgorszy micel ever a używałam ich w swoim życiu od groma.

TOŁPA Dermo Atopic Lipidowa emulsja myjąca do twarzy i ciała
Teoretycznie powinnam wychwalać ją pod niebiosa. Myła, nie przesuszała, nie zostawiała warstewki na skórze twarzy pozostawiając na niej równocześnie przyjemne uczucie komfortu. Była wydajna - swoją mini-butlę używałam i na twarz i ze trzy razy umyłam nią ciało gdy byłam w kryzysie-przesuszu. Tylko... znam równie dobry produkt w postaci emulsji micelarnej Anida, który to kosztuje 4 razy mniej. Dla mnie rachunek jest prosty.

TOŁPA Botanic Biały hibiskus 30 + Rewitalizujący krem uelastyczniający na dzień.
To nie jest krem na dzień. Przynajmniej dla skóry takiej jak moja - pozostawiał wyczuwalną, niewchłaniającą się warstwę, przy której makijaż po prostu nie może wyglądać dobrze. Nie ma tego złego bo i tak planowałam go używać na noc. Na twarz. A skończył jako produkt do szyi i dekoltu z powodu przepięknego /białe kwiaty <3/ ale tak intensywnego zapachu, który mdlił mnie niesamowicie. Działanie jak na krem z Tołpy przystało - co najmniej dobre. Pięknie nawilżał, pięknie wygładzał, pięknie łagodził i odżywiał skórę. Jednak raczej w przyszłości po niego nie sięgnę.

PHARMACERIS S SPF 30 Nawilżający krem ochronny
Świetny. Zgodnie z obietnicą producenta nawilżał skórę, więc nie musiałam nakładać pod niego innego kremu. Pozostawiał na skórze delikatną powłoczkę jednak był świetną bazą pod makijaż. Nie przetłuszczał mi skóry. No i chronił. Powrotu nie planuję ale na pewno wypróbuję wariant SPF 50 ;))



BABYDREAM Szampon do włosów dla dzieci
Parę lat temu go znienawidziłam za plątanie moich kołtuniących się włosów. Postanowiłam dać mu szansę i była to decyzja świetna. Doczyszcza i włosy i skórę głowy jak marzenie. Plątać plącze ale w momencie gdy moje włosy są w całkiem niezłej formie nie jest to dla mnie tak upierdliwe. Mam parę butli w zapasie, zużyję z przyjemnością

YVES ROCHER Szampon w kremie
Co to ma być ja się pytam. Miałam już w życiu różne zapędy pielęgnacyjne, zdarzało mi się myć włosy odżywką więc myślałam, że ten oto szampon będzie miałam podobne działanie. Tak też jest. Tylko że mi osobiście taka formuła nie odpowiada. Użyty w standardowych ilościach nie domywa ani włosów ani skóry głowy i po trzech dniach mycia zaczynał się mnie armagedon. Użyty w ilości 'pół garści' starczył na parę razy, całkiem fajnie domył co miał myć jednak stosunek ceny do wydajności /a myję głowę codziennie.../ to nieporozumienie. Powrotu nie planuję.

YVES ROCHER Szampon stymulujący
Cóż. Jeśli chodzi o tę firmę i ich szampony to albo je kocham albo nienawidzę. Tego nie pokochałam. O ile faktycznie zahamował wypadanie włosów to myć nie mył. I powodował spustoszenie na mojej skórze głowy. Nie mówię mu nie - jak włosy lecą garściami to jestem w stanie inne niedogodności przeboleć ale ulubieńcem zdecydowanie nie zostanie. Irytował mnie też jego świeży, ziołowy zapach. Fuj.

GLISS KUR Ultimate Repair Szampon do włosów
Gdybym przeczytała jego recenzje to tym go nie kupiła. A szkoda, bo to na prawdę fajne myjadło do codziennego użytku. Myje, nie podrażnia, nie wysusza, nie obciąża włosów. Na dodatek ładnie pachnie i bywa śmiesznie tani - te opakowanie 400 ml kupiłam za zaledwie 6 zł.

KALLOS Hair Pro-botox maska do włosów
Fajny produkt jeśli mowa o goleniu nóg :P Do włosów w przypadku moich rozjaśnianych, cienkich włosów to totalne nieporozumienie. Obciążał, poza obciążeniem nie zrobił nic.

PANTENE Większa objętość Odżywka w piance
Hmmmm. Nie nawilżała, nie wygładzała, nie ułatwiała rozczesywania. Usztywniała za to włosy co, jak podejrzewam, miało dawać obiecany efekt 'volume'.  Słabe to było, nie planuję powrotu.

NIVEA Repair&Target Care Odżywka do włosów
Bardzo przyjemny produkt. O ile szampon okazał się być dla mnie totalnym nieporozumieniem tak odżywka przypadła mi do gustu. Chętnie do niej wrócę.

MARION Hair anty-age Maska do włosów bez spłukiwania
Kupiłam ją za czasów mocno zniszczonych włosów i w tym momencie działała cuda. Wygładzała, nawilżała, nadawała blasku. W przypadku włosów we względnie dobrej formie efektów większych nie widzę.




THE BODY SHOP Mango Krem do rąk
Miły, pięknie pachnący maluch do torebki. Działanie pielęgnacyjne przeciętny, działanie na zmysły - wzorowe.

ISANA Peeling solny
Bardzo polubiłam się z tymi masującymi żelami. Zdzierać nie zdzierają jakoś szczególnie jednak ładnie pachną, przyjemnie miziają skórę. No i myją. Mam kolejne i pewnie będę je kupować systematycznie dopóki mi się nie znudzą ;)

ISANA Żel pod prysznic
No cóż. Myć myje, trochę wysuszał ale bardzo lubię te kolorowe opakowania. Ten wariant pachniał słodko, lekko miodowo, bardzooo przyjemnie.

TOŁPA Dermo Baby Oliwka do ciała
Oliwka jak oliwka. W tej cenie można mieć trzy oliwki Babydream i po nie sięgnę w przyszłości. Szkoda przepłacać dla takiego samego pielęgnacyjnego efektu.

BE BEAUTY Płyn do kąpieli
Niewydajny jednak przy większej ilości dawał świetną, gęstą pianę. Nie przesuszał mi skóry. Zapach mnie oczarował na amen. Walczenie ze zbieractwem każde mi odpuścić kolejne opakowanie, jednak jeśli lubicie słodkie zapachy to jest on jeszcze do kupienia w Biedronkach.

MALIZIA Płyn do kąpieli
Porównywalny do płynu BeBeauty. Zapach jednak nie do końca mi podpasował.

BE BEAUTY Sól do kąpieli
Jak kocham wersję kwiatu wiśni tak lawenda mnie ciut zawiodła. Właściwości zmiękczające są porównywane ale słabo barwiła wodę a zapach był średnio intensywny. 

L'BIOTICA Skarpetki złuszczające
Powinnam się po nich łuszczyć a nie łuszczę się nadal. Coś mi się zdaje, że się nie zaprzyjaźnimy...



Jestem ciekawa Waszych opinii :)



piątek, 22 kwietnia 2016

JOYBOX edycja wiosenna 2016 / pierwsze wrażenia

Cześć. Wczoraj w moje łapy wpadł ostatni, tym razem wiosenny Joybox /do kupienia TU/. Piękne pudełko zauroczyło mnie od pierwszego wejrzenia i jak poprzednie z pewnością dostanie drugie życie przy przechowywaniu drobiazgów. Czy zawartość okazała się być równie kusząca? Zapraszam Was do dalszej części.

W obecnej edycji otrzymywaliśmy aż 10 produktów w cenie 49 zł. Wartość mojego pudła to ponad 150 zł więc interes /o ile faktycznie wszystkie produkty okażą się być potrzebne/ jest całkiem, całkiem ;))

Produkty podzielone były na dwie grupy: pierwszą - która w pudle lądowała z automatu i drugą, gdzie pozostawiony był nam wybór /o ile oczywiście miałyście tyle szczęścia i załapałyście się na pełną ofertę/. O dziwo, śledząc dzień sprzedaży pudełka zauważyłam, że po pierwszym boomie i totalnych pustkach w krótkim czasie po weryfikacji zamówień znów wszystkie produkty były dostępne. Więc czasem cierpliwość popłaca :)




Kosmetyki, które już są w Twoim Joyboxie:


AA Oil Essence krem do rąk
Jeśli mowa o mnie - kremów do rąk nigdy dość. Ten kusić ma pięknym zapachem i swoimi odżywiającymi właściwościami. Pierwsze wrażenia mam dosyć nijakie. Sam krem jest podejrzanie lekki jak na kosmetyk odżywczy a i zapach mimo, ze zapowiada się nieźle podejrzewam, że na dłużą metę może męczyć. Zapowiada się typowy jako typowy krem do wrzucenia do torebki ale nie porzucam nadziei - wszak kosmetyki AA lubię bardzo ;)

BIO IQ 2w1 szampon do włosów i ciała
Jedna z ciekawszych pozycji w tym pudełku. Plus za skład, dużą pojemność i wielozadaniowość. Niebawem zabiorę się za jego użytkowanie bo ciekawi mnie straszliwie. Niech no ja tylko wykończę tragiczny szampon z YR...
bioiq.ue rabat 10% na hasło: BIOIQnaturalnie

Delia matujący krem korygujący
Małe zaskoczenie. Już miałam go oddawać w inne ręce ale postanowiłam go otworzyć i przetestować na własnej skórze. Oczywiście jest dla mnie za ciemny jednak zostanie ze mną w oczekiwaniu na opaleniznę. Bo odcień nie ma w sobie pomarańczowych tonów. Krem przy dwóch warstwach daje porządne, średnie krycie a na skórze wygląda przepięknie. Skubany, ma potencjał!

Oeparol odżywczy krem pod oczy
Produkty tej firmy a szczególnie kremy pod oczy kusiły mnie już od jakiegoś czasu więc jestem mocno na tak ale... ważność tego kremu upłynie 08.16 więc jeśli jesteście kosmetycznymi zbieraczami /jak ja :D/ warto wziąć to pod uwagę.

Bea Beleza zestaw trzech mini produktów. 
Mocno prozaiczna rzecz jaką jest klips do włosów poprawiła mi humor :D Niby nic ale planowałam zakup takiego cuda na moją wiecznie przeszkadzającą w makijażu grzywę więc kolejny produkt na tak. Gumka Hair Bobbles we wściekle różowym kolorze wygląda skromniej niż te z Invisi Bobble i niestety nie wróżę jej zbyt długie żywotności. Próbka peelingu Marc Inbane ledwie doczekała sesji zdjęciowej i już za chwilę, już za moment jej zawartość wyląduje na mej twarzy. Drogie to jak nieszczęście wiec tym bardziej ciekawa jestem działania ;))


Kosmetyki, które możesz wybrać:


Vianek balsam do ciała
W moje łapy wpadła wersja kojąca. Ostatnimi czasy moje naczynka i na skórze twarzy i ciała robią mi psikusa i pękają na potęgę więc przetestuję go z przyjemnością. Szalenie się cieszę, że JB postawił na tę polską markę :)

Cosmo Spa glinka do twarzy
U mnie glinka różowa. Na naczynka w sam raz. Nie używałam jeszcze tego rodzaju glinki tym niemniej cieszę się z niej mocno, bo glinki jako takie lubię.

Cosmepick puder do twarzy
Nowość na rynku o której w ramach współprac i promocji wszelakich zaczyna się robić głośno. Odcień zupełnie nie mój więc oddam go mamie. Plus dla JB za możliwość wyboru koloru.

Eveline chłodzący krem nawilżający do stóp
Uwielbiam kremy do stóp *-* Wariant chłodzący w sam raz na lato.

Smart Girls Get More konturówka do ust
Bardzo polubiłam się z pomadkami tego producenta a i konturówka zapowiada się obiecująco. Pokazałam ją już w akcji na moim IG



Tyle tego dobrego :)
Skusiłyście się na to pudło? Jak wrażenia?


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

MINCER PHARMA | Daily Care | dwufazowy płyn do demakijażu oczu | regenerujący płyn micelarny | nawilżający tonik do twarzy

Cześć. Korzystając z niespodziewanego dnia wolnego postanowiłam /w końcu!/ zabrać się na napisanie słów kilku na temat produktów marki Mincer Pharma z linii Daily Care.  Firma ta zgodnie z informacjami na opakowaniu istnieje na rodzimym rynku lat 27 co przyznaję się bez bicia jest dla mnie nie lada zaskoczeniem ;) Nie jest mi zupełnie nieznana jednak dopiero teraz postawiła na lepszą promocję w postaci dobrej dostępności - produkty tej firmy dostaniemy stacjonarnie w Naturze. Ja swoje przygarnęłam w drogerii internetowej w oszałamiającej cenie oscylującej w okolicach 10 zł za sztukę. Jeśli jesteście ciekawe jak te kosmetyki sprawdziły się u mnie zapraszam na ciąg dalszy.


***


MINCER PHARMA Daily Care Dwufazowy płyn do demakijażu oczu
Mój faworyt jeśli mowa o tej uroczej trójce i jeden z lepszych płynów dwufazowych jakie wpadł w moje łapy. Moje oczy i skóra tych okolic ostatnio są bardzo problematyczne. Ogrom produktów mnie podrażnia, ogrom produktów wysusza cienką skórę. Z tego też względu z miceli przerzuciłam się na dwufazy, których olejowa formuła zazwyczaj sprawdza się u mnie lepiej. I tak było tym razem. Płyn nie robi mi krzywdy, jednocześnie jest bardzo skuteczny w zmywaniu tuszu czy kredki do oczu. Powłoczka jaką pozostawia na skórze jest przyjemnie jedwabista i satynowa, zdecydowanie przypadnie do gustu osobom, które nie lubią ciężkich, tłustych, olejowych produktów. Czy jest to produkt nie do zastąpienia? Zdecydowanie nie. Jest tak samo dobry jak płyn Lirene, Dr Irena Eris czy Yves Rocher jednak w cenie regularnej jest z nich najtańszy. Dla mnie zdecydowanie wart powrotu.


MINCER PHARMA Daily Care Regenerujący płyn micelarny
Używam go do demakijażu skóry twarzy i tutaj sprawdza się naprawdę dobrze. Nie podrażnia, nie uczula, pięknie zmywa podkład. Nie sprawdził się u mnie jednak jako produkt do oczu ze względu na pojawiające się pieczenie i zaczerwienienie. Na dodatek ma bardzo intensywny, męczący zapach. Używać używam ale bez większej przyjemności. Powrotu nie planuję.



MINCER PHARMA Daily Care Nawilżający tonik do twarzy
Nie mogę przyczepić się do jego działania bo trudno czepiać się czegoś... co nic nie robi. Ani nie nawilża, ani nie odświeża. Po jego użyciu brakuje mi uczucia komfortu jakie zazwyczaj fundują mi produkty tonizujące. W przypadku aplikacji na zranioną skórę potrafi zapiec jednocześnie pozostawia uczucie dyskomfortu przy przecieraniu nic oczu. Podobnie jak micel ma bardzo intensywny i mdły zapach, który doprowadza mnie do rozpaczy ;))


Podsumowując:
Serdecznie polecam Wam płyn dwufazowy jednak od płynu micelarnego i toniku warto raczej trzymać się z daleka jeśli posiadacie wrażliwą skórę lub nie lubicie kosmetyków mocno perfumowanych.

Posiadam z tej linii jeszcze maseczkę do twarzy, którą opiszę niebawem przy okazji postu o innych maseczkach ;))

Znacie, lubicie?

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Projekt DENKO | kolorówka, zapachy, paznokcie

Cześć :)
Dziś zapraszam na kolejne denko. Tym razem pora ogarnąć blisko półroczne zużycia kolorówki, produktów do paznokci i zapachów. Jakoś nigdy nie pasowało mi pokazywanie pojedynczych produktów wśród comiesięcznych denek więc z październiku po raz pierwszy na blogu powiło się 'kolorówkowe denko'. Czas na część drugą. Ciekawych co udało mi się zużyć zapraszam dalej.


*****


YVES ROCHER PUDER MATUJĄCY
Nie lubię typowych pudrów matujących i gdy moja skóra nie szaleje z nadprodukcją sebum raczej omijam je z daleka. Do tego jednak wrócę z chęcią bo był świetny. Nie dość że pięknie trzymał skórę w ryzach przez cały dzień to nie pozostawiał na skórze płaskiego, ciężkiego i nienaturalnego matu. Plus za jasny kolor, piękne opakowanie i przyzwoitą wydajność. Minus za wygórowaną cenę regularną /ok. 70 zł/ ale od czego są promocje ;)

YVES ROCHER PUDER ZERO NIEDOSKONAŁOŚCI
Jeszcze lepszy od poprzednika. Podobnie radził sobie z moją skórą pozostawiając piękne, satynowe wykończenie. Nie za bardzo wiem o czym myślał producent wymyślając mu nazwę ale zdecydowanie jest to produkt warty uwagi. Podobnie jak w wersji matujące najjaśniejszy odcień był na prawdę blady - dla mnie idealny na zimę. Kupię ponownie z przyjemnością.

LIRENE MY COLOR CODE PODKŁAD
Idealny na lato, zimą sprawdził się  u mnie mocno przeciętnie. Zdecydowanie jest to produkt dla skóry normalnej, mieszanej czy tłustej. W przypadku skóry przesuszonej nie wygląda niestety dobrze. Plus za jasny odcień pięknie wtapiający się w skórę. Chętnie do niego wrócę jednak dopiero latem.

LILY LOLO PODKŁAD MINERALNY
Nie jestem w stanie przyczepić się do tego produktu. Dawał piękny, naturalny efekt, niezłe krycie i był trwały. Kolor China Doll był pięknie jasny i żółty. Aplikacja mimo, że niezbyt problematyczna na dłużą metę okazała się być po prostu upierdliwa. Czy do niego wrócę? Nie wiem. Pewnie tak ale raczej zimą.


REAL TECHNIQUES MIRACLE SPONGE
Początkowo wzbudziła we mnie spory zachwyt ale po kilkunastu tygodni zmieniła się w jędrną kluskę... Za tę cenę zdecydowanie nie warta uwagi i będę poszukiwać czegoś lepszego.

LA LUXE TUSZ DO RZĘS
Cudo z Joyboxa. Pięknie wydłużał, pięknie rozdzielał, lekko pogrubiał. Mam świetną szczoteczkę i doskonałą, całodzienną trwałość. Kupiłabym kolejne opakowanie ale... nie mam gdzie :( Bardzo przypomina mi wycofaną maskarę Rimmela Sexy Curves, której do tej pory nie mogę odżałować.

SMART GIRL GET MOR TUSZ DO RZĘS
Jeśli lubicie rzęsy-firanki to zdecydowanie tusz wart uwagi. Może  sztucznych rzęs nie zastąpi ale... niewiele mu brakuje.Jest czarny jak smoła. Ma jednak minus w postaci marnej trwałości. Po plus minus pięciu godzinach zaczyna robić pod okiem mało urokliwą pandę. Szkoda, wielka. Mam dwa kolejne opakowania i funduję sobie piękne rzęsy, gdy wiem, że będę w stanie ogarnąć to, co zaczyna mi się dziać pod okiem.

ISA DORA TUSZ DO RZĘS
Przyzwoity chociaż do bólu przeciętny. Coś tam wydłużał, trochę pogrubiał, ładnie rozdzielał. Miał jednak wypłowiały odcień czerni. Łatwo się zmywał, był trwały ale nie zdecydowałabym się na pełnowymiarowe opakowanie. Wersja mini pojawiła się w pudle Joybox.


SALLY HANSEN INSTANT CUTICE REMOVER
Nie wiem jak mogłam bez niego żyć. Jeśli macie problem z narastającymi skórkami może okazać się wybawieniem.

EVELINE / LA LUXE ODŻYWKA 8w1
Jedni ją kochają, inni nienawidzą. Ja należę do pierwszej grupy. Z ostrożności stosuję ją zgodnie z zaleceniami producenta w formie 3-dniowych kuracji i w końcu mogę się cieszyć mocnymi paznokciami.

YVES ROCHER BASE COAT
Świetny produkt, który oczywiście został wycofany. Doskonale chronił przed farbowaniem płytkę paznokcia jednocześnie miał pozytywny wpływ na trwałość manicure.

SALLY HANSEN INSTA DRI
Pobił na głowę i Poshe i Seche Vite. Może i nie zasycha ta błyskawicznie jak wcześnie wymienieni ale nie ściąga lakieru. Wydłuża żywotność lakieru na paznokciach o kilka dni. Mój Ci on.

POSHE TOP COAT
Niegdyś ulubieniec ale jw. ;)

YVES ROCHER LAKIERY
Wow! W końcu znalazłam lakiery, których pędzelek odpowiada mi w stu procentach. Jest przycięty mistrzowsko i manewrowanie w okolicach skórek jest wręcz przyjemnością. Duży wybór kolorów /w tym moja ukochana Magnolia/, niewielka pojemność. Krycie w zależności od odcienia wymaga od 1 do 3 warstw. Cena może nie najniższa ale w promocji oscyluje w okolicach cen lakierów Wibo ;)


BENETTON BIANCO
Mój ukochany letni zapach, który zdobył me serce od pierwszego użycia i zdetronizował wcześniejszy numer jeden czyli Tommy Girl. Zapach jest totalnie nieoczywisty a dominującymi nutami są bambus, jaśmin i moje ukochane liczi. Jest słodko, jest kwiatowo, jest trochę zielono. Nie jest jednak to typowy świeży czy zielony letni zapach, których szczerze nienawidzę. Mam kolejny flakon. A nawet dwa.

C-THRU PURE ILLUSION
Zapach porównywalny do See by Chloe. Ma w sobie tę samą ciężką do określenia przez mój nos, drażniącą mnie nutę topiącego się plastiku :D Zużyć zużyłam, bo nawet sama go sobie nie kupiłam ale powrotu nie planuję.

JEANNE ARTHES SEXY ME NO 1
Pralinki, czekolada, liczi. Słodziak nad słodziaki o całkiem przyzwoitej trwałości przy śmiesznej cenie. Dla fanek słodkości jak znalazł.

Miałyście okazję używać z tych któryś z produktów?



piątek, 8 kwietnia 2016

Nowości i zakupy | dziesięć (!) szamponów, trzy pudry i nowe pudełko JoyBox

Systematyczność mojego blogowania woła o pomstę do nieba. Nadziei jednak nie porzucam i przychodzę dziś do Was z nowościami jakie w ciągu ostatnich tygodni wpadły w moje łapy.


   Pudry. Potrzebowałam pudru bo ostatni mój zakup w postaci pudru matującego z KOBO nadaje się co najwyżej do wylądowaniu w koszu. Na śmieci. Dawno nie trafiłam na tak paskudnie wyglądający na skórze puder. Pokuszę się wręcz o stwierdzenie, że nigdy wcześniej. Dramat. Ale ja dziś nie o tym. W poszukiwaniu czegoś do utrwalania makijażu skorzystałam z promocji -40% w Naturze i wyszłam z pudrem sypkim My Secret i kulkami rozświetlającymi KOBO. Oba produkty znam bardzo dobrze i bardzo je lubię więc tu nie bałam o niespodzianki... A potem przypomniałam sobie, że miałam chęć na sypki puder W7 Banana Dreams więc olałam rozsądek i też klikłam ;) Decyzja to była świetna bo odkąd wpadł w moje łapy uzywam go dzień w dzień i nie mogę wyjść z zachwytu jak takie cudo może być tak tanie i jak żółty puder może pięknie wyglądać na skórze. Chyba szykuje się miłość.

   Joybox. Edycja specjalna w ramach współpracy z marką L'oreal. Świetna metoda promocji patrząc na fakt, że pudło kosztuje zaledwie 49 zł gdzie wartość produktów jest co najmniej trzy razy taka. Dla siebie zostawiam olejek do twarzy, olejek do włosów i olejek w kremie /też do włosów/. Kremy niestety polecą w inne ręce bo składowo to zupełnie nie moja bajka a i kremów u mnie od groma w zapasie. Pozostała trójka wydaje mi się jednak mooocno interesująca i z pewnością dam Wam znać ile to to warte, szczególnie że produkty do włosów idą już w ruch. Jakby ktoś miał chęć to pudła są jeszcze dostępne do sprzedaży tu a za dwa dni rusza nowa edycja. Skusicie się?


   Małe zakupy w Naturze. O stopy dbam na bieżąco więc złuszczające skarpetki L'biotica będą tylko kropką nad i w ich pielęgnacji. Przygarnęłam też krem InstantHelp z Evree z braku kremu Garnier lub Lirene /puste półki, kto to widział.../. O peelingu Hean słyszałam tyle dobrego, że promocja w końcu nakłoniła mnie do zakupu. Zapowiada się nieźle, na dodatek pachnie przepięknie porzeczką.

   Małe zakupy w Rossmanie. Kupiłam ostatnio pomadkę do ust z Sylveco. Użyłam ją raz i zgubiłam. Nie wiem kiedy, jak i gdzie. Zdolna jestem niesłychanie. Z braku laku pokusiłam się na ochronną pomadkę z Isany. Kupiłam też tonik Rival de Loop. Jestem mocno zła bo zmienili mu skład. Nigdy nie zrozumiem po co zmieniać coś, co jest po prostu świetne. Jeśli działanie będzie słabsze niż wcześniej porzucę go na rzecz toniku złuszczającego z Perfecty. No i maseczki. W końcu w moim R. pojawiła się kakaowa Ziaja kusząca zapachem. A maski RdL skusiły nie składem /mocznik zaraz po wodzie/ i mam nadzieję, że moja skóra w kryzysie ładnie na nie zareaguje.


   Tak, wiem... Całkiem niedawno Rossman zafundował na świetną promocję na szampony ich marek własnych. Nie używałam do tej pory szamponów Alterry więc stwierdziłam, że to najlepsza okazja by się z nimi poznać. Do szamponu Babydream zraziłam się dawno temu gdy posiadałam długie włosy, których po jego użyciu nie byłam w stanie w żaden sposób rozczesać. Kupiłam dwa na próbę bo a nuż widelec coś się zmieniło i był to strzał w dziesiątkę. Kończę już pierwszą butelkę i jestem niemal zachwycona. Dlatego dokupiłam następne cztery :D Ale ja myję głowę codziennie więc myjadła idą u mnie jak woda. No i Babydram ułatwiający rozczesywanie. Czeka jeszcze na swoją premierę ;)


Tyle tego dobrego. Znacie, lubicie?